Ambasador przy Dworze Św. Jakuba - żałosne kulisy, czy aby jednak?....

Dyplomacja Rzeczypospolitej(1)

Ambasador przy Dworze Św. Jakuba (Ambassador to the Court of St. James's) - żałosne kulisy, czy aby jednak?, de-nominacji(?)

Londyński high life, a przynajmniej jego polska i pro-PeO-wska odmiana, jest mocno zbulwersowany faktem nie mianowania dotąd bardzo konkretnej osoby, p. wiceminister Barbary Tuge, na stanowisko ambasadora RP w Londynie. O tej nominacji mówi się już bez mała pół roku, bodaj jeszcze od czasów ministra z Unii Wolności w rządzie koalicji PiSu, prawej ręki Bronisława Geremka - Stefana Mellera. Pani Tuge miała właśnie teraz jechać do Londynu. Tymczasem w miesiącu sierpniu br. wynikły bardzo poważne przeszkody, które taką właśnie "uniowolnościową" nominację uczyniły, cokolwiek trudną do przełknięcia nawet dla dość zahartowanych w bojach braci Kaczynskich. Chodzi o kwestię braku podstawowej lojalności u p. minister Barbary Tuge.

Około połowy (lub bardziej precyzyjnie około połowy drugiej połowy) sierpnia br. pani Tuge, podniecona i ośmielona medialną wrzawą skierowaną dzień w dzień przeciw Kaczyńskim, a także nie bez, zapewne, zachęty ze strony swych patronów: Geremka i Mellera, rozpoczęła w Ministerstwie Spraw Zagranicznych zbierać podpisy wśród wiceministrów. A jakiż to był szczytny cel? Podpisy pod listem protestacyjnym w obronie rzekomo "prześladowanych przez prezydenta" 8 dotychczasowych ministrów spraw zagranicznych III RP, którzy jak powszechnie wiadomo na forum europejskim w Brukseli ogłosili publicznie swój całkowity rozbrat z urzędującym Prezydentem Rzeczypospolitej. Ten wyraz solidarności z byłymi ministrami zupełnie p. wiceminister nie wyszedł, bo pomimo zaklęć, że "tak trzeba", p. Tuge nie zebrała żadnego, nawet tylko choćby własnego podpisu. Cóż - odwaga widać zdrożała (choć to przecie benzyna miała zdrożeć!)
Przynajmniej "Gazeta Wyborcza" żadnego takiego listu protestacyjnego, czy też "solidarnościowego" nie ogłosiła, a więc takiego listu - po prostu - nie było. Bo gdyby tylko był, no to wówczas "Wyborcza" nie omieszkałaby walić z całych sił w bęben. Pani minister Tuge pozostała na stanowisku sekretarza stanu, ale wyjazd do Londynu, pomimo rozlicznych nacisków ze sfer, które uważają siebie za bardziej oświecone, niż cały PiS, a w szczególności Kaczyńscy - pozostał pod dużym znakiem zapytania. Bo czy można do jednej z głównych stolic świata wysyłać osobę, która aż tak nie wie, jak należałoby się zachować, pełniąc wysoką funkcję w rządzie? Natomiast po swoim wyskoku p. Tuge powinna - po prostu - podać się do dymisji. Liczy jednak zapewne, że przeczeka ten rząd. A w każdym razie patroni, zapewne, każą jej trwać - przyznać trzeba - niezupełnie wygodnie, bo z piętnem zdrajcy ale w końcu na ministerialnym stanowisku.

Kogoś, kto nie zna kulis tych spraw, może zapewne dziwić, że p. ministrowi Lipińskiemu, przeszło przez usta w zakulisowej, niezobowiązującej rozmowie, to co zaproponował, zapewne nie zupełnie serio, p. posłance i było-nie było, ustalił to sąd, hochsztaplerce Beger. Ale czym, zaprawdę, różni się p. Tuge od p. Beger? Honorem, przyzwoitością, wreszcie może lojalnością?

Żarty na bok. Pani minister Tuge zażądała, gdy została sekretarzem stanu w końcu 2005 r., aby być pierwszym sekretarzem stanu, ponad p. Anną Fotygą, obecną minister spraw zagranicznych, a wówczas także mianowaną sekretarzem stanu. Jaki mając ku temu mandat? Środowiska dawnej Unii Wolności, partii w stanie szczątkowym, której reprezentant Stefan Meller został pierwszym ministrem spraw zagranicznych w rządzie pisowskim. A został po to, aby zapewnić PiSowi spokój na arenie międzynarodowej. Jaki to był spokój (nieustanny wrzask inpirowanych, zachodnich mediów) - dobrze zobaczyliśmy.

Uleganie eskalacjom żądań dawno przebrzmiałych elit na dobre na pewno PiSowi nie wyjdzie. Połowiczność w podejmowaniu decyzji - podobnie. Pani Tuge jest wciąż wiceministrem, choć "cały Londyn" już na nią czeka. Nie podejmowanie działań w celu naprawy sytuacji kadrowej w MSZ przez Kaczyńskich, może się poważnie zemścić na przyszłości planu naprawy Państwa, głoszonym z takim hukiem rok temu przez PiS. Czy Kaczyńscy wciąż tak boją się ludzi Geremka z "partii 1%" (dawnej Unii Wolności)?

A tak na marginesie: czy TVN i TVN24 nie powinny się wreszcie zająć wyjaśnieniem tej monstrualnej - chyba przecież - politycznej korupcji? Partia która nie ma posłów, ma tylko jednego senatora (Kazimierz Kutz), partia w sojuszu marginalnych ekstremistów, w sojuszu z SLD i drobiazgami ze skrajnej lewicy, ma tak przemożny wpływ na MSZ, mierzony wieloma stanowiskami ministerialnymi w MSZ i jeszcze większą ilością stanowisk decyzyjnych, dyrektorskich i ambasadorskich. Czy to nie jest jakaś niepojęta mega-korupcja spółki demokraci.pl i bracia Kaczyńscy?
Lepiej aby p. Barbara Tuge, zamiast pojechać do Londynu i tam np. szkalować swego szefa (prezydenta Kaczyńskiego), zbierać podpisiki and so on, wyjaśniła ten niezwykły fenomen przed przyszłą Komisją ŚLEDCZĄ ds. niedemokratycznych, post-totalitarnych kadr w MSZ!

PS. Nie tak wiele się pomyliliśmy. Oto cytat z tygodnika: "Nasza Polska" z 1999 r.:

Dyrektorem-koordynatorem Polityki Europejskiej w MSZ jest Barbara Tuge-Erecinska. Do niedawna ambasador w Sztokholmie. Ma swego rodzaju pewne doświadczenie w dyplomacji. Co prawda obcej, gdyż wcześniej była recepcjonistką i tłumaczka w skandynawskiej agencji konsularnej w Gdańsku. Na ambasadorski stołek posadzona przez swego przyjaciela J.K. Bieleckiego, także partnera w interesach jej męża (zresztą mąż zajmował się interesami handlowymi i wykorzystywał do tego celu służbowy samochód żony z numerami dyplomatycznymi). Do ewenementów w jej działalnosci należało mianowanie konsulem honorowym RP w Karlskrona żony miejscowego handlarza tluczonym kamieniem, lecz za to swej koleżanki. Nominacja i awans tej pani, to z kolei owoc wszechogarniajacego geremkowski MSZ "pluralizmu". Ambasadorem została z poręki byłego premiera Bieleckiego, dyrektorem departamentu na polecenie Cimoszewicza, a obecnie dyrektorem-koordynatorem z nadania Geremka. Pani Tuge ma typową dla dyplomatów ery Geremka przypadłość. Mimo że nowa, myśli kategoriami dawnych zależnosci - zamartwiania się przy niemal kazdej okazji, co na to powie Moskwa. Praktycznie nie istnieje podpisana przez nią notatka, w której nie byłoby sformułowania: zachować stosunek ostrożny, bo może wywołać negatywną reakcję Rosji. Oszałamiająca kariera dyplomatyczna Tuge to, uwzględniwszy jej kwalifikacje zawodowe, wielka zagadka. Wzorem telewizyjnej audycji "997", zwracamy sie do wszystkich czytelnikow o pomoc w jej rozwiazaniu: Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie...

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: