SPOWIEDŹ

Czuję, że nadszedł czas bym wreszcie ujawnił prawdę. Sumienie, o ile ktoś taki jak ja w ogóle może je jeszcze posiadać, nie pozwala mi już dłużej milczeć i ukrywać występnego czynu jakiego się dopuściłem w 1977 roku, tym bardziej, że przez te wszystkie lata nie dość, że tkwiłem w moralnym upodleniu, to jeszcze znajdowałem w tym przyjemność, co dowodzi, iż jestem zepsuty do szpiku kości. Są jednak takie chwile w życiu człowieka, kiedy już musi powiedzieć prawdę. Kiedy nie można dłużej milczeć. Tak, upadłem na samo dno moralnej otchłani i brodziłem po nim przez całe lata. Zawiodłem rodzinę, przyjaciół, ba, społeczeństwo. Czy będzie mi wybaczone? Czy wyciągną do mnie swoją pomocną dłoń takie autorytety moralne jak Michnik Adam i Stefan Bratkowski, choć przyznam, iż sam uważam, że na tak wspaniałomyślny gest absolutnie nie zasługuję, nawet ze strony ludzi tak przepojonych tolerancją jak wymienieni.

Przyznaję się, a zbrodnia moja jest wielka, stawia mnie w rzędzie najgorszych wyrodków opozycji, ale nadszedł czas by ujawnić całą prawdę o moim niegodnym zachowaniu.

Przyznaję się. NIE DONOSIŁEM! Nie dość na tym! Kiedy wszedłem na przesłuchanie pierwsze moje zbrodnicze słowa brzmiały: Nie będę donosił! Czy można sobie wyobrazić bardzie ohydne zachowanie wobec Towarzyszy z bezpieczeństwa, którzy podeszli do mnie z sercem na ręku? Ba, wobec całego społeczeństwa, które mnie wykarmiło i któremu tyle zawdzięczam, które liczyło na mnie. Zamiast budować porozumienie wszystkich Polaków w walce o tolerancję, demokrację i wolność, zamiast szczerze donosić na Ojca, Matkę, Brata i przyjaciół jak to robił największy wzór cnót wszelakich i najwyższy autorytet moralny Adama Michnika, TW „Mirek”, zwany Szczypiorskim, odrzuciłem ten słuszny i moralny wybór. Dlatego społeczeństwo mnie i takich jak ja w odruchu samoobrony zepchnęło na śmietnik historii. Przynajmniej raz dobro zwyciężyło.

Kiedy inni poświęcali się dla dobra ogółu, uzyskiwali zasłużenie autorytet wśród społeczeństwa, za co słusznie mogli wyjeżdżać na stypendia i byli wspomagani finansowo przez patriotów z bezpieczeństwa, wyrodki takie jak ja rzucały kłody pod nogi porozumieniu Polaków z Polakami, ludzi tolerancji z ludźmi honoru. Ale Opatrzność czuwała, frustratom i zazdrośnikom nie udało się zniweczyć porozumienia narodowego. Dlatego kiedy wreszcie udało się położyć podwaliny pod szczęśliwą, sprawiedliwą i wolną III RP, przyszedł czas na rozliczenie się ze szkodnikami i pasożytami. Społeczeństwo było jednak zbyt wyrozumiałe, pozwoliło żyć lustratorom w dobrobycie z zasiłków dla bezrobotnych i rent inwalidzkich.

I pomyśleć, że mnie także społeczeństwo wspaniałomyślnie pozwala żyć z renty, podczas gdy oficerom i agentom, którzy przez tyle lat poświęcali się dla dobra opozycji, nawet na kawior dla psa nie starcza. Poza tym Morel w Izraelu od dawna nie miał podwyżki, a przecież też położył zasługi w walce o porozumienie narodowe, a koszty utrzymania stale rosną.

Nadszedł więc czas bym w ramach pokuty za uporczywe nie donoszenie zmienił diametralnie swoją aspołeczną postawę. Tak, obiecuję, będę donosił, tylko na kogo? Gdy idę ulicą chodnik po mojej stronie pustoszeje, ludzie słusznie bowiem obawiają się zarażenia. Może przemianę zacznę więc od pisania donosów do „Wybiórczej” na moje koty?

Uprzejmie donoszę, że Herszt nasiusiał na egzemplarz „Wybiórczej”, który niestety tylko przypadkowo znalazł się w moim domu, dowodząc tym swojego zepsucia i moralnego upadku. Muszę też z głębokim żalem poinformować, iż Barbarossa użył do podobnie niecnych celów kartki z artykułem porucznik Paradowskiej na temat najwspanialszego, bezpartyjnego prezydenta wszystkich Polaków zwanego „Carexem”. Najgorzej jednak zachował się Lisek, który na artykule znanego z zacności i niewzruszenie moralnej postawy wobec wichrzyciela Wildsteina red. Gaudena z „Rzeczpospolitej” pozostawił ślady dla swojej ulubionej kotki.

No cóż, nie daleko pada jabłko od jabłoni. Obiecuję więc, iż w ramach reedukacji będę Hersztowi, Barbarossie i Liskowi czytał codziennie rano i wieczorem „Wybiórczą”, zwłaszcza takich dziennikarzy znanych z nieustraszonego obiektywizmu jak Pacewicz i Wroński, nie mówiąc już o Zagozdzie, którego tekstów będę uczył ich na pamięć. A może Michnik i historia mi wybaczą, bo ja sobie wybaczyć moralnego upadku nie mogę!

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: