GDZIE PODZIAŁ SIĘ KOMUNIZM?

Michaił Gorbaczow, prezydent dla Zachodu, a: gensek dla poddanych, ogłosił krucjatę przeciwko stalinizmowi, by wzorem swych poprzedników mianować się bezpośrednim następcą i kontynuatorem Lenina. Ze stalinizmem walczą jednak nie tylko sekretarze partii komunistycznych.

Ulubieniec warszawskich salonów i zachodnioeuropejskich lewicowców Adam Michnik nagle odkrywa wszędzie stalinizm, którego twórcę ogłasza głównym wrogiem, jako że "zniszczył (on) wolności demokratyczne" i "zastąpił demokrację biurokracją". Jak wiadomo bowiem "wolności demokratyczne" rozkwitały za demokraty Lenina, zwłaszcza na Sołówkach. Michnik dostrzega trwanie stalinizmu nie tylko w ustroju politycznym, ale również w gospodarce, gdzie zwalcza "stalinowskie struktury systemu nakazowo-rozdzielczego", podobnie jak członek politbiura węgierskiej partii komunistycznej Imre Pozsgay "stalinowską gospodarkę planową". Gospodarka może być planowa (socjalistyczna) lub rynkowa (kapitalistyczna), lecz "planowa gospodarka niestalinowska" czy "socjalistyczna gospodarka rynkowa" jest pojęciem równie logicznym jak "wodnisty ogień".

Za Michnikiem Lech Wałęsa przestał dostrzegać komunizm: po paryskim spotkaniu z Andriejem Sacharowem, ogłosił bowiem, iż obaj z rosyjskim noblistą doszli do wniosku, że najważniejszym obecnie zadaniem jest walka ze stalinizmem. Po powrocie do kraju przywódca ugrupowania politycznego "Solidarność" wyjaśnił: "walczę nie z komuną, lecz ze Stalinem", ponieważ "nie wiem, jak komunizm wygląda", natomiast stosunki panujące w Polsce to nie komunizm, ale "dla mnie to jest stalinizm". Raz po raz doradcy Lecha Wałęsy deklarują konieczność walki z. "przeżytkami stalinizmu". Profesor Stelmachowski walczy o "destalinizację stosunków na wsi", itp.

Można sobie zadać więc pytanie: co się stało z komunizmem, gdzie znikł, a może – jak twierdzi Lech Wałęsa – komunizm nigdy nie istniał, ergo, nic nie stoi na przeszkodzie by go stworzyć. Dokona tego zapewne Kiszczak z "konstruktywną opozycją" dzięki nowemu sejmowi i senatowi.

Gdy komuniści atakują stalinizm przypisując mu winy za wszystkie zbrodnie komunizmu, chcą po prostu wykręcić się od uznania historycznej porażki komunizmu i. własnej odpowiedzialności za wszystko co uczynili. Chcą uzyskać carte blanche na sprawowanie władzy w przyszłości i budowę komunizmu, już "dobrego", "niestalinowskiego".

Komunizm jako ustrój, według definicji ojca Bocheńskiego, to "całość poglądów, organizacji i praktyki rosyjskiej partii komunistycznej i związanych z nią partii podobnego typu w innych krajach". Stalinizm i przebudowa stanowią więc części składowe komunizmu, podobnie jak leninizm i NEP. Cechą charakterystyczną stalinizmu było ujednolicenie społeczeństwa i partii przy pomocy masowych czystek i ludobójstwa. Alternatywą dla komunistów była jednie utrata władzy, bądź na skutek buntu społeczeństwa cywilnego, bądź w drodze rozpadu partii komunistycznej na różne ugrupowania, co w konsekwencji, doprowadziłoby również do dezintegracji państwa i załamania systemu.

Gdyby nie stalinizm, przebudowa dziś byłaby niepotrzebna i co najważniejsze, niemożliwa do przeprowadzenia, gdyż społeczeństwa cywilne nie zadowoliłyby się poszukiwaniem "lepszego, zreformowanego komunizmu", ale zażądałyby powrotu do normalnego ustroju, tj. demokracji parlamentarnej. Nieprzypadkowo, w państwach, które nie przeszły do końca przez stalinizm, a ruch oporu zrodziło społeczeństwo przedsocjalistyczne (np. Nikaragua, Afganistan), komuniści są zmuszeni wycofać się z prób przebudowy, gdyż natychmiast spotykają się z żądaniem wolnych wyborów, więc żądaniem oddania władzy. Przebudowa natomiast stanowi dla zsowietyzowanego społeczeństwa namiastkę demokracji. Dane społeczeństwo komunistyczne "dojrzało" do "operacji przebudowa", gdy przestało rozumieć, pragnąć i walczyć o demokrację, a swoje aspiracje ogranicza do zmian w ramach systemu. Wówczas komuniści mogą zmniejszyć represyjność, ograniczyć cenzurę itp., pewni, że obdarowani większą swobodą ludzie nie zakwestionują samego komunizmu. W tym momencie "walka ze stalinizmem" staje się koniecznością stabilizującą system.

Dlaczego więc: ludzie uznający się za opozycję demokratyczną, a więc dążącą do demokracji, używają nowomowy, tj. tego samego języka co komuniści, wprowadzający tej demokracji namiastkę?

Istnieją dwie odpowiedzi: pesymistyczna i nie optymistyczna.

Według pierwszej, opozycjoniści ci myślą tak jak mówią, gdyż chcą rzeczywiście poszukiwać komunizmu z ludzką twarzą, a więc świadomie poruszają się w ramach systemu, którego już nie potrafią opuścić. Świadczyło by to o pełnej sowietyzacji takiej "opozycji", spełniającej rolę stabilizującej komunizm na etapie przebudowy.

Być może jednak ludzie ci, zaczynają używać komunistycznej nowomowy w nadzieji, że w ten sposób przechytrzą komunistów i pod hasłem likwidacji stalinizmu, komuniści "nie zauważą", gdy nastąpi likwidacja komunizmu. Jest to poważny błąd, gdyż jak stwierdza Roger Scruton: "słowa, nawet abstrakcyjne, znaczą więcej w krajach komunistycznych, niż gdziekolwiek indziej, ponieważ komunizm istnieje przez rzucanie czarów: zmień język, a zmieni się sam świat". W komunizmie władza tożsama jest z ideologią (rozumianą nie jako wiara lecz przestrzeganie rytuału) – gdy odrzuci się język ideologii władza będzie musiała upaść. Tego wroga trzeba nazwać po imieniu, by móc go zwalczać; nie przypadkowo partie komunistyczne nazywają się ludowymi, robotniczymi bądź demokratycznymi.

Używając nowomowy komunistów nikt nie przechytrzy, ale z pewnością zdezorientuje przeciętnych ludzi i utrudni im, bądź w ogóle uniemożliwi wydostanie się spod władzy ideologii. Natomiast jasne określenie przez opozycję "walki z komunizmem" jako jej celu pozbawi przebudowę roli regulatora systemu i oznaczać będzie wykorzystanie stworzonych przez nią możliwości poza ramy nakreślone przez komunistów. Przebudowa i głasnost, to jednak instrumenty walki o kontrolę nad słownikiem politycznym nie tylko Europy Wschodniej, ale również Europy Zachodniej i całego wolnego świata. Gdy tutejsze elity zaczną używać swoich pojęć takich jak "system parlamentarny", "wolne wybory", "gospodarka rynkowa" także na określenie komunistycznych atrap i ersatz-ów tych instytucji, pierwszy etap zacierania różnic pomiędzy wolnością a niewolą będzie zakończony. Pozostanie już tylko na płaszczyźnie organizacyjnej dokończyć budowy europejskiego "wspólnego domu". W jego głębokich piwnicach znajdzie się dość miejsca dla wolnych do niedawna narodów Zachodu i tych, niepotrzebnych już teraz, antystalinowskich opozycjonistów, którzy bezwiednie pomogli "zreformować komunizm". Teraz razem będą budować jego wielkość.

Wszystkim, którzy na Wschodzie i Zachodzie świadomie lub nie zaczynają posługiwać się nowomową należy przypomnieć słowa francuskiego sowietologa Alaina Besancona:

"Z chwilą gdy ktoś zaakceptuje język ideologii, pozwala, by wraz z językiem został mu odebrany jego świat psychiczny i poczucie własnej wartości. Bez względu na to, jak bardzo nieumyślnie ktoś ześlizgnąłby się w posługiwaniu się słownictwem oficjalnym, sam staje się częścią ideologii, w pewnym sensie zawiera pakt z diabłem". Słowa te dedykujemy bezpartyjnym antystalinistom, którzy nagle wzorem partyjnych ideologów okresu przebudowy przestali dostrzegać komunizm.

Józef Darski

Głos Poznańskich Liberałów 1988-1989: