DÉJÀ VU NA ANTYPODACH

Australia. Kilkanaście tysięcy kilometrów stąd. To dla nas Europejczyków zupełnie inny świat, gdzieś daleko na krańcach ziemi. Kojarzy się nam raczej z czymś równie odległym i obcym – pustynią, kangurami, Aborygenami, psami dingo, misiem koala. Może niektórym Polakom, z czymś bardziej swojskim – górą Kościuszki (najwyższy szczyt Australii). A jednak podobieństw nie brak. I to nie tylko takich, że przeważająca (jeszcze) część Australijczyków to emigranci z Europy. Sytuacja wewnętrzna w tym kraju zaczyna coraz bardziej przypominać to co dzieje się w Europie Zachodniej. A dzieje się tak za sprawą imigrantów z Bliskiego Wschodu – głównie muzułmanów – Arabów, których sytuacja jest identyczna jak np. we Francji i powoduje identyczne następstwa. Oczywiście można to szybko wyjaśnić rasizmem i ksenofobią białych Australijczyków. Takie wyjaśnienia zostawmy jednak poprawnym politycznie propagandzistom i zwykłym głupkom.

Od trzech dni w stolicy Australii – Sydney trwają zamieszki „na tle rasowym” jak określają to media. Od trzech dni dobitnie okazuje się, że Australia – kolejne państwo-ostoja tzw. multikulturalizmu (tj. dyskryminacji większości) ma te same problemy z mniejszością muzułmańską co Francja i inne kraje Europy Zachodniej. Od trzech dni, jak dowiadujemy się, odbywają się zamieszki, ale jest to akcja przede wszystkim białych Australijczyków wymierzona przeciwko imigrantom z krajów arabskich. Ludzie zebrali się spontanicznie za pomocą smsów. Jest ich kilka tysięcy i napadają na ludzi o rysach arabskich. Choć jak dotąd żadnemu z zaatakowanych nie stało się nic rzeczywiście poważnego. Wygląda na to, ze jest więc odwrotnie niż w Europie. Wszystko zaczęło się od pobicia przez młodych Libańczyków (obywateli Australii) dwóch ratowników. Jeśli wywołało to aż taką reakcję w uchodzącej za oazę spokoju Australii to świadczy to, iż problemy z nie-integrującą się mniejszości muzułmańskiej musiały się w tym kraju nawarstwiać od dłuższego już czasu.

Konflikt nie jest też tak jednostronny jak przedstawiają go polskie media. Również młodzież muzułmańska zebrała się za pomocą smsów i zaczęła dokonywać aktów wandalizmu – jak we Francji - i napaści na białych Australijczyków. Jak dotąd jeden „biały” został pchnięty nożem w plecy, ale na szczęście żyje.

Czytając australijska prasę wydaje się, że po prostu Australijczykom starczyło odwagi by wziąć sprawę we własne ręce i powiedzieć „dość!”. Oczywiście nie jest to dobry, a nawet tragiczny sposób rozwiązywania problemów, a nie wszyscy emigranci z krajów arabskich są jednakowi. Jednakże wydaje się to nieuniknionym jeśli rząd udaje, że nie ma problemu i zamiata go pod dywan. Takie paroksyzmy stają się wtedy nieuniknione i sprawiedliwość zaczyna wymierzać ulica.

Tak jak w przypadku zamieszek we Francji duża część mediów polskich, światowych (też australijskich) i mówi o przyczynie leżącej w rasizmie białych Australijczyków – co samo w sobie jest oskarżeniem rasistowskim lub o konflikcie chuliganów. Oczywiście zaciemnia to obraz rzeczywistości i uniemożliwia dotarcie do sedna problemu. (Czasem odnoszę wrażenie, że niedługo przyjdzie czas na mówienie o rasizmie wśród pingwinów). Jednakże w mediach australijskich – inaczej niż w tchórzliwych i poprawnych francuskich – wydaje się dominować odważne, szczere i adekwatne do sytuacji komentarze. Poniżej przedstawiam fragmenty jednego z nich pochodzące z artykułu pt. „Pęknięcie pomiędzy kulturami” autorstwa Piersa Akermana, który ukazał się 13 grudnia (12 grudnia naszego czasu) w internetowym wydaniu australijskiego dziennika Daily Telegraph (www.dailytelegraph.com.au)

„...Premier Morris Iemma [australijski minister ds. obywatelstwa, członek lewicowej Partii Pracy - ABCnet] zawiódł społeczne oczekiwania związane z potrzebą silnego politycznego przywództwa, które zasypałoby etniczne i rasowe podziały. Jego stanowisko wobec niedzielnych zamieszek było w zasadzie kontynuacją politycznie poprawnego podejścia do antyspołecznych postaw [imigrantów arabskich – ABCnet], które w dużym stopniu doprowadziły do obecnego kryzysu."

„....Atak na ratowników z plaży w dzielnicy Cronulla z zeszłego tygodnia był kropla, która przepełniła czarę, ale jego prawdziwe korzenie leżą znacznie głębiej – w klęsce polityki multikulturalizmu zaaplikowanej nieświadomemu narodowi kilka dekad wcześniej. Implementowanej z pomocą nic nie znaczących ładnych słówek jak Jestem Australijczykiem, Ty Jesteś Australijczykiem, My Jesteśmy Australijczykami. Od dawna było już jednak wiadomym, że wielu ludzi z pewnych środowisk emigranckich – choćby muzułmanów z Libanu – nie myśli o sobie jako o Australijczykach ani nie ma zamiaru przyjmować charakterystycznej dla Australijczyków postawy tolerancji.”

„...Twardogłowi politycy i akademicy myślą, że multikulturalizm sprowadza się do egzotycznych ubiorów czy dobrych kebabów. Tymczasem dla mieszkańców przedmieść, którzy zostali poddani [przez nich] multikulturalnemu eksperymentowi jest to wyrazem lekceważenia. To oni bowiem muszą dawać sobie radę z kradzieżami samochodów, gwałtami dokonywanymi przez gangi, strzelaninami, nawet wybuchami podczas meczów piłkarskich [org. - explosion at the football], modłami puszczanymi przez megafony i gangami młodych agresywnych ludzi, którzy są dumni z tego, że NIE SĄ AUSTRALIJCZYKAMI." [patrz: wygwizdanie Marsylianki we Francji - ABCnet]

„....Obserwowali [zwolennicy multikulturalizmu - ABCnet] jak nowi mieszkańcy popadali w pułapkę bez wyjścia i stawali się ofiarami, co doprowadziło do stanu, w którym wskaźniki bezrobocia wśród muzułmanów są 5-cio – 6-ciokrotnie wyższe niż wśród nie-muzułmanów. Przewodniczący Islamic Friendship Association of Australia Keysar Trad dawno uznał, że zamiast spojrzeć trudnej prawdzie w oczy będzie szukał powodów do obwiniania innych za problemy, które są endemiczne dla jego środowiska.”

„...Tak jak szkodliwe ugrupowanie Australia First próbuje wykorzystać zaistniałą sytuację do swoich rasistowskich celów tak i mamy grupę komentatorów z drugiego końca politycznego spectrum, które próbuje na tej podstawie oskarżać Australijczyków o rasizm i nietolerancję.”

„...Jest jednak rozwiązanie dla obecnego problemu i leży ono w przełamaniu kulturowych barier. Ci, którzy uważają się za outsiderów australijskiego społeczeństwa muszą spytać samych siebie czy sami siebie nie izolują, dlaczego żyją w gettach, które sami stworzyli i czy podjęli jakiekolwiek próby przyjęcia i zaakceptowania kultury kraju, który wybrali jako miejsce życia. Mogą winić tylko siebie samych, swoich rodziców i przywódców za bycie obywatelami drugiej kategorii i za apartheid, który sami stworzyli.”

Oprac. i tłum. John Przezimirski

Archiwum ABCNET 2002-2010: