POCHWAŁA ISKRZENIA

Iskrzenie między Platformą Obywatelską a Prawem i Sprawiedliwością wywołuje lęk u wielu ludzi, którzy – moim zdaniem, słusznie – upatrują największe niebezpieczeństwo dla Polski w przedłużających się rządach SLD. Ten lęk przed kłótniami na prawicy jest jednak, jak sądzę, bezzasadny. Niesłychany marsz ku górze w sondażach opinii publicznej PO i stabilna, przyzwoita pozycja w tychże sondażach ugrupowań prawicowych, jak PiS i LPR, nie wziął się z bezrozumnego afektu Polaków do Tuska, Rokity, Kaczyńskich czy Giertycha, ani z tego, że nagle zaczęto uważać tych polityków za aniołów, ale głównie ze zniesmaczenia i wręcz oburzenia na fatalną jakość rządu Leszka Millera i działania „grupy trzymającej władzę”. Każdy, kto ma oczy do patrzenia, widzi przecież degenerujące nasze państwo „układy” między światem władzy a światem szemranych interesów i mafią.

Jest jednocześnie naturalne, że politycy prawicy starają się o jak najlepsze notowania ich własnych partii. Jeśli PO zaczyna dominować, to nie dziwi mnie, że PiS, LPR i PSL próbują skonstruować przeciwwagę, żeby w ewentualnej następnej koalicji rządowej tworzonej przez PO nie dać się zepchnąć na pozycje Unii Pracy w rządzie SLD. Ta konkurencja między ugrupowaniami jest dobra dla wyborcy i może przyczynić się do powstania lepszych niż plan Hausnera pomysłów na odrodzenie III RP. Nie ma sensu tworzyć sztucznej jedności, gdyż przykład AWS stanowi wystarczającą przestrogę.

Nie bałbym się zatem tego iskrzenia, jeśli – rzecz jasna - nie przerodzi się ono w wyniszczającą wrogość. Odnoszę jednak wrażenie, że politycy uczą się na własnych błędach. Mimo spektakularnego konfliktu między PO i PiS w Warszawie, poprzedzonego rozpadem tej koalicji w Gdańsku, liderzy obu partii zachowali spokój. Rokita i Tusk powściągnęli języki, a Kaczyńscy z kolei zainicjowali natychmiast rozmowy dla znalezienia wyjścia z trudnej sytuacji. Nim padnie parę słów za dużo i zrobi się zbyt późno... Kiedyś z takim powściągliwym i racjonalnym zachowaniem było o wiele gorzej, a prawdę mówiąc nie było go nieraz w ogóle.

Jeśli PO i PiS mają różne, a mają różne, pomysły na naprawę państwa, mają inne propozycje gospodarcze, inaczej też – choć w tej sprawie PO nie jest jednolite - formułują polskie problemy zagraniczne, to nie ma żadnego powodu, żeby to ukrywać przed wyborcami za zasłoną sztucznej jedności politycznej, a kłócić się dopiero po zawarciu rządowego małżeństwa. Obywatele głosując sami powiedzą, co uważają za najlepsze dla kraju.

Niektórzy komentatorzy czynią zarzut Kaczyńskim, że ich celem jest chęć poprawienia notowań PiS i wyrazistego oddzielenia swojej partii od partii Donalda Tuska. Nawet gdyby tak było, to nie uważam tego za błąd czy złe postępowanie. Zresztą, sprawa wydaje mi się dużo głębsza. Jest to sprawa wiarygodności haseł i programów proponowanych przez partie wyborcom. Skoro naprawa III RP staje się motywem łączącym całą prawicę, to każdemu wolno zadać pytanie jak ma się – mówiąc w symbolicznym skrócie – strój szeryfa założony przez Jana Rokitę do tzw. układu warszawskiego PO? Obiecująco brzmi informacja, którą w poniedziałek podzielił się z mediami Jarosław Kaczyński, iż w najbliższym czasie liderzy krajowi PO i PiS mają znaleźć sensowną odpowiedź na to pytanie.

Nie jest to bagatelne, ponieważ dotyka istoty przesunięcia się poparcia Polaków z lewej na prawą stronę polityczną. Czyli – stopnia prawdopodobieństwa, że po najbliższych wyborach, gdy powstanie rząd prawicowy, to w III RP choć trochę ograniczy się korupcję, bezprawie i szarogęszenie się państwa w gospodarce. Gdyby bowiem takiego prawdopodobieństwa nie było, to bez sensu byłoby domaganie się przedterminowych wyborów. Być może, obecne spekulacje o koalicji rządowej PO i PiS się nie sprawdzą. Ale warto pochwalić polityków obu partii, że nie unikają spraw trudnych, że umieją i iskrzyć i rozmawiać.

Autor publikacji: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: