„CO JE MOJE...

...to je moje”. Tak pisał kiedyś poeta, a bard wyśpiewywał na festiwalach piosenki. Słuchacze śmieli się z pazernych chłopów, bo to o nich była ta satyra. Dziś chłopów w Polsce coraz więcej. I znacznie odmienieni, można ich spotkać w każdym środowisku. Co moje, to wiadomo. Ale co publiczne, to też moje. Ba, tak naprawdę moje, to je to, co publiczne. Moje i mojej partii.

Andrzej Morozowski przepytał właśnie (w środę rano) w TVN24 wicemarszałka Sejmu, zacnego Tomasza Nałęcza, na okoliczność korzystania przez VIP-ów ze służbowego helikoptera i samochodów w sławetnej wyprawie do Wrześni na prawybory do Europarlamentu. Oleksy przyleciał tam helikopterem, Nałęcz przyjechał samochodem. Na koszt Sejmu, czyli na koszt podatnika. Każdy powie: typowe. Owszem. Ale red. Morozowski nie ustępuje. - Przecież, panowie, nie byli tam służbowo, tylko żeby wesprzeć kandydatów ze swoich partii?! – A czy pan myśli, że ktoś tam ze mną rozmawiał jak z osobą prywatną? – skontrował wicemarszałek. – Nie! Jestem osobą publiczną i jako taka byłem tam traktowany. I jako taka tam pojechałem. Zresztą, żona by mi głowę urwała, gdybym do Wrześni pojechał prywatnie.

No, może nieco inaczej w słowach, bo cytuję z pamięci, ale na pewno dokładnie tak w treści toczyła się ta rozmowa.

Czytelnik może myśli, że teraz będzie zjadliwy komentarz? Nie będzie. Po pierwsze dlatego, że nie ma takiej potrzeby i tak każdy wie, co myśleć o podobnych obyczajach „osób publicznych”. Po drugie – dlaczego odium ma spaść akurat na Nałęcza, skoro jego mentalność nie odbiega od normy w kaście polityków. Ale właśnie, czy rzeczywiście wielu polityków ulega pokusom czerpania z kasy publicznej na potrzeby własne i własnej partii?

Września jest dobrą możliwością poszukania odpowiedzi na to pytanie. Skonfrontowania pięknych deklaracji z czynami. Byli tam liderzy i aktywiści wszystkich partii. Jakoś musieli do tego miasteczka dojechać. Jak? Na czyj koszt? Na koszt swój lub własnej partii? To by było w porządku. A może na koszt podatnika? Takie informacje mogłyby być dla wyborców użyteczniejsze niż wnikanie w zawiłości programowe lub studiowanie procentów i promili poparcia. Prawdziwe wyniki Wrześni powinny zawierać się w tabeli, pokazującej dowodnie, co dla kogo jest czyje: co jest publiczne, a co je moje?

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: