ZAMROŻONA REWOLUCJA(1)

Artykuł ukraińskiego publicysty Wahtanga Kipianiego w „Ukrajińskiej Prawdzie” z dnia 5 grudnia 2004 roku przybliża krajobraz po ukraińskiej „rewolucji”. Podziały rysujące się (choć dla wnikliwszych obserwatorów oczywiste od dawna) w łonie opozycji i problemy z wyłonieniem przyszłych władz, to główne kwestie wewnętrzne towarzyszące zmianie władzy na Ukrainie. Moroz – polityk, z pomocą spikera Łytwyna pokonał nie tyle Juszczenkę - polityka, ile siebie samego jako człowieka. Niestety, nie po raz pierwszy... Taktyk znowu przeważył nad strategiem. Polityczny cel okazał się dla niego ważniejszy niż zdrowy rozsądek i poczucie miary. Zerwanie posiedzenia parlamentu oraz demonstracyjna, na granicy faulu, gra w pokera między Julią Tymoszenko a Morozem, który nazwał ją „sympatyczną z powierzchowności kobietą”, to kolejne dzwonki obwieszczające poważne nieporozumienia wśród opozycyjnej „trójki”. Rano – pieniądze, wieczorem – stanowiska Trudno znaleźć w Ukrainie człowieka, który stwierdziłby, że założony w konstytucji system nieodpowiedzialności, obciążony uprawnieniami władzy wykonawczej, jest normalny. Jeszcze nie tak dawno, dziennikarz Wołodymyr Zołotarow nazwał w „Kontraktach” ten kuczmowski pion (wszystkim kieruję, wszystkich mianuję, za nic konkretnie i personalnie nie odpowiadam) „monarchią nie-konstytucyjną”. Otóż sytuacja dojrzała do zmiany. Ale czy w tej właśnie historycznej chwili? Przecież, na pierwszy rzut oka, nic nie stało na przeszkodzie, by Kuczma wprowadził bardziej odpowiedzialny system władzy prezydenckiej jeszcze za swojej (!) kadencji, zamiast podkładać świnię ograniczenia prerogatyw prezydenta swemu następcy. I gdyby razem z Medwedczukiem, Pinczukiem, Janukowyczem, Hryniewieckim, Szczerbaniem, Kusznariowem etc., dołożył wszelkich starań nie do prywatyzacji „Kryworyżstali” i „Himprotu”, gwałcenia wolności prasy, wątpliwych i doraźnych projektów PR w rodzaju „autonomizacji”, „podwójnego obywatelstwa”, „języka rosyjskiego”, a wcześniej „parlamentu dwuizbowego”, „wzmocnienia uprawnień prezydenckich”, „referendum na podstawie inicjatywy ludowej”, może i coś by z tego wyszło. Złe języki mówią, że ktoś niby z najbliższego otoczenia Wiktora Juszczenki uważa, że jeśli lider Ukrainy cieszy się tak wielkim kredytem zaufania narodu, to ma prawo korzystać z niego przez rok czy półtora rządów według starych norm konstytucyjnych. A po tym czasie „bandyci będą już siedzieć w więzieniach” a „bogaci pomogą biednym”. Tak właśnie krytykują Juszczenkę z dwóch stron. Dostaje się mu też i od wiecznego opozycjonisty Moroza, który uważa, że pod wpływem nieograniczonej niczym władzy, nawet ze złotego człowieka może wyrosnąć tyran. Jednocześnie szef „Naszej Ukrainy” atakowany jest przez spikerów kuczmokracji (Hawrysza i Szufrycza) za to, że jest rzekomo przeciwny bardziej zeuropeizowanemu i zrównoważonemu systemowi władzy. Przez całą kampanię wyborczą Juszczenko starał się nie wchodzić w dyskusje na temat reformy politycznej. Ale, jak mówią, jeśli ty się nią nie zajmiesz, ona zajmie się tobą. „Minutkę” – jak mówi anegdota. Kto powiedział, że „Nasza Ukraina” uznawszy wreszcie, że reforma polityczna jest potrzebna, ma na myśli to samo, o czym za kulisami mówią Moroz i Medwedczuk? Trzeba tu zaznaczyć, że każdy ma swoją logikę. Juszczenko bierze pod uwagę, że oczekiwania narodu nijak się mają do tego co środki masowego przekazu nazywają „politreformą”. Zapytajcie człowieka w Iwanofrankowsku czego on chce a usłyszycie: chcę pracy w domu a nie w Portugalii. Doniecczanin odpowie, że jego marzenia nie sięgają poza normalną wypłatę, nie niższą choćby od tego, co „Janukowycz dawał”. W Odessie powiedzą, a Kijów przyklaśnie: chcemy wolności. I co tu jest o politreformie? Poza tym, od dwóch tygodni ludzie prowadzą akcję na Majdanie Niezależności. Oleksandrze Oleksandrowiczu, przecież oni są tam, bo chcą ukarania winnych fałszerstw wyborczych, „za prawdę!”, ale w żadnym razie nie „za politreformę!” Bo są normalne kraje o modelu prezydenckim i nie mniej cywilizowane o parlamentarnym, są monarchie i to bez żadnej konstytucji. I nic, ludzie sobie żyją, nie planując nawet żadnych reform politycznych. Ludzie chcą, żeby prezydent wziął na siebie polityczną odpowiedzialność przed narodem i w dość krótkim czasie zmienił sytuację na lepsze. Dotyczy to przy tym rzeczy całkiem pragmatycznych – wyższej pensji, niższych podatków, powstrzymania swawoli urzędników fiskusa, policjantów drogowych, zaprzestania katowania w komendach rejonowych, ale i całkiem idealistycznych – odzyskania wiary w siebie i swój kraj (krok ku temu już w istocie zrobiono – patrz: Majdan Niezależności) a także podnieść prestiż Ukrainy w świecie. Dlatego właśnie Kuczma nie podpisuje żadnych ustaw uchwalonych przez parlament. On wszystko doskonale rozumie i dlatego się targuje. O własne bezpieczeństwo. O ostatnie kawałeczki władzy. Ludzie poinformowani mówią, że Kuczma zdążył złożyć wiele obietnic nietykalności wielkiego biznesu wielu wpływowym ludziom. Dlatego właśnie wyszedł wariant z Janukowyczem – jako jedynym wiernym, jako jedynym, który gwarantował spadek reżimu i jego obietnice. Ale przegięli pałę... i ona pękła. Kilka dni temu pewien cudzoziemiec z Europarlamentu, którego zaproszono na spotkanie z Kuczmą w jakiejś zamiejskiej rezydencji powiedział, że najbardziej zdziwiły go dwie rzeczy – dziwna u głowy państwa agresywność oraz... osamotnienie. W wielkim pomieszczeniu Kuczma był „sam, samiuteńki”. Żadnych ministrów, żadnych urzędników administracji. Nie była nawet ochroniarzy, tylko jeden tłumacz. Opuszczony przez wszystkich p. o. Prezydenta Ukrainy (5-letni okres jego uprawnień zakończył się przed tygodniem) został sam ze swoimi obietnicami i dlatego nie może pójść na kompromis. Bo w nowym systemie władzy nie ma miejsca ani dla niego ani dla jego sponsorów – wewnętrznych i zewnętrznych. Jednak modus vivendi jest u Kuczmy – reforma polityczna, rząd tymczasowy (omawiana jest kompromisowa kandydatura, która może przejść przez Radę Najwyższą, np. Moroza) i gwarancje osobiste. Sposób pokojowego współistnienia i rozwiązania kryzysu przez Juszczenkę wygląda inaczej: natychmiastowa dymisja rządu, wymiana członków Państwowej Komisji Wyborczej, dymisja szeregu gubernatorów – separatystów, „rząd zaufania narodowego” (szefem gabinetu w tym wypadku może być ktoś z grupy zwycięzcy – i Poroszenko, i Tymoszenko, i tenże właśnie Moroz). Wyjdźcie do ludzi i zapytajcie: który wariant jest dla nich do przyjęcia? Kuczma ani razu nie wszedł do jaskrawego morza ludzi, ale, oczywiście, że swoimi zwojami i pozostałościami neuronów rozumie, że przegrał. Juszczenko wychodzi na plac każdego wieczora i dostaje kolejny energetyczny zastrzyk. On nie ma prawa pójść na kompromis, którego ceną byłaby zdrada tych aksamitnych rewolucjonistów. Inicjatywa obywatelska „Pora” już uprzedziła Juszczenkę, gdzie jest granica. Manewry manewrami, ale wiktorowi Andrijowiczowi nie wolno zapomnieć, że nie głosowaliśmy na niego ze względu na jego poglądy monetarne czy dobra duszę, ale ze względu na obietnicę zmiany i zniszczenia przestępczego w swej istocie systemu i przejawów władzy. Oni nas „ocalą” 5 grudnia poznaliśmy skład Komitetu Ocalenia Narodowego, który de facto kieruje powstaniem. Przypomina się, że Juszczenko obiecał, że w „najbliższych dniach” skład tego rewolucyjnego organu będzie opublikowany w prasie. I oto listę 32 członków KON-u opublikowała strona „Obozrewatiel’”. Można rzecz jasna dziwić się głośno: dlaczego nie oficjalna „naszoukraińska” strona „Razom” czy koalicyjna „Siła narodu”? Można to było zresztą zrobić i w gazecie „Hołos Ukrainy” (oficjalny dziennik parlamentu ukraińskiego – przyp. ABCNET), w cenie kwotowego miejsca jednej z frakcji opozycji („Nasza Ukraina”, BJUT, SPU, „Centr”). Spróbuję jednak wyjaśnić to najprościej. Kogoś po prostu korciło, żeby obwieścić „urbi et orbi” o swoim osobistym udziale w wiekopomnym wydarzeniu, którym jest narodowa rewolucja pomarańczowa. A jeśli wziąć pod uwagę, że właścicielem „Obezrewatiela” jest pan Brodski, świat polityki staje się zrozumiały.(2) Ale na szczęście milicja jest z narodem. I specsłużby też. Kierownictwu powstańców nic wszak nie zagraża. Skład komitetu można podzielić na kilka części według liczebności i wpływu grup. Pierwsza – to sam Juszczenko, Oleksandr Zinczenko (szef organu wykonawczego KON) i najbliższe otoczenie ze środowiska „Naszej Ukrainy”: deputowani Bezsmertnyj, Żwania, Iwczenko, Kostenko, Martynenko, Pynzenyk, Pluszcz, Poroszenko, Tarasiuk, Tomenko, Tretiakow i Czerwonenko. Razem 14 dusz, niemal pakiet kontrolny. Szczególnie, jeśli wspomnieć „weselnych generałów” Witalija Kliczko, Sławko Wakarczuka, Linę Wasiliewnę Kostenko i, w mniejszym stopniu rektora rewolucyjnej „Mohyły” (Akademii Kijowsko- Mohylańskiej – przyp. ABCNET) Wiaczesława Briuchoweckiego. Środowisko Julii Tymoszenko reprezentuje ona sama, deputowani: Turczynow i Matwijenko. Socjalistów: Moroz, Wiński i Łucenko. Po jednym miejscu mają ludowi agrariusze Łytwyna (Wołodymyr Szkliar), pozaparlamentarne „Jabłoko” (Brodski), eks-kandydat Anatolij Kinach, który, jak mówią, miał być w minionym tygodniu wyznaczony odpowiedzialnym za ogólnoukraiński strajk polityczny (I gdzież on?), „centrysta” Wiktor Topołow (dawny przyjaciel Juszczenki z czasów Banku „Ukraina”). Serhij Szemczuk z Platformy Demokratycznej i Andrij Derkacz (syn Leonida, najbliższego współpracownika Kuczmy i byłego szefa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy – przyp. ABCNET). Ten ostatni reprezentuje sam siebie. Są i czarne konie – Oleksandr Hryhorowicz Dombrowskij (żadnych odsłon w najpopularniejszych wyszukiwarkach internetowych, później udało się ustalić, że to mer Winnicy) i kontradmirał Sił Morskich Ukrainy Ihor Teniuh. Żadne funkcje żadnego z członków KONU nie są omówione. Żadnego autorytatywnego człowieka z terenów na wschód od Kijowa. Żadnego przesłania do Charkowa, Doniecka, Krymu. Żadnych sygnałów skieroanych do dyrektorów, do dużego biznesu. Jeśli to jest obraz przyszłego rządu zaufania narodowego, to po prostu bieda. (1) W oryginale „ZaMorozena rewolucija” – tytuł urobiony od nazwiska socjalistycznego lidera Oleksandra Moroza. (2) Nie można wykluczyć, iż publikacja listy członków KON jest dezinformacją, gdyż bardzo podejrzana jest tu obecność np. Andrija Derkacza - przyp. ABCNET. Tłum. R. Różycki

Archiwum ABCNET 2002-2010: 
INTERMARIUM: