3. JANUSZ NOWICKI - BEZ NIEDOMÓWIEŃ

Janusz Nowicki

Od chwili powstania, pismo nasze stara się wypracować i propagować koncepcje polityczne odnoszące się do bieżącej sytuacji w kraju, a także przyszłych rozwiązań „polskiego pata”. Za duży sukces uważamy fakt, iż stajemy się coraz bardziej widoczni w kiełkującym, niezależnym życiu politycznym, a nasze poglądy przestają być uważane za prowokacyjne, czy w najlepszym wypadku skrajnie nierealistyczne, a przeciwnie, idea niepodległości, którą od początku naszych działań uważaliśmy za cel nadrzędny, została zaakceptowana przez wielu naszych czytelników i działaczy politycznych. Nieskromnie napiszę o nas jeszcze jedną rzecz – można nam wiele zarzucać, lecz stały nasz czytelnik musi przyznać, że zawsze rysowaliśmy nasz profil polityczny ostrą linią, przykładając dużą wagę do spójności i jednolitości poglądów prezentowanych przez nasze pismo.

Niestety, sztuka syntetycznego przedstawiania, czy może odczytywania linii politycznej nie jest sprawą łatwą. Spotykamy się często z polemikami wobec „N”, zawierającymi naszą charakterystykę, mówiąc delikatnie uproszczoną. Wynika to, pomijając tu i ówdzie złą wolę, czy też z naszej strony nie dość precyzyjne formułowanie myśli, z powierzchownej lektury tekstów, przykładania nadmiernej roli do symboliki (strona tytułowa), oraz zamiłowania do szufladkowania kierunków politycznych według utartych schematów. Staramy się rozwijać naszą myśl polityczną, głosimy potrzebę jej kształtowania niezależnie od komunistycznych nawyków, lecz schematy zaszczepione przez wychowanie w systemie sowieckim wciąż funkcjonują. Najistotniejszym wydaje się niezrozumienie przez naszych adwersarzy stosunku „N” do „SOLIDARNOŚCI” oraz kwestii radykalizmu politycznego.

Od początku nie ukrywaliśmy naszego krytycznego stosunku do „S”. Rzecz jasna wiązało się to z pewnym niepokojem moralnym, czy wypada atakować pokonanego, odbierać milionom członków i sympatyków byłego związku nadzieję, łamać mit o doskonałej organizacji podziemnych struktur „S”. W analizie politycznej tkwienie w kręgu mitów jest zabójcze. Polityk może mitem manipulować, lecz gdy jemu sam ulegnie przestaje być politykiem. Z tego względu moralne opory przed krytyką mitu Rzeczpospolitej Solidarnej musiały ustąpić. Fenomen „S” wynikał ze specyficznych okoliczności, które współgrały w lecie 1980 r. Tymczasem działacze podziemia za zasadniczy cel uznają powrót do stanu, który w sposób nieuchronny się rozpadł. Krytyka „S” uprawiana przez nasze pismo dotyczy przede wszystkim tego momentu. Parafrazując Heraklita moglibyśmy stwierdzić, że nie można wejść dwa razy do tej samej wody, a gdy ta woda jest wrzątkiem to wręcz nie ma sensu.

Jeżeli powrót do stanu posierpniowego ma być celem podstawowym i jeżeli pragniemy, by stan ten okazał się tym razem trwały to należy określić przynajmniej teoretyczne warunki stabilizacji hybrydy (nienaturalnego połączenia). Można iść tu dwiema drogami – albo niestabilność wynikała z nadmiernej pozycji komunizmu, albo przeciwnie, zbyt dużą rolę odgrywał w hybrydzie ruch niezależny. Innymi słowy nowa ugoda społeczna, reaktywująca system sprzed stanu wojennego musi być zawarta na warunkach bądź bardziej dogodnych dla „S”, niż poprzednio, bądź bardziej dogodnych dla władz. Analiza warunków równowagi musi być punktem wyjścia wszystkich programów, stawiających sobie za cel reaktywowanie „S”. Niestety analizy takiej programy te nie posiadają. Tymczasem analiza warunków równowagi (między „S” a PZPR) doprowadziłaby do wniosku jednego – równowaga jest niemożliwa bez likwidacji tożsamości którejś ze stron, chyba, że chodzić nam będzie o równowagę chwilową, lecz w takim razie nie może ona stanowić celu najważniejszego i ostatecznego. Jeżeli zwolennicy tzw. ugody społecznej są zdania przeciwnego, to powinni warunki równowagi zawrzeć w swych programach, zamiast ograniczać się wyłącznie do haseł porozumienia i reaktywowania związku, a nas oskarżać o brak realizmu. Wtedy dopiero można by podjąć rzeczową dyskusję i ocenić co jest realizmem, a co utopią.

W konkluzji stwierdzić musimy, że jesteśmy przeciwni stawianiu za cel główny podziemnych działań reaktywowania „S” nie dlatego, aby obce nam były ideały wypisywane na sztandarach związku, lecz dlatego, że nie widzimy realnej szansy na harmonijne współżycie organizacji niezależnych z totalitaryzmem. Z tego względu odrzucamy hasło ugody społecznej, jako nierealistyczne i służące jedynie celom propagandowym. Czy wynika z tego, że jesteśmy radykałami? W niektórych niezależnych publikacjach nazywano nas wręcz zwolennikami koncepcji powstańczych. Nic bardziej fałszywego. Jesteśmy przede wszystkim realistami, a możliwości wywołania, że już nie wspomnę o wygraniu powstania narodowego, są w tej chwili żadne. Dlaczego więc uważamy za celowe rzucać obecne hasło niepodległości, nie zaś porozumienia narodowego, prowadzącego do reaktywowania stosunków sprzed 13 grudnia?

Niezależna myśl polityczna jest w fazie początkowej. Podziemie ma w tej chwili bardzo ograniczone możliwości wpływania na bieżące, codzienne postawy ludzi. Podziemie polityczne spotyka się z sympatią, lecz nie może skutecznie kształtować ruchu masowego. Wezwania do działań symbolicznych – powstrzymywanie się od zakupów, korzystania z komunikacji, noszenie emblematów są ignorowane nawet przez sympatyków podziemnych struktur. Coraz mniej ma też zwolenników opór czynny – strajki, manifestacje. Ten czas pozornej apatii należy więc wykorzystać na kształtowanie świadomości zarówno samych działaczy politycznych, jak też ludzi niezaangażowanych. Tej rewolucji świadomościowej służy hasło niepodległości. Cel nie jest na dziś, nie jest też być może na jutro, lecz postawienie go zmusza ludzi do odrzucenia mitów, w których wychował ich komunizm – mitu o mądrej grupie reformatorów, która w partii walczy z twardogłowymi, mitu o patriotycznych postawach oficerów i posłów na sejm, mitu o sukcesie „węgierskiej reformy”, czy też możliwości wprowadzenia „hiszpańskiej drogi” do demokracji.

Niepodległość jest celem strategicznym. W artykułach naszych akcentujemy ten właśnie cel, kosztem celów bieżących, taktycznych mając na uwadze przede wszystkim kształtowanie świadomości.

Jakie są konsekwencje stawiania za cel porozumienia narodowego i reaktywowania związku? „Programy porozumienia” traktują je za cel sam w sobie, a więc za cel strategiczny. Tymczasem, jak już była o tym mowa w pierwszej części artykułu trwałe porozumienie jest niemożliwe. Można sobie wyobrazić co najwyżej porozumienia chwilowe. Nie może ono być jednak celem strategicznym, lecz jedynie taktycznym. Celu strategicznego powyższe programy nie zawierają. Z tego względu są pozbawione podstawy, fundamentu. Wprowadzają też w błąd odbiorców, twierdząc, że możliwy jest powrót do stosunków sprzed 13 grudnia. Nie niosą one ze sobą rewolucji świadomościowej, przeciwnie, petryfikują świadomość na poziomie Sierpnia’80, gdy warunki obecne są zupełnie odmienne. Utwierdzają też błędną logikę, opartą na aksjomacie przyjętym bez dowodu (pewniku), iż minimalne zmiany są bardziej realne, niż zmiany większe, a więc minimalizm jest realizmem. Logika ta poniosła porażkę w 56 r., w latach 70-tych, po Sierpniu, lecz tzw. „umiarkowani politycy” z uporem twierdzą, że socjalizm trzeba zreformować, wytłumaczyć tym na górze, że jest to niezbędne dla dobra narodu. Przyjęcie naszej polityki – Polska nie jest niepodległa, rząd nie działa w imieniu narodu, realizuje politykę swoich mocodawców – pozwala uniknąć manowców politycznej logiki „umiarkowanych”.

Kompromisu z komunizmem nie odrzucamy z przyczyn doktrynalnych. Przeciwnie, możemy sobie wyobrazić sytuację, w której kompromis z komunizmem mógłby stworzyć nową, lepszą sytuację. Taką możliwość należy rozważyć w odpowiedniej chwili. Kompromis taki nie będzie jednak nigdy trwały, nie może być więc celem samym w sobie, lecz tylko celem taktycznym. Nie jest zresztą w każdej sytuacji wartym postawienia. „Porozumienie narodowe” mogłoby być możliwe tylko w momencie poważnych kłopotów obecnego systemu władzy. Być może warto wtedy zawrzeć kompromis z którąś częścią systemu komunistycznego, aby poprawić swoje położenie, lecz stawianie tego za główny cel politycznych działań jest bezsensem. Nawet w chwili obecnej w sensie taktycznym jest to błędne. Pozycja podziemnych struktur „S” jest na tyle słaba, że komuniści żadnych, nawet drobnych gestów w jej stronę czynić nie muszą. Niestety od 13 grudnia uległa ona zdecydowanemu pogorszeniu i poprawić ją mogą jedynie spektakularne zwycięstwa. Jak wiadomo nie można wygrać wojny przegrywając wszystkie bitwy. Wysuwanie haseł porozumienia z komunistami i w efekcie restytucji (odtworzenia) „S” w momencie takiej bessy (tu: upadku znaczenia) jeszcze bardziej pogarsza położenie podziemnych struktur, a jednocześnie zawęża horyzont myślenia politycznego działaczy i sympatyków niezależnych ruchów. Sprawa polska nie została zamknięta 13 grudnia. Okres od Sierpnia do Grudnia historia oceni jako ciekawy eksperyment. Nie może on zawężać politycznego myślenia tylko do ciemnego tunelu, na końcu którego jest wymarzona, wyidealizowana „SOLIDARNOŚĆ”.

"Niepodległość" - miesięcznik polityczny 1982-1983: