To samo nie znaczy to samo

W wyniku zarówno niektórych działań USA (ustawa 447), jak i sukcesów w pracy V rosyjskiej kolumny w Polsce, wśród grupy aktywnych obywateli powszechne stało się żądanie, by Polska prowadziła politykę suwerennościową, czyli przestała wstawać z kolan przez padanie na twarz.

Gdy mówimy, że należy zerwać z polityką wasala wobec Brukseli czy jej ośrodka decyzyjnego w Berlinie, to wszyscy rozumieją mniej więcej to samo. Różnica dotyczy jedynie Unii: dla jednych celem polityki suwerennościowej będzie zerwanie z Unią, co na obecnym etapie byłoby w interesie Rosji. Ale nie wiemy, jak sytuacja będzie kształtowała się, gdy twór ten zacznie się rozpadać w wyniku żarłoczności Berlina i dewiacji nie tylko umysłowych darmozjadów w Brukseli. Dla innych żądanie to oznacza asertywną i aktywną politykę w Unii w celu wywalczenia ustępstw Niemiec i Brukseli. Gdy mówimy o stosunkach polsko-amerykańskich, sprawa jest bardziej skomplikowana. Hasło nieulegania naciskom w kwestii religii i przedsiębiorstwa Holocaust może kryć w sobie dążenie do zerwania sojuszu z Ameryką i popłynięcie w kierunku strefy rosyjskiej, nad czym pracuje agentura. Może też oznaczać, jak się wydaje polieznym idiotom, samodzielność polegającą na balansowaniu między USA a Rosją, co będzie jedynie stanem przejściowym do strefy rosyjskiej. Może też być wypowiadane przez zwolenników sojuszu polsko-amerykańskiego, który będzie jednak zbudowany na uznawaniu także naszych interesów. Z Ameryką, w obecnej sytuacji, łączy nas część interesów – kwestia bezpieczeństwa ze strony Rosji i Niemiec. Z Rosją wszystko nas dzieli, gdyż nasze interesy są i będą sprzeczne, ponieważ droga Rosji do Europy (Niemiec) prowadzi po trupie Polski suwerennej.

Autor publikacji: