You are here

Przywróćmy granice Europy

Alain Besançon zastanawiał się kiedyś, gdzie przebiegają granice Europy. I doszedł do wniosku, że wyznacza je na Wschodzie linia barokowych kościołów. Wydaje się jednak, że nie wziął pod uwagę, iż prawosławie ukraińskie miało inny charakter niż Cerkiew rosyjska, stanowiąca zgodnie z bizantyńską tradycją instrument polityki państwowej i mocarstwowej. Kres Europy wyznaczają więc granice Szwecji i Rzeczypospolitej w XVII wieku

Czym w praktyce różni się Europa od Azji? Tylko w Europie powstał służebny stosunek władzy wobec obywatela. Obywatel uważa państwo za swoje, gdy służy mu ono i chroni go. U Wielkiego Chana poddany jest po to, by służyć władzy, jest jej rabem, a władza może z nim zrobić wszystko. Człowiek jest śmieciem bez wartości i godności i powinien być szczęśliwy, jeśli Chanowi na coś się przyda.

Takie też są nasze doświadczenia z Rosją. Gorzej, ona ten model eksportuje wszędzie, gdzie sięgają jej wpływy. Gdyby ziemie rosyjskie zjednoczyła nie Moskwa, lecz kupiecka Republika Nowogrodu Wielkiego, granice Europy sięgałyby o wiele dalej na wschód. Niestety, to na trupach obywateli Nowogrodu Wielkiego powstał gmach państwa rosyjskiego. Jak stwierdził Iwan III: „Nie będzie w Nowogrodzie bił dzwon wiecze [dzwon zwołujący na wiec], ma się tu liczyć tylko moja wola, tak jak w Moskwie”, i dzwon został aresztowany.

Naszym celem powinno być odsunięcie wpływów Rosji i przywrócenie dawnej granicy Europy. Bunt na Ukrainie przeciwko rosyjskiemu modelowi władzy pod nośnym tam hasłem zjednoczenia z Unią, czyli wyrwania się Rosji, stwarza możliwość zapoczątkowania tego procesu.

Polacy III RP

Polacy za komuny zachowywali większą godność niż wyhodowani i wytresowani w III RP służalcy. Ustępowali przed przemocą, ale nie tracili godności. Nie przyjęli, że służalstwo powinno być dobrowolnym i pożądanym wzorcem zachowania. Solidarność była także walką w imię godności. Życie w kłamstwie i uwielbieniu dla złodziei czy cwaniaków wysługujących się dla kasy obcym interesom stało się powszechne dopiero w społeczeństwie złamanym strachem i zdradą solidarnościowych elit oraz triumfem podłości w życiu publicznym.

Przekonywanie nic tu nie pomoże. Te wzorce muszą być głośno potępiane i wyśmiewane, aby zostały odrzucone. Bez tego rewolucja psychologiczna i powstanie z kolan są niemożliwe.

Nie może istnieć europejski model władzy w kraju, który demonstruje na zewnątrz służalstwo wobec obcych interesów jako najwyższą wartość polityczną. Nikt nie będzie się liczył z Polską, jeśli sami Polacy nie będą chcieli bronić własnych interesów i prowadzić samodzielnej polityki, popierając rządy tańczące w rytm telefonów z Berlina i Moskwy.

Angielski ojciec geopolityki Halford MacKinder (1861–1947) przewidywał, że połączenie potencjału Niemiec i Rosji lub Chin i Rosji zagroziłoby światowej wolności. Dziś stoimy wobec takiej właśnie perspektywy.

MacKinder proponował, by przywrócić równowagę sił, tworząc trzeci blok między Rosją a Niemcami. Taką zaporą między Rzeszą a Rosją Sowiecką dążącą do bolszewizacji Niemiec, miał się stać cordon sanitaire. W koncepcji MacKindera w roku 1919 były to państwa bałtyckie, Białoruś, Ukraina i południowa Rosja. Po zwycięstwie bolszewików rolę tę pełniły już tylko republiki bałtyckie i Polska, a dołączyła do nich Rumunia.

Europa Zachodnia i Południowa bez ochrony państw pomostu bałtycko-czarnomorskiego są otwarte na penetrację Rosji. Z jej punktu widzenia podporządkowanie sobie pomostu jest konieczne, by dotrzeć do bogatego Zachodu i uzależnić go. Zwłaszcza dziś, gdy region ten zagrożony jest przez kryzys gospodarczy, napór islamu i rozkład kulturowy, przynoszący zawsze zanik woli.

Ile Haushofera w Merkel

Najwybitniejszy geopolityk niemiecki, konserwatysta gen. Karl Haushofer (1869–1946) uważał, że konieczny jest niemiecko-rosyjski sojusz kontynentalny, który pozwoli zdominować Eurazję. Do tej koncepcji nawiązuje Putin, proponując partnerstwo niemieckiej Unii i rosyjskiej Unii Eurazjatyckiej. 

Według Haushofera Polska i inne państwa położone między Niemcami i Rosją przeszkadzają ich sojuszowi, dlatego trzeba je zwasalizować lub rozbić. Wasalizacja stanowi korzystniejsze rozwiązanie, ponieważ wzmacnia pozycję Niemiec wobec Rosji. Miałaby polegać na autonomii wewnętrznej krajów tej strefy, niemieckich gwarancjach bezpieczeństwa i przywództwie Berlina. Taka zależność byłaby akceptowana, gdyż dawałaby wyższy poziom życia. Niemcy uzyskałyby rynki zbytu, surowce i tanią siłę roboczą. Koncepcja ta była do niedawna realizowana w niemal całej Europie postkomunistycznej. Rosnące rozczarowanie Rosją po zderzeniu z rosyjską rzeczywistością kładzie jej jednak kres.

Elity niemieckie nie są jednolite. Są wśród nich zwolennicy sojuszu z Rosją – jak niegdyś Haushofer – i oddania jej Ukrainy (SPD – Schröder-Steinmeier) lub też przyciągnięcia jej w celu wzmocnienia niemieckiego eksportu, ale w ramach umacniania pozycji wobec Rosji jako partnera, a nie rywala.

Na tym tle Angela Merkel wydaje się zajmować najkorzystniejsze stanowisko – nie postrzega już Rosji jako raju dla eksportu i widzi korzyści wynikające ze strefy wolnego handlu od Ukrainy do USA. A to oznacza cenny dla nas kurs kolizyjny z Kremlem i wzmocnienie Europy wobec Rosji. Ale nie jest to jednoznaczne z uznaniem samodzielności Polski. Kompromis z Berlinem jest jednak możliwy, jeśli przekształcimy się ze służalca w partnera. Natomiast z Rosją dzieli nas nieprzekraczalna bariera – różnica interesów.

Odczytać dziś Studnickiego

Władysław Studnicki (1867–1953) był najwybitniejszym geopolitykiem polskim. Widział, że największym zagrożeniem dla Polski będzie zawsze Rosja, gdyż leżymy na jej drodze do Europy. Zagrożenie dla nas stwarza opanowanie przez Rosję zarówno pomostu bałtycko-czarnomorskiego, jak i Kaukazu. Dlatego w naszym interesie jest wyparcie z tych regionów wpływów Moskwy.

Studnicki widział możliwość porozumienia polsko-niemieckiego jako podstawy bloku środkowoeuropejskiego, który oparłby się ekspansji rosyjskiej. Polska miała tu być słabszym od Niemiec, ale silniejszym od pozostałych krajów zwornikiem takiego sojuszu. Nasza pozycja miała wynikać z roli pośrednika wpływów niemieckich. Przeciwieństwem byłoby śmiertelne dla nas porozumienie niemiecko-rosyjskie.

Bardziej współczesna niż obrona Polski nad Dźwiną i Dnieprem jest koncepcja Włodzimierza Wakara (1885–1933), który głosił, że niepodległa Litwa, Białoruś i Ukraina są gwarantami bezpieczeństwa Polski od Wschodu.

Polska nie może walczyć na wszystkich frontach. Dlatego w sytuacji zaostrzenia stosunków niemiecko-rosyjskich trzeba wybrać opór wobec największego zagrożenia, czyli Rosji. To oznacza konieczność sformułowania warunków porozumienia z Niemcami w ramach całego obszaru pomostowego i gotowość do sojuszu z USA, które dziś dla służalczego rządu są „obcym mocarstwem”, jak ujął to rzecznik rządu Paweł Graś.

Ukraina chroni przed Rosją Bałkany, a pomost bałtycko-czarnomorski, zwłaszcza Białoruś – Polskę. Ponadto Ukraina otwiera Europie drogę na Kaukaz, co jest warunkiem uzyskania przez nas bezpieczeństwa energetycznego. Nie przypadkowo projekty przygotowywane przez państwa pomostu są konsekwentnie sabotowane przez rosyjską agenturę wpływu.

Europeizacja stosunków na Ukrainie nie jest możliwa z dala od Unii. Im do niej bliżej, tym proces ten będzie szybszy.

Unia, przy wielu ułomnościach i dominacji niemieckiej, chroni przed pochłonięciem przez Rosję. A zbliżenie z Ukrainą, wbrew Rosji, nie tylko odsuwa rosyjskie wpływy, ale też otwiera możliwość gry w trójkącie z Niemcami.

Jak pisał Studnicki, Ukraina może być tworzona z pomocą Polski lub przeciwko Polsce. Dlatego w naszym interesie jest, by być dla Ukrainy najważniejszym partnerem i nie pozostawiać jej wyłącznie wpływom niemieckim.

Polska sama może być tylko wasalem Rosji lub protektoratem Niemiec. Szansę na kompromis z Berlinem daje nam tylko wsparcie pozostałych małych państw regionu. Wtedy nie odgrywalibyśmy roli niemieckiego pośrednika, jak pisał Studnicki, ale raczej reprezentanta wobec Niemiec interesów naszych sojuszników, przy zachowaniu geopolitycznej i ekonomicznej współpracy z Berlinem. Sojusz z Ukrainą wzmacniałby taką pozycję Polski.

Po ewentualnym rozpadzie lub przekształceniu Unii Ukraina – jako czynnik europejski, a więc broniący przed eksportem modelu rosyjskiego – pozostałaby na scenie ważnym graczem. Dlatego Kijów i Warszawę powinny wiązać wspólne interesy, przede wszystkim gospodarcze. Stąd znaczenie projektów energetycznych i infrastruktury włączającej ten kraj do sieci powiązań europejskich.

Koncepcja pomostu bałtycko-czarnomorskiego oznacza także otwarcie drogi ze Skandynawii na południe, co zrównoważyłoby wpływy niemieckie płynące z Zachodu. To jednak wymaga wyrwania Białorusi z rąk Rosji.

Spraw historycznych nie unormujemy z Ukrainą poddaną wpływom rosyjskim, gdyż Moskwa będzie zawsze wykorzystywała ją do zachowania kontroli nad obu państwami i narodami. Zamiast przygotowywać grunt pod propagandę rosyjskiej agentury wpływu, głosząc brednie negujące konieczność zbliżenia, a w perspektywie włączenia Ukrainy do Unii albo do tworu, który z niej pozostanie, powinniśmy przejść do aktywnej polityki wobec Ukrainy. Im bardziej zbliżymy interesy naszych krajów, tym lepiej dla obu stron teraz i w przyszłości.

Autor publikacji: 
Polityka zagraniczna: 
GEOPOLITYKA: 
Źródło: 
Gazeta Polska Nr 50 z 11 grudnia 2013