Wraca 1989

W wyniku okrągłego stołu przyjęto zasadę, iż strażnikiem systemu jest prezydent. Dlatego podporządkowano mu trzech ministrów: obrony narodowej, spraw zagranicznych i spraw wewnętrznych. Te trzy resorty zostały de facto wyjęte z gestii rządu. Prezydent miał poprzez nie pilnować, by nie powstało żadne zagrożenie dla systemu, gdyby dynamika wydarzeń przekroczyła ramy nakreślone przez Moskwę i ochoczo przyjęte przez wyselekcjonowaną opozycję.

Oczywiście całkowicie przypadkowo, gdyż w Polsce wszystko jest przypadkiem, okazuje się, że przedmiotem sporu kompetencyjnego stają się trzy resorty: obrony, sprawiedliwości i ze względów prestiżowych spraw zagranicznych.

Obecnie okazało się, że MSW nie jest tak ważne jak ministerstwo sprawiedliwości, które niewłaściwie obsadzone może zagrozić prokuraturze i sądownictwu. Mają one stać na straży bezprawia. Złodzieje mają kraść bezkarnie, a ich łowcy iść do tiurmy, by każdy wiedział gdzie jego miejsce na żerowisku. Dlatego sędziowie uniezależnieni od wszelkiej kontroli i wpływów społeczeństwa, wiernie pilnowali, by nikt nie ujawnił charakteru zdegenerowanych elit władzy i mediów. W 1989 nikomu nie przyszło do głowy, że dla sędziów może powstać jakieś zagrożenie.

W pierwszym wypadku chodzi o przejęcie kontroli nad armią i jej kadrami za pomocą systemu dowodzenia. W drugim o selekcję i mianowanie sędziów, czyli uniemożliwienie ich wymiany. Jeśli chodzi o MSZ, to otrzymaliśmy wskazówki prezydenckiego zaplecza za pośrednictwem posła Stanisława Tyszki (Kukiz 15), który skrytykował nie brak wymiany bezpieczniackich kadr w MSZ, ale rzekome prowadzenie „wojny z całym światem”, czyli opór przeciwko oporowi wobec niemieckiego ataku na Polskę.

Autor publikacji: