W służbie Rosji

Leszek Sykulski strasznie martwi się losem Cerkwi Prawosławnej w Polsce, która podlega pod Patriarchat Moskiewski i kierowana jest przez TW „Jurka”, posiadającego 24-letni staż we właściwym zawodzie. Śmiertelne zagrożenie Sykulski widzi w Ukraińcach przybyłych do Polski, którzy – o zgrozo – nie chcą się podporządkować agentowi Michajłowowi reprezentowanemu właśnie przez TW „Jurka”, tylko grupują się wokół własnych duchownych.

A wszystko dlatego, że na Ukrainie ma się rozpocząć wojna konfesyjna, gdyż Ukraińcy bezczelnie chcą mieć własną Cerkiew, a nie rosyjską, i ten konflikt przeniosą do Polski. Oczywiście zamiast wykorzystać sytuację do przywrócenia zwierzchnictwa Konstantynopola nad prawosławnymi w Polsce, Sykulski broni moskiewskich wpływów. Bije też na alarm, iż w swej krótkowzroczności nikt nie zastanawia się, jakie zgubne skutki dla Polski ma niezależność Ukrainy od Rosji. Niestety, nas również czekają straszne katastrofy, gdyż tak jak w 1939 roku zawarliśmy sojusz egzotyczny z Brytyjczykami, tak teraz weszliśmy w równie nienaturalny sojusz z Amerykanami. Jak bowiem wiadomo, najlepsze są sojusze z sąsiadami, czyli Niemcami i Rosją. Dlatego kilka lat temu nasz geopolityk proponował, by się do nich dołączyć. Dziś zachwala Chińczyków, którzy – jak wiadomo – są naszymi sąsiadami. Wprawdzie nie radzi wzorem Brauna ogłosić neutralności i wystąpić z NATO, lecz zachwycając się swoim głosem, peroruje o konieczności prowadzenia przez Polskę polityki niezaangażowania, czyli równego dystansu od Moskwy, Berlina, Chin, Brukseli i USA. Dobrze przecież wie, że Rosja i Niemcy, Rosja i Chiny oraz Niemcy i ich brukselskie narzędzie stanowią jeden obóz. Widocznie uważa, że płynie stąd takie samo zagrożenie jak od USA

Autor publikacji: