WYSZKOWSKI CONTRA WAŁĘSA

Poniżej zamieszczamy odpowiedź Krzsztofa Wyszkowskiego na pozew Lecha Wałęsy w sprawie o ochronę dóbr osobistych, czyli konkretnie kwestii czy TW "Bolek" to Lech Wałęsa. Rozprawa się już odbyła i sąd, jak przystało na III RP, stanął na stanowisku, że skoro Wałęsa przedstawił prawomocne orzeczenie Sądu Lustracyjnego, że nie jest agentem, to twierdzenie, że nim był jest karalne.

Chyba nikt nie miał wątpliwości, iż Sąd będzie zainteresowany prawdą, która wywróciłaby III RP. Sądy w III RP nie są od ustalania prawdy tylko od realizacji interesów politycznego establishmentu.

Sopot, 23 stycznia 2005 r.

Sąd Okręgowy w Gdańsku Wydział I Cywilny
ul. Nowe Ogrody 30/34 80-803 Gdańsk
Powód: Lech Wałęsa... zastępowany przez adw. Ewelinę Wolańską ...

Pozwany: Krzysztof Wyszkowski ....

sygn. akt. I C 1600/05

I. Odpowiedz na pozew

II. Pozew wzajemny

Ad. I.

Niniejszym, w odpowiedzi na pozew z dnia 18 listopada 2005 r., wnoszę o:

1. oddalenie powództwa w całości;

2. zasądzenie od powoda na rzecz pozwanego zwrotu kosztów procesu.

U Z A S A D N I E N I E

Pozwem z dnia 18 listopada 2005 r. powód Lech Wałęsa wniósł o nakazanie mi złożenia oświadczenia odpowiedniej treści, wskazanej w punkcie 1 swojego pozwu, celem cofnięcia skutków rzekomego naruszenia jego dóbr osobistych. Jest rzeczą charakterystyczną, że uzasadnienie pozwu nie zawiera twierdzenia, jakoby Lech Wałęsa nigdy nie był tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa, a tylko powołuje się na dwa dokumenty:

1. Zaświadczenie Instytutu Pamięci Narodowej, że powód jest pokrzywdzonym w rozumieniu art. 6 ustawy o IPN.

2. Wyrok Sądy Apelacyjnego – V Wydział Lustracyjny w Warszawie z r. 2000.

Dokument pierwszy użyty został bezpodstawne, a dokument drugi jest niewystarczający ponieważ:

Lech Wałęsa otrzymał dnia 16 listopada 2005 r. od IPN status osoby pokrzywdzonej nie w wyniku własnej decyzji IPN, będącej skutkiem analizy zgromadzonych w sprawie dokumentów, ale na skutek wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie ustawy o IPN, zinterpretowanego przez władze IPN (w moim przekonaniu niesłusznie), jako zobowiązanie do przyznawania takiego statusu wszystkim osobom, które były inwigilowane przez komunistyczne służby specjalne, bez względu na to czy były lub nie były ich tajnymi współpracownikami.

Tego samego dnia, prof. Jerzy Stępień, sędzia Trybunału Konstytucyjnego, w wypowiedzi udzielonej telewizji publicznej wskazał, że przyznanie tego statusu nie oznacza orzeczenia, że dana osoba nigdy nie była tajnym współpracownikiem komunistycznych służb specjalnych. Do chwili wydania przez TK tego wyroku IPN odmawiał powodowi przyznania w/w statusu, ponieważ dokumenty zgromadzone w archiwum Instytutu potwierdzają bez żadnych wątpliwości, że Lech Wałęsa był tajnym współpracownikiem SB o pseudonimie „Bolek”, pozyskanym „na zasadzie dobrowolności” i opłacanym za składane donosy.

Statusu tego IPN odmawiał Lechowi Wałęsie nawet pomimo istnienia wyroku Naczelnego Sądu Administracyjnego z dnia 13 stycznia 2005 r., sygn. akt OSK 1586/04, który nakazał IPN przyznawanie statusu pokrzywdzonego również tym osobom, które najpierw były agentami komunistycznych służb bezpieczeństwa, a następnie zerwały tę współpracę i podjęły działalność antykomunistyczną. Stało się tak dlatego, że NSA potwierdził obowiązek odmowy przyznania statusu osobom, których działalność wyczerpuje ust. 3 art. 6 ustawy o IPN: „pokrzywdzonym nie jest osoba, która została następnie funkcjonariuszem, pracownikiem lub współpracownikiem organów bezpieczeństwa państwa”.

Ponieważ Lech Wałęsa, w grudniu 1970 r., jako członek Komitetu Strajkowego Stoczni Gdańskiej, najpierw był działaczem antykomunistycznym, a dopiero „następnie” został współpracownikiem SB, IPN nie mógł uznać tego wyroku za podstawę do przyznania mu statusu osoby pokrzywdzonej. Jest sprawą publicznie oczywistą i powszechnie znaną, że przyznanie Lechowi Wałęsie statusu pokrzywdzonego uznane zostało za dowód utraty przez przyznawany przez IPN przywilej statusu osoby pokrzywdzonej swojego fundamentalnego sensu i konieczność zmiany tej ustawy.

Prezentowanie przez powoda zaświadczenia nr 1763/05 IPN, jako dowodu, że mówię nieprawdę, jest sprzeczne z jego własną wiedzą, ponieważ, jak wynika z jego wypowiedzi w trakcie audycji w TVN w dniu 9 czerwca 2005 r. (stenogram w załączeniu), powód nie uważa, że jest to zaświadczenie stwierdzające, że jego posiadacz nigdy nie współpracował ze służbami bezpieczeństwa PRL, gdyż wiedząc, (jest to fakt publicznie znany), że mnie także IPN przyznał status pokrzywdzonego, w trakcie audycji sprawy zarzucał mi zdradę i działalność agenturalną.

Wydany w trybie specjalnym w r. 2000 wyrok Sądu Lustracyjnego również nie może być obecnie podstawą do zaprzeczania, iż Lech Wałęsa był tajnym współpracownikiem SB, ponieważ nie uwzględnia on znaczenia nieznanych temu sądowi dokumentów zgromadzonych przez archiwum IPN po roku 2000, a także innych świadectw, w pełni potwierdzających twierdzenie, że Lech Wałęsa był płatnym agentem o pseudonimie „Bolek”. Decydującego znaczenia tych dokumentów dowodzi fakt, że, jak wykazałem to wyżej, IPN był zmuszony (pomimo wielkiej presji wywieranej na niego przez czynniki polityczne i media) do nie przyznania powodowi statusu przed uroczystościami w XXV rocznicę Sierpnia`80. Lech Wałęsa nigdy, w żaden sposób i przy żadnej okazji nie zwrócił się z przeprosinami do żadnego ze swoich kolegów ze Stoczni Gdańskiej, którym swoimi donosami czynił zło. Ci odważni, skromni i nie szukający popularności ludzie, prawdziwi współtwórcy „Solidarności”, którzy nie dorobili się na swym patriotyzmie niczego poza cierpieniem, mają prawo czuć się pokrzywdzonymi podwójnie – raz, gdy z woli i winy powoda zostali wydani na prześladowania, i drugi raz współcześnie, gdy sławny, bogaty i bezczelny kłamca naigrywa się z nich zaprzeczając swej prawdziwej przeszłości. Jako założyciel ruchu Wolnych Związków Zawodowych, do którego ci ludzie, ufając jego działaczom, przystąpili, mam poczucie obowiązku wystąpienia w ich obronie. Ich godność wymaga, by ustąpił przed nią interes osobisty ich krzywdziciela.

Moje zdziwienie budzi także zarzut, że dopiero teraz wypowiadam się publicznie o wydarzeniach sprzed dwudziestu pięciu lat. Jest faktem powszechnie znanym, że IPN powstał zaledwie kilka lat temu. Codziennie ujawniane są nowe, nieznane nam fakty sprzed lat. Ujawniają je pokrzywdzeni i historycy. Coraz częściej byli agenci podejmują godne szacunku decyzje o przyznaniu się do swej zdrady. Nie byłem inicjatorem audycji telewizyjnej. Zostałem poproszony o wypowiedź, komentującą wypowiedzi powoda i nie dostrzegłem żadnych ważnych powodów, dla których powinienem był jej odmówić lub skłamać.

Ukrywanie prawdy byłoby tym bardziej dziwaczne, że w przeszłości powód wielokrotnie, na piśmie oraz w wypowiedziach słownych, osobiście przyznawał się do faktu współpracy z SB. O fakcie tym wielokrotnie publicznie mówili i pisali politycy, historycy i dziennikarze. Słyszałem taką opinię np. z ust Bogdana Borusewicza, obecnego marszałka senatu RP, wygłoszoną w obecności Lecha Kaczyńskiego, obecnego prezydenta RP. Fakt agenturalności Lecha Wałęsy został potwierdzony dokumentem przedstawionym sejmowi RP przez rząd premiera Jana Olszewskiego. Precyzyjne relacje opisujące tę agenturalność oraz liczne dokumenty, w tym napisane odręcznie przez powoda donosy i pokwitowania zapłaty za nie, drukuje od czternastu lat prasa krajowa i zagraniczna.

Przez wszystkie te lata powód nigdy w stosunku do nikogo nie wystąpił z oskarżeniem o obrazę. Dopiero, gdy na skutek pewnych formalnych procedur zmieniających zasadniczo znaczenie statusu pokrzywdzonego, uzyskał taki dokument, uznał, że jego godność osobista została bezpodstawnie naruszona. Oto mój były przyjaciel, mój były współpracownik, były przywódca Solidarności, były prezydent Polski, domaga się, bym zaparł się prawdy i dla własnej wygody zgodził się na kłamstwo. Lech Wałęsa, jak sam mówi - najbardziej znany Polak na świecie – domaga się uznania kłamstwa za prawdę, domaga się ukarania mnie za ujawnienie prawdy.

Wysoki Sądzie - nie ma pomówienia gdy mówi się prawdę. Nie narusza się dóbr osobistych, gdy mówi się prawdę o sprawach, które nie należą do sfery życia prywatnego. Nie ma zniesławienia, jeśli mówi się prawdę ze względu na cel wyższy. Mam pełne prawo mówienia prawdy, mam pełne prawo udostępniać tę prawdę polskiej opinii publicznej. Więcej, jako człowiek, który przez wiele lat bronił Lecha Wałęsy przed oskarżeniami o agenturalność, który pomagał mu w osiągnięciu stanowiska prezydenta, mam poczucie, że jest moim obowiązkiem ujawnienie, że wziąłem, osobiście nieświadomie, udział w perfidnej inscenizacji.

Odpowiadając na pytanie o agenturalność Lecha Wałęsy mam obowiązek skorzystać z wywalczonego również przeze mnie wolności słowa. Ten obowiązek wynika z szacunku do społeczeństwa, które ma prawo znać prawdę. Nie uważam, że najbardziej hańbiący był fakt, że Wałęsa zgodził się na współpracę w określonym czasie. Uważam, że bardziej haniebne jest to, że prawda o metodach działania SB ma być ukryta przed społeczeństwem. Powód, właśnie ze względu na rolę jaką odegrał w najnowszej historii Polski, powinien być po mojej stronie i walczyć o otwarcie archiwów IPN oraz ich publiczne udostępnienie. Sam zresztą niedawno to obiecywał, ale, jak widać, nie ma zamiaru dotrzymać danego słowa.

Wysoki Sądzie, moje stanowisko wynika z przekonania, że jako społeczeństwo musimy się zmierzyć z naszą przeszłością w prawdzie, choćby prawda ta była bolesna. Podstawą każdej demokracji jest poczucie odpowiedzialności każdego obywatela. Bez otwartości, bez poznawania faktów, bez szacunku dla prawdy, nie może być mowy o odpowiedzialności i o wybaczaniu. Społeczeństwo nie może być traktowane jak dzieci, dla których prawda mogłaby być zbyt trudna do zrozumienia. Jeżeli nie będziemy pamiętać o błędach, jeśli będziemy żyć w przekonaniu, że przeszłością można manipulować, nigdy nie będziemy społeczeństwem obywatelskim. Staniemy się jeszcze bardziej podatni na korupcję, na nieuczciwość, na życie w kłamstwie. Doświadczamy tego przez ostatnie piętnaście lat. Wciąż nie umiemy korzystać w pełni z konstytucyjnej zasady wolności słowa, z zasady jawności życia publicznego, która to zasada dotyczy także naszej historii. Pozew Lecha Wałęsy jest żądaniem ograniczenia wolności słowa oraz jawności życia publicznego i dlatego winien zostać odrzucony.

Ad. II.

Pozew wzajemny

Podczas audycji w programie TVN 24 w dniu 9 czerwca 2005 r. Lech Wałęsa, pomimo kilkakrotnego zwracania mu uwagi na niestosowność jego zachowania przez redaktora prowadzącego dyskusję, użył pod moim adresem wielokrotnie epitetów powszechnie uznawanych za obraźliwe oraz zarzucił mi zdradę i działalność agenturalną - dowód: stenogram audycji (w załączeniu). Wypowiedź ta naruszyła moją cześć, dobre imię i godność, które zgodnie z art. 23 k.p.c. stanowią moje dobra osobiste. Naruszenie to jest tym bardziej rażące, że miało miejsce w środkach masowego przekazu i zostało dokonane przez osobę, która z racji piastowanych stanowisk i swej pozycji społecznej może być uznawana za wiarygodną.

Wnoszę o nakazanie pozwanemu, aby na swój koszt w dwóch następujących po sobie dniach zamieścił w TVN 24 oświadczenie następującej treści: „W audycji nadanej dnia 9 czerwca 2005 roku użyłem wobec Krzysztofa Wyszkowskiego słów obraźliwych oraz wypowiedziałem uwłaczające mu oskarżenia. Wobec naruszenia przeze mnie dobrego imienia Krzysztofa Wyszkowskiego i wobec oczywistej nieprawdziwości sformułowanych przeze mnie zarzutów, odwołuję je w całości i przepraszam za ich użycie. Lech Wałęsa, były prezydent RP.”

Wnoszę też o zasądzenie od pozwanego na rzecz powoda zwrotu kosztów procesu.

Załącznik 1: stenogram audycji z dnia 9 czerwca 2005 r. z TVN 24.

Stenogram audycji w programie TVN 24

z dnia 9 czerwca 2005 roku, o godz. 21.35, z udziałem Lecha Wałęsy, Henryka Wujca i Krzysztofa Wyszkowskiego oraz Bogdana Rymanowskiego, jako redaktora prowadzącego.

„Redaktor - Pierwsze pytanie – czy Lech Wałęsa powinien otrzymać status pokrzywdzonego? Dodajmy, że IPN nie wydaje takiego zaświadczenia, jeśli ktoś, na przykład, współpracował z S. (następuje odpowiedź Henryka Wujca, po której redaktor zwraca się do Krzysztofa Wyszkowskiego) Czy IPN powinien wydać Lechowi Wałęsie zaświadczenie statusu pokrzywdzonego?

Krzysztof Wyszkowski - Oczywiście IPN powinien przeprowadzić szerokie, poważne badania nad dokumentacją dotyczącą Lecha Wałęsy i po przeprowadzeniu takich badań, w moim przekonaniu, niestety, Lech Wałęsa nie otrzyma, jeżeli te badania będą przeprowadzone rzeczywiście solidnie, a nie tak jak do dotychczas, gdy prokurator Szulc, który od dawna zasłużył się dla ukrywania dokumentacji o Lechu Wałęsie, nie ukręci łba tej sprawie, no to Lech Wałęsa nie otrzyma statusu pokrzywdzonego.

Henryk Wujec - A dlaczego?

K.W. - Dlatego, że rzeczywiście, ja tu się zgadzam z tobą, że był czas kiedy był prześladowany, ale wcześniej był czas kiedy był tajnym współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa i ten okres dyskwalifikuje /tu następuje parę słów niezrozumiałych/. (W tym miejscu redaktor przytacza wypowiedź Władysława Frasyniuka).

K.W. - Nie wiem czy Władysław Frasyniuk zna te dokumenty, ja tutaj mam donosy przed sobą „Bolka”, Lecha Wałęsy, które całkowicie dyskwalifikują go.

H. W. - Jakim prawem?

K.W. - Absolutnie legalnie. To jest odpis z oryginału dokumentu z archiwum IPN, otrzymałem go od pewnego niezależnego historyka. (dalej następuje opis procedury IPN, wypowiedź H.Wujca, następnie redaktora, który cytuje z książki dra Sławomira Cenckiewicza p.t.: „Oczami bezpieki” fragmenty odnoszące się do donosów TW „Bolek” oraz nowy komentarz H.Wujca, który stwierdza, że podpisanie zobowiązania do współpracy z SB przez młodego robotnika nie miało później żadnego znaczenia).

K.W. - Albo dyskutujemy o tym, czy Lech Wałęsa był tajnym współpracownikiem czy nie, albo dyskutujemy czy sprawiedliwie jest po latach uznać go za tajnego współpracownika i odmówić mu statusu pokrzywdzonego. Być może dojdziemy do wniosku, że to jest niesprawiedliwe, ale uznajmy fakty. Mnie chodzi o badanie faktów. I badanie faktów musi polegać na badaniu dokumentów, a nie abstrahowaniu od całej procedury naukowej. I druga sprawa – IPN zaangażował się w tuszowanie sytuacji na korzyść Lecha Wałęsy przez wyznaczenie do śledztwa prokuratora Szulca, który w 1993 roku dopuścił do zniszczenia dokumentacji na temat Lecha Wałęsy i innych działaczy ruchu antykomunistycznego. Wówczas Urząd Ochrony Państwa zorganizował pewną prowokację, kombinację operacyjną, po to by przejąć dokumentację dotyczącą Lecha Wałęsy. Ta dokumentacji zaginęła. Prokurator Szulc za to odpowiada.

(W tym miejscu redaktor zapytał o sprawę sądu lustracyjnego, który w r. 2000 stwierdził, że Lech Wałęsa nie był agentem, a K.W. i H.W. udzielił odpowiedzi.)

Redaktor - Dobry wieczór panie prezydencie. Czy pan nas słyszy?

Lech Wałęsa - Trochę słyszę. Właśnie jestem w Bratysławie. Więc chciałem zobaczyć, co ten wariat opowiada. Wyszkowski to wariat. Zabierzcie mu brzytwę, to jest małpa z brzytwą.

Redaktor - Panie prezydencie, ja mam prośbę, rozmawiajmy merytorycznie, a nie ad personam. Pytanie do pana konkretnie, panie prezydencie. Jak pan myśli, kiedy pan otrzyma status pokrzywdzonego z IPN? Czy pana zdaniem ta sprawa jest przesądzona?

L.W. - Sprawa jest przesądzona. Wyszkowski ma ksero, podróby i się wygłupia, to jest chory człowiek, to jest małpa z brzytwą.

Redaktor - Panie prezydencie, rozumiem, że tak naprawdę te wszystkie dokumenty o których mówi Krzysztof Wyszkowski, o których piszą historycy, to są dokumenty które są warte wrzucenia do kosza i nie mają żadnego znaczenia.

L.W. - Oczywiście, że tak. Dlaczego Wyszkowski nie zauważa, że zaraz obok jest następny dokument, który mówi, że nigdy w tym czasie w siedemdziesiątym pierwszym i drugim Lech Wałęsa nie dał się zwerbować. Dlaczego on tego nie zauważa?

K.W. - Nie ma takiego dokumentu, panie prezydencie.

L.W. - Jest taki dokument.

K.W. - Ależ…

L.W. - Jest taki dokument.

K.W. - Proszę go pokazać.

L.W. - Oczywiście, że… Przecież to pisze ten, co książkę wydał, nie ja. Ja tego nie widziałem. Ja wiem, że proszę pana, panie Wyszkowski, pan jest chorym debilem. Oświadczam panu, pan będzie do sądu postawiony. Pan się opiera na podróbach, na kłamstwach. Pan rozpowszechnia kłamstwa. Pan to wszystko będzie musiał odszczekać.

K.W. - Bardzo proszę bardzo wyjaśnić to wszystko.

Redaktor - Przepraszam, panie prezydencie, czy sądzi pan, że używanie pewnych słów jest na miejscu?

L.W. - Proszę pana, no nie można się upierać mając takie dowody. Mając takie dowody, mając taką historię moją, no nie można opierać się na bezpiece i podróbach. Bezpieka mówi mu w twarz – podróba, a ten człowiek chodzi i męci…

K.W. - Pan się przyznał do współpracy wobec Andrzeja Gwiazdy, wobec pani Walentynowicz, proszę nie wykręcać kota ogonem.

L.W. - To tak samo, jak nie przeskoczyłem przez płot. Macie dowody? A wy ciągle mówicie. To jest chore. Jesteście chorzy z nienawiści.

Redaktor - Panie prezydencie, żeby zamknąć ten rozdział, to do niczego nie prowadzi…

L.W. - Oczywiście, że nie. Tylko nie wpuszczajcie głupców do studia.

Redaktor - Panie prezydencie, wszystkie strony powinny być wysłuchane, także pan (w tym miejscu pada pytanie o debatę Wałęsę z Jaruzelskim).

L.W. - Proszę pana, ja udowadniam największym moim wrogom w twarz. Powiedz facet, ty byłeś wrogiem, walczyłeś ze mną. Powiedz tym durniom, że nigdy nie miałem nic wspólnego z tymi sprawami. Jeśli przyjaciele, koledzy robią takie durne rzeczy, to niech wrogowie wprost powiedzą, co mają do powiedzenia. A to, że generał był agentem, to ja nie miałem żadnych wątpliwości, tylko myślałem, że on wyczyścił dokumentację.

K.W. - To tak jak pan, tak jak pan, panie prezydencie…

L.W. - Panie, pan idź do lekarza. Pan się kwalifikuje do lekarza. Ja panu udowodnię, pan będzie odpowiadał przed sądem za to.

Redaktor - Panie prezydencie, ostatnie pytanie. Skąd taka ofensywa pana ostatnio? Przecież człowiek, która nie ma sobie nic do zarzucenia, nie powinien tak nerwowo reagować na, nawet jak pan uważa, bezpodstawne zarzuty.

L.W. - Bardzo proste, bo albo ja jestem zdrajcą i agentem, albo Wyszkowski i ta spóła jest. Od początku kopali, ryli, przeszkadzali mi w walce. Ja mimo wszystko doprowadziłem do zwycięstwa. Więc oni są agentami. Oni robili tę krecią robotę, a nie ja. Jest proste - ja czy oni, ktoś tu jest zdrajcą. Zdrajcą jest Wyszkowski, Gwiazda, Walentynowicz, bo bzdury razem z bezpieką wykonywali. I oni byli przeciwko mnie i teraz jest udowodnienie, albo ja, albo oni. Moim zdaniem oni są zdrajcami.

K.W. - Panie prezydencie, to jakaś dziecinada – jak ja świnia, to ty wieprz. Cóż to za żarty sobie pan tu stroi z publiczności?

L.W. - Panie, pan jest zdrajcą od początku do końca. Pan, Gwiazda, Walentynowicz. Ja mam na to dowody. Wy chcecie mnie przerobić? A to wy jesteście zdrajcami.

Archiwum ABCNET 2002-2010: