PRZEKŁADANIEC MAFIJNO-PAŃSTWOWY

Wiadomo, że lepiej być młodym, zdrowym, bogatym i pięknym, niż starym, chorym, biednym i brzydkim. Można snuć rozmaite fantazje. Jest to często miłe, rzadko – pożyteczne. Jeśli jednak myśli się o dobrym funkcjonowaniu III RP, lepiej na zimno rozważyć nasze możliwości. Bez ulegania demagogom, niezależnie od intencji, jakie im przyświecają – mniej lub bardziej szlachetnych. Warto też przyjąć do wiadomości, że ani Waszyngton ani Bruksela nie naprawią naszego państwa. Rosja zaś i jej akolici mogą nas tylko jeszcze bardziej zadołować. Albo zrobimy coś sami, albo nadal będziemy pogrążać się w naszym bagienku.

Dziurawa kapsuła prezydenta

Rząd Marka Belki pomyślany przez pana prezydenta jako kapsuła ratunkowa dla lewicy, zużywa się w tempie, które nawet dla Leszka Millera było długo nieosiągalne. Nic nie wyszło z rzekomych znakomitych stosunków pana premiera z USA. MSZ jak nie wiedział, do czego – w interesie III RP - namówić Amerykanów, tak nadal nie wie. Polityka zagraniczna wyraźnie nie jest już przez nikogo planowana, ani sterowana. Nie znajdujemy sensownej odpowiedzi na zmieniającą się sytuację międzynarodową. Dlaczego minister Cimoszewicz nie wyjaśni w Sejmie, jaki ma pomysł na przeorientowywanie się Ameryki z Europy Zachodniej na jej południową flankę i na, przypominające Rapallo, dogadywanie się Niemiec i Francji z Rosją? W tej chwili może nie wygląda to zbyt dramatycznie, jednak, kto wie, jakie to wyda owoce za 10 lat. To prawda, że będąc w NATO i UE nie stanowimy strefy buforowej, ale przecież Paryż i Berlin wyraźnie nie chcą zrezygnować z jedynowładztwa w określaniu polityki zagranicznej UE, próbując jednocześnie przekształcić NATO w klub dyskusyjny. Temu przecież ma służyć koncepcja członkostwa UE w NATO. Jeśli dodać do tego nieustające starania Niemiec o stałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, mamy do czynienia z próbą nowego rozdania w europejskim i światowym układzie sił. Jakże żałośnie wypada w tej konfrontacji rząd Marka Belki, odżegnujący się od sejmowej uchwały, przypominającej Niemcom, kto w Europie ma do czego moralne prawo.

Jeśli chodzi o podwórko krajowe, to gnicie struktur państwowych trwa w najlepsze, co ujawniło się na spektakularnym przykładzie ministerstwa Sprawiedliwości. Czy ktoś pamięta włoski film „Trąd w Pałacu Sprawiedliwości”? Pasuje jak obszył. Spokojnie można było mu teraz przyznać Złotego Lwa w Gdyni, za „zaangażowanie w najważniejsze polskie problemy społeczne i polityczne”. Niesłychana nerwowość pana prezydenta na poczynania komisji śledczej do sprawy PKN Orlen jest w pełni zrozumiała. Ujawniające się powiązania pana prezydenta i jego żony ze światem prywatnego biznesu, szukającego okazji na styku z majątkiem państwowym, są zabójcze dla dalszych losów polityka, który mianował się patronem nowego obozu lewicy. Ten obóz jeszcze nie powstał, a jego lider in spe już musi się tłumaczyć, że nie jest człowiekiem nieuczciwym.

Tyle ma nam do zaproponowania obóz lewicy. Co proponuje główny pretendent do przyszłego rządu, Platforma Obywatelska?

Umysłowa zadyszka lidera

W propagandowej akcji 4 x tak, PO postuluje likwidację Senatu i immunitetu parlamentarnego, zmniejszenie o połowę liczby posłów, wybory większościowe w jedno mandatowych okręgach wyborczych. Równolegle PO domaga się zaprzestania finansowania partii politycznych z budżetu państwa. Propozycje te mogą liczyć na poklask obywateli zniechęconych do klasy politycznej. Przysporzą zatem głosów Platformie. Niestety, nie rozwiążą problemów państwa, a nawet mogą ich dodatkowo przysporzyć.

Zniesienie immunitetu oznacza, że parlamentarzyści będą narażeni na nękanie ze strony aparatu państwowego, będącego we władaniu aktualnego rządu. Są to potężne instytucje o wielkich i groźnych dla obywateli uprawnieniach, pozostające praktycznie poza publiczną, demokratyczną kontrolą: służby specjalne, prokuratura, służby skarbowe, policja, a nawet sądy.

Mniejsze są szkody z tego, że jakiś poseł uniknie wyroku za jazdę po pijanemu, niż z tego, że rząd będzie mógł bezkarnie gnębić opozycję. Jeśli PO sądzi, że nic jej nie grozi, gdyż jej politycy stworzą najnowszy rząd, to myśli bardzo dojutrkowo. Równie bezmyślny, a jeszcze groźniejszy, jest pomysł, żeby nie dotować partii politycznych z budżetu państwa. Wbrew obiegowym opiniom, partia polityczne w Polsce są słabe, bez dużego zaplecza ludzkiego, intelektualnego, finansowego. Z tego wynikają różne złe skutki dla życia publicznego. Jednak lekarstwem nie jest dalsze osłabianie partii. Polityki nie można uprawiać bez pieniędzy. Czy pomysł PO ma doprowadzić do pełnej oligarchizacji polskiej sceny politycznej, do tego, że rozmaite grupy finansowe będą mogły bezpośrednio – jeszcze bardziej niż dziś - wpływać na życie polityczne? Obawy moje wzmacnia analiza kolejnych elementów pakietu reform proponowanego przez PO: wybory większościowe (ale w dwóch turach) w jedno mandatowych okręgach oraz zmniejszenie o połowę liczby posłów. Połowa posłów oznacza dwukrotnie większe okręgi niż obecnie. W takich okręgach nie ma mowy o jakiejkolwiek więzi bezpośredniej między posłem a wyborcami. Znaczącą rolę w wyborach odegrają zatem pieniądze wydane na kampanię przez poszczególnych kandydatów. Skąd będą te pieniądze, stąd będą też posłowie. Dziękuję, postoję, jak mawiano niegdyś na warszawskim Powiślu.

Jedynie co do likwidacji Senatu trudno ocenić, czy przynieść to może skutki dobre czy złe. Ale jak na partię, która ma dziś największą szansę utworzyć rząd po wyborach, to przedstawia nam się PO z mało zachęcającej strony.

Wolę zdecydowanych reform państwa deklaruje też Prawo i Sprawiedliwość. Partia ta może stanowić istotny element nowego mariażu rządowego, z PO i być może jeszcze jakąś partią – LPR? PSL? UW? Partia Centrum Zbigniewa Religi? Za wiarygodnością PiS przemawia fakt, iż twórcy i liderzy tej partii, bracia Kaczyńscy, od lat konsekwentnie ostrzegali przed degeneracją III RP i proponowali podjęcie środków zaradczych m.in. w celu zahamowania korupcji. Nadto, Lech Kaczyński, jako prezydent Warszawy, wydał walkę różnym groźnym i charakterystycznym dla naszego państwa patologiom, które w stolicy znajdowały przez ostatnie lata świetne warunki do rozwoju. Czy tę walkę wygra, to już inna historia. Na pewno jednak chce i podejmuje ryzyko działań korzystnych dla obywateli i państwa. Jednak zwolennicy sanacji III RP, którzy znajdują się w każdej z wymienionych partii opozycyjnych są więźniami polskiej ponurej rzeczywistości.

Money, money, money...

W naszym państwie mamy do czynienia z rozmaitymi mafijnymi interesami, korporacjami, które utrwalają patologię (np. faktyczne postawienie ponad prawem sędziów i prokuratorów), grą polityczną i finansową służb specjalnych krajowych i obcych (np. sprawa PKN Orlen, śmierć Marka Karpa, a wcześniej inspektora NIK, który badał aferę FOZZ, Michała Falzmanna, tajemniczy wypadek prezes NIK, Waleriana Pańki), powiązaniami gangsterów ze światem polityki (pierwsze z brzegu przykłady - Ireneusz Sekuła, Aleksander Gawronik), czy ze światem biznesu (np. Narodowe Fundusze Inwestycyjne - niegdyś okręt flagowy polskiej prywatyzacji rządu Jana Krzysztofa Bieleckiego i ministra Janusza Lewandowskiego - gdzie dokonuje się rozrachunków za pomocą maczety, vide sprawa Głowali). Patologia ta nie omija także instytucji kościelnych, że wspomnę przykład wydawnictwa „Stella Maris”.

Głównym spoiwem patologii polskiego państwa są pieniądze, pochodzące z przestępczej działalności. Są to dochody z narkotyków, prostytucji, hazardu, przemytu, rabunków, haraczy od przedsiębiorców, czyli z tradycyjnych źródeł zarobkowania gangsterów. Oprócz tego gangsterzy bogacą się dzięki urzędnikom państwowym (np. afera alkoholowa, która swój początek miała w wadliwym – pytanie: przypadkowo czy nie? - rozporządzeniu ministra Finansów, Leszka Balcerowicza) oraz dzięki politykom i agentom służb specjalnych, którzy prowadzą gry czasem w interesie państwa, a czasem gry czysto prywatne, biznesowe na własny szczot (np. handel bronią z krajami objętymi embargiem, który nadzorowali agenci WSI).

Afera paliwowa, afera PKN Orlen, afera z kontraktem na dostawy gazu z Rosji do Polski, to są miliardy dolarów żywej gotówki do podziału między: rosyjskie służby specjalne, polskie służby specjalne, rosyjskie centrum władzy, polski centrum władz, rosyjskich oligarchów, polskich oligarchów. Kto ma tyle siły, żeby wyjaśnić takie afery, no i ukrócić je?!

To są przykłady najbardziej spektakularne. Jednak polska patologia jest o wiele głębsza. Wiele grup zawodowych traktuje państwo i prawo jak własny folwark. Wspomniałem już o korporacjach prawniczych. Mam nadzieję, że bufonada min.Kalwasa spowoduje wreszcie sprzeciw opinii publicznej i ukrócenie przywilejów prawników. W kolejce czekają lekarze, którzy za nic w świecie nie chcą dopuścić do prywatyzacji i wynikającej z niej reformy służby zdrowa, gdyż stracą w ten sposób możliwość prowadzenia prywatnej praktyki w państwowych placówkach z państwowym sprzętem, utrzymywanych na koszt podatnika. Podobnego mechanizmu „prywatyzacji bez prywatyzacji”, czyli czerpania prywatnych korzyści na koszt i ryzyka budżetu państwa, skutecznie bronią związki zawodowe w wielu branżach (np. w energetycy, gdzie jak niedawno ujawnił prof. Krzysztof Żmijewski, pracuje trzy razy więcej ludzi niż w niemieckim koncernie E.O.N., sprzedając trzy razy mniej energii, co oznacza, że nasza energetyka jest dziewięć razy mniej wydajna od niemieckiej!).

Powtórzę pytanie: kto jest w stanie rozerwać splot tak potężnych interesów? Kto jest w stanie zapoczątkować skuteczną walkę z patologiami życia państwowego i gospodarczego? Jakich trzeba użyć sposobów, żeby mieć szansę na sukces w tej walce? Jak przekonać wyborców, żeby chcieli głosować za reformą państwa?

Szeryf i państwo

Skąd się bierze popularność szeryfa w westernach? Stąd, że bierze stronę normalnych, porządnych obywateli przeciw bandytom i złoczyńcom. Jest jednocześnie szeryf obrońcą prawa, bo to prawo też służy normalnym obywatelom. To bardzo prosta recepta na przywracanie normalności w III RP, a przecież nie mająca nic wspólnego z populizmem. Jako taki praworządny szeryf wygrał wybory w Warszawie Lech Kaczyński. Czasem pod postać szeryfa podszywa się jakiś uzurpator, jak Tymiński i Lepper, zyskując duży poklask u obywateli. Sądzę, że na obywatelskiej tęsknocie za szeryfem jeszcze nie jeden populista zrobi karierę. Ale ta zrozumiała tęsknota ludzi za ukróceniem zła, ma drugą stronę. Jest nią tęsknota za stabilnym, sensownym prawem, które weźmie w obronę normalnych obywateli przed bezprawiem instytucji państwowych i przestępców. Jeśli drobny restaurator czy sklepikarz w byle miasteczku musi płacić haracz gangsterom za „ochronę” i nie ma pomocy z policji, prokuratury, ani innych organów władzy, ponieważ policjanci, prokuratorzy i urzędnicy, są opłacani przez tychże gangsterów z „ochrony”, to nic dziwnego, że powszechna jest niechęć do polityków. Ich – choć przecież nie wszyscy przyłożyli do tego rękę - obwinia się, że stworzyli lub co najmniej dopuścili do powstania systemu mafijnego w III RP. Wszyscy normalni ludzie chcieliby mieć poczucie bezpieczeństwa. Dlatego rozglądają się za kimś, kto im to obieca. Myślę jednak, że choćbyśmy nie wiem, jakie mieli zastrzeżenia do polskiej klasy politycznej, to musimy sobie jasno powiedzieć: bez polityków reforma państwa jest niemożliwa! Tylko politycy mogą jej dokonać. Politycy przestrzegający reguł demokratycznego państwa prawa. Każda inne rozwiązanie to populizm lub rewolucja, oznaczające śmierć demokracji, zastąpionej przez jakąś formę totalizmu. Oczywiście, degrengolada Polski powoduje nieraz niecierpliwości u ludzi, dążących do pozytywnych zmian. Tacy niecierpliwi politycy próbują iść na skróty, lekceważąc literę lub ducha prawa. Powstają też projekty biurokratyczne, typu specjalny urząd do zwalczania korupcji, będące tylko pozornym rozwiązaniem problemu. Idę o każdy zakład, że powstanie takiego urzędu anty korupcyjnego nie zmniejszyłoby ani o jotę zakresu korupcji, ale znacznie podniosłoby „opłaty” za załatwienie tego czy tamtego.

Ograniczenie zjawisk patologicznych wymaga zmian systemowych w państwie i zmian prawa. Wymaga także jak najszybszej prywatyzacji wszystkiego, co jest jeszcze państwowe. Ale tak naprawdę zasadnicza reforma III RP zależy od woli polityków i od ich myśli. To oni muszą chcieć zmienić Polskę i mieć pomysł jak to zrobić. Ta zmiana może być zainicjowana w parlamencie i rządzie po najbliższych wyborach. Gołym okiem widoczny jest chaos w państwie. O jaką ważna sprawę nie spytać, okazuje się, że nie ma żadnego planu na czas dłuższy niż najbliższy tydzień, wszystko jedno czy dotyczy to naszych relacji z USA, Niemcami, Francją, Rosją, czy np. bezpieczeństwa energetycznego kraju. Właśnie dlatego, że III RP rozpaczliwie cierpi na brak centrum kierowniczego, na brak strategii i taktyki w polityce państwowej – rozmaite grupy interesu, w tym mafia, mogą Polskę bezkarnie traktować tak, jak to widzimy. Jak łup.

Nie ma sensu narzekać na naszą klasę polityczną. Podsycanie niechęci obywateli do polityków, zdobywanie w ten sposób poparcia w wyborach jest przedsięwzięciem szkodliwym dla państwa. Lepiej oddawać w wyborach głos na partie, które chcą naprawiać państwo, a przez pomysły typu jedno mandatowe okręgi wyborcze, wymuszać staranniejszy dobór przez kierownictwa partii kandydatów na funkcje wybieralne. Nie ma przecież rozsądnej alternatywy dla demokracji parlamentarnej i systemu wielopartyjnego. Nikt poza politykami wybranymi w demokratycznych wyborach nie ma szansy uporać się z polskim mafijno-państwowym przekładańcem.

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: