WOJNA NA PRZECIĄGANIE

Od zaskakującego zwycięstwa wyborczego PiS w ostatnich wyborach parlamentarnych i prezydenckich trwa wojna polityczna, której cel jest niezmienny: unieważnić jesienny werdykt obywateli. Zmieniają się tylko metody i chwyty. Wszystkie one zmierzają do tego, żeby tworzony przez PiS obóz władzy zadowolił się stanowiskami i apanażami, a zrezygnował z gruntownej przebudowy państwa. Konfrontacja między zwycięzcami wyborów a Grupą Dotychczas Trzymającą Władzę to pasjonujący teren obserwacji dla politologów i innych osób, analizujących zjawiska polityczne. Sądząc jednak z wypowiedzi w mass mediach, żaden znawca polityki nie zechciał tej sprawie poświęcić należnej uwagi.

Stosunkowo łatwa wydaje się odpowiedź na pytanie, jaką grę prowadzi Jarosław Kaczyński? Polityk ten nie ukrywa swoich intencji i zamierzeń, może nawet mówi zbyt otwarcie, co niektórzy odbierają jako cynizm czy brutalność. Celem PiS-u jest zdobycie władzy w państwie, ponieważ jedynie to umożliwi przebudowę III RP. Elementami przejmowania władzy w państwie przez obóz polityczny, który wygrał wybory są: rozwiązanie WSI, stworzenie urzędu nadzoru finansowego, powołanie urzędu antykorupcyjnego, ujawnienie agentury PRL oraz odzyskanie mediów publicznych, zawłaszczonych przez GDTW. We wszystkich tych sprawach, PiS jest w przededniu realizacji swoich planów. W przededniu, czyli to jednak nadal jest tak, jak z tym, co to już witał się w ogródku z gąską... Warunkiem powodzenia jest zbudowanie większości parlamentarnej, wspierającej PiS-owski program przebudowy państwa.

Chińczycy mają powiedzenie, że nieważne czy kot jest biały czy czarny, ważne, żeby łapał myszy. Zadaniem Kaczyńskich jest wyhodowanie właśnie kota łownego. SLD, z oczywistych powodów, odpada jako partner dla PiS-u. Niestety, co było dla wielu dużym zaskoczeniem, PO okazała się po wyborach bardziej przywiązana do status quo niż do programu zmian. Czołowy intelektualista tej partii, Paweł Śpiewak, rzucił kiedyś hasło budowy IV RP, ale dziś na ten temat milczy. Zostają zatem Kaczyńskim Samoobrona plus jakaś grupa z LPR i PSL-u. Czy Samoobrona nadaje się do wsparcia planu sanacji państwa? Czy Lepper może i chce odegrać samodzielną rolę w polskiej polityce, czy jest tylko wabikiem, wciągającym PiS w pułapkę? Trudno o wiarygodną odpowiedź w tej sprawie. Koalicja z Samoobroną stanowi dla PiS-u zagrożenie głównie z powodu tej niejasności.

Ale, powtórzę, gra Kaczyńskich jest przejrzysta. Za to w cieniu pozostają strategia, taktyka, cele i intencje Platformy Obywatelskiej. Niesłusznie. Mass media spekulowały niegdyś jak to PiS liczy na rozłam w PO. Czy dziś nie jest czasem odwrotnie? Czy to PO, nie zgadzając się na samorozwiązanie Sejmu i pchając Kaczyńskich w ramiona Leppera, nie liczy aby na rozłam w PiS-ie? PO przeciąga istnienie rządu mniejszościowego, chcąc „wykrwawienia się” PiS-u. Może liczy też na przeciągnięcie premiera? W rewanżu za czas, kiedy mówiło się o przeciągnięciu Rokity do PiS-u. Tydzień temu gazety doniosły, że podczas debaty kierownictwa PiS nad koalicją rządową z Samoobroną, premier Marcinkiewicz milczał. Zdaniem dziennikarzy oznaczało to jego aprobatę dla tej koncepcji. Jednak milczenie premiera przy podejmowaniu decyzji w tak ważnej sprawie, oznacza – zgodnie z tradycyjnym rozumieniem obyczajów politycznych – co najmniej niepewność, a na pewno nie aprobatę! (Tekst ten oddaję do redakcji przed sobotnim spotkaniem kierownictwa PiS-u, podczas którego politycy tej partii mają zdecydować, co robić po odrzuceniu wniosku o samorozwiązaniu Sejmu; nie wiem zatem czy pan premier powiedział już coś i co na temat ewentualnej koalicji z Samoobroną?). Może Tusk i Rokita widzą w swoich marzeniach politycznych dzień, kiedy premier Marcinkiewicz mówi nie Lepperowi? Najpierw – że nadal spróbuję odgadnąć fantazje liderów PO - nastąpi konflikt wewnątrz PiS-u, uniemożliwiający istnienie rządu większościowego innego niż z PO. Jeśli mimo to liderzy PiS-u nie zaakceptują –znanych przecież od jesieni i rozumiem, że niezmiennych? – ewidentnie zaporowych warunków Platformy utworzenia wielkiej koalicji, premier Marcinkiewicz poda rząd do dymisji, w konsekwencji – po paru miesiącach niszczących dla Kaczyńskich awantur i wyczerpania trybu przewidzianego w Konstytucji, może łącznie z votum nieufności dla rządu? - nastąpią wybory. Na czele z siłami, które chcą dobra Polski. I z awanturnikami politycznymi, braćmi Kaczyńskimi, w tle. Okopanymi w pałacu prezydenckim, otorbionymi w resztówce po PiS-ie...Próba odebrania władzy GDTW dobiegłaby końca. Przy takim scenariuszu można zrozumieć niechęć PO do samorozwiązania Sejmu i niechęć do tworzenia dziś koalicji. Można przecież też pomyśleć – zdają się sądzić liderzy PO – o utworzeniu koalicji po wakacjach. Z PiS-em, ale bez Kaczyńskich? I po najpewniej niewesołych doświadczeniach kilku miesięcy rządu PiS-u z Samoobroną...

Mass media z przyjemnością włączyłyby się w tę grę. Znaczna część środowiska dziennikarskiego, co mówię z goryczą i przykrością, jest stronnicza i przeciwna działaniom politycznym, zmierzającym do naprawy państwa. Choć te same media mają programy pełne frazesów o konieczności sanacji III RP. Pierwszy z brzegu przykład. Konflikt wokół komisji nadzoru bankowego ujawnił dziwne prywatne interesy głównego inspektora tego nadzoru, a i sam prezes Balcerowicz nie okazał się żoną Cezara. To powinny być dzwonki, ba!, dzwony alarmowe dla opinii publicznej. W Anglii, Francji czy Niemczech, byłby to skandal, który przewróciłby wiele instytucji państwowych i układów personalnych. Jednak nasze mass media szybko przeszły nad tym do porządku dziennego. Zapomniały? Nie zapominają jednak ciągle atakować: nie ukształtowaną sejmową komisję śledczą do spraw banków i jeszcze nie powstały urząd nadzoru finansowego, projektowany urząd do zwalczania korupcji, szykowane rozwiązanie WSI, chęć przeprowadzenia pełnej lustracji i ujawnienia agentury PRL, próbę odzyskania mediów publicznych z rąk formacji, która przegrała sromotnie ostatnie wybory i skompromitowała się licznymi aferami.

Zadajmy zatem pytanie: jak naprawiać państwo polskie, jeśli nie podda się rygorom prawnym służb specjalnych, w tym wojskowych, jeśli nie ujawni się agentury z czasów PRL-u, jeśli nie przetnie się kryminalnych powiązań i interesów między instytucjami państwa a światem prywatnego biznesu i finansów, czasem także mafii, jeśli nie ujawni się patologii mass mediów i używania ich do gry politycznej, publicznej przez rozmaite, pozostające w ukryciu, grupy interesu? I jak to zrobić, jeśli nie przejmie się władzy w państwie naprawdę?! Nie chce mi się wierzyć, że Tusk i Rokita nie rozumieją o co dziś idzie gra i na czym polega dramatyzm sytuacji politycznej...

Autor publikacji: