STATUS POKRZYWDZONEGO

Poniżej publikujemy wyjaśnienia Antoniego Macierewicza, eksperta AGL (Australijskiej Grupy Lustracyjnej) w dyskusji prowadzonej przez komisję sejmową nad projektem zmian ustawy o IPN. Jest to odpowiedz na ataki pani .A.G. Kister ze Stowarzyszenia Wolnego Słowa, które jak sama nazwa wskazuje chciałoby ograniczyć lustrację i dostęp do archiwów. Dialektyka zobowiązuje.

W całej tej sprawie jest jakiś gigantyczny bałagan i kociokwik, który trudno uładzić, gdyż pani Kister operuje swoimi wrażeniami i przekonaniami a nie artykułami ustawy.

1. Zaczynam od sprawy najważniejszej, czyli od statusu osoby pokrzywdzonej. Problem obecny jest konsekwencją uzasadnienia do wyroku Trybunału Konstytucyjnego z października 2005 r. (uzasadnienie było w listopadzie). Stwierdzono tam dwie kwestie: po pierwsze, że nie wolno różnicować praw obywatelskich w dostępie do akt. Dlatego też dziennikarze nie będą mieli szczególnych przywilejów ale i dlatego dostęp do akt własnych! będą mieli i ci którzy byli agentami oraz funkcjonariuszami i ci którzy byli prześladowani, ścigani etc. (czyli w dzisiejszej nomenklaturze osoby pokrzywdzone).

TK zaznaczył jednak wyraźnie, że w wypadku funkcjonariuszy i agentów chodzi o dostęp wyłącznie do akt dotyczących tej osoby a nie wytworzonych przez tę osobę. TK nie wypowiedział się też w żaden sposób na temat ograniczeń jakim jest tzw. anonimizacja, a to znaczy, że nadal może obowiązywać zasada, że agenci i funki nie będą mieli prawa do wglądu do dokumentów z pełnymi nazwiskami osób trzecich (czyli dane osób prześladowanych etc. nawet jeśli pojawią się w dokumentach ich samych dotyczących muszą być zaczerniane. Wydaje mi się, że to jest rozwiązanie dobre, pod warunkiem jednak, że zostanie utrzymany podział na osoby pokrzywdzone i agentów, bo tylko taki podział pozwoli dokonać rozróżnienia - kto do jakich dokumentów ma dostęp a do jakich go nie ma.

2. I tu przechodzimy do drugiej sprawy. TK w uzasadnieniu sformułował opinię, że IPN powinien akceptować wyroki sądu lustracyjnego, tzn. przyznawać status pokrzywdzonego osobom uznanym przez sąd za takie, które złożyły prawdziwe oświadczenie lustracyjne. To oczywisty absurd bo obie instytucje orzekają o czym innym ale jest to fakt prawny, którego nie sposób ominąć tak długo póki istnieje sąd lustracyjny i tzw. Ustawa lustracyjna.

ALE PRZECIEŻ DLATEGO WŁAŚNIE TA USTAWA MA ZOSTAĆ ZNIESIONA. NIE BĘDZIE WIĘC WYROKÓW SĄDU LUSTRACYJNEGO I IPN NIE MUSI OBAWIAĆ SIĘ ICH KONSEKWENCJI DLA DECYZJI O STATUSIE POKRZYWDZONEGO!

Krótko mówiąc, dziś i tak długo póki zmiany teraz zaprojektowane nie wejdą w życie rzeczywiście istnieje zagrożenie o ile Sąd Lustracyjny wydałby jakiś prawomocny wyrok (co zresztą moim zdaniem nie grozi na ile znam sprawy prowadzone obecnie), ale po wejściu w życie opracowywanych obecnie ustaw i likwidacji Sądu Lustracyjnego cały wyrok i uzasadnienie Trybunału Konstytucyjnego jako dotyczące ustawy, która już nie istnieje STRACI RACJĘ BYTU!

Dlatego wszystkie zarzuty podnoszone wobec statusu pokrzywdzonego (że dostaną ubecy itd.) są funta kłaków warte i odzwierciedlają albo brak podstawowej wiedzy prawniczej oraz faktograficznej albo jakieś ukryte motywacje polityczne związane z faktem, że status pokrzywdzonego pozwala jasno i niedwuznacznie dokonać rozróżnień między agentami i resztą. Nawiasem mówiąc niepokoi mnie pojawiająca się ostatnio tendencja podnoszenia kwestii osób, które " miały epizod agenturalny a poza tym były „OK”, zasłużone i nieskalane....." Rozumiem indywidualne problemy i osobiste odczucia, ale nie wydaje mi się możliwe uwzględnienie takiej interpretacji dzielącej współpracę na długotrwałą i krótką, szkodliwą i nie etc. Przecież problem z Jurczykiem polegał właśnie na tym, że sama SB uważała go w pewnym momencie za nieprzydatnego i to się często zdarzało. (Co jak wiedzą wszyscy zajmujący się agenturą nie znaczy, że takich osób nie przejęły inne jednostki organizacyjne SB o czym na razie nie wiemy). Można, jeżeli ktoś ma w sobie co do tego pewność, moralnie takie osoby usprawiedliwić a nawet jeśli było to szczere i prawdziwe etc. podziwiać, ale status pokrzywdzonego jest dla takich, co współpracy nigdy nie podpisali, nawet jeśli później dla podziemia etc. zrobili wydawałoby się mniej. Boję się zresztą, że o tych, którzy współpracę podpisali a później kreowano ich na wielkich bohaterów podziemia jeszcze dowiemy się wiele....

3. Na wszelki jednak wypadek warto status pokrzywdzonego zredefiniować tak jak zaproponował to przewodniczący ST. Pięta, co odebrało zwolennikom TK ostatnie atuty (nawet gdyby mimo nieistnienia ustawy lustracyjnej chcieli odwoływać się do tego orzeczenia). Chodzi o zmianę, która polega na odwołaniu się nie do "bycia tajnym współpracownikiem" (jak jest obecnie w art. 6 p. 3 ustawy o IPN), lecz do tego, że dana osoba " była przez służby bezpieczeństwa traktowana jako osobowe źródło informacji". Uzyskuje się w ten sposób dwie rzeczy. Po pierwsze "ozi" to pojęcie szersze niż "tw" (obejmuje także lk, mk, ko, ks rezydentów oraz konsultantów). Po drugie zaś odnosi identyfikację do działań między SB a osobą o którą chodzi.

Na koniec tej kwestii trzeba podkreślić, że cała ta dyskusja na gruncie ustawy o IPN jest moim zdaniem jałowa i sztuczna. Nie można usunąć z ustawy de facto pojęcia pokrzywdzonego, gdyż cała ustawa runęłaby w gruzach. Jest ona bowiem we wszystkich jej aspektach zbudowana na rozróżnieniu między pokrzywdzonymi, agentami i funkcjonariuszami. To rozróżnienie legło źródeł zasad dostępu do akt, składania oświadczenia przy wypełnianiu wniosków etc. I choć nie zawsze przywołuje się to pojęcie wprost, to stale stosuje się to rozróżnienie. Jeśli tak, to rezygnacja z przyznawania statusu pokrzywdzonego przy koniecznym stosowaniu tego rozróżnienia w praktyce działania ustawy oznaczałoby jakąś nieprawdopodobną hipokryzję i faktyczną ucieczkę przed publicznym wskazaniem kto jest kim.

IPN dla celów udostępnienia akt dokonywałby takiego rozróżnienia ale publicznie by się go wypierał! Służyłoby to tylko agentom i publicznej hipokryzji.

4.Co do akt wydziałów paszportowych. Argumentacja pani Kister jest, proszę wybaczyć bezsensowna. Wydziały paszportowe rzeczywiście były częścią MSW, podobnie zresztą jak np. dep. I, II. III, IV itp. (czyli wywiad, kontrwywiad, wydział polityczny i kościelny SB). A jednak, i słusznie, departamenty te się wymienia expressis verbis (jako jednostki organizacyjne, które zostały w 1990 r. rozwiązane), i stwierdza się, że agentura tych i tylko tych jednostek MSW będzie traktowana jako wypełniająca wymogi ustawy. Dobrym przykładem jest też sprawa agentury MO. Zgodnie z ustawą do 1954 r. agentura ta jest traktowana jako wypełniająca normy ustawowe (to znaczy, że związek z nią będzie traktowany jako bycie agentem) i ustawa mówi ogólnie o MBP i jego jednostkach organizacyjnych, później (po 54/56) jednak wymienia się enumeratywnie jednostki MSW, których agentura traktowana jest jako "lustracyjna". Trochę inaczej jest w wypadku służb wojskowych, tam bowiem stwierdza się, że "lustracyjną" jest agentura wszystkich jednostek organizacyjnych służb wojskowych. To ogólne stwierdzenie rozwiązuje problem. W wypadku MSW po 1954-56 r. mamy do czynienia z enumeratywnym wymieniem jednostek "lustracyjnych" . Dlatego właśnie trzeba koniecznie wymienić także wydziały paszportowe jeśli ich agentura ma być uwzględniana. (dotyczy to także szkoły SB w Legionowie pod Warszawą). Zupełnie zaś bzdurnym jest argument, że "dokumenty wydziałów paszportowych są w IPN, więc nie ma problemu". W IPN z mocy ustawy są (lub być powinny) archiwa wszystkich struktur bezpieczeństwa państwa i z nimi związanych, ale nie wszystkie są uwzględniane przy orzeczeniu statusu agenturalnego, to dotyczy tylko agentury jednostek wprost wymienionych w ustawie.

5. Walka przeciwko dostępowi obecnych służb do archiwów IPN wydaje mi się szkodliwa. Jest dla mnie oczywiste, że powinni go mieć aby skutecznie pracować. Rzecz tylko w tym by nie blokowało to dostępu pokrzywdzonym i opinii publicznej. Z tym związany jest problem "zbioru zastrzeżonego". Pojęcie to jest ewidentnie nadużywane. Wystarczy uświadomić sobie, że całe Biuro "C" (czyli katalog archiwalny) jest zastrzeżone. W tej sytuacji praca nad udostępnianiem akt jest prawie nie do wykonania i stąd wiele osób dostaje jakieś strzępy a ustalanie agentury trwa latami. Ale to trochę inna kwestia, częściowo związana z nieuczciwością i nadużywaniem kategorii "zbioru zastrzeżonego" przez poprzednią ekipę do ukrywania danych politycznie niewygodnych. To normalne nadużycie a może nawet przestępstwo i powinno być ścigane. Mam nadzieję, że prędzej czy później podobnie jak inne nadużycia (np. sprawa „Bolka”) będzie ścigane. To samo dotyczy ewentualnego nadużywania starych akt przez obecne służby. Nie wykluczałbym tego znając jakość tych służb, ale nie można tworzyć prawa.

6. Niezwykle trudną sprawą jest kwestia dostępu do akt innych osób poza pokrzywdzonymi. Chodzi tu zarówno o badaczy jak i, po ewentualnym wejściu w życie nowelizacji ustawy i nowej o odstępie do akt, szerokiej opinii publicznej, która będzie miała z pewnością dostęp do akt osób publicznych, a mam nadzieję, że także tzw. osób historycznych. Obecnie obowiązuje prawo zastrzeżenia przez pokrzywdzonych, w projekcie PiS zapowiada się wyłączenie "danych dotyczących życia intymnego". Nie mam ostatecznego zdania. I obawiam się, że nie ma tu dobrego rozwiązania. Nie natrafiłem na sprawy intymne innych osób w dotychczasowych moich lekturach, ale może są w aktach, których nie czytałem. Wiem, że są (albo z pewnością były) taśmy magnetofonowe także z podsłuchu domowego, co może mieć przecież bardzo krępujące konsekwencje. Na pewno to wyłączenie nie może dotyczyć osób publicznych. Jeżeli komuś zdarzyły się sprawy krępujące i nie stać go na ich wyjaśnienia publiczne, to niech zrezygnuje z publicznej działalności. Przypominam, że Bush musiał tłumaczyć się ze swego pociągu do alkoholu i udało mu się! A Clinton - do marihuany! Wydaje mi się, że omówiłem wszystkie wątpliwości pani Kister. Jeżeli coś jeszcze jest niejasnego, to proszę pytać, ja a się ustosunkuję.

7. Dla mnie jest oczywiste, że trzeba ułatwić Polonii dostęp do akt, a także, że obecne regulacje stawiają Polonusów w sytuacji bardzo trudnej. Nie obawiałbym się też fałszowania podpisów itd. , zwłaszcza w sytuacji działania nowej ustawy, która obiecuje ujawnienie dużej części tych akt. Mam wrażenie, że wielu z moich kolegów wciąż tkwi w czasach „tajne łamane przez poufne”, w czasach powszechnej tajności etc., w czasach, gdy dostęp do tych dokumentów był narzędziem władzy należnej wtajemniczonym ale plebsowi od tego wara (zresztą część służb IPN też tak się długo zachowywała). Z takim myśleniem i działaniem trzeba właśnie skończyć!

Uwaga:

Lk – lokal kontaktowy, służył do tajnych kontaktów oficera prowadzącego z agentem,

Mk – mieszkanie konspiracyjne, wynajmowane przez SB do różnych celów,

Ko – kontakt operacyjny (na ogół I Departamentu),

Ks – kontakt służbowy

ozi - osobowe źródło informacji.

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: