RYCERZE OKRĄGŁEGO STOŁU

Konstruktywna opozycja sposobi się do rozmów, obrad, negocjacji, historycznych kompromisów, przedstawiania propozycji, słowem okrągłego stołu. Konstruktywnej opozycji ani przez myśl nie przejdzie, że można zastanawiać się nad tym jak przeciwnika wykiwać, przechytrzyć, wysadzić z siodła, obalić, słowem zająć jego miejsce. Woli ona debatować nad tym jak współrządzić, zawierać koalicje, brać na siebie współodpowiedzialność, ale o tym jak tu rządzić samej, nie zawierać koalicji z nielegalną władzą i nie brać współodpowiedzialności za jej poczynania, a więc przeciwnie, przeszkadzać jej i utrudniać życie, o tym w kręgach konstruktywnej opozycji nie nożna usłyszeć nic, prócz słów nieuszanowaniu geopolityki i braku realizmu. Wynika z tego, że konstruktywna opozycja w swej istocie opozycją nie jest. Jest natomiast gronem ludzi, którzy chcą wspierać komunizm, marząc jednocześnie o jego obłaskawieniu i powolnej ewolucji w kierunku demokracji. Pogodzenie komunizmu z demokracją wydaje się być dla konstruktywnej opozycji celem ostatecznym, który, jeśli zostanie zrealizowany, pozwoli jej, pogrążonej w samozachwycie ze spełnienia swojej dziejowej misji urzeczywistnienia komunizmu z ludzką twarzą, udać się na emeryturę. Tym prostym sposobem opozycja, przez nikogo nie przymuszana, sama rezygnuje ze swojego podstawowego zadania jakim jest objęcie władzy o odsunięcie od niej przeciwnika, w naszym przypadku rzecz jasna komunistów. Tymczasem stawia ona na reformę obecnego systemu, co dla każdego zwykłego śmiertelnika oznacza jego wzmocnienie.

Trudno jednak mimo wszystko uwierzyć, aby konstruktywna opozycja była aż tak naiwna i łatwowierna. Skoro przystępuje do rozmów z komunistami, trzeba dodać, że do rozmów nad reformą komunizmu, a nie jego zniesieniem, musi mieć w tym jakiś konkretny cel. Musi mieć na uwadze nie tylko to wszystko o czym pisałem już wyżej, ale także coś jeszcze, coś co by równoważyło wszystkie minusy związane z podjęciem rozmów z władzą. Tylko co? Żaden z projektodawców rozmów okrągłego stołu nigdzie nie wspomniał o bankructwie komunizmu, a wręcz przeciwnie wszyscy mają zamiar go uzdrowić i ulepszyć, w każdym razie w tej lub innej formie zachować. Właśnie ta forma, jak i zakres ulepszeń będą właściwym przedmiotem rozmów okrągłego stołu, o ile do nich dojdzie. Bowiem przedmiotem sporu będzie tylko to czy komunistycznej władzy będzie bardziej do twarzy z zalegalizowaną "Solidarnością" i niezależnymi stowarzyszeniami, czy też bez nich o na ile będą one pomocne w dziele reformy komunizmu, gdy tymczasem istota komunistycznej władzy pozostania ta sama. Zdają sobie z tego sprawę obie strony, także i konstruktywna opozycja. A mimo to godzi się ona na tak ograniczone pole manewru, przedstawione jej przez władzę. Dlaczego?

By odpowiedzieć na to pytanie warto przypomnieć parę spraw, o których nie wszyscy chcemy pamiętać. Przede wszystkim więc trzeba odnotować po raz kolejny już fakt, że komunizm jest bezsprzecznie formacją lewicową, i odwołuje się do tych samych ideałów co część dzisiejszej opozycji. Trzeba przypomnieć też i to, że ta część opozycji nie występuje przeciw samemu komunizmowi, lecz przeciw jego, jak to się mówi, deformacjom. Kryzys komunizmu jest więc w pewnym sensie kryzysem całej lewicy. Katastrofa komunizmu stawia całą lewicę, także i tą będącą obecnie w opozycji do władzy w kłopotliwej sytuacji. Ma ona bowiem do wyboru albo dążyć do przebudowy obecnego systemu komunistycznego, zarówno w sferze gospodarczej jak i politycznej tak aby zaspokoić chociażby w części aspiracje społeczne, a przy tym utrzymać przy życiu cały lewicowy kanon etatyzmu i egalitaryzmu, albo... no właśnie, i tu kryje się odpowiedź na nasze pytanie. Albo dopuścić do owej katastrofy komunizmu, co wiązałoby się z realnym przecież ryzykiem dojścia do władzy prawicy, ze wszystkimi tego konsekwencjami: reprywatyzacją gospodarki, preferowaniem indywidualnej przedsiębiorczości, zlikwidowaniem obłędnej polityki w sferze socjalnej, słowem skończeniem z wszelkimi lewicowymi absurdami. Jak na razie opozycyjna lewica, która dziś przemianowała się na opozycję konstruktywną realizuje wariant pierwszy. Mówiąc brutalnie: być może część dzisiejszej opozycji dąży do kompromisu z komunistami powodowana nie tylko szczerymi chęciami poprawy polskiego losu i niewygodną zależnością od ZSRR, ale także strachem przed dojściem do władzy prawicy. Pierwszego lewicowej opozycji nie można przecież odmówić (choć szczerymi chęciami, jak mówią, wybrukowane jest piekło), jeśli chodzi o drugie to trudno się jednak oprzeć narzucającym się domysłom i spekulacjom.

Na koniec jeszcze jedna refleksja. Dogadywanie się z komunistami w celu ratowania kwestionowanych coraz częściej lewicowych mrzonek może komuś wydawać się słuszne, mnie wydaje się głupie, ale i przez to groźne. Bowiem dzieje się tak kosztem naszej narodowej suwerenności. Dylemat czy pozostawiać komunistów samym sobie i przypatrywać się ich katastrofie, ale i przez to skazać Polskę na cywilizacyjną i technologiczną degradację, czy też pomóc władzy w reformowaniu gospodarki, i przez to chociaż coś uratować jest dylematem fałszywym. Bowiem Polski kryzys ma dwa wymiary. Będzie on trwał tak długo, jak długo Polska będzie pozostawać w orbicie wpływów ZSRR. Kryzys spowodowany zależnością polityczną został pogłębiony przez niewydolność systemu gospodarczego opartego o komunistyczne wzory. Warunkiem powodzenia reformy jest usunięcie obu tych przyczyn. Warto sobie uświadomić, że usunięcie jednej z nich nic nie da.

Być może ta część opozycji, która przystępuje do rozmów z komunistami nie wierzy w możliwość usunięcia obu tych przyczyn. My wierzymy. Być może od tych rozmów pcha ją też strach przed prawicą. Wiele prawdopodobnie jest też w tym wszystkim dobrej woli i wiary w swoje racje. O tym, że to nie [...] do uzyskania przez naród prawdziwej niepodległości możemy się niestety dziś przekonać naocznie.

Kuba Odtruwacz

Głos Poznańskich Liberałów 1988-1989: