O! KONSEKWENTNY ANTYCZERWONY KAPTURYZM

Urojone stadium niewinności, w jakim znajduje się dzisiejszy komunizm, jest z kontrrewolucyjnego punktu widzenia wielce niekorzystne. Mamy bowiem obecnie do czynienia z poważnym zachwianiem równowagi pomiędzy stanem faktycznym a kondycją świadomości społecznej. Nie trzeba przy tym dodawać, któremu spośród tych dwóch elementów zagraża upadek. Byłoby, rzecz jasna, dużym nieporozumieniem stwierdzenie, że dzisiejsze zjawiska tego rodzaju mają charakter nowatorski. Twórczość Józefa Mackiewicza stanowi bogate źródło.

Brak oryginalności nie jest jednak bynajmniej dostatecznym hamulcem, mogącym skutecznie powstrzymać kolejne komunistyczne inicjatywy. Przeciwnie. Bowiem komuniści, dysponujący jak wiadomo, najpotężniejszą propagandą w dziejach, radzą sobie doskonale z kreowaniem kolejnych fikcji o odrębności jakościowej każdej kolejnej przemiany.

Zasłyszana przez nas ostatnio informacja o kandydaturze M. Gorbaczowa do nagrody pokojowej Nobla nie powinna zasadniczo dziwić. W różnych etapach ewolucji, jaką nieodmiennie przeżywa komunizm, było to, przynajmniej hipotetycznie, możliwe. Mimo wszystko niepokoi jednak, nie tyle może skala znanego procesu, ile rozmiary jego rzeczywistej popularności.

To właśnie rozmach z jakim Gorbaczow Kontynuuje dotychczasową komunistyczną politykę może się w efekcie okazać morderczy.

Entuzjazm opinii światowej wywołany osobą aktualnego wodza, powszechna afirmacja haseł przebudowy, jawności i pokoju (nie nowych jak wiadomo), miał zawsze bardzo przykre konsekwencje. Nigdy jednak procent ten nie przekroczył dopuszczalnych ram emocjonalnych. Obecnie takie zagrożenie istnieje.

Gdy w 1956 roku Nikita Chruszczow wygłaszał ów słynny referat, świat spodziewał się wielkich przemian w bloku sowieckim. Ujawnienie zbrodni stalinowskich (w roku 1956!) przekonało szerokie koła demokratycznej opinii publicznej (w wolnym świcie), że komunizm nie jest ustrojem niezmiennym. Jednych natknął narkotyczną wizją przebudowy w myśl fundamentalnych zasad leninizmu (potrafili "wyparować" z pamięci doświadczenia komunizmu wojennego), innych wyprowadził na manowce przeświadczenia o możliwości rozmienienia na drobne.

Efekty polskiej cząstki tamtej przebudowy komunizmu są dobrze znane. Powrót emigracyjnego premiera Stanisława Mackiewicza, przedwyborcze, prokomunistyczne sugestie kardynała Wyszyńskiego oraz rozgłośni radiowej "Wolna Europa" entuzjazm najwybitniejszych przedstawicieli środowiska katolickiego...

Rok 1956 miał niewątpliwie wielkie znaczenie w dziejach światowej dezinformacji. Obrzydliwy wrzód na ciele komunizmu został wreszcie przecięty. Od tego momentu prowadzenie jawnych rozmów z komunistami nie było już postrzegane jako paktowanie z diabłem. Komunizm doczekał się wreszcie nowej (od II wojny światowej) nobilitacji. Ówczesne inicjatywy rozbrojeniowe z ogromną odwagą wysuwane przez komunistów zyskały bardzo wysokie noty w opinii świata. Wszak pokój jest przecież podobno wartością nadrzędną.

Kolejne lata po 1956 roku przyniosły otrzeźwienie (przynajmniej częściowe) w krajach bloku sowieckiego. Jednak długo jeszcze nie przestano wierzyć w możliwość podretuszowania nieco przodującego ustroju. Pomimo to rozumiano przecież, że obiecywane nie tak dawno zmiany nie nastąpiły i nic nie zapowiada ich urzeczywistnienia.

Optymizm tamtych czadów nie był bynajmniej usprawiedliwiony. Musiano zdawać sobie bowiem sprawę z tego, iż po śmierci jednego ze swoich najwybitniejszych przedstawicieli komunizm zdoła zyskać, chociażby pod pozorem koegzystencji, nowe walory. Przy czym aktualne do dziś, iż pod maską światowego komunizmu kryje się wyłącznie imperialna Rosja, bądź że nie istnieją w ramach tego ustroju cechy, które nie byłyby podatne na powolną ewolucję, nie powinny mieć wówczas (tym bardziej dzisiaj) racji bytu. Przed rokiem 1956 komuniści dwukrotnie już przeprowadzili podobne odnowy, każdorazowo z podobnym skutkiem, a wnioski płynące z doświadczeń powinny być wówczas dobrze znane.

Przywódca świata komunistycznego lat 80-tych, chcący skutecznie kontynuować politykę swoich poprzedników, stanął przed niezmiernie trudnym zadaniem.

Przez siedemdziesiąt lat swego istnienia władza radziecka zdołała namieszać dostatecznie dużo, aby Gorbaczow mógł obawiać się o reputację własną i swojej ekipy. Z perspektywy kilku lat można jednak stwierdzić, że obawy te nie były uzasadnione, prowadzone z niespotykanym dotąd rozmachem antyamerykańska, rozbrojeniowa kampania, uwolnienie prof. Sacharowa, przebudowa i jawność, błyskawiczne odkrywanie kolejnych zbrodni (mniej więcej do roku 1956), nawiązanie osobistej przyjaźni z R. Reaganem, czy chociażby hot-dogi (szulkinowskie?) na ulicach Moskwy itd., itp., wszystko to poważnie uwiarygodniło M. Gorbaczowa i jego ekipę.

Wielki zwolennik postępu, szerokich zmian, liberalizacji, wycofania pomocy amerykańskiej dla contras w Nikaragui etc., nie zamierza zapewne na tym poprzestać. Do zrobienia pozostało jeszcze bardzo wiele. Opozycja w krajach satelickich oraz w Związku Radzieckim wciąż nie traktuje komunizmu z należytym szacunkiem. Potrzebne są także środki, które przywróciłyby atmosferę 1956 roku, które byłyby w stanie rozszerzyć gorbaczowowskie idee na całą podkomunistyczną populację.

Celem nadrzędnym komunizmu jest, jak wiadomo, ciągłe rozprzestrzenianie rewolucji, aż do ostatecznego podboju świata. Nieustanne odwracanie uwagi, [...], nabijanie w butelkę, okłamywanie, oszukiwanie, ujawnianie to tylko środki prowadzące do tego celu. Gorbaczow, wielki szaman światowej mistyfikacji, ma wiele sukcesów na swoim koncie. Tylko patrzeć, a będziemy mieli okazję wsłuchać się w jego orędzie do narodów świata wygłaszane z papieskiego balkonu na placu św. Piotra.

Komunizm przeżywa dzisiaj kolejną swoją młodość, wciąż jednak potrzebuje świeżego, lepszego pokarmu. Istnieje poważne niebezpieczeństwo, że taki pokarm otrzyma.

Moment, w którym świat uwierzy w całkowity zanik totalitarnej ideologii, totalitarnego niebezpieczeństwa będzie, być może, pierwszym dniem ostatecznego zwycięstwa komunizmu.

PRL to liczące się w bloku sowieckim monstrum. Od powodzenia polityki reform w tym kraju bardzo wiele zależy. Nie można przy tym nie zauważyć, że od grudnia 81 roku zrobiono na tym polu bardzo wiele. Sukcesywne obniżanie stopy życiowej ludności, niemal całkowita utrata wiarygodności u zachodnich partnerów gospodarczych, ruina ekologiczna kraju itd. Ponadto, z drugiej strony: radykalne polepszenie stosunków z krajami Europy Zachodniej Stanami Zjednoczonymi, Watykanem, stopniowe odkrywanie ostatnich już białych plam z bogatej historii stosunków polsko-radzieckich(oczywiście z należytym umiarem), otwarcie szerokiego dostępu do informacji w środkach masowego przekazu, dopuszczenie do niemal jawnej krytyki zasłużonego rzecznika rządu, jak również szereg pojednawczych gestów w stosunku do środowiska opozycyjnego: pokojowa nagroda dla Wałęsy, niemal powszechna amnestia tj. akt łaski wobec pospolitych przestępców wywodzących się z kryminogennych kręgów opozycyjnych, zdecydowana poprawa zaopatrzenia rynku krajowego w sól kamienną, ocet, zer żółty "Salami", oraz kije hokejowe, nadto radykalna podwyżka cen (dzięki temu możliwe się stały masowe protesty robotników w maju i sierpniu br.), czy wreszcie ostatnie inicjatywy gen. Kiszczaka zmierzające do nawiązania konstruktywnego dialogu z opozycją, wszystko to doprowadziło w konsekwencji do masowego skrzywienia etycznych i estetycznych postaw (o realizmie politycznym już nie wspomnę) zarówno w kraju jak i na emigracji.

Sięgnijmy do przykładów:

Mecenas Siła-Nowicki, urodzony pragmatyk, jest człowiekiem kompromisu. Kilka lat temu usłyszałem o udziale mecenasa Siły-Nowickiego w pracach Rady Konsultacyjnej. Dobrze już wówczas zaznajomiony z reakcyjno-rewolucyjną literaturą J.M., powąchałem, po czym, doznawszy chwilowego paraliżu prawej półkuli mózgowej przeszedłem nad tym do porządku. Jak się jednak okazuje mecenas jest człowiekiem konsekwentnym. Bierny udział w Radzie nie zaspokoił jego politycznego temperamentu. Znaczący udział w przygotowywaniu rozmowy Kiszczak-Wałęsa, inicjatywy mediacyjne podczas strajku w porcie szczecińskim, pasjonujące wywiady prasowe, czy wreszcie występ w telewizorze, wszystko to świadczyć może o wielkiej aktywności mecenasa.

Nadto Władysław Siła-Nowicki ujawnił się ostatnio jako przedstawiciel realnego patriotyzmu, jak pamiętamy z lekcji historii kierunku dość popularnego w rodzimej tradycji politycznej. Zdaniem pana mecenasa na ojczyznę nie należy się obrażać, czego dowodem w jego przypadku ma być fakt jawnej kolaboracji z komunistami. Nie dość na tym. Postanowił również przyczynić się do uzdrowienia sytuacji politycznej i społecznej w kraju.

Kluczem do rozwiązania problemu ma być przywrócenie pluralizmu związkowego. Mecenas nie wyjawił przy tym chęci obalenia komunizmu. Przeciwnie. W jego przekonaniu pluralizm nie zagraża stabilności nie tylko ustroju, ale również aktualnej władzy państwowej i życia politycznego w Polsce. Być może mecenas ma rację, być może jej nie posiada (ten problem zapewne rozwiążą komuniści), warto byłoby jednak skupić uwagę nad pytaniem czy tego rodzaju przekonanie można zaliczyć do patriotycznych.

Profesor Wacław Jędrzejewicz, żołnierz POW i Legionów, dyplomata, polityk i historyk, ostatni żyjący minister rządów przedwojennej Polski, autor jedynego dotychczas pełnego życiorysu Józefa Piłsudzkiego, książki pisanej z myślą o młodzieży w kraju liczy sobie obecnie 96 lat. Od 17 września 1939 roku przebywa na emigracji. Od tego czasu ani razu nie przebywał w Polsce, nigdy nie udzielił wywiadu do żadnej komunistycznej gazety. Wacław Jędrzejewicz jest bowiem emigrantem politycznym. Nie doceniłem, przyznam, siły komunistycznej propagandy, sądząc że sytuacja ta nigdy nie ulegnie zmianie. Myliłem się. Prof. Jędrzejewicz zdecydował się ostatnio na udzielenie wywiadu dla "Przeglądu Tygodniowego". Sytuacja bowiem uległa radykalnej zmianie.

Przyjmując zaproszenie na III Światowy Kongres Naukowców Polskiego Pochodzenia profesor sam przyznaje, iż jeszcze kilka lat wstecz takie zaproszenia nie przyjąłby ze względów czysto politycznych. teraz jednak nie widzi przeciwwskazań. To jeszcze nie wszystko. Wacław Jędrzejewicz sporo obiecuje sobie po rządzie premiera Mieczysława Rakowskiego. Zachodzące w Polsce przemiany i przygotowania do rozmów przy okrągłym stole [...] z nadzieją. Tego wybitnego historyka cieszy fakt, że nareszcie przedstawiana jest prawda. Nie wiem czy lepiej można przysłużyć się komunistycznej propagandzie. Wiem natomiast, że Polska pod komunistycznym panowaniem nie jest Polską jaką wyobraża sobie Wacław Jędrzejewicz.

Wizerunek komunisty z dłonią wyciągniętą w pojednawczym geście doskonale symbolizuje atmosferę ostatniego okresu. Trudno uwierzyć, aby komuniści zechcieliby przegapić tak sprzyjającą okoliczność. Należy przecież pamiętać, że to na czym im najbardziej [...] zależy mieści się doskonale w formule narodowej zgody.

Emocje narastają. Świat z nadzieją obserwuje postępującą reformę komunizmu w Polsce. Rośnie apetyt krajowej opozycji. Byłby więc moment wymarzony na stworzenie Rządy Jedności Narodowej, osobisty autorytet premiera Rakowskiego na pewno na tym nie ucierpi.

Rezultaty okrągłego stołu nie są jeszcze znane. Nie wiadomo nawet czy spotkanie kiedykolwiek dojdzie do skutku.

Tymczasem pozostaje więc cierpliwie czekać... i pamiętać, że nawet Czerwony Kapturek może się okazać sowiecką agentką.

H

Głos Poznańskich Liberałów 1988-1989: