Jan Lityński, NOWA POLSKĘ TWORZĄ RYBIŃSKI I GOMUŁKA Dziennik / 11.01.2007/

Artykuł Macieja Rybińskiego: „Koniec Polski Michnika i Kiszczaka” wywołał – jako jedną z pierwszych wypowiedzi –tekst podpisany nazwiskiem Jana Lityńskiego*. Polemikę bardzo ostrą, zmierzającą - mam wrażenie – do wywołania plebiscytu: czy Rybiński kłamie czy ma rację. Wbrew autorowi sądzę, że plebiscyt byłby druzgocący dla...Lityńskiego. Nie tylko dlatego, że sformułował swą polemikę językiem Marii Osiadacz czy Haliny Reutt, których dziennikarskie maniery sam powoływał na świadka.

Maciej Rybiński, felietonista, satyryk, scenarzysta i publicysta napisał swój tekst zupełnie poważnie. Być może przerysował go albo użył skrótów i symboli. Przedstawił jednak sprawy o dużym ciężarze, mimochodem otwierając okno, by dobrze przewietrzyć, ale też, byśmy się mimo woli zorientowali komu duszno. Otóż przykro, ale zauważam, że pierwszemu duszno J.Lityńskiemu i może dlatego przeczytać musiałem uwagę spod jego pióra, że sam autor czy A.Michnik dłużej siedzieli w więzieniu niż M.Rybiński i to...daje im rację w sporze (!) Wielu z nas siedziało tam dłużej i to nie daje ani szczególnych praw – bo chodziło o równość praw – ani monopolu na prawdę, ani – wreszcie – władzy nominowania nieprawdą czy brednią tego czy innego tekstu publicystycznego. Argument Jana Lityńskiego jest doprawdy z innej epoki i z innej – miałem nadzieję zapomnianej – poetyki.

Rybiński korzysta w pełni z prawa stawiania swych uargumentowanych tez, zawierania swych opinii i wypowiadania prawdy nawet jeśli ta prawda kogoś uwiera. Zarzuty, że mieszkał poza PRL, że jako emigrant tu się ‘uchylał’ – śmieszą. Może w ten sposób publicysta ten obronił zdrowy rozsądek przed ryzykiem intoksykacji w warunkach zamknięcia w obozie.

Podobnie reaguję na pretensje, że Rybiński milczał 17 lat. Nie! Pisał i podobnie wyraziście jak dziś stawiał przed 10.z górą laty sprawę propozycji A.Michnika i Wł.Cimoszewicza wskazując, że proponują ci autorzy dogłębne znieprawienie obywateli / patrz: PLUS-MINUS, M.Rybiński, Rozmowa na cmentarzu/. Rybiński mówi dziś o niepodjętym projekcie PRAWDA, który powinien pociągać polskiego inteligenta, o ile ten istnieje. Kontrprojekt, którego zdaje się broni Jan Lityński jest groteskowo plagiatem i reprodukcją postawy części elit z lat 40. i 50., które do dziś trudno objaśniać, a tym bardziej – bronić (historyczną koniecznością, kąsającym Heglem, rozpaczą...). Ale tej ostatniej brakowało chyba w Polsce w połowie 1989 r., a amnezję trzeba było wprowadzać tylnymi drzwiami podobnie zresztą, jak kuchennymi drzwiami przemycać trzeba było zrazu ciągłość instytucjonalno-prawną między PRL a sukcesorką w czasie.. Rybińskiemu nie da się odmówić trafności w jednej gorzkiej uwadze; że niemocy nie potrafiliśmy sami przełamać i trzeba decyzji z zewnątrz, by się dokonało to czego mieliśmy dosyć, ale jak jarzmo nazbyt często znosiliśmy dotąd. Teraz czas na nasze własne porządki, melioracje czy kuracje ozdrowieńcze. Rzetelnie przemyślane. Odwrotnie niż wspaniałomyślnie trawione lata od sprawy Rywina do 7.stycznie 2007 – tę datę jako symboliczną wskazuje Rybiński – które nie wystarczyły nam wszystkim na dekompozycję Polski oligarchicznej. Realnej konstrukcji opartej na politycznym projekcie Michnika i Kiszczaka albo przez ten projekt umożliwionej.

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: