O POTRZEBIE REHABILITACJI POLITYKI

Polityka nie cieszy się obecnie zaufaniem obywateli. Jej obraz jest zdecydowanie negatywny. Gdy spytać przeciętnego Polaka z czym kojarzy mu się to pojęcie, odpowie bez wahania: „bagno”, „brudne interesy, „banda złodziei”. Scena polityczna postrzegana jest niemal wyłącznie jako arena walki o władzę i pieniądze, przyciągająca karierowiczów, kombinatorów i oszustów.

Polityk należy do najmniej szanowanych profesji. Badania opublikowane w sierpniu 2003 roku w „Rzeczpospolitej” (Piotr Sztompke) wskazują, że prawie 90% Polaków uznaje wszystkich polityków za nieuczciwych. Utyskiwanie na polityków staje się powoli narodowym sportem. Grupą szczególnie separującą się od sfery publicznej jest młodzież. Wśród dużej części młodych ludzi do dobrego tonu należy podkreślanie totalnego braku zainteresowania polityką.

Oczywiście politycy nie dają wielu powodów, aby obdarzać ich szczególnym szacunkiem. Wydarzenia ostatnich miesięcy stanowią dość wyrazisty dowód na poparcie tezy, że polska sfera publiczna nie jest miejscem skupiającym wyłącznie uczciwe i odpowiedzialne jednostki. Afery Rywina i Orlenu odsłaniają ciemne strony polskich elit. Trudno zaprzeczyć, że nasza klasa polityczna nie spełniła pokładanych w niej nadziei. Jednak od stwierdzenia, że część polityków jest zamieszana w brudne interesy, do przyjęcia tezy – „każdy polityk to złodziei” jest długa droga.

Traktowanie polityki jedynie jako sztuki zdobywania i utrzymywania władzy przy użyciu manipulacji i oszustw prowadzi do bardzo negatywnych konsekwencji. Skutkuje degradacją tej sfery działalności. Tak rozumiana polityka odstręcza ludzi ideowych. Zniechęca młodych do działalności politycznej. Często słyszana przez mnie deklaracja: „porządny człowiek nie pcha się w bagno” oznacza de facto przyzwolenie na to, aby polityką zajmowały się osoby „nieporządne”. Bierność uczciwych oznacza nic innego jak akceptację oddania tej sfery w ręce osób niegodnych.

Potrzebna jest zmiana ogólnego wizerunku polityki. Składają się na nią nie tylko afery, brudne interesy, obłuda i manipulowanie masami. Polityka to przede wszystkim sztuka kierowania społeczeństwem, umiejętność łagodzenia konfliktów występujących między jego członkami, rozwiązywania problemów, z którymi nie zawsze są w stanie sobie poradzić.

Można odwołać się tutaj do Arystotelesa, który uważał politykę za najbardziej wartościową formę aktywności człowieka. Scenę polityczną traktował jako przestrzeń, w której obywatele mogli kształtować swą osobowość, arenę na której dokonywało się sprawdzenie ich charakterów i zdolności. Doświadczenie polityczne służyło zrozumieniu mechanizmów władzy, uczyło odpowiedzialności, dawało pojęcie o problemach jakie istniały w społeczeństwie. Aktywne uczestnictwo pozwalało wniknąć w naturę rządzenia i bycia rządzonym.

Rehabilitacja polityki jest zadaniem ważnym. Tylko w ten sposób można zachęcić młodzież do aktywnej postawy obywatelskiej, skłonić do zaangażowania na rzecz wspólnego dobra. Ogromnie ważna jest rola rodziny. Duże znaczenie ma również szkoła i media. Te ostatnie za mało poświęcają uwagi pozytywnym aspektom rzeczywistości politycznej, których przecież nie brakuje.

Należy przy tym zaznaczyć, że przeciwstawianie się pojmowaniu polityki jako zbiurokratyzowanej, „brudnej” sfery działalności ludzkiej, nie może być równoznaczne z nadmierną jej sentymentalizacją. Polityka nie jest po prostu przedłużeniem życia prywatnego. Polityka jest bardzo specyficzną sferą aktywności. Obowiązują tutaj często inne reguły.

Polityka wymaga szczególnych predyspozycji. Powinna być miejscem dla aristoi najlepszych, najdzielniejszych, najsprawiedliwszych, najbardziej uczciwych. Od polityków mamy prawo wymagać dużo więcej niż od innych obywateli. Niezbędny jest odpowiedni dobór ludzi. Konieczne jest zatem wykształcenie odpowiednich kadr, nowych elit, postrzegających politykę w kategoriach służby społecznej, gotowych wziąć na sobie jej brzemię.

UWAGA doświadczonego członka redakcji:

Nie chodzi o to, że człowiek uczciwy nie pcha się do BAGNA, ale o to, że owo bagno człowieka porządnego natychmiast rozpozna, zniszczy i wyrzuci, bo stanowi dla niego zagrożenie. Tak więc każdy, kto nie umie kraść, a być może nawet nie chce, szybko wyląduje na śmietniku opluty i zniszczony i jeśli nie ma mocnych nerwów – zwariuje i przystanie do antyglobalistów, antysemitów lub innej sekty. Trzeba więc zmienić instytucje i rządzące nimi reguły, a tego nie można dokonać bez całkowitego zawalenia się wszystkich aktualnych sił politycznych wyhodowanych przez stary system.

A gdy mówimy o Arystotelesie, to warto przypomnieć, iż w Atenach istniała policja. Funkcję tę sprawowali niewolnicy państwowi, najczęściej Scytowie. Przed każdym zgromadzeniem politycznym na Agorze biegali z batami po ulicach i zaganiali obywateli na obrady i głosowanie. Baty były umoczone w czerwonej farbie, by uderzonych nimi obywateli łatwo można było rozpoznać po czerwonych śladach. Tyle o porządkach z czytania Arystofanesa, a narzekać, że ludzie uczciwi uciekają od polityki nie ma sensu, bowiem jest to dziedzina, która większości nie interesuje, wyjąwszy okresy rewolucyjne. Po to płacimy politykom, byśmy nie musieli się nią zajmować i chodzi o to by cena była przystępna, a nie panowało zdzierstwo.

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: