JAK PRZECIWDZIAŁAĆ?

NA MARGINESIE PROPAGANDY KONSTRUKTYWNEJ

Najważniejsza polskojęzyczna radiostacja RWE otrzymała właśnie od tzw. niezależnych dziennikarzy PRL wyróżnienie im. "Po prostu", o czym doniosła z dumą. Zważywszy, że "Po prostu" było pismem młodych aktywistów komunistycznych, rewizjonistów i "partyjnych idealistów", można to wydarzenie uznać za symptomatyczny symbol. Dobrze charakteryzuje ono dzisiejszą smutną sytuację w dziedzinie polskojęzycznej radiofonii.

Ostatnio obserwujemy utracenie przez rozgłośnie obcojęzyczne, w szczególności przez RWE, charakteru radia wolnościowego i antykomunistycznego. Przyczyny tego stanu rzeczy są wielorakie i w dużej mierze wynikają z polityki państw zachodnich. Musimy jednak zauważyć, że takie a nie inne ukształtowanie oblicza radia nie mogłoby dokonać się bez aktywnej współpracy, czasem entuzjastycznej, jego polskiej dyrekcji i pracowników. Mieliby oni, jeśliby chcieli, wiele możliwości i sposobów, by narzuconej im polityce redakcyjnej choć w części przeciwdziałać. Nic takiego nie da się zaobserwować. Jest to sytuacja wręcz fatalna, gdyż właśnie dziś szczególnie potrzebna jest polska rozgłośnia antykomunistyczna. Mimo to nadal będzie się podawać Polakom za przykład godny naśladowania: Jelcynów, Sacharowów, Dubczeka i komunistów włoskich oraz będzie się nas indoktrynować w myśl założeń o "ewolucji" komunizmu, stopniowej demokratyzacji itd. RWE staje się coraz bardziej konstruktywna wobec komunizmu. Wydaje się jakby, nie tyle ubocznym, co głównym celem stacji był spokój, o nie wolność w Polsce – usypianie i pacyfikowanie Polaków. Tak prowadzone, obecna i przyszła działalność radia może być wręcz szkodliwa w dążeniu do rzeczywistej wolności i niepodległości. Małą tylko przesadą jest stwierdzenie, że kultywowanie wyłącznie linii porozumienia narodowego z komunizmem oznacza wspomaganie obecnej linii komunistycznej i pomoc w wyjściu systemu z jego kłopotów. Znajdująca już obecnie miejsce na antenie dezaprobata wobec "ekstremistów" i "radykałów" może ulec nasileniu.

Zamiast w bezpłodny sposób wykazywać dzisiejsze oblicze radia i oburzać się należy zastanowić się, jak przeciwdziałać powstałej sytuacji.

Przeciwdziałać należy w dwóch płaszczyznach: zachodniej i polonijnej. Przy czym, z uwagi na to, że RWE i inne stacje są rozgłośniami ZACHODNIMI, działania skierowane poza Polonię wydają się mieć większe znaczenie. W działaniach tych należy położyć szczególny nacisk na tzw. pragmatyzm. Samo ukazywanie istoty niezmiennych celów komunizmu byłoby bezproduktywne – 70 lat wykazało, iż świat pozakomunistyczny w tych sprawach jest słabym, a także niechętnym uczniem. Podstawowym argumentem winno być to, że wszelkie klajstrowanie, przeróżne "pojednania", pieriestrojkowanie itd. są, z. punktu widzenia stabilizacji i spokoju lekarstwem krótkotrwałym i pozornym. W Europie Wschodniej nie będzie spokoju, czyli nie będzie go w Europie i Świecie, bez rzeczywistej wolności w tych krajach. Oczywistość tę, tzn. fakt, iż "zdemokratyzowanie, "reformy", namiastki, kroki w dobrym kierunku itd. na dłuższą metę nie zmienią sytuacji, winno się propagować jak najszerzej, Stawiania więc wyłącznie na siły ugodowe i nadzieje, że społeczeństwom tym takie namiastki wystarczą, jest nie tylko amoralne i niedemokratyczne, ale również nieproduktywne i nie leży w długofalowym interesie nikogo, poza komunistami.

Ponieważ tu i tam na Zachodzie można spotkać zrozumienie znaczenia i potrzeby demokracji (znacznie większe niż potrzeby antykomunizmu), należy podkreślać, ubocznie, specyficzny sposób kultywowania i uczenia Polaków demokracji przez RWE – popieranie jedynie słusznej, jednorodnej i monolitycznej linii postępowania i takiż środowisk, a także wskazywać na to, że społeczeństwo jest głęboko antykomunistyczne. W odróżnieniu od cechującej się znacznie bardziej wyważonym podejściem najgłośniejszej elity. Ukazać można, że ta ostatnia podobna jest do swych odpowiedników zachodnich, o przez to mało reprezentatywna dla społeczeństwo jako całości.

No Zachodzie szczególną rolę odgrywa prasa i inne media. Stałą słabością polską jest niekorzystanie z nich. Jest rzeczą nienormalną, by pewne mity i schematy rozbijał dopiero np. Besancon. Są przecież na Zachodzie pisma, znane i cenione, które pozostały antykomunistyczne i które opublikowały nawet najbardziej niepopularne tezy. Tymczasem mówi się dużo o potrzebie "wpływania na polityków zachodnich", a nie dostrzega się najlepszego na to sposobu. Antykomunistyczne media na Zachodzie nie dysponują informacjami o rzeczywistej sytuacji w Polsce. Na forum światowej opinii publicznej należałoby wydobyć "sprawę polską" w całym jej wymiarze i katastrofalnych działaniach Zachodu w tej mierze łącznie z jego agendami jakimi są radiostacje, a przynajmniej robić wszystko co możliwe w tym kierunku.

Po takim przygotowaniu gruntu powinno się stale zajmować stanowisko wobec błędów konkretnych i szczegółowych. Radiostacje, z RWE no czele, winny być stale monitorowane, podobnie jak idiotyczne korespondencje zachodnie z Polski, Konieczne jest wydawanie biuletynu podobnego do amerykańskiego "Media Watch", który zajmowałby się prostowaniem i ujawnianiem wszelkich fałszów, przekłamań i nieobiektywnych doniesień, a nawet propagowania komunistycznej dezinformacji i rozsyłanego zarówno do odpowiednich mediów i centrów zachodnich jak i wszystkich środowisk polskich zarówno na Zachodzie jak też wśród Polonii. Należy też rozbić mity rozsiewane szczególnie przez Jana Nowaka i jego popleczników, a mianowicie, że po pierwsze, nie można działać naprawdę wolnościowo, gdyż zaraz wkroczą czołgi sowieckie, przy czym tak jest i będzie zawsze i po drugie, znaczenie zmiany polityki RWE miałoby skutki katastrofalne bo natychmiast zaistniałby w Polsce Budapeszt '56.

Wkraczam tu w działania w środowiskach polskich. Tutaj należy po prostu podjąć walkę polityczną z Wolną Europą i podobnymi instytucjami. Należy w każdy możliwy sposób przekłuwać mity, dylematy i symbole, wychwytywać konkretne szaleństwa rozgłośni, role konkretny osób i środowisk w kraju i na emigracji, przy czym mimo przypuszczalnych poświęceń nie uciekać od krytyki personalnej.

W szczególny sposób winno się walczyć z pseudopatriotyzmem opartym na "komunizmie narodowym" i na bazującej na takim nastawieniu "pomocy Polsce" – przez ostre kontrastowanie "reformy" i "wolności", demokratyzacji" i demokracji, uczłowieczenia komunizmu i wyjścia z komunizmu. Istotne wydaje się też skierowanie patriotycznej energii na cele zasadnicze, podstawowe, polityczne, na prawa narodu, o nie na "prawa człowieka" i resentymenty antyrosyjskie oraz "ucieczkę w historię" (rozwadniająca w istocie dzisiejszą rzeczywistość sprawa "białych plam"). Ukazanie istoty i kierunku działań RWE – rzekoma walka o niepodległość oraz ignorowanie i zwalczanie stanowisk niepodległościowych, a pluralizm i demokrację przez ich tępienie – zwłaszcza na konkretnych, szczegółowych przykładach, powinno przybrać formę np. w miarę masowego przysyłania listów do dyrekcji amerykańskiej, zarządu amerykańskiego w USA (BIB) oraz Senatu USA.

Przez uczynienia tej akcji otwartą i publiczną można by wytworzyć pewien klimat i pewien nacisk na działalność stacji. Obrazowym początkiem byłaby kompania udzielenia 35 procent czasu no antenie dla propagowania linii niepodległościowej i ukazanie absurdalności sytuacji, w której neo-Solidorność i "opozycyjni" intelektualiści mają większy dostęp do mass mediów komunistycznych niż antykomuniści na antenę stacji polskiej, podobno stworzonej w celu działań na rzecz wyzwolenia Polski spod komunizmu. Ci ostatni są traktowani w RWE, jako koncesjonowane alibi dla stacji dopuszczającej w określonych dawkach i czasie ich glos i jednocześnie podkreślającej ostro różnicę między dopuszczeniem do kontrolowanego "okienka", a własnym programem "konstruktywnej opozycji" w telewizji reżimowej.

Wreszcie, antycypując przeszłość, należałoby uświadomić Polakom w świecie co najmniej niezwykłość sytuacji, w której wolne podobno radio na Zachodzie dubluje prasę i media PRL. Obecna taktyko reżymu jest taka, że "konstruktywna opozycja" ma i będzie miała coraz więcej możliwości wypowiadania się na miejscu. Wydawałoby się, że zadania polskiej rozgłośni na Zachodzie są nieco inne niż konkurowanie z mediami reżymowymi i koncesjonowanymi.

Stacja jednak sama takiego zwrotu nie dokona. Potrzebna jest mobilizacja polskiej opinii w świecie oraz pozostałych jeszcze na Zachodzie entuzjastów walki z komunizmem. Dotyczy to zresztą całej polityki Zachodu wobec Obozu.

Wszystko powyższe jest trudną w realizacji i nie gwarantuje wyników. Należy jednak spojrzeć rzeczywistości w oczy. Nic nie wskazuje na to, że sytuacja sama się zmieni, nie pomoże też święte oburzenie. Można tylko, po ostatecznym skonstatowaniu sytuacji, starać się działać poprzez wyniesienie całej sprawy na światło publiczne i na zewnątrz, tj. na łamy prasy zachodnie i poza społeczność polską.

M. Karwowski

P.S.

W działalności RWE, a zwłaszcza jej dyrektora i tzw. głównych komentatorów politycznych dostrzec można obok sympatii rewizjonistycznych wręcz infantylizację sądów. Ostatnie charakterystyczne wieści:

Wałęsa honorowym przewodniczącym fasadowej "Koalicji pokojowej". Kiedy ORMO?

Wałęsa wzywa do głosowania także na komunistów – uczestników okrągłego stołu, bo oni – Kiszczak etc. – "sprzyjają wprowadzeniu w Polsce demokracji".

Komitet Obywatelski wyraża "szczególne oburzenie" wobec akcji pod konsulatem w Krakowie, stwierdza, iż wszelka pozapolityczna (poza tym co robi – wskazówka na przyszłość) działalność szkodzi i oznacza "świadome działanie przeciw pierestrojce". Najciekawszy jest jednak timing: rzecznik reżymu upomniał i wezwał do odcięcia się. Natychmiast zabrali się i odcięli. Natomiast normalne, tzw. niedotrzymywanie przez reżim ocenia się jako "wywołujące niepotrzebne rozgoryczenie. Należy jednak oczekiwać, że "formuła wspólnego zaufania w granicach porozumienia" będzie rozkwitać i rozrastać się.

Tytuł pochodzi od redakcji

Głos Poznańskich Liberałów 1988-1989: