6. JANUSZ STACHIEWICZ - KRAJOBRAZ POLITYCZNY 83

Janusz Stachiewicz

Opisanie krajobrazu politycznego społeczeństwa nie jest nigdy politycznie neutralne. Obraz ten jest różny w zależności, czy oglądany przez okulary komunisty, czy zwolennika gospodarki rynkowej i społeczeństwa liberalnego. Im ostrzejsza jest walka polityczna tym dalszy od obiektywizmu jest opisany obraz. Polityczna walka, która zaczęła się w Polsce przed trzema laty jest najostrzejsza od zakończenia II wojny światowej, dlatego trudno się spodziewać obiektywnego sądu o społeczeństwie u którejkolwiek ze stron.

Władze dysponują odpowiednią bazą pozwalającą na prowadzenie badań społecznych, a ekipa Jaruzelskiego niewątpliwie docenia ich wagę. Na przeszkodzie uzyskania prawidłowych i obiektywnych wyników stoi jednak założenie wstępne o nieuchronności wtłoczenia społeczeństwa w struktury realnego komunizmu. Badania społeczne prowadzone przez ośrodki rządowe mają często charakter instrumentalny, ich wyniki służą jako materiał propagandowy. Jeżeli cel badań jest tak postawiony trudno rzecz jasna o uzyskanie prawidłowego obrazu. Częstym mankamentem opracowań rządowych jest też nieostry i nieprecyzyjny język, niejednokrotnie celowo komplikowany „naukowymi” terminami dla osłabienia wymowy niewygodnych dla władz wyników. Sprawia to, że odpowiedni raport po dojściu do decydenta, z reguły nieprzygotowanego do odbioru naukowego slangu nie jest przez niego właściwie wykorzystywany.

Opozycja nie dysponuje własnymi ośrodkami zdolnymi do prowadzenia efektywnych badań politycznego wizerunku społeczeństwa na próbach reprezentatywnych. Zalążki tego typu ośrodków są zdolne co najwyżej docierać do kręgów związanych z opozycją post-solidarnościową. Są to zresztą tylko zalążki, skupiające pojedynczych pasjonatów, nie koordynowane przez żadne Centrum, ich wyniki nie mają znaczenia dla podejmowanych przez centra opozycji decyzji. Opozycyjni decydenci opierają się na własnej intuicji bądź też na obrazie przedstawianym w podziemnych publikacjach, który jest też wynikiem pojedynczych spekulacji.

Kościół byłby w stanie dysponować materialną bazą dla prowadzenia odpowiednich studiów społecznych, lecz tego nie robi ze względów politycznych. Można co prawda domniemywać, że istnieją poufne raporty dla informacji najwyższych władz Episkopatu, lecz z całą pewnością żadne rewelacyjne analizy nie znajdują się na wokandzie (spis spraw w kolejności rozpatrywania) Społecznej Rady Prymasowskiej, która z urzędu jest uprawniona do koordynowania tego typu badań. Opinie Zachodu na temat politycznych wyborów Polaków są schematyczne i oparte na spekulacjach, których celem jest głównie epatowanie (zdumiewanie, oszałamianie) zachodniego czytelnika sensacjami. Pomijam prawdopodobne tajne analizy zachodnich służb specjalnych.

Wszystkie strony w trwającym w Polsce konflikcie posiadają mocno uproszczoną wizję społeczeństwa. Wspólną cechą jest traktowanie go jako całości mającej jednolite i sprecyzowane cele polityczne, a także dostrzeganie przede wszystkim biegunów, z całkowitym pominięciem tzw. „milczącej większości”.

Przedstawiona poniżej analiza ma również charakter spekulatywny nie dysponujący bazą niezbędną dla przeprowadzenia poważnych studiów socjologicznych. Starać się jednak będziemy zachować maksymalną obiektywność aby uniknąć błędów i słabości dotychczasowych analiz. Celem naszym będzie przedstawienie:

1. politycznych wyborów różnych grup,

2. stopnia ich samouświadomienia politycznego,

3. możliwości wyrażania dążeń politycznych.

Geneza obecnego społeczeństwa polskiego – Strukturalny antykomunizm

Ogromna większość społeczeństwa polskiego przyjęła nowy ustrój społeczny wrogo lub co najmniej niechętnie. Z tezą tą zgadza się większość historyków, także partyjnych. Przyczyny antykomunizmu były dosyć oczywiste. Nowy system nie gwarantował niezawisłości narodu i państwa. Nie spełniał też aspiracji politycznych, zwłaszcza inteligencji, przywiązanej do pluralizmu. Najostrzej przeciwstawiali się komunizmowi chłopi. Wojna domowa lat ‘44-48 miała wszelkie cechy wojny chłopskiej. Pamiętać musimy, że chłopi stanowili większość społeczeństwa u zarania PRL. Innymi w końcu ważnymi przyczynami antykomunizmu były: specyficzny polski katolicyzm i klerykalizm oraz resentymenty antyrosyjskie, a więc antysowieckie. Ta zbitka racjonalnych i irracjonalnych pobudek dała w konsekwencji trwałe dla polskiego pejzażu politycznego zjawisko „strukturalnego antykomunizmu”. Strukturalnego, a więc nie koniunkturalnego, nie przemijającego, zakorzenionego w świadomości wszystkich warstw. Ów strukturalny antykomunizm ulegał rzecz jasna ewolucji w ciągu blisko 40-letniej historii komunistycznej Polski, nigdy jednak nie przestał istnieć jako ważne zjawisko świadomości politycznej Polaków. Charakterystycznymi jego cechami są:

- Irracjonalny charakter zjawiska. Nie znaczy to, że nie ma rzeczywistych powodów niechęci społeczeństwa do komunizmu, lecz te realne powody są słabo uświadomione. Antykomunizm leży przede wszystkim w sferze podświadomości. Obejmuje to zjawisko swym zasięgiem także część aparatu partyjnego, a na pewno znaczną część szeregowych członków PZPR. Wyraża się to między innymi w dystansowaniu części aparatu i członków partii od decyzji Centrum, w swoistej dychotomii (podziale na dwa człony): my, społeczeństwo – oni, władza. Znajduje też wyraz w schadenfreude (uciesze ze szkody), odczuwanej przez większość społeczeństwa, także członków PZPR, w momentach kryzysu władzy.

- Antysowietyzm i korespondujący z tym nacjonalizm i antysemityzm. Tradycyjny polski antysemityzm został w latach 50-tych wzmocniony i zintegrowany z antykomunizmem. Powodem był stosunkowo wysoki udział Żydów we władzach komunistycznych w latach 50-tych, szczególnie na stanowiskach „społecznie widocznych” – w propagandzie i bezpiece. Antysowietyzm jest często widoczny w aparacie władzy, wśród funkcjonariuszy partyjnych, w wojsku, a nawet milicji. Przypomnijmy choćby znane wystąpienie Rajskiego, tłumaczące upadek polskiej gospodarki dominacją radziecką.(1) Było ono kolportowane kanałami partyjnymi.

– Mała zdolność do uzewnętrzniania się antykomunizmu w działaniach politycznych. Niechęć do władzy, choć jest zjawiskiem trwałym manifestuje się przede wszystkim w poglądach prywatnych. Nie przeszkadza też współpracować z władzami komunistycznymi, ani nawet w tych władzach uczestniczyć. Strukturalny antykomunizm eksploduje działaniami zbiorowymi w momentach kryzysów władzy. Przyjrzyjmy się dwu przykładom.

W roku 1956 Władysław Gomułka uzyskał poparcie społeczne przekraczające znacznie to, które staje się udziałem popularnych polityków w krajach demokratycznych. Poparcie to nie wynikało ani z jego osobowości, ani z talentów mówcy mniej niż przeciętnych, ani też z atrakcyjnego programu, którego nie posiadał. Chwilowy entuzjazm dla tego przywódcy komunistycznego wynikał natomiast z faktu, że wyszedł on z więzienia otoczony mitem ofiary systemu, a więc jego przeciwnika. Jesień ’56 dowodzi, nie tylko antykomunizmu zakorzenionego w mentalności Polaków, wykazuje też do jakiego stopnia resentyment ten jest politycznie naiwny.

Drugi wybuch jawnego antykomunizmu przypada na okres po Sierpniu. Ludzie wstępujący do „S” szukali nie tylko związku zawodowego, lecz przede wszystkim organizacji antykomunistycznej. 10 mln członków (minus kilkadziesiąt tysięcy różnego rodzaju agentów) to ponad 80% czynnych zawodowo poza rolnictwem. Do tego dodać należy kilka procent ludzi, którzy pozostali poza „S” z powodów osobistych, często dlatego, że byli skłóceni z tymi, którzy nowy związek tworzyli. W sumie ponad 90% dorosłych obywateli wykazało resentymenty antykomunistyczne. Pojawia się tu nieporozumienie wynikłe z fascynacji imponującą liczbą przeciwników systemu. Antykomunizm może chwilowo złączyć w jednej organizacji znaczną większość społeczeństwa, lecz organizacja ta nie jest zdolna do efektywnego działania. W kraju demokratycznym nie istnieją nigdy organizacje polityczne posiadające poparcie takiej większości. Wynika to z pluralizmu poglądów i z prawa wielkich liczb. Organizacja tak liczna jak „S” musiała być organizacyjnie słaba, członków łączył strukturalny antykomunizm, lecz jak już wykazywaliśmy jest on niezdolny do tworzenia silnych, jednolitych organizacji. Dwa wymienione przykłady pozwalają uogólnić warunki, w jakich manifestuje się zbiorowymi działaniami antykomunizm.

1. Kryzys władzy, połączony z silnymi walkami frakcyjnymi wewnątrz aparatu.

2. Możliwość manifestowania swych poglądów w sposób bezpieczny i legalny z punktu widzenia władzy. Ta druga cecha wyjaśnia poparcie antykomunistycznej większości dla przywódcy komunistycznego z roku 56, a także względną popularność „patrioty” Jaruzelskiego przed grudniem ’81, którą potwierdzały ówczesne ankiety OBS.

Jeżeli resentyment antykomunistyczny nie stwarza efektywnych form organizacyjnych, to nie oznacza by był bez znaczenia w rozważaniach politycznych wyborów polskiego społeczeństwa. Rozumieli to zwykle politycy komunistyczni. W wielu wspomnieniach o Gomułce, osoby z jego najbliższego otoczenia przytaczały fakty, z których wynikało, że polityk ten nigdy nie miał złudzeń co do antykomunistycznego nastawienia polskiego społeczeństwa. Było to jednym z głównych motywów jego działania. Sądził, że najmniejsze eksperymenty z pluralizmem politycznym muszą skończyć się dla władzy katastrofą, był też gorliwym zwolennikiem interwencji radzieckiej w Polsce po Sierpniu (oczywiście nie miało to już żadnego znaczenia politycznego).

Strukturalny antykomunizm polskiego społeczeństwa sprawia, że komuniści mają ograniczone pole manewru. Nie mogą oprzeć się w rządzeniu na znaczniejszej grupie społecznej, są spychani na pozycje „przeciwko społeczeństwu”. Podstawową strategią ich w tej sytuacji jest przeciwdziałanie polaryzacji: władza – społeczeństwo. Strategii tej podporządkowane były zawsze odpowiednie działania socjaltechniczne (manipulowanie społeczeństwem).

Do głównych należało:

A. Awans społeczny dużych grup, przede wszystkim ludności wiejskiej, związany z industrializacją i urbanizacją.

B. Stworzenie przez komunistów własnej elity intelektualnej.

C. Wpojenie przy pomocy propagandy i systemu szkolnego niektórych idei komunistycznych nie objętych antykomunistycznym resentymentem.

A. Przyspieszony awans odbywał się zwłaszcza w latach 50-tych. Rozwój przemysłu startującego z bardzo niskiego poziomu, pozwolił wchłonąć do miast miliony młodych ludzi, którzy to przesunięcie dostrzegli jako awans. Przy tej okazji zniszczone zostały tradycyjne struktury wiejskie, zdecydowanie niechętne komunizmowi i posiadające tradycje organizowania się. Towarzyszył temu wzrost administracji, następowało więc wciąganie tysięcy ludzi w orbitę sprawowania władzy. Szczególnie istotny w procesie tym wydaje się awans młodych ludzi, uzyskiwany dzięki wykształceniu, a więc w sposób społecznie zdrowy. Dostęp do wykształcenia stał się w porównaniu z okresem przedwojennym znacznie łatwiejszym, ci którzy osiągnęli awans zawdzięczali to nowemu systemowi. Nie bagatelną sprawą jest również towarzysząca kształceniu i awansowi indoktrynacja ideologiczna, trafiająca na podatny grunt. Możliwości awansów tego typu skończyły się w połowie lat 60-tych. Nastąpiło zahamowanie ruchliwości społecznej, zablokowane zostały ścieżki awansu, uzyskiwanego dzięki wykształceniu. Do tego czasu mechanizm kształcenia i awansu działał na korzyść władz, nie dopuszczał bowiem do stresów społecznych, integrował awansowane grupy wokół władzy. W połowie lat 60-tych sytuacja uległa zmianie, zaś komuniści bądź tego nie dostrzegli, bądź nie umieli odpowiednio zareagować. Prawidłową reakcją w momencie zahamowania procesu awansów pionowych powinno być przyspieszenie awansów poziomych – wzrost dobrobytu i osiąganie satysfakcji zawodowej bez zmiany pozycji społecznej. Na przeszkodzie stanęła niesprawna gospodarka, nie mogąca zapewnić wystarczającego poziomu stopy życiowej. Od połowy lat 60-tych mamy do czynienia w Polsce z sytuacją permanentnego kryzysu społecznego i politycznego. Można zaryzykować nawet twierdzenie, że właśnie początkowe sukcesy przyciągania do siebie grup społecznych stały się przyczyną późniejszej klęski. Przyspieszony awans z lat 50-tych stanowił jaskrawy kontrast niemożności, w której zaklęty krąg wpadliśmy u schyłku lat 60-tych.

W miejsce przyspieszonego awansu pionowego bądź poziomego władze zastosowały taktykę kupowania strategicznych grup. Stosował ją przez 10 lat Gierek i jego ostateczna klęska wykazała ograniczoną przydatność tej taktyki. Polega ona na dzieleniu szczupłych dóbr materialnych według hierarchii ważności poszczególnych grup, wyznaczonej przez możliwości ich efektywnego protestu. Słabość tej taktyki polega na tym, że nawet niewielkie pogorszenie sytuacji materialnej grup strategicznych jest przez nie przyjmowane protestem.

B. W momencie uchwycenia władzy komuniści niemal nie posiadali własnej elity intelektualnej. Jej stworzenie było ważnym działaniem, zgodnym z ogólną strategią przeciwstawiania się strukturalnemu antykomunizmowi. Do połowy lat 50-tych działania te uwieńczone były całkowicie sukcesem. Autentyczna elita, przede wszystkim cieszący się w Polsce tradycyjnym prestiżem pisarze masowo poparli władzę. Historia ta była wielokrotnie opisywana i analizowana począwszy od „Zniewolonego umysłu” Miłosza, a skończywszy na felietonach i artykułach zarzucających pisarzom niewdzięczność, pisanych po wprowadzeniu stanu wojennego. Nie ma więc potrzeby bliżej do tego powracać. Znany też jest epilog miodowych miesięcy intelektualistów z władzami. Komunizm nie okazał się dostatecznie atrakcyjnym systemem dla ludzi, którzy z racji swej profesji przywiązali się do pluralizmu bardziej niż ktokolwiek inny. W roku 1956 zaczął się odwrót intelektualistów od komunizmu. Od tego momentu, a zwłaszcza po 1968 r. elita intelektualna, współpracująca z komunistami podlega doborowi negatywnemu. Większość jest nastawiona zdecydowanie antykomunistycznie. Prorządowi intelektualiści mieli pełnić funkcję zmniejszania przepaści między władzą a społeczeństwem. Taktyka ta poniosła klęskę, intelektualiści są zdecydowanie wrodzy władzy i przepaść pogłębiają.

C. Strukturalny antykomunizm jest przede wszystkim resentymentem, zawiera pierwiastki irracjonalne. Może on doskonale współżyć z wieloma mitami z zakresu ideologii komunistycznej. Niektóre z nich zostały zaakceptowane przez większość społeczeństwa, wytwarzając paradoksalną sytuację skomunizowania umysłów antykomunistycznie nastawionej większości. Ten pozorny paradoks jest przyczyną błędnego rozpoznania politycznych wyborów w wielu ankietach. Niewielka bowiem zmiana brzmienia ankietowych pytań zmienia diametralnie wyniki. Ideami komunistycznymi zaakceptowanymi przez większość społeczeństwa są:

1. Istnienie komunistycznego porządku ekonomicznego. Wolnokonkurencyjna gospodarka traktowana jest przez większość jako zło większe niż socjalistyczny bałagan i marnotrawstwo. Najśmielsze pomysły zmian gospodarczych sięgają zwykle najdalej do tzw. „uspołecznienia gospodarki”, a więc istnienia w państwowych przedsiębiorstwach silnego samorządu. Jeśli idzie o sektor prywatny najodważniejsi opozycjoniści stoją na gruncie dekretu z 46 r.

2. Funkcje opiekuńcze państwa, nawet za cenę jego totalitaryzacji. Większość ludzi nie zdaje sobie sprawy z tego, że nadmierna opiekuńczość państwa prowadzi do totalitaryzmu, zwłaszcza, gdy brak demokratycznych instytucji, stanowiących przeciwwagę aparatu państwowego. Inaczej mówiąc im większa opieka, tym mniejsza wolność. Takie elementy komunistycznej polityki społecznej jak:

- pełne zatrudnienie;

- „darmowe” leczenie i szkolnictwo;

- powszechne emerytury;

są uważane za nieodzowne. Nie zrażają nikogo ani niskie płace, pośredni wynik pełnego zatrudnienia, ani niska jakość świadczonych usług socjalnych.

3. Egalitaryzm; wyższe rozpiętości dochodowe przyjmowane są bardzo niechętnie (żeby nikt nie miał więcej niż ja).

4. Wyjątkowa rola klasy robotniczej, predystynująca (przeznaczająca) ją do nieomylności politycznej.

Poza wymienionymi społeczeństwo zaakceptowało szereg innych haseł propagandy komunistycznej. Dość powszechnym trybem myślenia jest porównywanie rzeczywistości z obrazem socjalizmu ukształtowanym przez propagandę, a więc pytanie – czy tak powinno być w socjalizmie? Pytanie to jest pozbawione sensu, gdyż socjalizmem jest właśnie realnie otaczający nas system, a nie propagandowy stwór. Fakt, że wiele ludzi, prawdopodobnie większość, pytanie to sobie stawia jest dowodem skomunizowania antykomunistycznie nastawionej większości.(2)

Indoktrynacja ideologiczna udała się komunistom znacznie bardziej niż wszystkie inne posunięcia taktyczne, zmierzające do neutralizacji niechętnego społeczeństwa. Jej wynikiem jest brak żądań suwerenności politycznej narodu u większości działaczy opozycyjnych, zwłaszcza postsolidarnościowych. Pragną oni państwo kontrolować, ograniczać jego wszechwładzę, lecz nie zastępować. W konsekwencji „S” była ruchem destrukcyjnym, uderzającym we władzę, lecz nie tworzącym nowej władzy. Nie potrafiła ona budować własnych instytucji, ograniczała jedynie instytucje państwowe. To leżało u podłoża jej klęski.(3)

Krajobraz polityczny

Omówiliśmy pokrótce genezę politycznego obrazu społeczeństwa, przejdźmy teraz do omówienia samego obrazu. Dominującym jego elementem jest zjawisko, które nazwiemy „prowincją polityczną”.

Prowincja polityczna oznacza całkowity brak orientacji politycznej na mapie kraju, dostrzeganie na niej co najwyżej dwu stron konfliktu oraz nieumiejętność wyrażania własnych opcji (wyborów) politycznych. Nie były prowadzone żadne badania, mające na celu ustalenie zasięgu zjawiska prowincji. Na podstawie jednak innych badań, w których zjawisko to się ujawnia, możemy oszacować jego zasięg. Obejmuje ono ogromną większość społeczeństwa. Na zachodzie zwykło się używać terminu „milcząca większość”. Nie jest on tożsamy z „prowincją polityczną”, choć oczywiście koresponduje z nią. Przytoczymy kilka przykładów omawianego przez nas zjawiska. Na jesieni 1981 r. w prowadzonej przez OBOP ankiecie zadano m. in. dwa pytania: 1. Czy jesteś za zwiększeniem kontroli władzy nad społeczeństwem? 2. Czy jesteś za zwiększeniem kontroli społeczeństwa nad władzą? Na pytanie pierwsze pozytywnie odpowiedziało ponad 50% respondentów, na drugie ponad 90%. W ten sposób około połowa pozytywnie odpowiedziała na oba pytania, które się nawzajem wykluczają.

W prowadzonych przez OBS badaniach stopnia zaufania do różnych instytucji stale ponad 50% respondentów sygnalizowało swoje zaufanie do Sejmu, jednocześnie tylko kilka procent do PZPR, mimo, że Sejm jest mianowany i całkowicie kontrolowany przez partię, a wszyscy sobie zdają sprawę, że nie ma w Polsce wyborów prawdziwych.

Jakie grupy społeczne objęte są zjawiskiem prowincji politycznej? Dotyczy ono prawie całej ludności wiejskiej i Polski powiatowej, a więc rzeczywistej prowincji. Burzliwe lata 80-81 niewiele tam zmieniły. Zresztą wszystkie burze polityczne, przechodzące nad Polską omijały powiaty i gminy. Ostrożna liberalizacja ery Gierka dotyczyła wyłącznie Stolicy i największych miast. Na prowincji zmieniło się niewiele. W Warszawie rząd dogadywał się z Kościołem, a w powiecie zwalniano z pracy nauczycieli za uczęszczanie do kościoła, w Warszawie na osobistą interwencję Gierka wypuszczano z więzień dysydentów, na prowincji partyjni i milicyjni kacykowie rządzili niepodzielnie. Ruch posierpniowy doszedł tam spóźniony i prawie nigdzie nie był silny, toteż stan wojenny nie wywołał szoku. Działalność opozycyjna skupiła się w wielkich przemysłowych i akademickich centrach, ale większość ludzi żyje na prowincji. Działacze opozycyjnie nie zdają sobie zwykle sprawy, że ta większość o opozycji wie bardzo mało lub zgoła nic. Jedyną formą kontaktów z niezależnym życiem politycznym są rozgłośnie zachodnie, a przede wszystkim Wolna Europa. Rozgłośnia ta nastawiona jest właśnie na prowincję, słuchaczy bardziej politycznie uświadomionych rażą naiwne często argumenty i komentarze.

Zjawisko prowincji politycznej tylko częściowo pokrywa się z prowincją w potocznym znaczeniu. Jest zakresowo szersze. Obejmuje także znaczną część mieszkańców dużych ośrodków. Wypada tu zatrzymać się szczególnie przy robotnikach. Komunizm przez 40 blisko lat wmawiał robotnikom ich szczególną rolę, co oczywiście nie oznacza, iżby otrzymali oni w Polsce komunistycznej szczególne przywileje. Nędza doprowadzała wielokrotnie robotników do rozpaczliwych zrywów. Mit ich szczególnej roli w rozwoju historycznym stanowi dla nich pewną formę rekompensaty, tym łatwiej został przez nich zaakceptowany. Dalszą konsekwencją tego był antagonizm wobec innych grup społecznych, zwłaszcza inteligencji. Robotnicy bardzo silnie ulegli też innym mitom komunistycznym. Bardzo przywiązani są do idei egalitaryzmu, a co z tego wynika łatwo dają się manipulować przy pomocy populistycznej (4) propagandy (dlatego „S” była w dużej mierze ruchem populistycznym).

W społeczeństwie polskim zakorzenione jest myślenie klasowe, a więc traktowanie klas w sensie marksistowskim, jako struktury zdolnej do działania. Jest to jeszcze jeden mit bezwzględnie zaakceptowany przez większość. Klasa nie jest nigdy zdolna do prowadzenia gry strategicznej, a więc również klasa robotnicza nie jest w stanie prowadzić własnej polityki, nie istnieje interes klasy robotniczej, ani żadne strategiczne działanie. Opozycja, zwłaszcza jej lewicowe odłamy, uległa mitowi walki klasy robotniczej, która jakby stanowi motor rozwoju sytuacji w Polsce. Klasa robotnicza jako całość, walki nie prowadzi, ponieważ nie jest zdolna do tego typu działań, z punktu widzenia gry politycznej nie istnieje kategoria – klasa robotnicza. Nie oznacza to, abyśmy negowali istotne znaczenie tej grupy społecznej w krajobrazie politycznym Polski. Należy podejść do tego bez ideologicznego kadzidła. Robotnicy w większości podlegają zjawisku prowincji. Istnieje duża niejednorodność postaw politycznych w tej grupie społecznej. Od lekkiej aprobaty dla systemu i dużego przywiązania do symboli socjalistycznych u robotników starszych, do skrajnego antykomunizmu i eksponowaniu symboliki narodowej i religijnej u robotników młodszych, pracujących w dużych centrach przemysłowych.

Okres posierpniowy i stan wojenny wykazał dwie cechy robotników wielkoprzemysłowych (robotnicy w niewielkich miejscowościach, w małych zakładach o dużym procencie chłoporobotników są politycznie zupełnie bierni):

- skłonność do działań symbolicznych,

- dużą podatność na bodźce ekonomiczne.

Te obie cechy znacznie ułatwiły pacyfikację wielkich zakładów przemysłowych po 13 grudnia. Skłonność do działań symbolicznych pozostaje w sprzeczności z działaniami politycznymi. Podatność na bodźce ekonomiczne umożliwiła władzom przekupienie strategicznych załóg wielkich zakładów pracy. Charakterystyczne, że normalizacja została najszybciej osiągnięta w górnictwie, mimo, że właśnie tam konflikty (z reguły o podłożu symbolicznym) były za „Solidarności” najsilniejsze i najostrzej przebiegało wprowadzenie stanu wojennego. Politycy opozycyjni przed 13 grudnia i nawet zaraz po argumentowali – Nie można przy każdym robotniku postawić uzbrojonego milicjanta, a więc nie można siłą zmusić ludzi do pracy, stan wojenny nie może władzy nic dać. Rzeczywistość okazała się inna. Strumień pieniędzy połączony z silnymi represjami pozwolił osiągnąć wzrost wydobycia węgla nawet za cenę utraty zdrowia w kopalniach.

Znaczenie polityczne robotników polega na tym, że stanowią oni większość aktywnego społeczeństwa, a ze względu na dużą koncentrację w wielkich zakładach mogą być zamienieni w zdyscyplinowane grupy, używane zarówno do produkcji, jak i w działaniach politycznych. Niski stan świadomości politycznej, mimo strukturalnego antykomunizmu i przywiązania do symboli „S”, każe przypuszczać, że kolejny bunt robotników będzie miał podłoże przede wszystkim ekonomiczne.

Rozważaniom o politycznej prowincji można postawić zarzut, że również w innych krajach, także demokratycznych zjawisko to występuje. Niewątpliwie tak jest, lecz nie jest ono tam połączone z totalną niechęcią do władzy; polityczna prowincja lub jak kto woli milcząca większość stanowi w tej sytuacji czynnik stabilizujący. U nas jest elementem zaklętego kręgu niemożności. Dopóki zjawisko to będzie występowało, dopóty nie będziemy w stanie zlikwidować totalitaryzmu. Nas na powszechną bierność po prostu nie stać. Dodać przy tym trzeba, że okres posierpniowy przyniósł mimo wszystko wyraźny postęp w rozwoju świadomości politycznej.

System władzy

System władzy, sprawowany przez obecną ekipę można określić mianem miękkiej tyranii, opiera się zaś ona na miękkiej kolaboracji. Dotychczas instytucją strukturalizującą system władzy w Polsce była PZPR. Po Sierpniu i 13 grudnia została ona do tego stopnia rozbita, że nie jest w stanie tworzyć ram dla władzy. Co to oznacza? System władzy w komunizmie nigdy nie jest organizacją monolityczną. Opiera się na grupach nieformalnych, występujących na różnych szczeblach zarządzania i związanych ze sobą różnego rodzaju powiązaniami. System ten wtłoczony był w ramy partii komunistycznej. Reguły gry politycznej określone były regułami gry partyjnej. Teraz sytuacja uległa zmianie. Przyczyną jest rozbicie, przynajmniej częściowe, dotychczasowych struktur partyjnych. Formalnie zostały one odbudowane, nie odbudowano jednak rzeczywistych powiązań, które decydowały o grze politycznej. W ten sposób partia stała się w pewnej mierze atrapą, choć istnieją próby jej reanimacji (ożywienia). Dążyć do tego będzie prawdopodobnie Moskwa,(5) której tradycyjny system komunistyczny jest w stanie zagwarantować pewność sprawowania kontroli nad Polską. System obecny jest nieokreśloną efemerydą i nie może budzić zaufania nikogo. Opiera się on na dominacji jednej osoby – generała i podległych mu oficerów. Opanowali oni najistotniejsze działy KC PZPR, stanowią też trzon kadry na szczeblu województw. Istotną sprawą byłaby analiza socjologiczna hybrydy wojskowo-cywilnej na określonym szczeblu władzy. Pozwoliłaby ona wykazać jaki jest stopień zintegrowania tej hybrydy, czy istnieje jeden obieg informacji, czy kilka, jakie są interakcje (sprzężenia zwrotne) między cywilami i wojskowymi. Analiza taka nie istnieje, zdani jesteśmy na jednostkowe spostrzeżenia.

Oficerowie z reguły nie są kompetentni w sprawach, które powierzono ich kontroli. Merytoryczne sprawowanie władzy zastępują więc formalnym, często dokuczliwym dla cywilów. Od tych ostatnich są uzależnieni, gdyż oni właśnie dysponują merytorycznymi informacjami. System cywilno-wojskowy ma szansę ewoluowania ku systemowi cywilnego komunizmu, ze stopniowym eliminowaniem wojskowych lub ich „cywilizowaniem”.

Drugą obok wojska nową grupą odgrywającą rolę we władzach centralnych są cywilni specjaliści lub intelektualiści nie związani dotychczas z aparatem partyjnym. Są oni na ogół członkami PZPR, lecz ich kariera nie wynika z pracy w aparacie. Z tej racji nie mają oni własnych grup, tego typu co aparatczycy w czasach przedsierpniowych. Ludzie typu Rakowskiego, Urbana, Krasińskiego, Obodowskiego, choć w aktualnej grze politycznej odgrywać mogą dużą rolę, nie stanowią sami w sobie ośrodka władzy, z reguły też nikogo poza sobą nie reprezentują. Ich pozycja wynika z tego, że są wygodni dla Generała.

Wbrew przypuszczeniom z początków stanu wojennego władze wojskowe nie okazały się jak dotąd zdecydowanie krwawe i represyjne. Powodem tego jest prawdopodobnie ich efemeryczny (przemijający) charakter, a z drugiej strony bezprecedensowy (bezprzykładny) zasięg konspiracji. Masowe represje i system policyjny oznaczałyby wzmocnienie aparatu bezpieczeństwa i związanych z nim grup aparatu partyjnego. Prowadziłoby to do osłabienia władzy wojskowych (wojskowi są niezdolni do prowadzenia bez pomocy policji represji ze względu na brak kompetencji, a być może także odpowiednich predyspozycji (skłonności psychicznych), wyeliminowania grupy „fachowców” (Rakowski, Obodowski itd.), nie gwarantowałoby zaś prędkiej stabilizacji. Rozpoczęcie masowych represji mogłoby wyzwolić mechanizm trudny do zatrzymania na z góry wyznaczonym poziomie. Dlatego też obecną władzę nazwaliśmy miękką tyranią. Otoczona jest ona niby płynem fizjologicznym „miękką kolaboracją”. Większość społeczeństwa z większą lub mniejszą chęcią kolaboruje z reżimem, choćby z racji tego, że pracuje w przedsiębiorstwach państwowych. Zgoda na kolaborację jest uwarunkowana, przynajmniej u części, niskim stopniem represyjności i choćby werbalnym (słownym) deklarowaniem przez juntę chęci reform i porozumienia narodowego. Prześledźmy to na przykładzie środowiska naukowców – ekonomistów. Jego część, także ludzie posiadający pewien autorytet, poparła nową ekipę. Głównym powodem tego, poza oczywiście osobistymi profitami, był brak innych alternatyw. Do konspiracji nie mają oni predyspozycji, zresztą populizm „S” na ogół zniechęcał ludzi posiadających wykształcenie ekonomiczne. Środowisko ekonomiczne udzieliło swego wsparcia moralnego i intelektualnego juncie, wchodząc w skład Rady Ekonomicznej, Rządowej Komisji do Spraw Reformy, a także w skład rządu. Poparcie to zostałoby jednak cofnięte przez część obecnych kolaborantów, gdyby zamiast mówić o reformie i porozumieniu Generał zaczął mówić o eksterminacji (wyniszczeniu). Na tym polega mechanizm miękkiej kolaboracji. Jest to zjawisko bardzo rozpowszechnione i podobnie jak inne opisywane w niniejszym artykule, niejednorodne. Poparcie „miękkich kolaborantów” jest reżimowi niezbędne, jeśli chce on utrzymać represje na stałym poziomie.

Ostatnim omawianym przez nas zjawiskiem polskiej sceny politycznej będzie „opozycja”. Wyrasta ona w ogromnej większości z byłej „S”, błędem jest jednak obejmowanie mianem opozycji 10 mln ludzi. Związek przestał istnieć 13 grudnia i w poprzedniej postaci nigdy się nie odrodzi. „S” odgrywa dziś rolę zarówno pozytywną jak i negatywną w tworzeniu niezależnego ruchu opozycyjnego. Mit „S”, symbolika związku odgrywa dużą rolę integrującą. Oddziaływanie mitu jest tak silne, że żadna grupa polityczna, niezależna od władzy nie odcina się od niego. W tym jednak kryje się również rola negatywna. Mit ogranicza horyzont polityczny. Wiele haseł poza symbolem nie niesie żadnej treści.

Zjawisko opozycji możemy podzielić na trzy grupy (nie mamy na myśli trzech struktur lecz trzy obszary zjawiska):

- A. Opozycja postsolidarnościowa. Liczebnie największa, wywodząca się z byłej struktury związku. Ma ona dwie słabości:

- pozbawiona jest programu innego niż hasło powrotu do „S”;

- jest łatwa do penetracji przez bezpiekę z tej racji, że skupia ludzi aktywnych przed 13 grudnia i działa na terenie zakładów.

- Opozycja postsolidarnościowa nie była w stanie stworzyć jednej organizacji, działalność naczelnych jej władz – TKK – jest w dużej mierze fikcją. Opozycja ta może mieć znaczenie w momencie wybuchu nowego buntu robotniczego, sama jednak nie jest w stanie go przygotować, czego dowodzi nieudana próba strajku w październiku i listopadzie ubiegłego roku. Jeżeli nie dojdzie do spontanicznego wybuchu w najbliższym czasie grupy postsolidarnościowe ulegać będą degeneracji, zajmując się działalnością czysto symboliczną (np. produkcja znaczków, obchodzenie rocznic) i coraz dokładniej penetrowane będą przez bezpiekę.

- B. Legalna opozycja katolicka. Liczebnie jest niewielka, ma jednak kolosalny atut w postaci poparcia Kościoła. Z tej racji może działać legalnie, dysponuje nawet ograniczonymi wprawdzie i poddanymi cenzurze państwowej środkami przekazu. Działacze w rodzaju – Stommy, Micewskiego, Kisielewskiego w polityce swej kierują się jednym podstawowym założeniem – jedynie odprężenie międzynarodowe, odprężenie między państwem i Kościołem w kraju, współpraca z władzą przynieść może polepszenie warunków w Polsce. W perspektywie stawiają za cel socjalizm realny, ale z bardziej ludzką twarzą, kontrolowany przez legalne instytucje demokratyczne. Nawiązują w swym programie do haseł roku ’56. Działania swe koordynują z Watykanem i Kościołem w Polsce. Uważają się za realistów z racji swego minimalizmu, lecz półtora roku po wprowadzeniu stanu wojennego nie mogą się poszczycić przybliżeniem do celu, mimo, że proponują coraz dalej idący kompromis.

- C. Organizacje polityczne nie wywodzące się z „S”. Są one w trakcie tworzenia i deklarują zamiar przekształcenia w partie polityczne. Niezależne badania wykazały, że idea partii politycznych zdobywa sobie w środowisku opozycyjnym coraz większe poparcie. O ile jednak wielu ludzi deklaruje swe poparcie dla zamiarów tworzenia partii, to niewielu oświadcza, iżby do nich wstąpiła. Do stworzenia trwałych partii niepodległościowych jest jeszcze daleka droga.

W przedstawionym wyżej obrazie unikaliśmy uproszczeń, terminów typu – wszyscy, nikt, staraliśmy się zdemistyfikować wiele obiegowych twierdzeń, wysuwanych także przez autorytety niezależnej publicystyki. Nie stawiamy jasnych prognoz co do przyszłości najbliższej. ądzimy, że analiza powyższa może pomóc w ich postawieniu, a także opracowywaniu programów politycznych. Pragniemy jeszcze raz podkreślić, że najważniejszym zjawiskiem polskiej sceny politycznej jest niska świadomość polityczna połączona z chroniczną niechęcią do władz.(6) Powoduje to, że jesteśmy społeczeństwem chorym na schizofrenię. W tym stanie rzeczy nie jesteśmy w stanie brać udziału w cywilizacyjnym wyścigu u progu nowego stulecia. Powodować to będzie narastanie napięć wewnętrznych, które rozładowywane będą w sposób irracjonalny. Naród polski musi przejść daleką drogę by z „prowincji” politycznej przekształcić się w społeczeństwo polityczne.

Przypisy:

(1) Rumunia nie daje się tak wykorzystywać jak Polska, a mimo to jej gospodarka jest w jeszcze większych tarapatach; przyczyną upadku jest system komunistyczny, a świadczenia na rzecz ZSRR są jedynie jego skutkiem ubocznym.

(2) Podobnie jak członkowie „S”, również niewolnicy i chłopi pańszczyźniani walczyli początkowo nie o zniesienie niewolnictwa i likwidację feudalizmu, ale o ograniczenie powinności; bo np. kiedyś mieli 3 dni pańszczyzny, a teraz każą odrabiać 4 dni, a to jest niesprawiedliwe! Zwolennikom socjalizmu „z ludzką twarzą” – tj. teoretycznego można odpowiedzieć, że w teorii również niewolnictwo jest bardzo dobrym i ludzkim ustrojem; wystarczy poczytać Arystotelesa.

(3) Odzwierciedleniem tego stanu świadomości A (u przywódców, doradców a także u szeregowych członków „S”) jest powszechne żądanie Polaków, by rząd (komuniści) rządził dobrze, a nie by pochodził z wolnych wyborów. Żeby był dobry, opiekował się (dał, zapewnił itp.). Niech nie będzie własny, ale niech będzie mądry i dobry! Rzecz jednak w tym, że aby mógł być dobry musi być własny. A tego nie może pojąć ani tkaczka z Łodzi, ani szacowny profesor z Warszawy.

(4) Zależy to oczywiście od zmian w samej Moskwie, tzn. od tego czy usadowi się tam na dobre grupa komunistów w mundurach.

(5) Doktryna odwołująca się do popularnych, chwytliwych haseł bazująca na zastanej świadomości, wykorzystująca prymitywne wyobrażenia o procesach gospodarczych, społecznych i politycznych.

(6) Niechęć do komunizmu, by zaowocowała skutecznymi formami i metodami walki z nim, musi wypływać z przesłanek racjonalnych: własnych przemyśleń, przyjętego systemu wartości, a nie z podświadomej niechęci – to stanowczo za mało.

"Niepodległość" - miesięcznik polityczny 1982-1983: