DEKALOG ALBO PUSTYNIA

Większość ludzi w Polsce uznaje Dekalog jako źródło zasad etycznych. Ludzie wierzący uznają go w całości (co nie znaczy, że go przestrzegają, ale to już inna kwestia). Z wyłączeniem początkowych nakazów, dotyczących bezpośrednio relacji człowieka z Bogiem, uznają go w dużej mierze nawet niewierzący. Ale kiedy chodzi o życie publiczne, to mało kto widzi tam miejsce dla Dekalogu. O dziwo dotyczy to także polityków prawicowych. Zapominają oni, że nasza cywilizacja łacińska (zwana też chrzescijańsko-klasyczną) wymaga od polityki i polityków zachowania tych samych zasad etycznych, które dotyczą życia prywatnego. A etyka w naszej cywilizacji oparta jest na Dekalogu właśnie.

Tymczasem niektórzy nasi „prawicowcy” twierdzą, że polityka to jest odrębna sprawa, a istotne kwestie o które toczy się polityczne spory są zupełnie inne niż te związane z religią i Dekalogiem. O jakież to sprawy idzie? Zastanówmy się w jakiego rodzaju systemach politycznych panowała wolność, dobrobyt, sprawiedliwość itp.

Czy istotny jest tu podział na monarchie i republiki? Na pewno nie! Były dobrze funkcjonujące monarchie, były i republiki. Byli królowie-tyrani i były republiki na tyranii oparte. To co? Pewnie ktoś powie, że państwa cywilizowane to państwa posiadające konstytucje, koniecznie pisane. A Wielka Brytania to takie straszne państwo? A spisanej Konstytucji nie ma. Natomiast wiele bandyckich, totalitarnych państw, miało całkiem ładnie brzmiące konstytucje. Demokracja? W zasadzie nie jestem przeciw. Chociaż bywało, że w ciężkich czasach dyktatorzy lepiej się sprawdzali, no jeśli w końcu nie uderzyła im woda sodowa do głowy. Ale i rządy ludu też się czasem degenerowały i prowadziły do totalitaryzmu. Okręgi jednomandatowe w wyborach parlamentarnych i samorządowych? No, pomysł lepszy od obecnej ordynacji... zasadniczo popieram... ale to na pewno nie jest panaceum na wszystko. Nie podobają mi się ludzie, twierdzący, że jakakolwiek zmiana ordynacji wyborczej spowoduje automatycznie jakieś zmiany. O nie... takiego „automatu” nie ma. Zmiana ordynacji może co najwyżej dać pewną szansę na zmiany.

Nawet stosunek państwa do religii nie jest najistotniejszą kwestią. Były dobrze funkcjonujące państwa wyznaniowe jak i państwa świeckie czy takie z umiarkowanym wpływem religii. Ale czasami i w tych wyznaniowych i w tych świeckich bywało źle. Faktem jest jedynie to, że nigdy nie funkcjonowały dobrze państwa propagujące ateizm.

A więc co jest tym najistotniejszym kryterium? A Dekalog właśnie! Przynajmniej dążenie do jego przestrzegania. Ten Dekalog, który postępowcy chcą wyrzucić na śmietnik a większość prawicowców chce „zamknąć w kruchcie”. A przecież to właśnie na Dekalogu oparta jest nasza etyka. A na etyce powinno być oparte prawo, jeśli nie chcemy aby stało się formalistycznym zbiorem oderwanych od życia przepisów. Także polityka i całe życie publiczne musi obrócić się w stronę Dekalogu, aby nie być areną coraz większej podłości i obrzydliwości.

I niech mnie nikt źle nie zrozumie. Nie chcę aby Polska stała się państwem religijnym. Uważam jednak, że Dekalog odnosi się do wartości, które powinny być wspólne dla całego społeczeństwa, całego narodu. Pewnie tymi stwierdzeniami narażę się rozmaitym postępowcom, farmazonom itp... Ale pewnie narażę się także „tradycjonalistycznym” katolikom, za to, że dopuszczam oderwanie Dekalogu od religii sensu stricte i jego autonomiczne funkcjonowanie. Ja nie widzę w tym nic złego czy sprzecznego z wiarą chrześcijańską. Poza tym – jakie są alternatywy? Jeśli odrzucić autonomiczne funkcjonowanie Dekalogu w życiu publicznym, to chrześcijanie mieliby tylko dwa wybory:

-zaakceptować zło w życiu publicznym i przechodzić obok niego obojętnie (i tak się niestety dzisiaj dzieje!);

-narzucić wszystkim Dekalog RAZEM Z CAŁĄ RELIGIĄ (tak się działo w przeszłości i to też zbyt dobre nie było).

A można przecież pozostawić wiarę sprawą prywatną, żądając od polityków jedynie zachowania Dekalogu w życiu publicznym. I do tego powinna się sprowadzać rola Kościoła w polityce (choć wielu biskupów wtrąca się do wszystkiego, ale nie do tego właśnie).

Większość przykazań daje się zastosować wprost w życiu publicznym. Oczywiście potrzebne jest jeszcze sumienie, które mówi nam czy zabranie człowiekowi 50% owoców jego pracy w postaci podatków to już złamanie VII Przykazania, czy też dopiero 80% podatku nazwiemy ewidentnym złodziejstwem...

Pewien problem może być z pierwszymi trzema przykazaniami, które w zasadzie odnoszą się głównie do relacji jednostki z Bogiem. Na przykład I Przykazanie zabezpiecza wśród wiernych kult Jedynego Boga. Zwróćmy jednak uwagę, że sformułowane jest ono jako zakaz „Nie będziesz miał cudzych bogów”. Można potraktować wiarę jako sprawę prywatną. Ale nawet wtedy powinniśmy chronić nasze życie publiczne przed obcymi bogami, na przykład przed kultem złotego cielca. Obojętnie czy tym cielcem będzie socjaldemokratyczne „bezpieczeństwo socjalne” czy też typowa dla wielu liberałów przesadna gloryfikacja sfery ekonomicznej w życiu publicznym... A więc i tutaj Dekalog chroni nas przed politycznymi niebezpieczeństwami i to zarówno z prawej jak i lewej strony politycznej „huśtawki”.

A więc każdy system może ulec degeneracji, jeśli życie publiczne jeśli nie jest oparte na Dekalogu. Są systemy polityczne z gruntu złe, których naprawić nijak się nie da. Jest jednak wiele rozwiązań politycznych, których efekty mogą być dobre lub złe, w zależności od tego czy w życiu publicznym będzie obowiązywała etyka oparta na Dekalogu. Politycy muszą o tym pamiętać a społeczeństwo i Kościół (zarówno jako hierarchia jak i cała wspólnota) muszą od polityków tego wymagać. Inaczej skończymy „na pustyni”.

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: