You are here

KOALICJA

Polityką rządzą interesy a nie programy, a zwłaszcza górnolotne deklaracje o miłości, dobru wspólnym i poświęcaniu się dla rodaków za skromne ministerialne i sejmowe pensje. Zastanówmy się więc co leży w interesie poszczególnych graczy na scenie politycznej i poza nią.

Bezpieczniki układu Polityką rządzą interesy a nie programy, a zwłaszcza górnolotne deklaracje o miłości, dobru wspólnym i poświęcaniu się dla rodaków za skromne ministerialne i sejmowe pensje. Zastanówmy się więc co leży w interesie poszczególnych graczy na scenie politycznej i poza nią.

Bezpieczniki układu

Układ zrodzony w latach 1988-1990 i zwany dla uproszczenia okrągłostołowym miał zapewnić części dotychczasowej elity władzy związanej głównie ze służbami specjalnymi, przede wszystkim wojskowymi, nie tylko zachowanie dotychczasowej pozycji ale jej znaczne polepszenie za cenę rozszerzenia elity władzy na wyselekcjonowaną część dotychczasowej opozycji. Zmiana ta była korzystna dla wszystkich, ponieważ elita władzy rezygnowała z totalnej kontroli każdego przejawu życia i pozwalała na nawet dość wygodne istnienie na marginesie niektórym grupom. Nowa elita władzy zadowoliła się kontrolą pośrednią, która miała zapewnić funkcjonowanie systemu bez niespodzianek, tj. bez stwarzania zagrożeń dla beneficjentów systemu i przy kanalizowaniu niezadowolenia społecznego.

Kontrolę systemu zapewniały wmontowane weń bezpieczniki. Wymieńmy podstawowe.

URZĘDY SKARBOWE będę niszczyły każdego biznesmena, który nie jest związany z układem i przekroczy granice małego, ewentualnie średniego biznesu. Przykład Kluski jest tu symboliczny, ale takich wypadków były setki. Chodzi o to by normalny kapitalizm nie powstał, gdyż wówczas pieniędzmi, a więc możliwością ubiegania się o władzę, dysponowaliby ludzie spoza elity władzy. Wielkie pieniądze można robić tylko na styku z państwem (np. prywatyzacje Kulczyka, zamówienia publiczne), a więc w wyniku decyzji politycznych elity władzy i kosztem społeczeństwa. Gdyby jednak ktoś dorobił się nie na okradaniu narodu – wkroczy urząd skarbowy i go zniszczy. Oczywiście drobne biznesy mogą sobie bezpiecznie funkcjonować byle nie wyrastały ponad wyznaczone im granice.

TRYBUNAŁ KONSTYTUCYJNY. Gdyby przez pomyłką lub nieuwagę Sejm uchwalił jakąś ustawę godzącą w interesy elity władzy, Trybunał Konstytucyjny z pewnością uczenie uzasadni niezgodność ustawy z Konstytucją. A gdyby jakaś ustawa uchwalona w celu propagandowym zaczęła być realizowana i w toku aplikacji okazała się niekorzystna dla elity władzy, kroczy Trybunał. Tak było z uczynieniem z ustawy lustracyjnej pośmiewiska i umożliwienie każdemu agentowi wydania glejtu o braku współpracy z SB i WSW.

AGENTURA sensu stricte wkracza raczej rzadko. Kiedy jakaś partia może okazać się niebezpieczna dla elity władzy, agentura dokonuje rozłamu. Wystarczy przypomnieć los Porozumienia Centrum i ROPu. Teraz agentura będzie się starała dokonać rozłamu w PiS-ie. Dotychczas tej metody nie zastosowano, ponieważ liczono na inne bezpieczniki, a poza tym w walce jaką toczył obóz Prezia z grupą Millera, PiS był przydatny do gnębienia „bandy Leszka” i nikt nie miał czasu zajmować się Kaczyńskimi. Uwierzono bowiem w skuteczność operacji Cimoszewicz-Carex. Bezpieka na szczęście nie jest nieomylna.

ZAJĘCIE PRZESTRZENI SPOŁECZNEJ przez organizacje zneutralizowane, tj. bezpieczne dla układu, nawet jednak takie organizacje trzeba kontrolować. Przykładem było powołanie AWS. Utworzenie tej koalicji się udało, bo celem strategicznym było zajęcie przestrzeni politycznej, w którą mógłby wlać się ROP, gdyby nie zadziałała w nim skutecznie agentura. Bezpieczniki muszą się uzupełniać i współdziałać. Unia Wolności jednak kontrolowała AWS w obszarach, które mogłyby być niebezpieczne dla systemu; natomiast awsowcy mogli sobie kraść byle nie atakować systemu, mogli dołączać do elity władzy (to była oferta systemu pod ich adresem), ale nie uderzać w nią. Jest to tylko jeden przykład ale w grę wchodzą różne instytucje życia politycznego i społecznego.

MEDIA należą do najważniejszych bezpieczników nie tylko dlatego, że umożliwiają manipulowanie społeczeństwem – socjotechnikę, ale także ponieważ służą do tresowania inteligencji. Jeśli chcesz robić karierę, awansować w mediach, a nie gnić na bezrobociu lub do końca życia odbierać depesze czy parzyć kawę w redakcji, musisz udowodnić nie tylko swoją lojalność ale przede wszystkim inicjatywę w obronie układu. Doskonałym przykładem są tu kariery Tomasza Lisa i Małgorzaty Łaszcz.

Media - wystarczy przykład tytułów i rozgłośni Agory - mają tresować inteligencję także w myśleniu. Sądzisz co innego niż napisała „Wybiórcza”, powtórzył TK FM, potwierdziła „Polityka” i „Rzeczpospolita”, jesteś ciemniakiem i antysemitą. Pluralizm poglądów jest ściśle zakreślony; możesz mieć poglądy jak Michnik abo jak Passent. Mistrzynią w prezentacji pseudopluralizmu poglądów jest Małgorzata Łaszcz. Przykładowo, 7 maja pokazała nam tak oto zróżnicowane grono dziennikarzy: Piotr Stasiński i Teodor Toeplitz, Tomasz Wołek i Janusz Majcherek. Mieli oni strasznie zróżnicowane poglądy; jedni twierdzili, iż obecny rząd to faszyści, inni, że ciemniacy. Oczywiście wszyscy uważają za największe zło lustrację dziennikarzy. Brakowało tylko Passenta i Paradowskiej z Żakowskim.

Media muszą być szczególnie kontrolowane. Dlatego media nasycono agenturą, która następnie prowadziła selekcję młodych kadr by nikt niezależny od układu nie mógł się prześlizgnąć. W Polsce oczywiście istnieje wolność słowa, o czym świadczy fakt, iż piszę ten artykuł, będę mógł zamieścić mój tekst na abcnet i może przeczyta go tysiąc osób, co oczywiście nie będzie miało żadnego wpływu na cokolwiek. Oto dowód na niższość kontroli totalnej. W komunizmie mogłem wydawać podziemne pismo i miało ono o wiele większy zasięg i wpływ. Tak więc na wolność słowa można zezwolić pod warunkiem, że nie będzie wolnych mediów o zasięgu krajowym.

Gracze i ich interesy

PO stała się główną siłą, która przejęła zaplecze polityczne Prezia i jego sojusze czyli przychylność Agory. W interesie PO, skoro nie udało się uzyskać kapitulacji PiS i utworzenia rządu kontrolowanego przez PO, tak by PiS nie mógł naruszyć interesów elity władzy a co najwyżej do niej dobić, pozostała gra na neutralizację i likwidację przeciwnika zanim uderzy w interesy panującego układu. Idealnym rozwiązaniem był rząd mniejszościowy, gdyż nie mógł on podjąć żadnej decyzji niekorzystnej dla elity władzy a jednocześnie łatwy do atakowania ulegałby erozji. Rząd uległby neutralizacji i kompromitacji, a system pozostałby bez zmian. Dlatego tak atakowano, a nawet szantażowano PiS, by nie wchodził do koalicji z Samoobroną i LPR. Ta strategia poniosła klęskę, a ponieważ układ nie daruje, więc koniec kariery Tuska zbliża się milowymi krokami. W takim tempie, w jakim Agora krzyczy o końcu kariery politycznej Marcinkiewicza i Jarosława Kaczyńskiego z powodu układu z Giertychem i Lepperem.

Demokraci PL (Unia Wolności) mogli tylko bisować PO i starać się zawrzeć sojusz z innymi przegranymi układu: Borowskim opuszczonym przez Prezia i ruinami po SLD. Jedyną szansę dawała antypisowsla kampania, w której zombi UW mógł jeszcze wykazać swoją przydatność.

SLD może być jedynie obserwatorem i nie pozostaje mu nic innego jak atakowanie rządu i PiSu, nawet pod mało w Polsce, poza Agorą, popularnym haśle obrony interesów pedałów.

Samoobrona, która powstała pod hasłem: wyście się nakradli a nam nie dajecie bo jesteśmy za nisko w hierarchii, marzyła tylko o jednym: wejść do rządu na jakichkolwiek warunkach.

LPR, zagrożony zniknięciem zarówno w wypadku wyborów jak i pozostawania w opozycji, szarpany rozłamami, miał tylko jedną szansę na przeżycie – wejść do rządu.

Celem PiSu, przynajmniej jego grupy kierowniczej, jest demontaż układu okrągłostołowego czyli wymiana dotychczasowej elity władzy. Zapewne zrealizować tego celu się nie uda ale można w istotny sposób naruszyć panujący układ i w ten sposób otworzyć możliwość dalszej walki i reform. PiS musi jednak dysponować większością i z tego punktu widzenia każdy kompromis, który nie przekreśla możliwości realizacji owego celu strategicznego jest, do przyjęcia.

Rachunek strat i zysków

PiS skoro nie chciał doprowadzić do przedterminowych wyborów, które miał szanse wygrać, powinien od razu nastawić się na koalicję większościową, ponieważ próby rządzenia przy pomocy paktu stabilizacyjnego z góry były skazane na niepowodzenie.

Rząd większościowy jest potrzebny dla przeprowadzenia kilku podstawowych ustaw demontujących system: rozwiązania WSI, nowelizacji ustawy lustracyjnej, powołania Centralnego Biura Antykorupcyjnego i przywrócenia jakiejkolwiek równowagi w mediach publicznych między obrońcami III RP i układu okrągłostołowego, a dziennikarzami dotychczas represjonowanymi i skazanymi na milczenie za postawy niezależne od Agory i Unii Wolności.

Jeśli to się uda, będziemy mogli zaliczyć owe rozstrzygnięcia po stronie zysków. Dużym sukcesem jest pozbycie się ministra Mellera, człowieka z kręgu Prezia. A straty?

Po ich stronie należy wymienić siedem miesięcy negocjacji i marazmu oraz niebezpieczeństwo paraliżu partii. Jarosław Kaczyński, nieustannie zajęty nadzorowaniem Romana Giertycha i Andrzeja Leppera w rządzie, nie będzie miał czasu zajmować się sprawami PiS, co musi doprowadzić albo do paraliżu partii, a więc jej niezdolności do działania w terenie albo wyłonienia się alternatywnego kierownictwa, co może spowodować secesję, tym bardziej, że w tym kierunku będą naciskały media i PO na premiera Marcinkiewicza. Można się więc spodziewać pozytywnej kampanii Agory na rzecz premiera i czarnej kampanii wobec Jarosława Kaczyńskiego. Zobaczymy czy premier da się złapać na ten trik.

Do strat nie zaliczam kampanii medialnego opluwania rządu i Polski. Wprost przeciwnie, im większe ataki na rząd ze strony mediów, tym szybciej PiS zostanie zmuszony do przeciwdziałania. Niestety, w ostatnich czasach Jarosław Kaczyński uwierzył, iż jeśli nie będzie walczył z najważniejszym bezpiecznikiem układu – mediami, to one mu odpuszczą. Nie odpuszczą. Media to w Polsce największy wróg wolności i źródło kłamstwa oraz nieustannej socjotechniki (manipulowania społeczeństwem) i dopóki prawica nie podejmie wojny z bezpieczniackimi mediami, nie ma żadnych szans na normalne funkcjonowanie na scenie politycznej.

Lustracja dziennikarzy jest potrzebna natychmiast. Nie przypadkowo już budzi przerażenie red. Tomasza Wołka, który opluwając rząd w TOK FM u Żakowskiego, dosłużył się zaproszenia do „Loży Prasowej”, prymuski ataku medialnego na PiS, pani Małgorzaty Łaszcz. Wołek drży na myśl o „igrzyskach zatruwających polskie życie” i obawia się „uwikłania mediów w walkę ideologiczną”, co w tłumaczeniu na język polski oznacza niebezpieczeństwo lustracji.

Rząd nie będzie oczywiście działał 3,5 roku, powiedzmy 3-6 miesięcy, ale to nie trwałość rządu lecz uchwalone ustawy są ważne. Strona przeciwna jest przerażona powstaniem koalicji, ponieważ oznacza to wzmocnienie PiSu, który przejmie cały elektorat prawicy. Bardzo możliwe, że gdy koalicja się załamie PiS nie straci władzy. Boi się tego Piotr Stasiński z „Wybiórczej”. Do Polski w najbliższym czasie ma nadejść 6o mld euro i oczywiście nie chodzi o to czy zostaną one wykorzystane na modernizację kraju tylko kto będzie je dzielił. Przecież powinna to robić PO i UW, a nie jacyś ciemniacy i antysemici. Środki płynące z Unii oczywiście będą wzmacniały istniejący w tym czasie rząd.

Koalicja będzie kosztowała; wzrost zatrudnienia w administracji może wymagać dodatkowe 100 mln zł. Są to jednak koszty ordynacji wyborczej. Będziemy takie koszty płacili dopóki nie zostaną wprowadzone jednomandatowe okręgi wyborcze, co spowoduje zniknięcie małych partii i uczyni zawieranie koalicji zbędnym.

Prawdą jest, że Giertych i Lepper opowiadali się za Rosją, ale to nie oni będą kształtowali politykę zagraniczną. Tak uwielbiany przez media Meller był politykiem wyjątkowo spolegliwym wobec Rosji i to jakoś „Wybiórczej” nie przeszkadzało. Obaj politycy mają ściśle zakreślone kompetencje i Jarosław Kaczyński będzie musiał ich pilnować.

Układowi pozostaje opluwanie rządu Polski za granicą jako antysemickiego i faszyzującego, co oczywiście fakt wejścia do rady ministrów Leppera i Giertycha ułatwia. Ale przypomnijmy, że już wcześniej warszawka słała na Zachód wieści o nacjonalistycznym i antysemickim PiSie. Nic więc nowego, a intensywność opluwania większa, bo większa wściekłość przeciwnika.

Marcin Święcicki i Janusz Onyszkiewicz w charakterze młodzieży demonstrującej przeciwko Giertychowi zdradza strach przed zmianami w szkolnictwie. Niebawem przeczytamy w „Wybiórczej”, że doszło do demonstracji przedszkolaków przeciwko Giertychowi. Oczywiście perspektywa wzmocnienia dyscypliny w szkołach i zastąpienia lekcji o wartościach kultury pedalskiej przez zajęcia z polskich tradycji narodowych musi budzić grozę w Agorze. 17 lat wychowywania Polaków na posłuszną i wymóżdżoną masę poszłyby na marne. Oczywiście możliwe są rozmaite ekscesy wszechpolskie, próby klerykalizacji, ale nie przyniesie to takich strat jak kampanie przeciwko wrodzonemu antysemityzmowi Polaków.

Ubecka proweniencja Samoobrony należy do poważnych zarzutów, który trzeba rozpatrzyć szczegółowo. Rzecz jasna powołanie PO przez wieloletnie agenta I Departamentu (wywiadu), Andrzeja Olechowskiego, kierownictwu Platformy, mediom i Agorze nie przeszkadza. Podkreślane są natomiast powiązania Samoobrony ze służbami. Czekam tylko gdy sążnisty artykuł na ten temat zrodzi Lesław Maleszka, ostatecznie jest w tej dziedzinie fachowcem, jego donosy do SB obejmują bowiem tomy maszynopisów.

Nie znaczy to jednak, że neguję powiązania uzbeckie Samoobrony. Zanalizujmy je i ich konsekwencje.

Pierwsza różnica to stopień funkcjonariuszy; za PO stał np. Czempiński czyli pułkownik, w zakładaniu Samoobrony brały udział niższe szarże, na ogół wykolegowane przez pułkowników z podziału tortu jakim była transformacja na warunkach bezpieki. Jeśli przypomnimy sobie komu stawiał Lepper pytania w Sejmie w sprawie łapówek, za co został skazany i jest teraz oficjalnie nazywany przestępcą (gdyby ukradł z budżetu miliard dolarów byłby budowniczym kapitalizmu), okazje się, że atakował wyłącznie ludzi Prezia i PO, czyli układu za którym stało WSI i I Departament.

Nie jest oczywiście prawdą, że Samoobrona się zmieniła, jak został zmuszony publicznie stwierdzić Jarosław Kaczyński. Ważne są powiązania, a te pozostają. Sojusz z Samoobroną stanowi mniejsze zło. Niestety środowisko komunistycznej bezpieki jest tak potężne dzięki okrągłemu stołowi, iż nie pokonamy go bez wykorzystania jego wewnętrznych konfliktów. Już dawno uważałem, że PiS nie rozbije wojskowych służb, a więc mafii rządzącej Polską, bez taktycznego sojuszu z ich rywalami z III Departamentu. Może się to nie podobać ale rzeczywistości nie zmienimy. Dlatego sojusz z Samoobroną jest korzystny z tego właśnie punktu widzenia.

Autor publikacji: 
Ubekistan: 
Archiwum ABCNET 2002-2010: