ZAKASAĆ SZARE KOMÓRKI

Szpital dziecięcy przy Litewskiej był dla mnie od zawsze symbolem ofiarnej pomocy i troski o chore dzieci. Dlatego zaszokowała mnie informacja, że od kilku dni szpital ten wymaga opłat za swoje usługi. Widok chorych dzieci, odchodzących od lekarza z kwitkiem, bo ich rodzice nie mają pieniędzy jest trudny do zaakceptowania. Przecież nie chodzi tu o rodziny zdemoralizowane, lecz o ludzi, którzy od lat systematycznie płacą do skarbu państwa wysokie składki na ubezpieczenie zdrowotne. Z tych pieniędzy powstał również kiedyś i został wyposażony szpital na Litewskiej.

Oczywiście, najpierw zawalił sprawę rząd Millera, nieodpowiedzialnie majstrując przy kasach chorych. Swoją drogą, jest dla mnie niepojęte jak premier mógł bronić ministra Łapińskiego niczym niepodległości. Gdy zaś jakieś wydarzenia lub czyjeś zachowania trudno zrozumieć, zwykle chodzi o pieniądze. Widocznie Łapiński miał jakiś pomysł interesujący dla SLD, partii, która jak donosi ostatnio „GW” potrafiła „organizować sobie” pieniądze w terenie. Rynek farmaceutyczny to kilkadziesiąt miliardów złotych rocznie, a NFZ – też nie mniej. Taka pokusa ma wielkie powaby. Jak pisał Arystofanes w „Ptakach” (tłum.Artura Sandauera), odpowiadając na pytanie, któż to jest władza:

„To dziewczę prześliczne,

Któremu Zeusa dobytki rozliczne,

A więc: pioruny, powagę, porządek,

Toż prawomyślność, rozwagę, rozsądek,

Dowództwo floty, wiecowe hałasy,

Wypłatę pensji i dostęp do kasy,

Któremu w pieczę wszystko powierzono.

Jeśli więc ona zostanie twą żoną,

Nikt ci się więcej nie oprze na świecie”.

Tak widać myślano w rządzie, inne sprawy mając za nic. Żaden też kolejny minister zdrowia nie zdołał naprawić tego, co zepsuł Łapiński osłaniany przez Millera. Najnowszy minister, Marian Czakański, robi w swoich występach publicznych wrażenie boksera oszołomionego ciosem na szczękę, który modli się, żeby przeciwnik (czytaj: dziennikarze i posłowie) dał mu dotrwać do gongu, a sędzia (czytaj: premier, prezydent) nie odesłał do narożnika. I jak to zwykle bokser w takiej sytuacji, nie ma nic do powiedzenia. Nie odnotowano do tej pory najmniejszego pożytku z tego ministra dla pacjentów. A przecież odsyłanie pacjentów do diabła przez publiczną służbę zdrowia, finansowaną ze składek tychże pacjentów, wydaje się zagadnieniem wprost stworzonym dla rządu i jego szanownego ministra zdrowia.

Jeśli minister i NFZ nie są w stanie skierować pieniędzy za pacjentem, to obawiam się, że w ogóle niewiele potrafią. Byłoby zatem właściwe, żeby pan premier wkroczył do akcji i wykazał swój profesjonalizm. Nim odpowiednie ustawy parlamentarne naprawią wszystko, co trzeba naprawić w dziedzinie ochrony zdrowia, potrzebne są działania doraźne. Niczym w sytuacji klęski żywiołowej. Odsyłanie chorych dzieci do Berdyczowa jest taką właśnie klęską.

Czy rząd jest w stanie – mówiąc dosłownie, ale i symbolicznie – otworzyć szpital na Litewskiej dla wszystkich chorych dzieci, niezależnie od zasobności portfeli ich rodziców? Czy potrafi zmusić swoje szare komórki do pracy? Jeśli nie, to by znaczyło, że ten rząd jest bardziej chory niż wszyscy chorzy w Polsce.

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: