ZAUFANIE PO POLSKU

Politycy, bez względu na kolor poglądów, od pewnego czasu coraz głośniej pokrzykują o konieczności przeprowadzenia nowych wyborów parlamentarnych, jako że Sejm obecnej kadencji już nie przypomina nawet cyrku, jakim był za sprawą panów Leppera i Millera oraz podległych im bezwolników, czyli maszynek do głosowania, nazywanych posłami. Teraz w parlamencie trwa żałosne widowisko, w którym od czasu do czasu pojawia się jakiś błazen lub trefniś – wzbudzając tylko odruch wymiotny w postronnych obserwatorach. Show must go, więc nieistniejąca od kilku miesięcy tzw. koalicja, wbrew logice, a nawet wbrew elementarnemu poczuciu godności, kurczowo trzyma się taboretów poselskich, wiedząc że dla takich nieudaczników jak oni, są tylko dwa miejsca – w sejmie albo na śmietniku historii.

Ktoś jednak tych nieudaczników z jakiegoś powodu delegował do tego cyrku. Któżby inny, jak nie polscy infantylni wyborcy, którzy jakoś nie mogą pogodzić się z tym, że ich głosy mają kluczowe znaczenie dla losów kraju. Wyborcy, którzy zachowują się przy urnach wyborczych jakby byli po kilku głębszych bez śledzika albo po nafaszerowniu organizmu mocnymi narkotykami. Czymże innym można wytłumaczyć takie głosowanie, jakie dotknęło nasz kraj dwa i pół roku temu?

Nowe wybory, a więc moda na sondaże. Nie dowierzając OBOP i CBOS (obie te firmy zostały utworzone przez mało wiarygodne osoby) wybrałem się z dyktafonem na miasto, aby zasięgnąć języka. Wycieczka była na tyle szokująca i pouczająca, że aż trudno uwierzyć w uzyskane dzięki niej rezultaty. Mówiąc wprost, to już nie infantylizm przyszłych wyborców a jakiś amok, który poplątał ludziom myśli i odebrał możliwość zdroworozsądkowego myślenia.

Odwiedziłem niewielki wycinek miasta stołecznego, więc moje badanie nie było przeprowadzone na tzw. reprezentatywnej grupie społeczeństwa. Tym bardziej jego rezultaty są szokujące. Pytałem przechodniów na Chmielnej, Nowym Świecie, Krakowskim Przedmieściu i Starym Mieście. Łącznie odpowiedziały na moje pytania 43 osoby. Z tego TYLKO 16 (27%) zdecydowanie było przekonane o konieczności głosowania na Leppera i członków jego mafii. Nazwanie Samoobrony mafią jest w pełni uprawnione – duża część posłów z tego ugrupowania to zwykli pospolici przestępcy – jak w normalnej mafii. Za Lepperem głosowaliby głównie albo ludzie po pięćdziesiątce, sądząc z wyglądu niezbyt bogaci, albo bardzo młodzi – wręcz nastoletni, ubrani w drogie ciuchy, zachowujący się mało kulturalnie. Za millerowską lewicą opowiedziało się aż 9 osób. Na Ligę Polskich Rodzin chciały głosować tylko dwie staruszki. Partia Borowskiego nie miała żadnego zwolennika. Na PO głosowałoby 17 osób (minimalnie więcej, niż na Samoobronę). Jedna osoba była za partią Kaczyńskiego.

Oto najciekawsze wypowiedzi ankietowanych:

· Kobieta, mocno po pięćdziesiątce.

- Panie, ja tam na nikogo nie będę głosować. Oni już się powybierali sami.

- Skąd pani wie, że się powybierali.

- Pan jest młody to pan nie wie, ale w Polsce zawsze tak było, że oni się wybierają, a my możemy sobie głosować!!!

- Kto to są „oni”?

- A idź pan, nie zawracaj pan głowy!!!

· Mężczyzna, wiek trudny do określenia, nieco „wczorajszy”.

- Ja tam będę głosował na Leppera.

- Dlaczego?

- Nie wiesz pan? Swój chłop, przekląć potrafi. I prawdę mówi.

- Skąd pan wie, że to prawda?

- Wszyscy kurna wiedzą, że prawda. W rządzie, rozumisz pan, są sami złodzieje i on to im w oczy mówi.

- Złodzieje są w więzieniach...

- Panie, byłeś pan w kiciu? To skąd pan wiesz, kto jest w więzieniu? Idź pan swoją drogą, ale już!

Kobieta, chyba około 80 lat.

– Ja tam chodziłam głosować na Gomułkę, potem na Gierka, i co z tego mam? Pięćset czterdzieści złotych emerytury! Nie idę głosować!

– A w poprzednich wyborach, na kogo pani głosowała?

– No jak to na kogo? Na partię.

– Na jaką partię?

– No, na tę... właściwą.

– Tę, co teraz rządzi?

– No na tego, jak mu tam? Na Millera. Taki przystojny. I o mało się nie zabił...
– A teraz głosowałaby pani na niego?
– [chwila milczenia] Tak, na niego i na Leppera.

– Nie można na dwóch.

– No to na niego.

– Dlaczego?

– Bo wszyscy go tak strasznie, rozumie pan, tak go... no, jak to się mówi? O, tak go opluwają, a on taki biedny...

Dziewczyna, najwyżej dwudziestoletnia, makijaż odrażający.

- Na Leppera. Marszałek jest cool!
-
Marszałek?

- Marszałek, nie wiesz, że on jest marszałkiem?

- Był i to krótko.

- Dla nas zawsze będzie.

- To znaczy – dla kogo?

- No, dla nas!

- A masz do niego zaufanie?

- Tylko do niego. Ja, rozumiesz, wierzę w niego bardziej jak w Boga!

- A pożyczysz mu 10 000 bez pokwitowania?

- Odwaliło ci!? A jak mi nie odda?

- To ufasz mu, czy nie?

- Spier.... [20 sekund ordynarnych wyzwisk].

Chłopak ostrzyżony na łyso, w skórzanej kurtce.

– Ja tam głosuję na Leppera.

– Dlaczego?

– Bo, rozumiesz, on jest dla takich jak ja... no, dobry.

– Co to znaczy „dobry”?

– Nie dał się zamknąć.

– W areszcie?

– On psów i sędziów to robi, jak chce. Jak będzie rządził to będzie można nap[...] lać psów i nikt ci nic nie zrobi.

– Tylko dlatego chcesz na niego głosować?

– Psy to moi wrogowie! Nienawidzę ich. Lepper też ich nienawidzi.

(dla nieznających współczesnej polszczyzny – „psy” to policjanci).

Kobieta po czterdziestce wyglądająca na „bywałą w sferach”.

– Wie pan co? Ja już na tych z lewej głosowałam i na tych z prawej.

– A teraz? Na kogo pani zagłosuje?

– Teraz to tylko Kwaśniewska została.

– Ona nie będzie kandydowała do sejmu.

– Nie? Szkoda. Ona tyle dobrego robi...

– A z tych co będą kandydowali, kogo pani wybierze.

– Wie pan co? Chyba Leppera.

– Dlaczego?

– Bo on wszystko zmieni.

– Co zmieni?

– No... wszystko.

– To znaczy?

– Nie mam czasu. Do widzenia.

Chłopak z dziewczyną, wyglądający bardzo przeciętnie.

Zaczyna chłopak:

– Ja głosuję na Leppera.

Dziewczyna:

– Ja też.

– Dlaczego na Leppera?

– A kto lepiej nas rozumie?

– Rozumie?

– No tak.

– Ty, ale były, jaja jak to zboże wysypywał... – chichoce dziewczyna.

– To było czyjeś zboże (wtrącam nieśmiało).

No i co z tego? Na biednego nie trafiło.

A ufacie Lepperowi?

– No... wierzymy mu.

– A pożyczycie mu 10 000 bez pokwitowania?

[dłuższa chwila ciszy]

– Ty chyba masz na[..]bane we łbie, że o to pytasz?

– Nie, chcę wiedzieć.

– A jak nie odda?

– No to wierzycie mu, czy nie?

– Wierzymy.

– A nie wierzycie, że odda...

– Odda!

– To dacie mu bez pokwitowania?

– Nie, bo nie mamy tyle. [śmiech]

– A ile mu dacie bez pokwitowania?

(Dziewczyna szarpie chłopaka za rękaw).

– Choć, idziemy stąd, to jakiś nawiedzony.

– To pożyczycie mu, czy nie?

– Ja mu grosza nie dam...

– A Polskę chcecie mu oddać na cztery lata...

– Polskę??? (są wyraźnie zaskoczeni). Polska to co innego.

– Mniej warta od pieniędzy?

(chłopak ze złością)

– Dla mnie ważne to co mam w kieszeni. A Polska? Zupełnie jak bym słyszał moich starych!

Archiwum ABCNET 2002-2010: