Piwowski nie raz

Niedawno na łamach jozefdarski.pl reżyser Krzysztof Wojciechowski roztaczał wizję naprawy telewizji publicznej za pomocą takich gwiazd filmu polskiego jak Marek Piwowski, czemu dałem odpór w komentarzach pod jego artykułem. Piwowski, filmowy trefniś, wsławiony znakomitym, choć pociętym bezlitośnie przez cenzurę „Rejsem” z lat 60., ostatnio w atmosferze chichotu i zabawy objawił to, co od dawna wydawało się pewne każdej myślącej osobie, która nie straciła pamięci ani władzy analizowania zdarzeń – był TW Służby Bezpieczeństwa w PRL, w 1957 czy 1958 roku skaptowanym przez swego przyjaciela Tadeusza Zakrzewskiego. Czy donosił? Nie, gardzi donoszeniem. Więc co robił? „Gadałem, coś tam gadałem”, również o swoich przyjaciołach, jak dodał. Nic dziś nie żałuje, bo miał zasadę, żeby „nikomu nie zaszkodzić”. Przyjaciele – Głowacki i Tym, na których jak twierdzi donosił - rozgrzeszyli go. Im to nie „zaszkodziło”. Piwowski nie pokazał przy tym żadnych dokumentów, a może byłyby wymowniejsze niż jego własna ocena sprawy, formą swojego przyznania się obśmiał tylko samą ideę lustracji; można powiedzieć, że mimo upływu czasu nadal – bezwiednie? – wykonuje użyteczną robotę dla swoich dawniejszych mocodawców. Piwowski nakręcił po „Rejsie” jeszcze parę filmów. Pierwszy to „Przepraszam, czy tu biją?” z lat 70., gdzie widać było wyraźnie komitywę reżysera z Milicją Obywatelską; MO była niby wyśmiana, ale dość serdecznie, a w gruncie rzeczy wyśmiane było tam wszystko, łącznie z praworządnością, przywiązaniem ludzi do prawdy itp. Tak lubili rozmiękczać mózgi i sumienia komuniści, którzy przecież sami np. wymyślali dowcipy o milicjantach, by ocieplić i oswoić ich społeczny image.

Potem, już w wolnych czasach, około 1993 roku, Piwowski nakręcił „Uprowadzenie Agaty”. Kłamliwa i nieuczciwa moralnie wersja „Romea i Julii” III RP, nawiązanie do obrzydliwej akcji bezpieczniackiej, wymierzonej przeciwko marszałkowi Andrzejowi Kernowi z PC – uwiedzenia i uprowadzenia nieletniej córki Kerna przez ludzi stowarzyszonych z Urbanem, co dało prasie tysiączne okazje do poniżania i zniesławiania Kerna i jego środowiska. Kern wygrał zresztą sprawę z Urbanem, ale w… 2000 roku.

Film Piwowskiego był finansowany przez Lwa Rywina. I znowu Piwowski pomógł ferajnie bezpieczniackiej zgnoić prawicowego marszałka, przyczynił się też stworzenia i utrwalenia fałszywego obrazu władzy związanej z partiami prawicowymi. Ale przecież nikomu – poza Kernem, jego rodziną, partiami prawicowymi i ludźmi zbrzydzonymi podobnymi nagonkami – Piwowski nie „zaszkodził”, może do dziś wierzy nawet, że jego działalność to rozwijanie kultury w wolnej Polsce. Dziś wiemy coraz więcej o kulisach takiej „promocji” kultury. Szafa Lesiaka pęka w szwach, a takich szaf jest podobno więcej. Otrzymałem reprymendę od Wojciechowskiego za swój komentarz, powątpiewający w czystość intencji Piwowskiego w naprawie kultury polskiej. Czy Wojciechowski dziś nadal uważa, że to właśnie Piwowski powinien zająć się poprawianiem RP?

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: