ŚRODA I INNI

W Środzie Śląskiej wataha bandytów napadła na kawiarnię. Właściciel kawiarni, zawiadomiony przez pracowników, przybiegł z domu i użył dubeltówki, żeby obronić swoją własność i zdrowie, a może i życie, swoich pracowników. Zabił jednego z napastników, ranił drugiego. Ich kompani zapowiadają krwawą zemstę. Co robią w tej sytuacji tzw. organa ścigania i sprawiedliwości? Ścigają kryminalistów? Nie, wytaczają proces temu, kto bronił się przed napadem. Pan prokurator ramię w ramię z gangsterami poluje na właściciela kawiarni. Różnią się tylko tym, że prokurator nie grozi mu śmiercią. Takie prokuratorsko-mafijne zastraszanie trwa od kilkunastu miesięcy. Bandyci nie boją się wykrzykiwać swoich gróźb również na sali sądowej w obecności wielu ludzi i kamer telewizyjnych. Sąd na szczęście uniewinnia mężczyznę od zarzutu przekroczenia granicy obrony koniecznej, ale prokurator od razu zapowiada odwołanie od wyroku.

Nikt nie interesuje się, dlaczego to nie policja broniła kawiarni, tylko musiał przybiec jej właściciel z dubeltówką, dlaczego nikt nie ściga bandytów, którzy kiedyś napadli na kawiarnię, a teraz grożą jej właścicielowi i jego rodzinie. Nikt nie interesuje się, co wiąże – jeśli wiąże – bandytów, policję i prokuraturę w Środzie Śląskiej, że tak zgodnie działają? I dlaczego władze zwierzchnie są tak dobrotliwe dla policji i prokuratury, które nie potrafią zadbać o bezpieczeństwo uczciwych obywateli Środy?

Odpowiedź na te pytania, zapewne, nie jest trudna. Co pewien czas mass media ujawniają, że jakieś miasteczko i jego okolice są opanowane przez grupę przestępczą. Bandyci ściągają haracze od restauratorów i innych prywatnych przedsiębiorców, opłacając z tych pieniędzy między innymi miejscową policję i prokuraturę. Wszystko toczy się zgodnie i szczęśliwie, ku zadowoleniu wszystkich wydrwigroszy, dopóki jakiś skąpy prywaciarz zamiast do portfela nie sięgnie po dubeltówkę.

Ten mechanizm jest tak prosty, że aż prostacki. Ale w dużym stopniu tłumaczy, dlaczego ludzie zatrudnieni w instytucjach ścigających przestępczość są często ospali. Drugą z ważnych przyczyn ich nieróbstwa jest dyspozycyjność polityczna. Bandyci mają nieraz partyjne koneksje, co zapewniają sobie opłacaniem kampanii wyborczych (casus Starachowic) i korumpowaniem polityków i urzędników.

Takich Śród, co do których zachodzi podejrzenie graniczące z pewnością, że panuje tam bezprawie, jest w Polsce dużo. To wyjaśnia, dlaczego tak trudno z tym walczyć, nawet jeśli niektórzy politycy chcą taką walkę podjąć. Mamy do czynienia z dobrze zlepionym pieniędzmi przekładańcem: mafia, prokuratura, policja, politycy, urzędnicy samorządowi i rządowi, przedsiębiorcy... Wielu urzędników i funkcjonariuszy publicznych jest bezpośrednio zainteresowanych trwaniem tej mafijnej patologii. Żeby ją ograniczyć, rząd powinien z determinacją walczyć z korupcją i reagować na każdy taki sygnał, jak Środa. Czy jest to jednak możliwe? Smuci mnie zachowanie kilku ministrów Sprawiedliwości i ważnych prokuratorów – pani Piwnik, panów Sadowskiego, Kalwasa, Stefańskiego. W ostatnich paru tygodniach możemy na własne oczy obserwować, jak ci ludzie drwią sobie z elementarnego poczucia praworządności, stosując bez skrępowania rozmaite sztuczki i fortele prawne. Dają przykład jak należy obchodzić prawo, lekceważąc jego ducha i istotę. Najpewniej po to, żeby wykręcić się od odpowiedzialności. Sadowski za wypadek drogowy, który spowodował 9 lat temu. Piwnik i Stefański za udział w aferze PKN Orlen. Kalwas zaś, obecny minister, arogancko udowadnia, że solidarność korporacyjna prawników stoi ponad wszystkim. Co jednak nie razi zbytnio w wypadku przysłowiowego Kowalskiego, budzi niesmak, gdy dotyczy eksponowanych stróżów prawa. Tak oto mafijny przekładaniec z byle Pcimia znajduje swoje zwieńczenie na samej górze III RP.

Premier Belka, obejmując swój urząd, deklarował chęć działania publicznego w zgodzie z etyką. Mało kto był mu skłonny uwierzyć, choć przecież nie powinno się wątpić w dobre intencje nawet zagorzałych grzeszników. Z takim ministerstwem Sprawiedliwości pan premier, składający szlachetne deklaracje, zasługuje, niestety, tylko na miano żałosnego cynika. Przyznam, że wcale mnie to nie cieszy.

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: