KUCZMA ODCHODZI

Kuczma odchodzi ale zmienia Konstytucję

Na początku lutego Leonid Kuczma zrezygnował z kandydowania w październikowych wyborach prezydenckich, mimo że posłuszny mu Trybunał Konstytucyjny uznał, iż aktualny prezydent Ukrainy może sprawować tę funkcję przez jeszcze jedną kadencję. Kuczma dodał później, iż zorganizował już swoją fundację i będzie zajmował się polityką, natomiast gwarancji nie pociągania do odpowiedzialności karnej nie potrzebuje. Na Ukrainie panuje przekonanie, iż prezydent wycofał się pod naciskiem Zachodu. Jednocześnie jednak proprezydencka większość parlamentarna uchwaliła wstępnie, tzn. jeszcze bez mocy prawnej, ustawę przekazującą realną władzę z rąk prezydenta premierowi, co oznacza, iż następca Kuczmy będzie jedynie figurantem.

Reforma Konstytucji

Celem obozu prezydenckiego jest taka zmiana Konstytucji, która uczyni przyszłego prezydenta więźniem obecnej, prokuczmowskiej większości parlamentarnej. Dotyczy to obu najpoważniejszych kandydatów: Wiktora Juszczenki, przywódcy koalicyjnej „Naszej Ukrainy” jak też obecnego premiera Wiktora Janukowycza, jednego z przywódców oligarchii donieckiej. W pierwszym wypadku chodzi o uniemożliwienie przeprowadzenia reform i zmiany status quo, w drugim o kontrolę nad Janukowyczem, gdyby stał się zbyt samodzielny.

W lutym 10 klubów proprezydenckich, stanowiących większość parlamentarną, podpisało umowę o zakończeniu reformy konstytucyjnej, wysunięciu jednego kandydata w wyborach prezydenckich, utworzeniu i poparciu dla rządu koalicyjnego do końca kadencji obecnej Rady Najwyższej w 2006 roku i przedstawieniu wspólnej listy w wyborach parlamentarnych 2006 roku. Umowę tę narzucił Janukowyczowi i Medwedczukowi (klan kijowski) Kuczma, który dysponuje też poparciem klanu dniepropietrowskiego (Tihypko). W ten sposób prezydent chce zapewnić stabilizację obecnemu układowi władzy nawet po 2006 roku. Jednocześnie realizowany jest plan Medwedczuka, Symonenki (komuniści) i Moroza (socjaliści) zmian w Konstytucji. W jego ramach proprezydencka większość, komuniści i socjaliści podpisali porozumienie o dokończeniu reformy konstytucyjnej do wyborów parlamentarnych w 2006 roku, do czego potrzeba 300 spośród 450 głosów. Przewiduje on wprowadzenie ordynacji proporcjonalnej w wyborach parlamentarnych, co uderzy w klan doniecki, bowiem zawdzięcza on swe mandaty oligarchom rządzącym w okręgach i wyznaczającym posłów oraz ograniczenie władzy prezydenta na rzecz rządu i premiera. Nowy prezydent straci prawo tworzenia i likwidowania centralnych organów władzy wykonawczej, w tym mianowania i odwoływania szefów lokalnej administracji państwowej, nie będzie już kontrolował Komitetu Antymonopolowego, Funduszu Majątku Państwowego, Komitetu Państwowego d/s Polityki Informacyjnej, nie będzie mógł odwołać wyższych urzędników państwowych mianowanych przez Kuczmę, np. sędziów Trybunału Konstytucyjnego czy członków Centralnej Komisji Wyborczej, utraci także wpływ na służbę podatkową, milicję i prokuraturę nie będzie więc mógł szantażować posłów i biznesmenów. Prezydent będzie kierował wprawdzie polityką zagraniczna ale ambasadorów będzie mógł mianować za zgodą premiera i ministra spraw zagranicznych. Zachował jedynie prawo veta i inicjatywy ustawodawczej.

Zmiany w Konstytucji mają wejść w życie 4 miesiące po uchwaleniu, następnie w ciągu miesiąca pod rygorem rozwiązania parlamentu musi powstać koalicji klubów parlamentarnych czyli większość, która powoła rząd koalicyjny. Dotychczas rząd powoływał prezydent, odtąd będzie czynił to parlament. Jeśli zmiany przegłosowane zostaną w marcu-maju, rząd będzie tworzony przed październikowymi wyborami prezydenckimi i pod wpływem Kuczmy. Proponuje on kandydatów na szefów MON, MSZ i SBU, którzy pozostaną nieusuwalni. W tej sytuacji Kuczma może sobie pozwolić na ewentualne zwycięstwo Juszczenki, choć i tym wypadku potrzebny będzie dalszy silny nacisk Zachodu.

Trzecia Kuczmagate

Na dwa dni przed wizytą prezydenta Ukrainy w Niemczech, gdzie miano omawiać powołanie rosyjsko-niemiecko-ukraińskiego konsorcjum i jego udziału w budowie rurociągów tranzytowych, doszło do kolejnej kompromitacji Kuczmy. Poprzednie dwie Kuczmagate dotyczyły zabójstwa dziennikarza Gongazde i sprzedaży systemu radarowego Kolczuga krajowi objętemu sankcjami ONZ.

Walerij Krawczenko, generał-major Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, od kwietnia 2003 roku odpowiedzialny za bezpieczeństwo ambasady ukraińskiej w RFN i rezydent wywiadu ukraińskiego w Niemczech, udzielił wywiadu rosyjskiej sekcji Deutsche Welle. Rewelacje Krawczenki stały się głównym tematem doniesień prasowych na temat Ukrainy w czasie wizyty Kuczmy w RFN (19-20.02.2004). Wyszło na jaw, że od jesieni 2003 roku Ihor Smieszko, szef SBU i Oleh Sinianskyj szef Zarządu Wywiadu SBU wydawali na piśmie instrukcje nakazujące śledzenie członków rządu - „ministrów i wyżej” - i opozycji, w tym posłów, w czasie ich pobytu na terytorium Niemiec; należało zbierać informacje z kim i w jakim celu utrzymują kontakty, na czyi koszt przybyli do RFN, kto ich tutaj popiera, czy krytykują ukraińskie władze itp. Dwa dni po wizycie, ukrywający się Krawczenko powiadomił, iż miał rozkaz śledzenia również dziennikarzy niemieckich i Gabrieli Stauner, posłanki z ramienia bawarskiej CSU do parlamentu europejskiego. Zadanie jego polegało na uniemożliwieniu programowi ZDF Mona Liza nadania informacji o handlu organami ludzkimi i dziećmi w Charkowie. Stauner zainteresowała się tym problemem, przyjmowała gości z Ukrainy prowadzących w tej sprawie śledztwo na własną rękę i obiecała poruszyć kwestię znikania niemowląt w Charkowie w Radzie Europy. Wreszcie generał pogroził, że ma dowody przestępczej działalności Kuczmy i wysokopostawionych osób i jest gotów przekazać dokumenty tylko prokuraturze (pro forma) oraz komisji praw człowieka Rady Najwyższej.

Kijów rzecz jasna wszystkiemu zaprzeczył, oskarżył Krawczenkę o niepoczytalność i chęć zemsty za zamiar odwołania go z dobrze płatnej posady, a wreszcie stwierdzono, iż wydawanie wspomnianych instrukcji było niemożliwe, ponieważ zabrania tego prawo. Widocznie władze ukraińskie słuchały odpowiedzi premiera Millera przed komisją d/s Rywina.

Krawczenko pracował przez kilka lat w Kijowie w Zarządzie V KGB zajmującym się opozycją. W 1980 roku został przeniesiony do Moskwy i skierowany do wywiadu (I Zarząd KGB). W latach 1982-1987 pełnił służbę w Afganistanie, w okresie 1996-2000 pracował w ambasadzie ukraińskiej w Bonn, a następnie był zastępcą naczelnika Głównego Zarządu Wywiadu d/s informacji i gospodarki. Uprzedzony przez kolegów z wywiadu, iż wezwanie na 11 lutego do Kijowa oznacza jego odwołanie, odmówił powrotu.

Niejasne pozostają prawdziwe motywy Krawczenki. Jako najbardziej prawdopodobne wymienia się dwie interpretacje: ślad rosyjski i wewnętrzną walkę w SBU. Im bardziej Kuczma i jego rządy kompromitują się w oczach Zachodu, tym bliżej Rosji dryfuje Ukraina. Smieszko, człowiek Wiktora Medwedczuka, starając się obsadzić swoimi ludźmi SBU, popadł w konflikt ze stara gwardią, do której należy Krawczenko. Działa on więc nie sam lecz w porozumieniu ze starymi szefami wywiadu. Wynik trzeciej Kuczmagate jest jednak w obu wypadkach taki sam: kompromitacja i izolacja władz ukraińskich.

Autor publikacji: 
INTERMARIUM: