WIDZIEĆ ZŁO TAM, GDZIE ONO JEST

Sprawa Waldheima przybrała zły obrót i wypada ją rozpatrzyć w szerszej perspektywie.

Gdybym był Austriakiem nie głosowałbym na Waldheima. Już jako sekretarz generalny ONZ, przychylny raczej stanowisku Rosjan, nie budził we mnie zaufania. I oto w momencie zgłoszenia jego kandydatury na urząd prezydenta oskarżono go o ukrywanie wojennej przeszłości. Możliwe, że ważne dokumenty dotyczącej tej przeszłości przechowywane są na Wschodzie, co by tłumaczyło dlaczego Rosjanie bronią Waldheima, którego być może "trzymają w garści". Zostało udowodnione, że służył jako porucznik w Jugosławii. Odmowa służby wojskowej w Wermachcie była aktem wyjątkowego bohaterstwa, a tego nikt nie wymaga od obywatela Rzeszy jego pokolenia. Ale oskarża się go również o zbrodnie, do których się nie przyznaje. Dopóki nie ma rozstrzygających dowodów, nie wolno go uznawać za winnego. Kampania podejrzeń i domniemań nie ma nic wspólnego z wynikami badań prowadzonych zgodnie z wymogami sprawiedliwości czy choćby historycznym podejściem.

Nie ma zatem żadnego powodu, aby zarzucać Papieżowi, że przyjął demokratycznie wybranego prezydenta Austrii, "szlachetnego i starego kraju katolickiego, który z dawien dawna łączą serdeczne stosunki ze Stolicą Apostolską". Można się było spodziewać, że protestować będzie prasa i organizacje pozbawione mandatu. Ale to, że do tej kampanii przyłączyły się osobistości oficjalne, rządowe i kościelne, świadczy o słabości albo lekkomyślności. Ze strony prymasa Galów jest to nierozwaga, ostrożność nakazuje bowiem powodować się rozumem, a nie emocjami.

Papież przyjmował dyktatorów takich jak Pinochet, terrorystów, takich jak Arafat, przywódców totalitarnych, jak Gromyko czy Jaruzelski, i nie wywoływało to gwałtownej reakcji wśród hierarchii katolickiej. Jeśli tym razem jest inaczej to dlatego, że Waldheim, jak powiadają "symbolizuje straszliwą przeszłość".

Otóż z tym trzeba uważać. Zło nie skupia się w jakimś wybranym punkcie przeszłości. Przewija się przez całą historię. Hitlerowskie zło jest odmianą pewnego gatunku, gatunku totalitarnego, będącego specjalnością XX wieku.

Zło totalitarne bierze się pragnienie ustanowienia Dobra na ziemi poprzez eliminację grupy ludzi reprezentujących Zło. Doktryna (komunistyczna czy hitlerowska) wskazuje ludzi, których należy wyeliminować, to znaczy zabić, żeby ustanowić definitywne społeczne Dobro. Zbrodnie przeciw ludzkości dokonują się w imię ludzkości i dla dobra ludzkości.

To właśnie, mimo różnicy projektów, stanowi o strukturalnym podobieństwie komunizmu i hitleryzmu i sprawia, że w oczach wielu historyków XX wieku hitleryzm wydaje się jakąś monstrualną bryją pływającą w monstrualnej zupie. Taką w każdym wizję roztacza Wasyl Grossman w swej pośmiertnie wydanej powieści "Życie i los".

Zanim Hitler doszedł do władzy reżym sowiecki zgładził miliony ludzi. od tego reżymu Hitler zapożyczył swoje dwa najbardziej śmiercionośne narzędzia: policję polityczną i obozy koncentracyjne. Po klęsce Hitlera, w ZSRR, Chinach, Wietnamie i Kambodży zginęły dalsze miliony, niepodobna powiedzieć czy w bardziej czy mniej okrutny sposób...

Niewątpliwie jest coś takiego jak [...] specyfika Oświęcimia. Tak samo jak jest specyfika Kołymy czy [...]. Żadnej nie da się do końca zgłębić ani wyrazić, przynajmniej w ludzkim języku. Każda jest nieporównywalna. Wszystkie mają coś wspólnego.

Co znaczy zatem fakt, że wyłącznie hitleryzm traktuje się jako zło absolutne, w porównaniu z którym wszelkie inne zło jest względne i w jakiejś mierze wybaczalne?

1. Znaczy, że dalej podtrzymuje się okolicznościowe przymierze demokracji z komunizmem, które było uzasadnione, póki hitleryzm istniał, a które dziś jest bezprzedmiotowe. Byłoby niebezpiecznie, gdyby w imię tego przymierza lewica oskarżała prawicę o nieczyste intencje. Lewica nie ma monopolu na walkę ze złem absolutnym, prawica zresztą też nie.

2. Znaczy, że przymyka się oczy na aktualne zło totalitarne; że ogniskując święte oburzenie na totalitaryzmie zwyciężonym, bezsilnym i bogato udokumentowanym, nie dba się dostatecznie o pełną informację na temat totalitaryzmu zwycięskiego, potężnego zamaskowanego. Że, co za tym idzie, uwierzytelnia się zniekształconą wizję historii XX wieku, umieszczając na przykład nazizm na prawicy, a sowietyzm na lewicy, podczas gdy jeden i drugi należą do świata absolutnie obcego prawicy i lewicy znanym w Historii.

3. Znaczy, że popełnia się niesprawiedliwość wobec setek milionów ludzi, którzy dziś cierpią z powodu tego Zła i oczekują od nas jeśli nie pomocy, to choćby minimum uwagi. Przypominanie w nieskończoność dawnych zbrodni, konieczne, by nie zatarła się pamięć o nich, ma sens tylko pod warunkiem, że nie przysłania zbrodni, jakie dzieją się niemal na naszych oczach, niesprawiedliwość, jaką popełniliśmy wobec nowych ofiar ignorując ich cierpienie, może jedynie pchnąć je z kolei do niesprawiedliwości wobec ofiar dawnych, którym należy się, jak im samym, jak wszystkim ludziom, równa sprawiedliwość.

Alain Besancon

"L'Express", 3-9 VII 1987, przedruk za: "Polityka i świat", Konfrontacje 6

Głos Poznańskich Liberałów 1988-1989: