Pani Romaszewska powiedziała

W dawnych czasach, kiedy mężczyźni jeszcze się nie wyeunuszyli, gdy nadchodziło jakieś niebezpieczeństwo lub trzeba było bronić własnych decyzji czy poglądów, stawali z otwartą przyłbicą. Dziś chowają się i wysyłają kobiety, by tłumaczyły co ich podopieczni chcą. Nie ma co się temu dziwić, ponieważ żyjemy w społeczeństwie, którego członkowie pozamieniali się rolami. Feminizację przewidywała już Danuta Rinn.

Prezydent zawetował ustawy sądowe, tłumacząc, że Pani Romaszewska mu powiedziała. Osoba niezwykle zasłużona, ale nie sprawująca żadnej funkcji z wyboru. Teraz Pani Romaszewska najpierw stwierdziła, że „Poprawki zgłoszone przez Prawo i Sprawiedliwość do prezydenckiego projektu ustawy o Sądzie Najwyższym są fatalne i nie do zaakceptowania”, a po kilku godzinach obiecała: „Powiem prezydentowi, że jest dobrze”. Po czym dodała: „Myślę, że chyba już wszystko wszyscy grzecznie zrobią”. No i teraz Prezydent będzie musiał wybrać między opiniami Pani Romaszewskiej, żeby wiedzieć co uczynić.

Sejm odtąd nic nie uchwali, jeśli Prezydent nie zaakceptuje, tzn. Pani Romaszewska mu nie powie, „że jest dobrze”. To nawet nie jest ustrój prezydencki. Okazuje się, że żyjemy w państwie Pani Romaszewskiej.

W rzeczywistości Prezydent ukrywa się za zasłużoną Panią Romaszewską, a za Prezydentem jego nowi sojusznicy. Mamy więc znów nowe i to piętrowe dekoracje. Naiwnym jeszcze przypomnę, że uchwalenie ustaw sądowych i ich podpisanie przez Prezydenta jedynie daje możliwość pewnych zmian i Prezydent nadal może je zablokować przedłużając kadencję sędziom SN, którzy ukończyli 65 lat. Stanowią oni tylko 40 proc. składu, a więc gdyby wszystkich wymienić i tak nie nadaliby nowego oblicza tej instytucji.

Autor publikacji: