WYSSANE Z PALCA

Wojskowe służby specjalne występują w państwie na plan pierwszy. Premier Belka liczy na pieniądze od Amerykanów. Prezydent Kwaśniewski chce na sukcesie rządu Belki zbudować nowy obóz lewicy. Partie polityczne szykują się do przyszłych koalicji parlamentarno-rządowych, tak, aby być najbardziej „obrotowymi” i „elastycznymi”. Powstanie rządu prawicowego po najbliższych wyborach wcale nie jest przesądzone. Jednocześnie, w gospodarce trwa bezpardonowa walka o atrakcyjne rynki, będące jeszcze w dużej mierze w gestii państwa, jak np. energetyka i przemysł paliwowy. Walka ta odbywa się z udziałem rosyjskich inwestorów, zaprzęgniętych przez Putina do realizacji państwowych interesów Rosji. Mass media też grają w polskiej polityce rolę znaczącą, choć nie zawsze wiedzą, czyją.

Już te, wymienione w telegraficznym skrócie, wydarzenia i procesy, zachodzące ostatnio w polskiej polityce, pokazują na jak ruchomych piaskach oparte są wszelkie prognozy, co do przyszłości III RP. Jednak zaryzykuję przedstawienie pewnego scenariusza wydarzeń politycznych. Elementy tego scenariusza są obecnie próbowane w praktyce przez Grupę Trzymającą Władzę.

Biały koń lewicy

Przez parę lat po drugiej wojnie światowej, Polacy liczyli na interwencję Zachodu, która miała ich wyzwolić spod sowieckiej okupacji. Wyobrażano sobie generała Andersa, jak na białym koniu prowadzi defiladę zwycięstwa w wolnej Warszawie. Dzisiejszy obóz lewicowy też liczy na cud z Zachodu. Władza ma się uratować przy pomocy pieniędzy z Waszyngtonu i Brukseli. Premier Marek Belka na różnych spotkaniach „puszcza oko” z mniej więcej takim przesłaniem: jestem człowiekiem zaufania Amerykanów, sprawdzonym w Iraku, mam gwarancje, że do Warszawy spłynie rzeka dolarów np. z tytułu offsetu związanego z zakupem samolotów F16, ale nie tylko pod tym pretekstem. Amerykanie będą nas wzmacniać ponieważ po rejteradzie Hiszpanów, osłabła ich pozycja w Europie, chcą – przy naszym udziale – tę pozycję poprawić. Millera woleli już nie zasilać, gdyż według ich oceny jego rząd zbyt się uwikłał w niejasne interesy i działania; nie miał więc szans na utrzymanie się. To będą duże pieniądze, niemal drugi plan Marshalla. Poza tym, dostaniemy pieniądze z Brukseli, ponieważ umiejętnie wykorzystamy istniejące tam fundusze.

W tej sytuacji, co oczywiste, obóz lewicy nie spieszy się do wyborów, mając przed sobą szansę na odwrócenie negatywnych notowań w sondażach opinii publicznej. Niewątpliwie bowiem ożywienie gospodarcze i powszechna poprawa warunków bytowych ludzi musiała by wywołać uczucie wdzięczności wobec rządu. Już samo wypłacenie przez Brukselę na przełomie lat 2004 i 2005 dotacji dla wielu milionów rolników, może znacząco wpłynąć na zmianę w rankingach popularności partii i polityków.

Sugestie Belki mają cechy prawdopodobieństwa. Po pierwsze, gdyby Waszyngton prowadził racjonalną politykę, to jednym z jej instrumentów powinno być wzmacnianie europejskich sojuszników USA. Polska należy w Europie do państw szczególnego znaczenia dla Amerykanów. Po drugie, rzeczywiście można uzyskać z Brukseli znaczące pieniądze, pod warunkiem sensownych działań polskiego rządu i aparatu państwowego. No i po trzecie – o czym premier Belka już się nie zająknął – w konstruowanie nowej ekipy rządowej zaangażowały się bezpośrednio Wojskowe Służby Informacyjne. Najbliższym współpracownikiem premiera, szefem jego kancelarii, jest Sławomir Cytrycki, człowiek WSI, które ostatnie miesiące spędził w Waszyngtonie, dogadując z Amerykanami ich przedsięwzięcia gospodarcze w Polsce.

Gdzie pieniądze i władza

Ostatnio wiele powiedziano o znaczącej roli WSI w III RP ( patrz np.”Niedotykalni”, artykuł autorstwa Małgorzaty Subotic i Radosława Gila, ze znaczącym nadtytułem „WSI, czyli państwo w państwie” w „Rzeczpospolitej” nr 98 z tego roku). Przypomnę, że nie jest to zjawisko nowe. Po objęciu w 1981r. urzędu premiera przez gen. Wojciecha Jaruzelskiego, a przez gen. Kiszczaka resortu spraw wewnętrznych, wojsko i wojskowe służby specjalne zaczęły bezpośrednio działać w strukturach państwowych. Służba bezpieczeństwa znalazła się na drugim planie. Stan wojenny utrwalił tę sytuację. W drugiej połowie lat osiemdziesiątych, WSW (poprzednia nazwa WSI) kontrolowało wszelkie inicjatywy polityczne i przedsięwzięcia biznesowe. Tzw. firmy polonijne, które były jaskółką kapitalizmu w Polsce, kariery biznesowe ludzi, którzy są obecnie władcami wielkich firm, stypendia zagraniczne, które dały początek karierom politycznych ważnych ludzi lewicy, stanowiły obszar co najmniej uważnej obserwacji i kontroli ze strony „wojskówki”. Po 1989r. ludzie WSI byli obecni przy każdej większej prywatyzacji. Bezkarnie handlowali bronią. Wiele mówi o procesie polskiej transformacji fakt, że szef Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego miał swojego oficera prowadzącego z WSI. FOZZ, jak dużo na to wskazuje, był jednym z kanałów przerzutowych pieniędzy służb specjalnych imperium sowieckiego. Pieniądze te wróciły później do krajów byłego imperium już jako „kapitalistyczne”. „Wojskówka” niewątpliwe była mężem zaufania sowietów na terytorium Polski. Zauważmy, że – jak wynika z niedawnych doniesień „Rzeczpospolitej” – po powstaniu rządu Tadeusza Mazowieckiego, doszło wprawdzie do ostrożnych zmian w MSW, ale premier zgodził się na warunek ministra Obrony Narodowej, zaufanego człowieka Jaruzelskiego, gen. Floriana Siwickiego, żeby nie ruszać WSW. I nikt ich nigdy nie ruszył. Ani żaden rząd III RP, ani żaden prezydent.

WSI, jako instytucja, mają olbrzymią wiedzę o pieniądzach w III RP. Można się spodziewać, że nie tylko przyglądali się temu jak państwowe zmieniało się w prywatne, ani temu jak zagraniczne wchodziło do gospodarki krajowej. Myślę, że dzięki swojej wiedzy i swoim ludziom lub współpracownikom lepiej kontrolują obieg pieniądza w Polsce niż Leszek Balcerowicz ze swoim NBP.

Politycznie „wojskówka” opierała się na centrali moskiewskiej. W PRL-u najpierw na Jaruzelskim i Kiszczaku, później uzyskali désinteressment Mazowieckiego, następnie – wsparcie ze strony prezydenta Lecha Wałęsy. Po rozkładzie ZSRR, a zwłaszcza w wyniku szykowania Polski do przyjęcia do NATO, oddali swoje usługi Amerykanom. Okazali się bardzo przydatni, zwłaszcza na Bliskim Wschodzie. Ich pozycja polityczna w III RP stała się silna i autonomiczna wobec władz cywilnych. Siła WSI wynika również z konstytucyjnego podziału władzy wykonawczej między rząd i prezydenta. Wojsko, a zatem WSI, są w znacznej mierze w domenie prezydenta RP. Prezydent nie chce żadnych ograniczeń służb wojskowych, traktując je jako „swoje”. Dlatego między innymi ostatnia reforma służb specjalnych była tak pokraczna i nieudana. Dlatego też gen. Dukaczewski, szef WSI, mógł niedawno zademonstrować publicznie swoją wyższość nad cywilnymi służbami specjalnymi. Wydaje się, że WSI stoi za niejedną karierą polityczną i biznesową w III RP, mass mediów z tego nie wyłączając.

Jednak jawne działania gen. Dukaczewskiego oraz zajęcie czołowej pozycji w rządzie Belki przez Cytryckiego wskazują, że WSI przestaje z ukrycia wpływać na politykę. Nadeszła widać pora, gdy wszystkie ręce trzeba rzucić na pokład.

Do mnie, dzieci prezydenta!

Ambicje i plany polityczne prezydenta Kwaśniewskiego są dziś w dużej mierze sprzęgnięte ze zjawiskami groźnymi dla III RP. Żeby ratować Grupę Trzymającą Władzę i jej panowanie w państwie, prezydent mobilizuje całe swoje zaplecze i wpływy. Używa też straszaka w postaci populizmu. Ta operacja może mu się udać. Aleksander Kwaśniewski to doświadczony gracz. Przeprowadził partię postkomunistyczną przez najtrudniejszy dla niej okres początku lat 90-tych. Ale jego atutem są nie tylko umiejętności praktyczne. Mało kto już pamięta, że zwieńczeniem kariery Kwaśniewskiego w PRL-u była funkcja ministra sportu. W sowieckiej praktyce politycznej, wszystkie instytucje nakierowane na zagranicę (centrale handlowe, biura turystyczne, federacje sportowe itp., itd.) były infiltrowane i wykorzystywane przez służby specjalne, głównie wojskowe, GRU w ZSRR i WSW w PRL-u. Minister Sportu musiał być człowiekiem zaufania nie tylko kierownictwa partyjnego i nie tylko w kraju. Tak naprawdę, pozycja polityczna Kwaśniewskiego była o niebo wyższa niż by to wynikało z samej funkcji, formalnie nisko usytuowanej w hierarchii państwowej. Po tej przeszłości prezydenta, znaczonej dobrą współpracą z „wojskówką”, nie dziwi tłumna obecność oficerów i współpracowników WSI w jego Pałacu. Nie dziwi też, że gdy dziś Kwaśniewski musi sam zbudować rząd i zyskać dla niego poparcie parlamentarne, sięga po zaufanych ludzi z WSI. Po pierwsze, dlatego, że wielu działaczy SLD „spaliło się” publicznie korupcją i nieudolnością. Po drugie – ponieważ Amerykanie chcą mieć gwarancje, że pieniądze, które wpompują w III RP nie zostaną ze szczętem rozkradzione i zmarnotrawione. Ludzie z „wojskówki”, to nie jest legion uczciwych poczciwców, zbawiających Ojczyznę, jednak Waszyngton widzi ich zapewne zgodnie ze sformułowaną tam niegdyś przy innej okazji regułą: „To są wprawdzie sukinsyny. Ale to nasze sukinsyny”.

Polityczny plan Kwaśniewskiego jest przejrzysty. Belka ściąga pieniądze od Amerykanów i z Brukseli. Żeby nie był poddany destrukcji przez gry parlamentarne, ma oparcie w kadrach WSI. W ciągu roku następuje poprawa gospodarcza i poziomu życia ludzi. Belka startuje w wyborach prezydenckich 2005r., a Kwaśniewski staje na czele obozu lewicy, który powstanie z różnych ugrupowań po wyborach parlamentarnych w 2005r. Jeśli Belce się nie uda, do gry wkracza Oleksy. Nieprzypadkowo z wyścigu prezydenckiego zrezygnowała Jolanta Kwaśniewska. Dzięki temu prezydent ma otwarte pole do zawierania sojuszy i do konstruowania obozu lewicy, oczywiście odnowionego programowo i personalnie. WSI, po wykonaniu tej trudnej operacji, znów wraca na zaplecze.

Tymczasem, prawica...

szykuje się do objęcia rządów. Właściwie, w tej grze wszystkie ugrupowania prawicowe są zakładnikiem Platformy Obywatelskiej i jej wyniku wyborczego. Najpewniej, PO nie utrzyma swoich wysokich notowań. Świadczy o tym choćby znaczący spadek popularności Jana Rokity, gdy przestała pracować sejmowa komisja śledcza. Tusk, Gilowska i Rokita nie mają nowego pomysłu na ofensywę polityczną PO, to zaś co zaproponowali – wojna z Samoobroną – okazało się golem samobójczym. Trzeba więc będzie, po wyborach, tworzyć koalicję. W wariancie centrowo-prawicowym, w koalicji mogą wziąć udział PO, PiS, LPR oraz, jeśli wejdą do parlamentu, Inicjatywa „Centrum” Zbigniewa Religi i Unia Wolności. Ta ostatnia może dogadać się z PO bez pośredników. Jednak bez pośrednictwa Jarosław Kaczyńskiego trudno będzie „zszyć” PO z LPR-em. Jeśli konieczność takiego połączenia wyznaczy arytmetyka parlamentarna, to PiS jako łącznik między Tuskiem i Giertychem, stanie się posiadaczem „złotej akcji”. Dlatego do wyborów będziemy obserwować stałe zbliżanie się PiS do LPR i „szorstką przyjaźń” z PO. Podobne są, zapewne, kalkulacje Inicjatywy „Centrum”. Uzyskać 6-7% głosów w wyborach i zyskać status cennego koalicjanta wobec PO, tak aby PO mogło stworzyć koalicję bez udziału LPR. Złota akcja z rąk Kaczyńskiego przeszłaby wówczas w posiadanie Religi.

Im jednak później odbędą się wybory parlamentarne, tym mniejsze szanse prawicy na ich wygranie. Albo bowiem Belka odniesie sukces i dzięki temu Kwaśniewski powtórnie uratuje lewicę w III RP, albo – przy dalszym dryfowaniu rządu i państwa – głosy zyska Lepper. W jednym i drugim wariancie, może się okazać, że jedyną możliwością utworzenia rządu jest koalicja PO i lewicy. Front antylepperowski – wytyczony już przez Tuska i Kwaśniewskiego – stanie się naturalną podstawą tak powstałego rządu. Oczywiście, nie z Rokitą jako premierem, ale może np. z Janem Krzysztofem Bieleckim, jako człowiekiem, którego wszystkie strony koalicji mogą uznać za „bezpartyjnego fachowca”?

Prawica zatem, choć szykuje się do władzy, może znowu obejść się smakiem. Nikomu nie trzeba przecież tłumaczyć, że rząd – PO plus lewica - powstały przy udziale Kwaśniewskiego i Olechowskiego (współpracownik służb specjalnych MSW!), to całkiem inny rząd niż przy udziale Rokity i Kaczyńskiego. Choć w jednej i w drugiej koalicji partią wiodącą będzie Platforma Obywatelska.

Stawiam euro przeciw orzechom, że te wszystkie obroty w polskiej polityce przyniosą skutki zgodne z maksymą starego księcia z powieści Tomasi di Lampedusy „Lampart”. Trzeba nieraz zmienić wszystko, żeby nic nie uległo zmianie. Grupa Trzymająca Władzę może spać spokojnie.

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: