RUMUNIA 2005 – ZASTRASZANIE NIEPOKORNYCH

Rumuński tygodnik „22”, nr 800, 5-11 lipca 2005, zamieszcza list działaczy społecznych w obronie historyka Mariusa Oprea oraz dyskusję z jego udziałem. Całość nosi tytuł „Intelectuali hărţuiţi de Securitate?” (“Intelektualiści prześladowani przez Securitate?”).

Marius Oprea jest jedną z najbardziej niepokornych osób w Rumunii. Walkę z komunizmem prowadził jeszcze przed upadkiem Ceauşescu, za co był kilkakrotnie zatrzymywany i przesłuchiwany przez Securitate. W latach 1990-tych publikował listy agentów i oficerów oraz liczne artykuły na temat rumuńskich służb specjalnych. W latach 1997-2000 był doradcą prezydenta Emila Constantinescu. Obecnie pracuje w Institutul Român de Istorie Recentă – Rumuńskim Instytucie Historii Najnowszej. Niedawno opublikował książkę pt. „Spadkobiercy Securitate” („Moştenitorii Securităţii”), którą prawdopodobnie naraził się wielu byłym oficerom Securitate. W maju zaczęli nachodzić go niezydentyfikowani osobnicy, którzy grozili jemu i jego rodzinie.

29 czerwca w siedzibie organizacji Grupa na Rzecz Dialogu Społecznego [Grupul pentru Dialogul Social – najstarszy i najważniejszy rumuński ngo] odbyło się spotkanie pod hasłem „Intelektualiści prześladowani przez Securitate? Przypadek Mariusa Oprea”. Moderatorem spotkania był Gabriel Liiceanu, szef wydawnictwa Humanitas, które opublikowało pod koniec zeszłego roku książkę Oprea pt. „Spadkobiercy Securitate” („Moştenitorii Securităţii”). Powodem spotkania była seria gróźb, jakich ostatnio doświadczył Marius Oprea. W wyniku dyskusji opracowano list otwarty do prezydenta Traiana Băsescu. Oto jego treść:

„W obronie Mariusa Oprea

List otwarty do Pana Prezydenta Traiana Băsescu

Szanowny Panie Prezydencie!

Zwracamy się do Pana, by wyrazić zaniepokojenie związane z powtarzającym się nękaniem przez osobników podających się za funkcjonariuszy policji i służb specjalnych, naszego kolegi, znakomitego historyka i publicysty Mariusa Oprea. Na spotkaniu, które miało miejsce 29 czerwca 2005 roku w siedzibie Grupy na Rzecz Dialogu Społecznego, Pan Oprea opowiedział nam, że został wielokrotnie poddany aktom agresji na ulicy. Podobnie jego żona, która została napadnięta w garażu bloku, gdzie oboje mieszkają. Ostatnio pojawiły się również otwarte groźby względem jego dziecka. Oprócz tego osobnicy legitymujący się jako policjanci, przeprowadzili śledztwo dotyczące działalności Mariusa Oprea wśród jego sąsiadów. W niektórych przypadkach mówiono mu wprost, by przerwał dalsze publikowanie swoich badań na temat komunistycznej Securitate i różnych nieczystych interesów, jakie obecnie prowadzą jej byli oficerowie i współpracownicy. Grożono mu również, że „jak się nie powstrzyma, stanie mu się najgorsze zło”. Na skargi, które w sposób legalny składał Pan Oprea, udzielano mu odpowiedzi bądź nic nie znaczących, typu „SRI\\1 szczególnie przestrzega przepisów konstytucyjnych w dziedzinie respektowania podstawowych praw i wolności obywateli”, lub negowano udział organów policji, by później powiadomić, iż odpowiednie osoby zostały ukarane.

Nie wątpiąc w dobrą wolę wyżej wymienionych instytucji, pytamy się, czy w te wydarzenia nie są zamieszani agenci lub osoby przez nich wysłane, które działają w obronie własnych interesów lub w obronie interesów osób, z którymi są powiązane. W każdym przypadku, biorąc pod uwagę nasilenie się agresywnych aktów w ostatnich tygodniach, jest dla nas jasne, że odpowiednie służby akcecptują, być może po cichu, tego typu praktyki, lub nie mają on nich pojęcia; w obu sytuacjach nie czynią one nic, by wyeliminować ze swoich szeregów osoby zamieszane w tę działalność. W rezultacie Marius Oprea jest nadal w niebezpieczeństwie.

Zwracamy się do Pana bezpośrednio z wielu powodów. Po pierwsze chodzi o porządek ogólny. Po tym, co stało się – według tego samego scenariusza! – z Horią-Romanem Patapieviciem [patrz niżej wypowiedź Gabriela Liiceanu], którego broniliśmy publicznie w ten sam sposób, wielu dziennikarzy i innych osób zostało poddane tego typu agresji, ponieważ wyrażały „zbyt” krytyczne stanowisko w różnych sprawach publicznych. Marius Oprea jest tylko ostatnim z tych, o których wiemy i to tylko dlatego, że zdecydował się upublicznić to, czego, z przyzwoitości, nie powiedział wcześniej, kiedy miały miejsce inne akty agresji wobec niego.

Drugi motyw jest szczególny. Po wyborach starał się Pan zrobić wrażenie, że Prezydent i Rząd działają na rzecz odpolitycznienia struktur państwa i wyelimminowania każdej formy klientelizmu i nadużyć władzy. Niezależnie od szczegółów, sytuacja, w jakiej znalazł się Marius Oprea, jest oczywistym wynikiem właśnie nadużyć władzy. Zwracamy się więc do Pana z pozycji pewnej moralności społecznej, która, jak wierzymy, jest dla nas wspólna. Chcielibyśmy, by w tym kraju już nigdyy nie zdarzyło się, że ludzie są bici tylko dlatego, że piszą do gazety. Kategorycznie odrzucamy takie „metody” dochodzenia do prawdy i jesteśmy przekonani, że również Pan je odrzuca.

Prosimy, by podjął Pan kroki w celu zapobieżenia jakiejkolwiek formie zastraszania i agresji wobec Mariusa Oprea, a także innych historyków i dziennikarzy oraz, by sprawcy tych czynów zostali ukarani.

Bukareszt, 1 lipca 2005

Podpisano: Grupa na Rzecz Dialogu Społecznego, Fundacja Akademia Obywatelska (Fundaţia Academia Civică), Stowarzyszenie ProDemocraţia”

A oto dyskusja, która poprzedziła wystosowanie tego listu:

„Gabriel Liiceanu (GDS): Zgodziłem się poprowadzić to spotkanie z powodu pewnej kontynuacji. 10 lat temu, w 1995 roku, miała miejsce sytuacja bardzo podobna do dzisiejszej. Wtedy też spotkaliśmy się i społeczeństwo obywatelskie zmobilizowało się, w sposób bezprecedensowy, wokół sprawy „Patapievici – kapitan Soare”. Wtedy po raz pierwszy zetknęliśmy się z tym okropnym problemem. W 1990 roku byliśmy na tyle naiwni, by wyobrażać sobie, że wraz z komunizmem odeszła również jego policja polityczna. 5 lat później okazało się, że ona nie tylko istnieje nadal, lecz kontynuuje swoją działalność według starych struktur. Czy dzisiaj znowu mamy do czynienia z kolejną wersją „sprawy Patapievicia”?

W przypadku Mariusa Oprea są dwie możliwe hipotezy: być może Securitate nadal działa na bazie swoich dawnych struktur, niezależnie od tego, jak obecnie nazywa się ta organizacja. Jeżeli tak jest, to jest to sprawa bardzo poważna. Oznaczałoby to, że koszmar, w jakim żyliśmy przed 1990 rokiem, nadal rzuca potężny cień na nasze życie. Jest jeszcze druga hipoteza. Marius Oprea, autor książki „Spadkobiercy Securitate”, naraził się ludziom, którzy kiedyś funkcjonowali w strukturach Securitate, a obecnie przeniknęli do polityki lub biznesu, a oni teraz postanowili go zastraszyć wykorzystując drastyczne metody. W tym przypadku również sytuacja jest bardzo poważna, gdyż dlaczego tego typu metody stosuje się w Rumunii, kraju, który już 15 lat temu odrzucił komunizm, a obecnie puka do drzwi Unii Europejskiej? Jeżeli coś takiego ma miejsce, dlaczego przechodzi niezauważone przez odpowiednie instytucje państwowe? Służby, które zostały zaproszone na tę dyskusję – SRI, SIE\\2 – wyraźnie stwierdziły, że nie są zamieszane w tę sprawę i nawet wydały oficjalne oświadczenia podkreślające ten fakt. Ale czy służby te powinny pozostać obojętne wobec takich zdarzeń, które rzucają cień na wizerunek Rumunii oraz samych służb? Czy nie powinny one ukazać, że udało im się odciąć od własnej przeszłości? My zaś mamy prawo wiedzieć, kim są osoby, które mogą wejść do naszych bloków, zadzwonić do sąsiadów, pokazać legitymację i zapytać się o wizyty, które przyjmuje Marius Oprea i jego rodzina.

Obecnie mówi się o restrukturyzacji służb i stworzeniu jednej organizacji, podporządkowanej Prezydentowi lub Rządowi. Ale czy możemy mieć pewność, że ta nowa struktura będzie poddana kontroli społeczeństwa obywatelskiego? Czy możemy przyglądać się jej działalności i mieć pewność, że jej oficerowie nie staną się na powrót tym, kim byli? Czy mamy wiecznie prześladowani przez naszą własną historię?

Marius Oprea (GDS): To, co stało się ze mną w ostatnim czasie, nie jest dla mnie żadną nowością. Obecnie jednak jestem bardziej wrażliwy [niedawno Mariusowi Oprea urodziło się dziecko] i dlatego zdecydowałem się zareagować w ten sposób. Kiedy znajomi mówili mi: „zostaw to, teraz masz dziecko i zobaczysz, co się stanie”, bagatelizowałem problem. Jednak teraz boję się nie o siebie, tylko o dziecko. Kiedy podszedł do mnie pewien wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna w dresach i czapce bejsbolowej mówiąc „Jeżeli jesteś na tyle głupi, że nie boisz się o siebie, to bój się chociaż o dziecko”, naprawdę się przeraziłem.

Moje doświadczenia z tego typu ludźmi są dość długie. Jeszcze przed 1989 rokiem miałem do czynienia z Securitate, ale to było co innego. W lutym 1990 roku odkryłem, że np. wśród założycieli organizacji Vatra Românească\\3 [nacjonalistyczne stowarzyszenie „krzewienia kultury narodowej”] znajduje się Gheorghe Moldoveanu, jeden z sekurystów z Braszowa, który mnie kiedyś przesłuchiwał. Kiedy upubliczniłem tę sprawę, otrzymałem telefony z pogróżkami i dwa razy zostałem pobity. Za drugim razem jeden z agresorów został zatrzymany i doprowadzony na komisariat, jednak zanim ja tam dotarłem, już go wypuścili. Na szczęście miałem świadków i wytoczyłem sprawę przeciwko braszowskiej policji. Stopniowo sprawa cichła, w końcu uznano winnym jednego z oficerów, który tego wieczoru był na komisariacie i przyjął zgłoszenie – na tym wszystko się zakończyło.

Później, kiedy w 1992 i 1993 roku zacząłem publikować listy agentów i wiele artykułów na temat Securitate w piśmie „Cuvântul” [„Słowo”], znowu zaczęły się telefony i listy z pogróżkami. W pewnym momencie oni weszli nawet do mojego mieszkania – mieszkałem wówczas w małej kawalerce przy Calea Victoriei [jedna z głównych ulic Bukaresztu] – w poszukiwaniu listy agentów. Nie znaleźli jej, ale zabili za to moją małą kotkę. To było w 1994 roku.

Tego typu pogróżki stopniowo słabły, gdyż i oni zaczęli udawać, że zachowują się w sposób demokratyczny. Zamiast tego próbowali mnie wyciszyć przez agentów wpływu. Jesienią 2001 roku, kiedy pracowałem nad „Spadkobiercami Securitate”, moja żona została dwa razy pobita w ciągu dwóch tygodni. Nawiązałem wówczas kontakt z jednym byłym oficerem Securitate, który pracował wówczas w SRI, i powiedziałem mu: „Jeżeli coś jeszcze stanie się mojej żonie, będziecie mieli do czynienia ze mną. Mam pewne udziały w firmie wydawniczej i w jednej gazecie, będzie tego z tysiąc dolarów. Za te pieniądze wynajmę dwóch Ukraińców i zlecę im zabójstwo dwóch sekurystów. Jeżeli chcecie ze mną wojny terrorystycznej, to będziecie ją mieli”. Od tego momentu wszystko się wyciszyło i przez dłuższy czas nie było już pogróżek. Według mnie to jest prosty sposób na nich. To są prymitywy targane sentymentami, wydaje im się, że są rycerzami Świętego Graala, lecz ich graal to tylko zwykłe kłamstwo. Do nich, których w szkołach uczono wykorzystywać ludzkie słabości i którzy wykorzystują je natychmiast, jak tylko je odnajdą, można przemówić jedynie metodami, które oni sami rozumieją. Jeżeli milczysz i akceptujesz to, co robią, to jakbyś w pewien sposób wszedł w ich świat. Wcześniej lub później możesz nawet zostać jednym z nich, bo oni już znają jedną twoją słabość: że odpuszczasz i nie walczysz. Jeżeli w pewnym momencie nie odpuścisz, zaczyna się wojna na wycieńczenie.

Gabriel Liiceanu: Na to spotkanie zaprosiliśmy również przedstawicieli SRI, którzy dali taką odpowiedź: „W odpowiedzi na Pańską wiadomość wysłaną 27 czerwca, w której ponawia Pan zaproszenie na dyskusję pt. ‘Intelektualiści prześladowani przez Securitate? Przypadek historyka Mariusa Oprea’, przedstawiamy nasze zdanie w tej kwestii. SRI w swojej pracy szczególnie przestrzega przepisów konstytucyjnych w dziedzinie respektowania podstawowych praw i wolności obywateli”. Jeżeli oni nie są w to zamieszani, to skąd wiedzą oni – a wynika to z tej odpowiedzi – że akurat o nich chodzi?

Marius Oprea: Zauważam tu podobieństwa nie tylko do sprawy H.-R. Patapievicia, lecz również do szybko zapomnianego przypadku Mihaia Răzvana Ungureanu/4, który w marcu 1995 roku przeżył dokładnie to, co ja, tzn. pojawili się panowie podający się za policjantów i zaczęli się o niego rozpytywać. W pierwszej instancji SRI zaprzeczyło swojej roli w tych wydarzeniach, by później stwierdzić (a zapadło mi to dobrze w pamięci), iż „próbowaliśmy zapobiec ewentualnym aktom groźnym dla bezpieczeństwa narodowego”. Również w moim przypadku pojawili się dwaj cywile, którzy przyszli do bloku i wypytywali się sąsiadów właśnie w ten sposób: z kim się spotykam, co robię itd. Utrzymywali, iż są z policji dzielnicowej. Stało się to 22 maja 2005 roku, dokładnie w moje 41. urodziny. Następnego dnia o 9 rano gospodarz bloku przyszedł do mojego brata i powiedział: „Policja szuka twego brata”. Mój brat, ponieważ wiedział, iż przeciwko mnie toczy się wiele procesów, udał się na policję, gdzie mu powiedzieli: „Absolutnie nic o tym nie wiemy, nie mamy nic do czynienia z Mariusem Oprea, od nas nikt tam nie chodził”. Brat sprawdził również ewidencję spraw policji i nie było tam mowy o wywiadzie środowiskowym dotyczącym mojej osoby. Ci osobnicy ewidentnie mieli więc fałszywe legitymacje. Gospodarz mojego bloku zna dzielnicowego oraz wszystkich policjantów z lokalnego komisariatu, ale tych, którzy pytali się o mnie, nie znał. Mogę wziąć za dobrą monetę stwierdzenie SRI, które swoją drogą zareagowało nadzwyczaj szybko. Po opublikowaniu wywiadu ze mną w „Adevărul” [„Prawda”], gdzie opowiadałem o tych wydarzeniach, już o 9 następnego dnia kurier z SRI przyniósł do „Ziua” [„Dzień”] oficjalne sprostowanie. Tak więc o 7 rano przeczytali wywiad i do 9 zdążyli wiarygodnie zweryfikować, że nie byłem i nie jestem obiektem ich zainteresowania.

Chciałbym opowiedzieć jeszcze jedno wydarzenie z przeszłości. W 1997 roku poprosiłem pisemnie SRI o dane dotyczące mojego zatrzymania przez Securitate w 1988 roku oraz o dokumenty ze śledztwa, jakie wówczas zostało przeprowadzone przeciwko mnie i moim znajomym. Po wejściu w życie „ustawy Ticu”\\5 byłem jednym z pierwszych, którzy wystąpili o swoją teczkę. Na moje podanie SRI odpowiedziała, że nie figuruję w ewidencji. Wytłumaczenie nieoficjalne, które usłyszałem później z kilku źródeł, jest takie, że moja teczka została ponownie otworzona, a moja osoba została sklasyfikowana jako zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego – i dlatego właśnie nie mogłem otrzymać tych dokumentów. Oznacza to, że znów stałem się obiektem obserwacji SRI. Podobne stanowisko prezentowała SIE, chociaż później zadzwonił do mnie generał z tej służby i poinformował mnie, że jego byli koledzy chcą mnie uciszyć. W żaden sposób nie odpowiedziało natomiast MSW, które również posiada własną służbę wywiadowczą, stworzoną w 1990 roku przez Gelu Voicana Voiculescu\\6. Służba ta przez wiele lat prowadziła również inwigilację naszego społeczeństwa.

Andrei Pleşu (GDS)\\7: Zgodnie z zasadą domniemania niewinności muszę stwierdzić, że jeśli wszystko byłoby zgodne z normalną logiką, służby nie powinny mieć interesu w stwarzaniu takiej wrzawy, która może spowodować zagrożenie dla wizerunku Rumunii, nie powinny działać w tak przewidywalny, trywialny i bezpośredni sposób, powinny znaleźć jakieś bardziej cywilizowane rozwiązania. Wobec tego pozostaje inne wytłumaczenie: znaleźli się „klienci” opisani w książce „Spadkobiercy Securitate”, których sytuacja wymaga specjalnych działań. Z jednej strony są to biznesmeni związani z mafią, którzy w swoich interesach często posługują się mafijnymi metodami zastraszania, a z drugiej strony są byli sekuryści, którzy znają sposoby na zastraszanie, jakich nauczyli się w swojej pracy. W ten sposób metody tych dwóch grup niejako się spotykają. Jest to możliwe wytłumaczenie zaistniałej sytuacji. Jednak nawet jeżeli by tak było, służby specjalne powinny być pierwsze zainteresowane w rozwiązaniu tego problemu, by jak najszybciej oddalić od siebie oskarżenia, aby nie szkodzić wizerunkowi państwa. Służby powinny aktywnie działać w tej sprawie, dowiedzieć się, kto za tym stoi, znaleźć winnych i podać wszystko do wiadomości publicznej. To powinno przekraczać standardowe działania, powinno zostać przeprowadzone śledztwo w celu wyjaśnienia wszystkich okoliczności. Tak więc znowu piłeczka pozostaje po ich stronie, nawet jeśli to nie one są winne zaistniałej sytuacji.

W tym przypadku mamy również inny typ reakcji organów państwowych. Mam tu na myśli niedawną kandydaturę Mariusa Oprea na wysokiego urzędnika w Archiwach Państwowych. Służby dokonały niezbędnego i przewidzianego procedurami sprawdzenia jego osoby, jednak nigdzie nie ma powiedziane, że władze muszą się bardzo dokładnie stosować do zaleceń powstałego w ten sposób raportu. Marius Oprea nie został przyjęty na to stanowisko właśnie na podstawie informacji ze służb, jednak odpowiedzialność za odmowę spoczywa na ludziach, którzy mieli ten raport traktować jedynie jako wskazówkę. Problem Archiwów Narodowych pojawił się w 1990 roku. Próbowałem wówczas, jeszcze przed wyborami, za czasów CPUN-u\\8, postawić wniosek o wyłączenie Archiwów spod jurysdykcji MSW. Dyskutowaliśmy w CPUN-ie ten problem, a już następnego dnia w gazetach pojawiły się doniesienia, że próbuję sprzedać archiwa narodowe obcym mocarstwom. Po wyborach udałem się do prezydenta Iliescu z nową propozycją. Pokazałem mu podział kompetencji we francuskim ministerstwie kultury, w którym pierwszy wydział to Dyrekcja Archiwów Narodowych. Iliescu powiedział mi wówczas: „Dobrze, ale najpierw musimy się trochę umocnić”. Status Archiwów do dziś nie został zmieniony. To był problem każdego rządu po 1990 roku, ponieważ obecny status Archiwów Narodowych nie jest normalny. Z góry odpowiadam na zarzut, że „to wszystko wina sekurystów, którzy sporządzają negatywne raporty”. Ale dlaczego cały czas mamy iść za wskazówkami raportów Securitate, jeżeli jesteśmy przy władzy? To jest kwestia nieprawidłowego ustawienia stosunków pomiędzy organami władzy a służbami specjalnymi. Służby mają decydujący głos w sytuacji, kiedy ich rola powinna być tylko doradcza.

Wracając do sprawy Patapievicia, chciałbym przypomnieć reakcję dużej części prasy i kręgów intelektualnych. Pamiętam pewien artykuł z „Adevărul” pod tytułem „Reflektory na Patapievicia” („Pata pe Patapievici”), w którym sugerowano, że cały skandal został wymyślony przez pewną elitarną grupę, wówczas dość niejednorodną, która chciała w ten sposób wylansować mało znaną personę. I co wymyślili? Że był wydawca, który chciał dobrze sprzedać pewną książkę i zorganizował to tak: zrobimy z autora ofiarę i dzięki temu zaistnieje on dla opinii publicznej. Nieustannie czuć było tendencję do relatywizacji tej sprawy, badano mało istotne szczegóły, podczas gdy trzeba było naświetlić ten skandal i ukazać jego rzeczywisty ogromny ciężar. Przypomina mi to sytuację sprzed 1989 roku, kiedy każdy przypadek postawy dysydenckiej spotykał się z szeroko podzielaną opinią, że albo dysydenci są wariatami, a albo tak naprawdę ktoś za nimi stoi, czy to KGB, czy CIA, w każdym razie doszukiwano się złych intencji. Ten sposób myślenia z czasów komunistycznych dzisiaj ma się równie dobrze, przejawia się w reakcjach władzy, która jest bardzo podatna na wpływy służb. Przejawia się on również w specyficznym klimacie kulturowym, który wszystko relatywizuje i sprowadza do bandyckich porachunków. To jest właśnie patologia.

Generalnie uważam, że musimy dawać wyraźne sygnały, że sytuacje podobne do tej, w której znalazł się Marius Oprea, są bardzo poważne i kompromitują nasze państwo od dobrych kilku dziesięcioleci. Miejmy nadzieję, że takie rzeczy już się nie powtórzą.

Cristian Levant (Realitatea TV)\\9: Służby specjalne w końcu przyznały się do swojej roli w sprawie Patapievicia. W pewnym momencie zastępca Măgureanu\\10 złożył dymisję i we wniosku zrelacjonował ten przypadek, przyznając, że w sprawę były zamieszane aż trzy służby: SPP\\11, 0215\\12 i SRI. Być może w zastraszaniu Mariusa Oprea mają udział również dwie, trzy służby, które posiadają oddziały w Braszowie.

Gabriel Liiceanu: Horia Patapievici napisał wówczas artykuł w dwóch częściach, które były opublikowane w „22” pod tytułem „Reżim Iliescu” („Regimul Iliescu”). Była to krytyczna analiza ówczesnego stanu rzeczy związanego ze sposobem, w jaki Iliescu wykorzystywał historię Rumunii do swoich celów politycznych po 1990 roku. Uzupełnieniem do tematu był artykuł w dzienniku „Ziua”, w którym Sorin Roşca Stănescu\\13 opowiadał o możliwych związkach Iona Iliescu z KGB. Te dwa artykuły zostały przedstawione prezydentowi przez służby specjalne jako próba zastraszenia jego osoby i elementy spisku przeciwko niemu. Horia-Roman Patapievici i Sorin Roşca Stănescu, którzy nigdy w życiu nawet się nie spotkali, zostali wprowadzeni w scenariusz spisku i na tej podstawie prezydent dał zielone światło dla akcji, którą ledwo udało nam się zatrzymać. Ta sprawa pokazuje mechanizmy psychologiczne działania służb. Tajna policja zawsze musi udowodnić swoją przydatność. Jeżeli nie istnieje rzeczywiste zagrożenie, trzeba jakieś wymyślić. Tak właśnie było wtedy: intelektualista o typie bezsilnego romantyka, który napisał ważną analizę polityczną, został przedstawiony jako spiskowiec, który zagraża życiu prezydenta Rumunii.

Emil Constantinescu (Acţiunea Populară)\\14: Securitate była organem terroru i z racji swojej konstrukcji musi ona podtrzymywać terror. Marius Oprea był prześladowany w latach 1990-1996 i 2000-2005. W latach 1997-2000, kiedy był doradcą w Cotroceni [pałac prezydencki], był również członkiem CSAT\\15 i dostał zlecenie przedstawienia raportu Narodowej Radzie Walki ze Zorganizowaną Przestępczością. Miał wówczas nieograniczony dostęp do tajnych dokumentów dotyczących przestępczości zorganizowanej w Rumunii, w tym również do dokumentów byłej Securitate. W ciągu czterech lat Marius Oprea opublikował fragmenty tych dokumentów w różnych swoich pracach.

Zawsze istniały i będą istnieć wszędzie, nie tylko w Rumunii, w każdym systemie demokratycznym, próby przeniknięcia społeczeństwa przez służby specjalne. Od systemu politycznego zależy jednak, czy te próby się udadzą, czy służby będą miały ułatwione zadanie, czy nie.

Adrian Cioroianu (PNL)\\16: Po 1990 roku istniały osoby, które nie zostały naprawdę pokrzywdzone przez system komunistyczny, których teczek nie ma w CNSAS i które naprawdę żałują, że nie podsłuchiwano ich telefonów. Z drugiej strony są takie osoby, jak Marius Oprea, który przeciwnie, żyje w rzeczywistym zagrożeniu i chce się go pozbyć. Kiedy rozpoczynałem studia, byłem świadom jego prawdziwej odwagi. Jako młody student, w 1988 roku rozklejał plakaty przeciwko Ceauşescu – była to rzecz niezwykła, szczególnie na wydziale historii lub nauk politycznych, czy jak to się tam wówczas nazywało. Jestem absolutnie przekonany, że Marius Oprea się nie zmienił, jednak powstaje pytanie, czy zmieniła się instytucja, która prześladowała go wówczas. Mam ten sam dylemat, o którym mówił pan Liiceanu: jako człowiek dobrej woli powinienem domniemywać niewinności i wierzyć zapewnieniom SRI i SIE, że nie są zamieszane w tę sprawę i nie stosują już takich praktyk. Ale kto w takim razie to robi? Wydaje mi się, że nie chodzi tu tylko o SRI i SIE. W moim mniemaniu Marius Oprea wykonał dobrą robotę jako historyk, ale naraził się kręgom finansowym ściśle związanym z tym, co nazywamy służbami specjalnymi.

Ion Vianu\\17 (pisarz): Chciałbym postawić pytanie, jaki okres obecnie przeżywamy. Wydawać by się mogło bowiem, że przechodzimy przez czas szybkich zmian na lepsze. Być może jednak uczestniczymy jedynie w czymś, co jest zupełnie przeciwne temu, co widać na pierwszy rzut oka. Jesteśmy świadkami szeregu gestów, maskarad, w których byli oficerowie odpowiedzialni za przestępstwa stają przed sądami, są oskarżani lub nie, czasami są tylko przesłuchiwani i na tym się kończy. Najlepszym przykładem jest Pleşiţă\\18. W tym właśnie świetle powinniśmy oglądać to, co dzieje się ostatnio z Mariusem Oprea – następuje szereg deklaracji, w których dementuje się jakąkolwiek odpowiedzialność za to, co się stało, a tymczasem nadal stosuje się bolszewickie metody terroryzowania osób, które chcą ukazać prawdę.

Sorin Alexandrescu\\19 (GDS): Co możemy zrobić dla Mariusa Oprea? Zebraliśmy się tu, by mu pomóc i sądzę, że trzeba to zrobić z tylu powodów, że nawet nie trzeba ich znów wymieniać. To bardzo pilna sprawa. Zajście miało miejsce 22 maja, czyli ponad miesiąc temu. W międzyczasie, z tego co wiem, była tylko jedna reakcja publiczna – list Dennisa Deletanta, Toma Gallaghera i Marka Percivala\\20 do prezydenta Băsescu. Ci trzej ludzie zza granicy zareagowali, podczas gdy my milczeliśmy. To nie pierwszy raz, kiedy tak się dzieje. Być może dlatego, że ich pozycja jest prostsza, oni są autorytetami zza granicy. Osobiście sądzę, że powinniśmy zamanifestować również my. Według mnie obecny prezydent i rząd rumuński nie mogą sobie pozwolić, by nie odpowiedzieć na ten apel. Nie, żebyśmy byli bardzo znaczącymi osobami; nie jesteśmy i nigdy nimi nie byliśmy. Ale władze nie mogą milczeć, gdyż może to zaszkodzić pozytywnemu wizerunkowi kraju, który z tak wielkim trudem osiągnęliśmy, przede wszystkim dzięki ostatnim wyborom. Tak więc proponuję zrobić tak: wysłać oficjalny list firmowany przez GDS, pod którym podpisze się wielu ludzi w obronie Mariusa Oprea. Nie możemy żądać śledztwa Securitate w tej sprawie. Zanim Securitate przeprowadziłaby śledztwo, Marius Oprea zostałby pobity jeszcze dwa, trzy razy. Nie chcę, by znów pobito Mariusa Oprea. Chciałbym zakończyć takie praktyki.

PRZYPISY:

1\\ Serviciul Român de Informaţii – Rumuńska Służba Informacyjna, odpowiednik polskiego ABW

2\\ Serviciul de Informatii Externe – Służba Wywiadu Zagranicznego

3\\ Vatra Românească – nacjonalistyczne stowarzyszenie „krzewienia kultury narodowej”

4\\ Mihai Răzvan Ungureanu – w czasach komunistycznych działał w UTC – Uniunea Tineretului Comunist – Komunistyczny Związek Młodzieży, gdzie został nawet zastępcą członka KC. Po zmianie systemu zmienił front i on. Za czasów prezydenta Constantinescu był sekretarzem stanu w MSZ. Później został rumuńskim koordynatorem Paktu Stabilizacyjnego dla Europy Południowo-Wschodniej. Z zawodu jest historykiem.

5\\ Ustawa lustracyjna, której głównym autorem był Constantin Ticu Dumitrescu, nazwana od jego imienia „ustawą Ticu”.

6\\ Gelu Voican Voiculescu – z wykształcenia geolog. Za czasów komunistycznych kilkakrotnie więziony, jednak jego rola nie jest do końca jasna. Z ramienia Frontu Ocalenia Narodowego asystował przy procesie i egzekucji małżeństwa Ceauşescu. W 1990 roku był jednym z organizatorów postkomunistycznych służb specjalnych.

7\\ Andrei Pleşu – w czasach komunistycznych był partyjnym intelektualistą, jednak w 1982 roku został usunięty w związku z aferą wokół sekty „Medytacja Transcendentalna”. Później, wraz z Gabrielem Liiceanu, był uczniem słynnego filozofa Constantina Noiki, nazywanego „guru ceauşyzmu”. W pierwszym rządzie po upadku Ceauşescu był ministrem kultury, jednak później Iliescu się go pozbył, co spowodowało jego przejście do obozu antykomunistycznego. Przez pewien czas był członkiem Kolegium CNSAS.

8\\ CPUN – Consiliul Provizoriu de Uniune Naţională – Tymczasowa Rada Jedności Narodowej, rodzaj proto-parlamentu powstałego po obaleniu Ceauşescu.

9\\ Cristian Levant – dziennikarz śledczy. Badał m.in. sprawę polityków zamieszanych w operacje przemytnicze.

10\\ Virgil Măgureanu – za czasów komunistycznych oficer Securitate i wykładowca na partyjnej Akademii im. Ştefana Gheorghiu. W latach 1990-1997 był dyrektorem SRI. Obecnie pisze książki na temat moralności i wartości demokratycznych.

11\\ SPP – Serviciul de Pază şi Protecţie – Służba Straży i Ochrony. Mniej więcej odpowiednik polskiego BOR-u, ale bez jasno określonych kompetencji.

12\\ UM 0215 – tajna służba MSW, powstała z jednostki antyterrorystycznej byłej Securitate. Skrót UM oznacza Unitatea Militară – Jednostka Wojskowa. UM 0215 była zamieszana m.in. w mineriady i pacyfikację antykomunistycznej demonstracji na Placu Uniwersyteckim w 1990 roku.

13\\ Sorin Roşca Stănescu – Obecnie właściciel Grupy Medialnej „Ziua”, która wydaje m.in. dziennik „Ziua”, w którym często publikuje Marius Oprea.

14\\ Acţiunea Populară – Akcja Ludowa. Kanapowa partia byłego prezydenta Emila Constantinescu.

15\\ CSAT – Consiliul Suprem de Apărare a Ţării – Najwyższa Rada Obrony Kraju

16\\ PNL – Partidul Naţional Liberal – Narodowa Partia Liberalna. Adrian Cioroiau jest senatorem z ramienia tej partii. Cioroianu jest również historykiem komunizmu.

17\\ Ion Vianu – syn Tudora Vianu, znanego komunistycznego krytyka literackiego. Jako pracownik jednego z instytutów medycyny w Bukareszcie protestował przeciwko wykorzystaniu psychiatrii w walce z dysydentami. W 1977 roku wyemigrował do Szwajcarii. Od 1984 roku pracował w Radiu Wolna Europa, gdzie również opowiadał o metodach wykorzystywania psychiatrii przez reżim komunistyczny. Po 1989 roku udzielał się w życiu politycznym i kulturalnym kraju.

18\\ Nicolae Pleşiţă – generał Securitate. W latach 1984-1990 był komendantem szkoły Securitate. Jest oskarżany m.in. o własnoręczne torturowanie pisarza Paula Gomy i o kontakty ze słynnym terrorystą Carlosem.

19\\ Sorin Alexandrescu – Krytyk literacki. W 1969 roku wyemigrował do Holandii, gdzie później wykładał na uniwersytecie i wydawał antologie poezji rumuńskiej. W latach 1999-2000 był doradcą prezydenta Constantinescu ds. kultury i oświaty.

20\\ Dennis Deletant, Tom Gallagher, Mark Percival – zachodni naukowcy zajmujący się historią i współczesną polityką Rumunii.

opr. JL

Archiwum ABCNET 2002-2010: