ŻEBY SIĘ NIE WYŚLIZGNĘŁO

Walka polityczna w Polsce przybiera coraz większe rozmiary. Może ona jednak doprowadzić do utraty kontroli nad państwem przez rządzącą nim oligarchię, co nie leży w interesie żadnej ze stron. Dlatego też w tym „trudnym” okresie należy szczególnie uważać na oddolne inicjatywy obywatelskie i dusić je w zalążku. To właśnie czyni Roman Graczyk, który w „Gazecie Wyborczej” z 24 marca 2003 roku zwalcza pomysł jednomandatowych okręgów wyborczych.

Pomysł jednomandatowych okręgów wyborczych (w skrócie JOW – www.jow.pl) nie jest być może remedium na wszystkie choroby III RP, ale z pewnością stanowi krok w dobrym kierunku. Taki system wyborczy wprowadziłby nowe czynniki do życia politycznego, co osłabiłoby pozycję rządzącej oligarchii. Pomysł JOW jest poza tym na tyle prosty, że może przyciągnąć duże obywatelskie poparcie – dlatego jest groźny.

Roman Graczyk w swoim artykule pt. „Niecudowny lek JOW” teoretycznie popiera wprowadzenie tego systemu, ale robi to w taki sposób, żeby potencjalnego czytelnika doń zniechęcić. Graczyk podaje kilka argumentów za: „choć JOW nie przeciwdziałają korupcji, to ex post karzą za nią politycznie”, „System okręgów jednomandatowych stwarza dla uczestników rozgrywki srogie reguły. Ale są to reguły przejrzyste. (…) Wzrasta klarowność polityki parlamentarnej, co jest z korzyścią dla wyborców, którzy mogą łatwiej ocenić i politykę rządu”.

Wady systemu są jednak, według Graczyka, ogromne. Po pierwsze: „korupcja kwitnie także w krajach, gdzie obowiązuje system JOW, dość wspomnieć Francję i Japonię”. Jest to znany i wielokrotnie powtarzany argument, że skoro nie można całkowicie wyeliminować jakiegoś zjawiska (np. korupcji, prostytucji, alkoholizmu), to po co w ogóle z nim walczyć. Po drugie: „poparcie wyborcze na poziomie 15 proc. przekłada się na 0 (słownie: zero) mandatów”. To prawda, lecz według zwolenników JOW warto zgodzić się na takie koszty, gdyż zyski są większe.

Oprócz tych argumentów, z którymi można polemizować, Graczyk używa także standardowego repertuaru oskarżeń: „Jeśli redaktor naczelny konserwatywnego miesięcznika nawołuje do obywatelskiego nieposłuszeństwa (Marcin Król, „Rzeczpospolita”, 1-2 marca), to dowód, że szwankuje także równowaga umysłowa intelektualistów” [warto przy okazji zauważyć, co Graczyk uważa za konserwatywny miesięcznik]; „Zbyt łatwo zapomina się, że nieumiarkowane piętnowanie „partiokracji” bywało w przeszłości wstępem do ustanawiania ustrojów autorytarnych”; „To jakiś przeddemokratyczny atawizm, nie sądzę, by należało takie zachowania wyborcze napędzać”.

Ogólnie wymowa tekstu Graczyka skierowana jest zarówno przeciw pomysłowi JOW, jak i przeciw grupie intelektualistów, którzy działają na rzecz wprowadzenia tego systemu. Dlatego też budzi zdumienie końcówka artykułu: „To powiedziawszy, uważam, że zalety systemu większościowego w okręgach jednomandatowych przeważają nad jego wadami, zaś bilans wydaje się lepszy niż bilans obowiązującej ordynacji. Właśnie tak: lepsze – gorsze, nie: dobre – złe”. Wobec rzucanych wcześniej oskarżeń stwierdzenie to można rozumieć chyba tylko w ten sposób: „Jak się przebijecie, to my się podczepimy, a później was przejmiemy i zniszczymy, a jak nie – tym lepiej”. Roman Graczyk czuwa, by w czasie walk politycznych władza nie wyślizgnęła się z rąk oligarchii i nie pojawiły się ruchy, których nie można by kontrolować.

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: