BELGIJSKI ŁĄCZNIK

Nie wiem czy Andrzej S., znany psychoterapeuta, jest przestępcą-pedofilem czy ofiarą fatalnego nieporozumienia? Mam nadzieję, że zostanie to rzetelnie wyjaśnione przez wymiar sprawiedliwości. Ale pedofilia jest, niestety, bardzo poważnym, choć mało rozpoznanym, problemem w Polsce. Dość wspomnieć zatrzymanie przed paru laty siatki pedofilów w Warszawie, a następnie tajemnicze wypuszczenie za granicę głównego podejrzanego. Podobnie łaskawy dla pedofila okazał się polski wymiar sprawiedliwości niedawno na Pomorzu, też dopuszczając do wyjazdu podejrzanego za granicę. Gdy „Super Ekspres” ujawnił niedawno materiały, świadczące o pedofilii kilku osób, wobec których policja i prokuratura zachowywała od lat daleko posuniętą delikatność, efektem było – oskarżenie redaktora naczelnego, Mariusza Ziomeckiego, o złamanie tajemnicy dany osobowych (przez podanie nazwisk podejrzanych).

Są sygnały świadczące o tym, że w Polsce istnieje duży rynek usług pornograficznych, w tym usług zaspokajających potrzeby pedofilów. Wystarczy odwiedzić okolice dworców w dużych miastach, żeby spotkać prostytuującą się młodzież i dzieci. Wystarczy przejrzeć kroniki kryminalne w gazetach, żeby wiedzieć, że wcale nie rzadkie jest „udostępnianie” przez zdegenerowanych rodziców „usług” swoich dzieci. Osobnym, zapewne jeszcze większym, i równie szokującym, brutalnym, zjawiskiem jest seksualna przemoc w rodzinie, nie koniecznie z tzw. marginesu społecznego, w tym kazirodztwo i pedofilia.

Opieszałość i łaskawość wymiaru sprawiedliwości wobec pedofilów rodzą podejrzenie, że są oni dobrze zorganizowani i mają znaczące wpływy polityczne i społeczne. Ten stan rzeczy trzeba koniecznie przerwać, żeby móc podjąć działania prawne, psychologiczne i społeczne, ograniczające przestępczość seksualną i łagodzić jej skutki. To zadanie, przede wszystkim, dla polityków. Zaostrzenie przepisów kodeksu karnego, co proponuje PiS, jest uzasadnione. Ale warto by było „obudować” przepisy karne np., obowiązkowymi testami, sprawdzającymi regularnie i powszechnie ludzi, pracujących z dziećmi i młodzieżą. Skoro robi się obowiązkowe badania krwi, to dlaczego nie inne, ważniejsze?

Do walki z pedofilią potrzebna jest wiedza specjalistyczna. Na przykład, czy jedyną metodą walki z tym groźnym społecznie zboczeniem jest kuracja chemiczna? I czy w związku z tym, każdy skazany przez sąd pedofil, obligatoryjnie - z mocy kodeksu karnego - musi się poddać kuracji (chemicznej kastracji)? I, znowu z mocy prawa, obligatoryjnie, nie może być wypuszczony z więzienia lub zakładu psychiatrycznego dopóki tego nie zrobi? Potrzebna jest wiedza na temat siatek pedofilów i innych form przestępczości zorganizowanej, działającej w tym – że tak to nazwę – segmencie rynku. Potrzebna jest również socjologiczne i kryminologiczne rozpoznanie tych zjawisk patologicznych, także w zaciszu domów rodzinnych.

Złakniony takiej wiedzy przeczytałem rozmowę o pedofilii, którą z Wojciechem Eichelbergerem, znanym psychoterapeutą, przeprowadziła Małgorzata Subotic, a opublikowała czwartkowa „Rzeczpospolita”. Mass media, zdaniem Eichelbergera, zajmują się pedofilią powodowane przyziemną motywacją, goniąc za sensacją i zyskiem. Nadto – oczerniają nieraz ludzi, uprzedzając wyrok sądu. Pedofile to ludzie chorzy, którzy muszą ukrywać swoje preferencje seksualne, ponieważ prawo ich ściga, a wymagają oni troski i pomocy. Ludzie, których poruszają informacje o pedofilii, kierują się pierwotnymi emocjami (troska o potomstwo). Oczywiście, psychoterapeuta przyznaje też, że pedofil bardzo krzywdzi dzieci.

W pierwszym odruchu byłem rozczarowany, że nie dowiedziałem się niczego, co by mogło pomóc w walce z pedofilią. Ale to nieprawda. Dowiedziałem się przecież, m.in. dlaczego ta walka jest w Polsce taka niemrawa i nieskuteczna. Specjaliści, owszem, pochylają się z troską, ale nad sprawcami przestępstw, a nie nad ofiarami. W tej trosce wyraźnie nie mieści się już ograniczenie patologii i złagodzenie jej okrutnych skutków dla dzieci i młodzieży. Mieści się za to troska o kolegów tej samej korporacji zawodowej. Również dzięki takie postawie, pedofile mogą wpływać na organy ścigania. Chodzi przecież o ludzi chorych i wpływowych, a nie o okrutnych przestępców, których społeczeństwo powinno izolować, nawet gdyby to był przejaw pierwotnych emocji.

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: