You are here

I wahał się w takt telefonów

Kto nie prowadzi polityki samodzielnej tylko wypełnia instrukcje, gdy ma kilku wydających rozkazy, staje wobec niewykonalnego zadania zadowolenia wszystkich w każdej chwili, co rodzi rozdwojenie jaźni. W taką pułapkę wpadł Donald Tusk w kwestii ukraińskiej i ostatecznie wybrał wersję najniebezpieczniejszego protektora – Rosji.
 
17 lutego kanclerz Merkel wypowiedziała się przeciwko sankcjom. następnego dnia gdy opozycja zablokowała parlament, a w stronę Majdanu ruszyły oddziały Berkutu, premier Tusk dokonaną rzeź (co najmniej 5 osób zginęło, kilkanaście było w stanie krytycznym, dziesiątki odniosło obrażenia) nazwał "negatywnym przyspieszeniem" i ocenił, że "wszystko wskazuje na to, iż odpowiedzialność rozkłada się jednak trochę na obie strony". Jak echo wtórował też Merkel z dnia poprzedniego: „bardzo łatwo jest wyjść z danego rynku, a bardzo trudno na ten rynek wrócić”. Stwierdził również: "Mam nadzieję, że nigdy polskie produkty, w tym polska amunicja, nie będą używane wobec ludności cywilnej. Bardzo bym chciał, by tak było na całym świecie, ale tutaj żadnych decyzji zabraniających polskim firmom handlu nie przewiduję". Widocznie nowe instrukcje jeszcze nie doszły i premier nie mógł zareagować na wydarzenia 18 lutego odpowiednio do ich charakteru.

19 lutego USA nałożyły sankcje i po ciężkich walkach, w nocy z 21 na 22 lutego, Janukowycz uciekł, mimo iż Sikorski wykonał zadanie dla Putina zlecone mu za pośrednictwem ministra Steinmeiera. 23 lutego kanclerz Merkel poparła nowy rząd Ukrainy i wezwała do zachowania integralności kraju i powrotu na drogę reform europejskich.  W tym czasie Tusk milczał. Widocznie jego telefon też milczał, gdyż sekretarka Merkel tego dnia miała ważniejsze sprawy. Dopiero 24 lutego Tusk ogłosił, iż Polska jest gotowa pomóc Ukrainie finansowo. Wskazywałoby to, iż telefon nad ranem jednak zadzwonił.

Nagle 3 marca Tusk poczuł przypływ odwagi i stwierdził: „Powinniśmy umieć zatrzymać Rosję w jej agresywnych zapędach po to, żeby uniknąć konfliktu” i dodał: „dziś być może jest czas na kroki bardziej zdecydowane."

Cóż się wydarzyło?

11 marca kanclerz Merkel na spotkaniu ze swym klubem parlamentarnym mówiła o „aneksji Krymu”, a dnia następnego udała się do Warszawy. Można więc uznać, iż deklaracja z 3 marca miała wyjść na spotkanie stanowisku Merkel.

18 marca gościł w warszawie wiceprezydent USA Joe Biden. Tusk nagle doznał przypływu szaleńczej odwagi i oświadczył: „Nie możemy pozwolić, by wspólnota międzynarodowa poprzez "nową Jałtę" zaakceptowała aneksję Krymu”. I bohatersko kontynuował: ”Dla mnie rzeczą najważniejszą jest dzisiaj, aby wspólnota europejska i euroatlantycka nie uległa tego typu presji, jaką dzisiaj Putin prezentuje i żeby nie było takiej pokusy, że no trudno Krym stracony, Ukraina de facto stracona, ale trzeba się jakoś z Rosją ułożyć.” Zachwycił się też wspólną polityką niemiecko-amerykańską: „ I w tej przestrzeni potrzebujemy dzisiaj przede wszystko maksymalnie wspólnej polityki euroatlantyckiej - europejsko-amerykańskiej i takiego przygotowania do być może długiego czasu konfrontacji - politycznej i gospodarczej konfrontacji z Rosją.”

Rozdwojenie jaźni

Po wizycie wiceprezydenta USA sytuacja pod koniec marca uległa jednak zmianie. Merkel pod naciskiem lobby przemysłowego i prorosyjskich socjaldemokratów zaczęła szukać porozumienia z Rosją, czego oznaką było wycofanie się Witalija Kłyczki, czyli „ukraińskiego Tuska” i jego sojusz z Poroszenką zmontowany przez ukraińską prawą rękę Putina – Dmytro Firtasza, jednego ze sponsorów partii Kłyczki. Drogi USA i Niemiec zaczęły się rozchodzić.

Exposé Radosława Sikorskiego było sygnałem, iż rząd nie będzie popierał USA, ale przewiduje porozumienie niemiecko-rosyjskie i ustawia się w roli lokaja Berlina i Moskwy.

I wreszcie 21 maja Tusk stwierdził: „Nie chciałbym, żeby Polska była w jakiejś awangardzie czy krucjacie antyrosyjskiej”. Dowiedzieliśmy się więc, że istnieje jakaś „krucjata antyrosyjska”. Czy chodziło o potępienie wezwań: „Powinniśmy umieć zatrzymać Rosję” z 12 marca i apeli do „przygotowania do … politycznej i gospodarczej konfrontacji z Rosją” z 18 marca? Tusk więc potępił Tuska, doznając rozdwojenia jaźni, ale kto powiedział, że życie służalca ma być przyjemne i bezpieczne?

Problem jednak nie polega na tym, że Tuska ma rozdwojenie jaźni, lecz że wciąga wszystkich Polaków w żarna historii. 

Konsekwencje wyboru Rosji

Po raz pierwszy od 5 Listopada 1916 roku sytuacja geopolityczna sprzyja Polsce na porównywalną skalę. Lata 1991-1992 był tylko okresem przejściowego załamania się kontroli Rosji, która zastąpiła władzę Sowietów, ale nie dała pełnej suwerenności, nie mówiąc już o wolności, choć oczywiście postkomunistyczna fasadowa demokracja jest mniej dolegliwa niż klasyczna komunistyczna dyktatura. W miękkim totalizmie można bowiem nawet normalnie żyć nie popierając władzy, pod warunkiem, że nie stanowi się zagrożenia dla systemu i jego elit.

Warunkiem suwerenności i prowadzenia polityki obrony interesów własnych jest zniwelowanie wpływów Niemiec i wyrwanie się z wasalnej zależności wobec Rosji. Polacy, nawet gdyby większość żywiła takie pragnienie, nie są w stanie dokonać tego bez poparcia z zewnątrz, które mogą dostarczyć tylko Stany Zjednoczone. Te jednak muszą widzieć w owym poparciu interes własny. Polityka jest bowiem grą interesów i nie opiera się na przyjaźniach, zasługach, wdzięczności czy sentymentach. Gdy wspólnota interesów się kończy, sojusze znikają.

Kryzys ukraiński jest punktem zwrotnym, gdyż stał się katalizatorem kształtowania się nowego układu geopolitycznego. Z jednej strony napięcia między USA a Niemcami czynią nieaktualną koncepcję powierzenia Berlinowi pilnowania interesów amerykańskich w naszym regionie. Jednocześnie Unia wchodzi w przewlekły kryzys, gdyż dalsza dominacja Niemiec musiałaby doprowadzić do całkowitego podporządkowania im Europy, co nie może zostać zaakceptowane przez wszystkich bez sprzeciwu. Pojawi się więc również możliwość gry i sojuszy celowych wewnątrz Unii, aby zrównoważyć wpływy niemieckie i odeprzeć agresję Rosji oraz uniezależnić się od jej surowców.

Z drugiej strony agresja Rosji na Ukrainie, która ma na celu zwasalizowanie Europy i jej oderwanie od sojuszu z USA, uniemożliwia realizację wymierzonego w Chiny amerykańskiego planu utworzenia strefy wolnego handlu obejmującej Amerykę, Unię i kraje stowarzyszone. Co więcej, coraz ściślejszy sojusz Moskwy z Pekinem zmusza Stany Zjednoczone do uderzenia w Rosję, gdyż eliminując sojusznika Chiny najłatwiej je osłabić. Im bliższa współpraca Putina z Chinami, tym bardziej miażdżąca będzie riposta amerykańska.

Rozdźwięki między Niemcami i USA oraz konieczność uderzenia w Rosję zmusza Stany Zjednoczone do powrotu do naszego regionu. Wprawdzie Polska nie jest najważniejszym krajem Międzymorza, ponieważ basen Bałtyku nie ma dla Ameryki znaczenia strategicznego, a z punktu widzenia geopolityki najważniejsze jest Morze Czarne, to jednak obecna konfrontacja stwarza dla nas korzystną sytuację, zmienia bowiem układ sił. Wprawdzie nic z tego w praktyce dla nas nie wynika, ponieważ większość Polaków nie chce tych sprzyjających okoliczności wykorzystać i tym się różnią od Polaków z roku 1916. Ale nie można nikogo zmusić by dążył do suwerenności i wolności, jeśli on sam nie odczuwa jej potrzeby.

Sytuacja jest jednak gorsza niż przegapienie okazji, ponieważ Donald Tusk wiążąc Polskę z Rosją i Niemcami ustawia nas w obozie antyamerykańskim. To my możemy zapłacić koszty walki z Rosją jako jej wierni wasale z woli wyborców Platformy Obywatelskiej.

Autor publikacji: 
Ubekistan: 
Polityka zagraniczna: 
Źródło: 
Gazeta Polska z 28 maja 2014