Wielki Brat ma na imię Galileo

Moment nie mógł być wybrany lepiej: podczas gdy święta Grobla (niem. Heiligendamm) zajęta była spektakularnym rodzeniem myszy, w Luksemburgu zebrali się w miniony piątek, 8 czerwca ministrowie transportu i komunikacji 27 krajów, by uzgodnić dalsze finansowanie podjętego w jeszcze w roku 2000 systemu nawigacji satelitarnej Galileo. Niemcy mieli przy tym w wizjerze jeszcze jeden cel - przejęcie kierowania całym projektem, co spotkało się ze zdecydowanym oporem Francuzów i Hiszpanów.

Wysoce precyzyjny system trzydziestu satelitów, któremu nadano imię Galileusza ma w założeniu od roku 2012 skutecznie konkurować z amerykańskim GPS (Global Positioning System), który jest według fachowców bardzo niedoskonały. Praktycznie umożliwi to Unii Europejskiej operacje militarne, które „nie wiązałyby się z interesami USA” ( w chwili obecnej system GPS w razie jakiejkolwiek niesubordynacji może zostać natychmiast wyłączony). Poza tym obok korzyści z obserwacji zjawisk atmosferyczno-ekologicznych i ich skutków (huragany, powodzie) system postawiony zostanie do dyspozycji policji, firm transportowo-logistycznych oraz paneuropejskiego aparatu kontrolnego, siłą rzeczy także represyjnego (lokalizacja figuranta z dokładnością do 1 metra). Tylko do końca bieżącego roku pierwsza faza projektu pochłonęła już 2 mld euro. W całej Europie związane będzie z tym projektem 150.000 nowych miejsc pracy (hightech). A że Galileo ma swoją główną siedzibę w małym Ottobrunn koło Monachium, posiada niemieckie kierownictwo, oraz że 21% udziałów mają w nim Niemcy , nic dziwnego, że walczą oni o dominację i korzyści. Konkretny cel walki: ogółem 340 tys. miejsc pracy oraz 15 mld. euro z całego tortu dla samych Niemców.

W sumie koszty samego wdrożenia mają sięgnąć ponad 4 mld euro, a cały wolumen wydatków do roku 2020 to trudno wyobrażalne 74 mld euro. Finansowanie nie będzie bynajmniej łatwe i stanowi największy orzech do zgryzienia, na którym zaciskają szczęki udziałowcy. A są nimi przede wszystkim: brytyjski Immarsat, francuski Thales i Alcatel, włoska Finmeccanica oraz hiszpańskie grupy Aena i Hispasat. Stronę niemiecką reprezentuje konsorcjum TeleOp, do którego należą m.inn. T-Systems (firma-córka potentata transatlantyckiego - Telekomu) oraz Niemieckie Centrum Lotów i Przestrzeni Kosmicznej (DLR). Przed pięcioma tygodniami ze współfinansowania wycofał się niemiecko-francuski koncern zbrojeniowy EADS (m.inn.producent Airbusa), który sam walczy o przetrwanie. Niemałą część kosztów planuje się przerzucić na prywatnych udziałowców ze wszystkich kontynentów nie wyłączając ofert rosyjskich. Jednak trzeba będzie również w niemałym stopniu sięgnąć do kieszeni unijnych podatników, którzy już tylko we wstępnym kosztorysie mieli płacić za konserwację i utrzymanie systemu ponad 220 mln euro rocznie.

Piątkowe rozmowy miały w zamierzeniu zwolnić europejskie koncerny zbrojeniowe z inwestowania w przyszłości w infarstrukturę systemu przy zachowaniu jednocześnie wszelkich praw jego użytkowania. Ani jednak Komisja Europejska, ani Rada Unii nie są – o dziwo! –skłonne wyrazić na to zgodę. Podobnie nici będą z niemieckiego przewodnictwa. Prace przebiegać mają pod okiem samej wysokiej Komisji.

Materiały reklamowo-informacyjne na temat Galileo podkreślały dotąd wyłącznie pokojowe wykorzystanie systemu. Ponieważ jednak Waszyngton nie dał się na te bajki nabrać i – według publikowanych opinii fachowców – rzucał niewidzialnymi rękoma wszelkie możliwe kłody pod nogi organizatorów systemu opóźniając prace nad jego wdrożeniem, w ostatnich miesiącach wyłożono całą militarną koncepcję stosowania Galileo na przysłowiową ławę, gdy Europejska Agencja Zbrojeniowa EDA otrzymała od Komisji UE oficjalny mandat uprawniający do nadzorowania i prowadzenia prac adaptujących system Galileo do potrzeb militarno-obronnych.

Pierwszym krokiem było opracowanie ekspertyzy na temat Satcom – niemieckiego systemu wojskowej komunikacji satelitarnej, który ma zostać oddany do użytku w RFN w roku 2008. Jeżeli ekspertyza wypadnie pozytywnie ( a czemu miałaby nie wypaść?) będzie to nie tylko oznaczać, że Galileo pracować będzie na bazie stworzonej przez Niemcy. Konsekwencją tego faktu będzie podporządkowanie całej zagranicznej i obronnej polityki Wspólnoty (po angielsku Common Foreign and Security Policy -CFSP, po francusku Politique étrangère et de sécurité commune -PESC, po niemiecku GASP) ustalonej Traktatem z Maastricht w 1992 r. jako tzw.drugi filar z trzech wspierających całą nadbudowę Unii.... systemowi niemieckiemu. Warto nad tym faktem chwilę podumać....

Unijny komisarz transportu- Jacques Barrot zaczął w ostatnich dniach ostentacyjnie wychwalać nadzwyczajne wojskowe możliwości systemu. W jego ślady poszedł również niemiecki minister transportu i komunikacji Wolfgang Tiefensee. Wiąże się to z rozmowami prezydenta G.W.Busha w Polsce i Czechach na temat umieszczenia systemu obrony rakietowej. Otóż firmom inwestującym w system Galileo chodzi o jak najszybsze stworzenie bazy przemysłowej zdolnej do umocowania systemu tarczy rakietowych w Polsce i Czechach właśnie w oparciu o Galileo. Byłby to „udział zjednoczonej Europy w rozbrojeniu atomowym Rosji na korzyść USA” – jak głosił oficjalny komunikat po zakończeniu piątkowych rozmów. Nota bene udział finansowany z nieistniejących oficjalnie budżetów wojskowych Unii Europejskiej.

Istnieje w obecnej chwili bowiem jedna drobna uciążliwość: jak w tej sytuacji otwarcie obciążyć unijnego podatnika kosztami systemu militarnego, skoro zabrania tego aktualnie obowiązujący Traktat? Aby móc pomimo to finasować unijne operacje militarne już teraz , stworzony został w Brukseli 23 lutego 2004 na spotkaniu Rady Europy tzw. „Mechanizm Ateny”. Służy on via księgowość NATO do „ zarządzania wspólnymi kosztami operacji UE o cechach militarno-obronnych”. Jednak, by w przyszłości uniknąć niedogodności okrężnych przelewów, a przede wszystkim w celu obejścia NATO, konieczne jest przeforsowanie Konstytucji Europejskiej, która w Artykule III/ 313 przewiduje nieograniczone wydatki na wspólne cele militarne z całą dobitnością i bez owijania w eufemistyczne pazłotko. I to zupełnie niezależnie od tego, czy ten lub ów prezydent będzie chciał przedtem umierać za pierwiastek, czy raczej da sobie spokój... Wielki Brat ma na imię Galileo i do niego należy przyszłość naszego kontynentu.

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: