Podległość Berlinowi daje wolność

Stanisław Michalkiewicz twierdzi, że zależność od Niemiec chroni nas przed Rosją, gdyż ta respektuje niemiecką strefę wpływów, dopóki trwa strategiczne partnerstwo rosyjsko-niemieckie. Jego załamanie byłoby więc dla nas niebezpieczne.

Jak z tego wynika, najgroźniejsze dla Polski byłoby wymknięcie się Niemcom, gdyż wtedy Moskwa od razu rzuciłaby się na nas. Parasol amerykański nie wchodzi w grę, gdyż natychmiast zostaniemy sprzedani Żydom, Niemcom i Rosji. Zgodnie z tą logiką należałoby pogłębiać zależność od Niemiec, którą przy każdej okazji złotousty redaktor wyśmiewa. Czy chodzi mu o to, by mieć tematy do nabijania się z lokai „naszej złotej Pani Anieli” i dlatego chce ich rozmnożyć? Przy okazji przypominam, czym dla Polski zawsze kończy się strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie. Dlaczego Berlin nie miałby uwzględniać interesów swojego strategicznego partnera we własnej strefie, na przykład w zamian za wzięcie pod uwagę jego interesów w zonie rosyjskiej, chociażby niemieckiego eksportu na Ukrainę? Skoro zaś dla Michalkiewicza sojusz ze Stanami Zjednoczonymi musi się skończyć sprzedaniem Polski Żydom, to warto przypomnieć jego własne słowa o wspólnocie interesów żydowsko-niemieckich, sprowadzających się do szukania w Polakach zastępczych winowajców II wojny światowej i Holocaustu. A skoro już Niemcy i Żydzi ustalili, że to Polacy mordowali, to co przeszkodzi właśnie Berlinowi, jako centrum decyzyjnemu wobec Polski, wymusić na nas spłatę roszczeń do mienia bezspadkowego? A czy Rosja w tym nie pomoże, skoro coraz lepiej dogaduje się z Izraelem? Wychodzi więc na to, że pozostawanie w niemieckiej zależności jest gwarancją katastrofy, którą przewiduje Michalkiewicz. USA potrzebuje Polski, a nie ruiny nad Wisłą.

Autor publikacji: