FERIE – NOWA FORMA ZAJĘĆ SZKOLNYCH

„W czasie deszczu dzieci się nudzą, to ogólnie znana rzecz, i choć mniej brudzą się, i mniej trudzą się, to okropnie nudzą się w deszcz. Milusińscy...”

Jeszcze człowiek nie doszedł do siebie po Sylwestrze a tu już prawie połowa lutego. A co na ogół dzieje się w lutym ? Wiadomo – ferie czyli ustawowa przerwa w nauce naszych dzieci. A z tym tylko same problemy. Bo to nie wiedzieć czemu w czasie ferii nasi milusińscy mają odpoczywać. Od czego ? po czym ? spytam się. Na dodatek, nie wiedzieć czemu, mają odpoczywać poza miejscem zamieszkania, czyli najlepiej w górach. W górach ? A czemu nie w kibucach ? się spytam. Przecież to totalna bzdura. Dziura w mózgu robaszka.

Niewątpliwie zostanę uznany za osobę mało postępową ale uważam iż tzw ferie szkolne są przeżytkiem komunistycznym. Bo przecież jest to apoteoza lenistwa i bumelki. To wymysł chorego rozumu. Tak jak „dieduszka Maroz”. Oboje więc „paszli won” i „hwatit”.

Bo co tak naprawdę proponujemy naszym dzieciom w ramach ferii ? NIC !!! Przepraszam, przepraszam. Oczywiście oferujemy bogatą ofertę wyjazdów na których nasze dzieci mogą się zapić na śmierć. I piją. Część piwo, reszta wódkę. Najrzadziej pije się wino. Część pije w swoim gronie. Inni piją z tubylcami w ramach nawiązywania przyjaźni i poznawania rejonu. Bardziej zdegenerowani piją z kierowcami lub opiekunami. I wszyscy są zadowoleni. Jeśli chodzi o innego rodzaju używki to bywa różnie – papierosy palę bez mała prawie wszyscy. I to w ilościach wskazujących na zaawansowany nałóg. Cześć pali bo już pali, reszta zaś stara się nadrobić zmarnowany czas i pali na zapas. W domu przestaną, ze strachu przed złapaniem i karą. Z narkotykami jest gorzej – w ofertach biur brakuje namiarów na lokalnych dealerów, w związku z tym używają tylko to co wezmą ze sobą. Jeśli zaś chodzi o seks to statystycznie nasi najmłodsi właśnie podczas ferii i wakacji (nie mówiąc o wycieczkach szkolnych) „robią to” częściej niż podczas roku szkolnego. Bo jest możliwość i okazja. A wszystko to wynika z efektu „spuszczenia ich z łańcucha” i presji grupy na uniformizację. W ciągu roku szkolnego większość z nich obawia się kontroli rodziny. Na wyjeździe – nie, bo kto ma ich kontrolować ?

Nie byłoby to w końcu takie straszne, w końcu nasze dzieci kiedyś muszą dorosnąć i poznać to co dobre. I co złe. Lecz czemu dzieje się to pod szczytnymi hasłami Ministerstwa Edukacji ? Chyba że to właśnie o taką edukację ministerstwu chodzi. Wtedy przepraszam. Wtedy składam głębokie ukłony i hołd samej Pani Minister Łybadzkiej. Zaliści sprytny to plan.

Lecz mnie chodzi o coś bardziej żenującego. Oto o większości (jeśli nie we wszystkich) wypadkach złapania naszych dzieci na piciu, paleniu i używaniu (siebie i używek) my rodzice, nigdy się nie dowiadujemy. Najpierw myślałem że wynika to z taktyki ministerstwa aby rodziców nie denerwować. Wiadomo, młodość bywa „chmurna i durna”, a dzieci są tylko dziećmi. Głupota jest ich mocną stroną. Dlatego niech piją, palą i używają w spokoju, poza zasięgiem naszego wzroku. Poza naszą świadomością i wiedzą. Przecież, kiedyś muszą spróbować i zacząć pić, pali i używać. Inaczej nie staną się pełnowartościowymi obywatelami naszej społeczności. Czyż nie ? i od tego mamy Ministerstwo Edukacji z minister Łybadzką jako członkiem na czele na dodatek z ramienia (czego to kobiety z SLD nie potrafią !!!). Tak myślałem, lecz życie skorygowało te moje państwowotwórcze przypuszczenia. Jest gorzej (albo lepiej) niż przypuszczałem. Oto okazało się że oprócz edukowania w sprawie picia, palenia i używania, dzieci nasze edukowane są dodatkowo w zakresie funkcjonowania społeczeństwa czy też mafii (w Polsce zasady te same). Otóż, jak się dowiedziałem, złapane przez opiekunów dzieci na czynnościach picia, palenia lub używania są dodatkowo edukowane. Po pierwsze muszą przeprosić (ogólnie), po drugie muszą obiecać (czasem przysięgać) że już nigdy więcej nie będą tego czynić, co jest jawnym namawianiem dzieci do krzywoprzysięstwa (chodzi o deprecjonowanie w oczach dzieci wszelkiego rodzaju umów, zapewnień, przysięgi) a po trzecie proponuje się dzieciom niejawną współpracę. Polega to na tym iż opiekun albo proponuje : -układ partnerski typu – ja zapomnę coście robili ale i wy zapomnicie co ja robiłem -układ zależny typu – nie wyciągnę wobec tego co zrobiłeś konsekwencji w szkole (obniżenie stopnia z zachowania, nagana, wpis do akt, wyrzucenie ze szkoły), nie powiem rodzicom, być może zachowam wiedzę o tym czynie dla siebie ale ty za to ...

W ten oto prosty sposób, Ministerstwo Edukacji, produkuje masowo umiejących czytać i pisać, pijących, palących i używających kapusiów uważając, nie bez racji, iż pijanymi nałogowcami łatwiej będzie się w przyszłości rządzić na dodatek mając na każdego z nich haka. I kto wtedy podskoczy ? Kto tu będzie miał czyste ręce ? Jednoręki ?

A słowa te, napisał pełen zadumy, zatroskany rodzic, a zarazem ojciec, a przed laty opiekun i nauczyciel...

I tym miłym akcentem żegnam Was, nieświadomych do tej pory rodziców, abyście już tak dobrze nie spali, zwłaszcza ci, którzy wysłali swe pociechy na zimowe ferie w góry. Wiadomo narty, karty, kwarty. A głupiemu radość. I ferie.

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: