LUKI W PAMIĘCI

Stary dowcip rosyjskich dysydentów (opowiadany zapewne po cichu przez decydentów) głosił: Jaka jest różnica pomiędzy demokracją a demokracją socjalistyczną? Taka, jak pomiędzy krzesłem a krzesłem elektrycznym.
Taka jest też zapewne różnica pomiędzy wspomnieniami a wspomnieniami kontrolowanymi.
Ostatnio któryś z Kaczyńskich, najpewniej oczywiście Jarosław -- wspominał był kilkakrotnie publicznie, nieco tajemniczą a potężną, gdy chodzi o wpływy, postać stojącą w cieniu zaraz za nowym Premierem, Donaldem Tuskiem. Chodzi o obecnie bankowca, a niegdyś Premiera Rządu RP z początku lat 90., o nieco zapomnianym dla laików nazwisku: Jan Krzysztof Bielecki (JKB, jak lubi być nazywany). Czy to z tego powodu, że wspomniał o nim Kaczyński, czy też z powodu udanej fuzji banku Bieleckiego z innym bankiem -- natychmiast -- w wielkonakładowej prasie ukazały się stosowne materiały przypominające sylwetkę JKB. Weekendowe wydanie (1-2 grudnia 2007 r.) dziennika "Polska. The Times" przynosi wywiad z JKB, zaś w tym samym czasie "Rzeczpospolita" piórem Igora Janke przybliża czytelnikom sylwetkę b. Premiera.
Rzecz w tym, że oba materiały przybliżają JKB opinii publicznej w sposób zdecydowanie, mówiąc oględnie -- niewystarczający. Po raz któryś -- jak zdarta płyta -- ekploatowana jest np. cieżarówka, którą JKB ze swym kierowcą (jeszcze z Rosji) woził do gdańskiego portu drzewo w stanie wojennym, nic natomiast nie mówi się o znacznie ważniejszych fragmentach życiorysu b. Premiera.

Zadajmy więc pytania, na które JKB -- w myśl dość wyświechtanej w III RP zasady: czystszy niż żona Cezara -- dawno już powinien znaleźć publicznie stosowne odpowiedzi:
Co późniejszy Premier Rządu RP robił w latach 70. przez cały bity rok w Związku Sowieckim?

W artykule Igora Janke -- JKB zdaje się mówić, że nie należąc do partii komunistycznej, skazany był siłą rzeczy na gorsze wybory szans życiowych, a to na uczelnię (Uniwersytet Gdański), a to na Ośrodek Doskonalenia Kadr Ministerstwa Handlu. Ale przecież aby wyjechać wówczas -- na cały, pełny rok -- do Sowietów, (przy znanej paranoidalnej podejrzliwości sowieckich czekistów), JKB musiał się chyba cieszyć niezwykłym zaufaniem odpowiednich, wysoko umiejscowionych w odpowiednich strukturach, decydujących wówczas o wszystkim -- towarzyszy!

Co późniejszy Premier Rządu RP robił kilkakrotnie w l. 70. w Skandynawii (np. Szwecja, Norwegia)?
Z jakim rezultatem, i dla kogo późniejszy Premier Rządu RP zabiegał w latach 80. o wysyłkę do PRL najnowocześniejszego ówczesnie sprzętu komputerowego, choć jego import do krajów komunistycznych był surowo zabroniony przez kraje zachodnie, w tym państwa NATO, i takie działania były -- mówiąc krótko -- wymierzone przeciwko podstawom bytu Zachodu?

Można oczywiście dużo opowiadać Panu Red. Janke o "kontrwywiadzie "Solidarności" i "cichej wojnie z Rosją" (nb. "moja cicha wojna", parafraza tytułu wspomnień Kima Philby), ale aby zabrzmiało to dość wiarygodnie, trzeba -- niestety -- wreszcie odpowiedzieć na powyżej sformułowane pytania. A może też na inne...
Inaczej można zaszkodzić nie tylko sobie, ale także opartemu na (bezgranicznym) ZAUFANIU rządowi Premiera Donalda Tuska. Nie mówiąc już -- bo to się samo przez się rozumie -- o Polsce.

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: