IV RP CORAZ BLIŻEJ

Tusk prowadzi, ale ręce zacierają liderzy PiS-u. Jeśli frekwencja w II turze będzie na poziomie zbliżonym do I tury, o wynikach zdecydują elektoraty Leppera i Borowskiego. Daje to naturalną przewagę Lechowi Kaczyńskiemu, jako wyraziście prosocjalnemu kandydatowi. Polityczna niechęć lewicy do prezydenta Warszawy nieco osłabi ten efekt. Liderzy lewicy wezwą do głosowania przeciw Kaczyńskiemu. Kluczem do zwycięstwa jest zatem dla niego konsekwentne wbijanie do głowy wyborcom, że jego prezydentura zapobiegnie cięciom socjalnym. To będzie nadal głównym przesłaniem kampanii PiS. Solidarność, państwo solidarne. Oczywiście, sytuowane w wizji IV RP. Tusk z kolei akcentuje pojęcie wolności, co jest atrakcyjne dla ludzi młodych, przedsiębiorczych, wykształconych. Obaj kandydaci robią przy tym wrażenie jakby ścigali się po urząd premiera. Ich argumenty są zaczerpnięte z repertuaru działań rządowych. Uważają, zapewne słusznie, że taki język skutecznie trafi do wyobraźni wyborców. Ponieważ jednak siły w tym wyścigu są wyrównane, kampania stanie się bardzo ostra, nie przebierająca w środkach, choć w „brudnych” działaniach, myślę, nie wezmą udziału sami pretendenci.

Notabene, kampania prezydencka, toczona w dużej części równolegle lub zamiast parlamentarnej, obnażyła istotną słabość III RP: nieostry podział władzy wykonawczej między rząd i prezydenta. Lepszym rozwiązaniem ustrojowym, zapewniającym spoistość działania władzy wykonawczej, byłoby przyjęcie modelu francuskiego lub wręcz amerykańskiego. Można też sobie wyobrazić radykalną marginalizację funkcji prezydenta państwa, na wzór rozwiązania niemieckiego. To, co mamy w Polsce – skazani na konflikt rząd i prezydent - jest, niestety, wariantem najbardziej szkodliwym dla funkcjonowania państwa.

Tusk zapewnia wyborców, że będzie ich chronił przed radykalizmem PiS-owskiego rządu, Kaczyński przekonuje, że bez wprowadzenia się do Pałacu Prezydenckiego nie zdoła pokonać oporu Platformy Obywatelskiej przed naprawą państwa. Trochę to dziwi, gdyż jeszcze parę miesięcy temu obie partie, ustami Kaczyńskich, Rokity, ale i Tuska, przekonywały, że chcą gruntownej reformy III RP. I że chcą tego dokonać razem. Obecnie mają tak dużo szabel w parlamencie, że mogą praktycznie wszystko. Ale kłócą się, że albo mają za mało władzy i to im przeszkadza, albo, że mają zbyt radykalnego partnera i to jest szkodliwe.

Tusk chce uchodzić w oczach wyborców za człowieka rozsądku i umiaru, nie składającego pustych obietnic. Kaczyńskiego zaś przedstawia jako groźnego radykała i populistę. Postraszy też wyborców, że nad Polską wisi groźba rządu PiS z LPR-em i Samoobroną. Z kolei, Kaczyński kreuje obraz siebie jako człowieka wiarygodnego, zdecydowanego i zdolnego do zbudowania nowego, porządnego państwa – IV RP. Tusk, w jego interpretacji, to polityk ubezwłasnowolniony przez stare układy nomenklaturowo-liberalne, który stosuje swoisty lifting polityczny, żeby przedstawić się jako moralista i odnowiciel polskiego życia publicznego. Kaczyński zatem oznacza zmiany (po to potrzebny mu urząd prezydenta), a Tusk – kontynuację (musi być prezydentem, żeby zatrzymać PiS).

Jeśli nie wydarzy się nic nadzwyczajnego, jedynie normalna wyborcza wymiana ciosów i argumentów, głosy elektoratu lewicowego i socjalnego przechylą szalę zwycięstwa na stronę kandydata PiS-u. Później zaś powstanie rząd z Jarosławem Kaczyńskim i IV RP w tle. Tak czytam wyniki I rundy wyborów prezydenckich.

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: