You are here

Czy w imię demokracji poprzemy wymordowanie 10 mln Koptów?

3 lipca wojsko obaliło i aresztowało prezydenta Muhamada Mursiego, który starał się tworzyć nową elitę władzy, opierając się na kadrach Bractwa Muzułmańskiego. W odpowiedzi islamiści zorganizowali dwa obozy na placu Nahda przed uniwersytetem i przed meczetem Rabaa al-Adawija, żądając powrotu Mursiego
 
14 sierpnia wyznaczony przez wojskowych tymczasowy prezydent Adly Mansur ogłosił na miesiąc stan wyjątkowy i prawo wojenne, a siły bezpieczeństwa zlikwidowały obozy islamistów. 525 osób zostało zabitych, a 3 tys. rannych.
 
Wiceprezydent al-Baradei, który razem z wielkim imamem meczetu al-Azhar Muhamadem al-Tajebem oraz głową Kościoła koptyjskiego Tawardosem II poparł zamach wojskowy, teraz podał się do dymisji na znak protestu.
 
Aresztowano ponad tysiąc członków Bractwa Muzułmańskiego i władze zapowiadają jego delegalizację. W Gizie policja aresztowała brata szefa Al-Kaidy Muhamada Zawahiriego, dowódcę oddziałów islamistycznych na Synaju, oskarżonego o próbę przemycenia broni dla protestujących. Kieruje on salaficką grupą dżihadu zbrojnego. Kilka dni temu w ręce egipskiej policji wpadł ponadto Muhamad al-Beltagi, sekretarz generalny utworzonej przez Bractwo Muzułmańskie Partii Wolności i Sprawiedliwości. To Beltagi przemawiał 14 sierpnia pod meczetem Rabaa al-Adawija podczas protestu przeciwko obaleniu Mursiego.
 
Dwa miesiące od obalenia prezydenta w Egipcie nadal wrze. Islamiści palą kościoły i atakują Koptów. W ostatnich dniach sierpnia w samym tylko mieście Al-Minja na południe od Kairu odnotowano co najmniej 20 ataków na obiekty chrześcijańskie, w tym na sierociniec. Egipt stanął w obliczu wojny domowej z islamistami. Taką wojnę przechodziła Algieria w latach 1991–2000. Wtedy straciło życie minimum 60 tys. osób.
 
Szariat i kalifat
 
Demokracja powstała w Europie, ponieważ tylko tu doszło do oddzielenia się sfery władzy religijnej i państwowej, w konsekwencji zakończonej kompromisem walki o zwierzchności toczonej w XI w. przez papieża Grzegorza VII i cesarza Henryka IV. W cywilizacji islamskiej istnieje natomiast jedność państwa i religii, a w konsekwencji nieznane jest pojęcie prawa świeckiego, co wyklucza pluralizm – podstawę demokracji.
 
Drugim elementem jest wolność jednostki nieznana w społecznościach azjatyckich, dla których istnieje tylko dobro kolektywu, które uzasadnia władzę absolutną państwa i możliwość dowolnego szafowania życiem człowieka. Władza ma bowiem dbać o harmonię, która uzasadnia jej działania.
 
W efekcie zderzenia z Europą i koniecznością modernizacji w islamie powstały dwa główne prądy: nacjonalizm i islamizm, nazywany też fundamentalizmem.
 
Nośnikiem nacjonalizmu było przede wszystkim wojsko, które najbardziej odczuwało wyższość armii europejskiej i dążyło do zmiany warunków, które umożliwiłyby zniwelowanie bolesnej różnicy. Oficerowie reprezentujący ten kierunek rekrutowali się z warstwy średniej i mieli poparcie nowej biurokracji w miastach. W Egipcie była to grupa podpułkowników i majorów. Ich bunt był więc też skierowany przeciwko starej elicie feudalnej.
 
Nacjonalizm łączył się z sekularyzacją, centralną rolą państwa w gospodarce (socjalizm), reformą rolną i rozwojem świeckiego szkolnictwa i sądownictwa, czyli zniesieniem prawa religijnego – szariatu jako prawa państwowego. Demokratyczne formy miały jedynie charakter pozorowany, gdyż nie opierały się na żadnych strukturach społecznych. Nową elitę władzy tworzyli wojskowi i związana z nimi biurokracja państwowa. Sukcesy nacjonalizmu, dość umiarkowane, nie odpowiadały oczekiwaniom mas, zwłaszcza wiejskich, i dlatego obecnie zwracają się one ku drugiej propozycji, a zeuropeizowane grupy miejskie, zwłaszcza w stolicach, są za słabe, by stanowić podstawę demokracji. Mogły one jedynie posłużyć za katalizator wiosny arabskiej, ale nie stanowiły jej głównej siły.
 
Inną odpowiedź na wyzwanie europejskie dali islamiści. Uważają oni, że od Zachodu trzeba przejąć naukę i technologię (np. broń, środki łączności), ale w żadnym wypadku nie kopiować ustroju i organizacji politycznej. Te muszą mieć charakter muzułmański. Należy powrócić do islamu, czyli ma on stać się religią państwową, rząd musi egzekwować prawo muzułmańskie – szariat jako podstawę życia religijnego, społecznego i państwowego.
 
Islamiści nie uznają podziałów etnicznych czy narodowych, lecz wyłącznie religijne – na muzułmanów i niemuzułmanów podlegających nawróceniu (dżihad cywilizacyjny, pokojowy) lub eliminacji (dżihad zbrojny). Na początek wszyscy Arabowie, a ostatecznie wszyscy muzułmanie, powinni żyć w jednym państwie. Celem jest więc przywrócenie kalifatu, ponieważ kalif, jako następca Mahometa, jest jednocześnie przywódcą politycznym i religijnym wszystkich muzułmanów.
 
Szariat i kalifat obronią przed imperializmem, wyzwolą braci, pozwolą na rywalizację z Zachodem, spowodują rozwój gospodarki, dadzą dobrobyt i rozwiążą wszystkie problemy.
 
Jeśli muzułmanie ulegają wpływom Zachodu lub pozwalają na szerzenie jego ideologii, są takfir, czyli nieprawowierni (grzeszni, żyjący niezgodnie z Koranem), a więc można i trzeba ich eliminować, tj. wymordować.
 
Wszelki dialog i kompromis jest więc z islamistami z definicji niemożliwy i oznaczać może tylko krótkie zawieszenie broni przed ostatecznym starciem. Taki charakter miałoby obecnie postulowane, nawet przez ministra obrony al-Sisiego, włączenie przedstawicieli Bractwa Muzułmańskiego do rządu.
 
Salafici
 
Egipskich salafitów nie należy mylić z saudyjskimi wahabitami, chociaż oba odłamy islamizmu oferują takie samo rozumowanie i rozwiązanie problemu rywalizacji z Zachodem. Wahabizm, czyli doktryna stworzona przez Muhamada al-Wahhaba w XVIII w., miał uzasadniać władzę Domu Saudyjskiego jako obrońcy czystego islamu czasów Mahometa. Należy do niego powrócić, usuwając późniejsze naleciałości.
 
Nurt salaficki powstał dopiero pod koniec XIX w. w starciu z wpływami angielskimi. Również głosi powrót do islamu przodków i preferuje dżihad zbrojny. Jego przedstawiciel imam Hasan al-Banna założył Bractwo Muzułmańskie w 1928 r. Początkowo zajmowało się ono działalnością społeczną, a następnie podjęło walkę z Anglikami. Gdy Wolni Oficerowie obalili w 1952 r. monarchię Faruka, Bractwo rozpoczęło ataki na wojsko. W 1954 r. dokonało nieudanego zamachu na premiera i późniejszego prezydenta ppłk. Dżamala Nasera, a w 1981 r. zamordowało jego następcę ppłk. Anwara Sadata.
 
Główną siłą wiosny arabskiej nie były widoczne demonstracje studentów i warstw zeuropeizowanych, które chciały obalenia reżymu wojskowego, by zastąpić go demokracją, ale muzułmańskie masy. Ich bunt miał oczywiście podłoże socjalne, ale przybrał formę religijną jako najbardziej zrozumiałą i rodzimą dla społeczeństwa muzułmańskiego. Dlatego po obaleniu Husniego Mubaraka w wolnych wyborach zwyciężył kandydat Bractwa Muzułmańskiego Muhamad Mursi, uzyskując 51,7 proc. głosów.
 
Islamizacja życia (w tym mordowanie Koptów) i brak poprawy rozczarowały i w kwietniu doprowadziły do konsolidacji nurtu świeckiego Tamarrud (bunt), który zorganizował potężne demonstracje 30 czerwca, domagając się przedterminowych wyborów, i zebrał 22 mln podpisów na ich rzecz. Tamarrud wezwał do obywatelskiego nieposłuszeństwa, gdyby Mursi nie ustąpił do 2 lipca. Sytuację wykorzystali wojskowi, których pozycja została zagrożona przez Bractwo Muzułmańskie, i 3 lipca dokonali zamachu stanu.
 
Monachium 2013
 
W odpowiedzi na zamach i krwawe ofiary prezydent Obama zagroził cofnięciem pomocy wojskowej w wysokości 1,3 mld dolarów, z której żyje armia egipska, oraz 250 mln dolarów pomocy gospodarczej. Za wstrzymaniem pomocy dla armii opowiedział się też McCain. Również Unia otwarcie poparła islamistów, oskarżając jednostronnie wojsko o przemoc. Płonące kościoły nie przeszkadzają przewodniczącemu Komisji Europejskiej Jose Barroso i przewodniczącemu Rady Europy Hermanowi Van Rompuyowi. Widocznie uważają oni, że ustępstwa wobec islamistów uratują ich – można by dodać – niczym Monachium pokój w Europie.
 
Wezwania do przestrzegania demokracji oznaczają w praktyce zgodę na przejęcie władzy przez Bractwo Muzułmańskie. Wybór jest, niestety, między krwawymi represjami wojskowych a rzezią, przede wszystkim Koptów, dokonaną przez islamistów. W Algierii Francja poparła wojskowych ze strachu przed zalewem emigrantami, a USA na szczęście nie pomagało islamistom w imię zaprowadzenia demokracji zachodniej w kraju, gdzie demokracja odbierana jest jako wpływ wrogiego świata zewnętrznego.
 
Być może Obama i McCain uważają, że islamiści i tak zwyciężą, i popierając ich, chcą zachować wpływy w Egipcie, ale właśnie z powodu takiej polityki USA utraciły kontrolę nad sytuacją.
 
Izrael
 
Wydarzenia w Egipcie stanowią bezpośrednie zagrożenie dla rozmów izraelsko-palestyńskich w sprawie trwałego pokoju, gdyż wzmacniają radykałów, którzy teraz w Izraelu demonstrują, żądając w imię demokracji przywrócenia Mursiego i rządu jego Bractwa Muzułmańskiego. Ponadto chaos w Egipcie sprzyja rakietowym atakom dżihadystów na Ejlat. Dlatego dyplomacja izraelska rozpoczęła działania w USA i Europie na rzecz wojskowych w Egipcie i stara się nie dopuścić do wprowadzenia w życie sankcji przeciwko rządowi wojskowemu.
 
Poparcie Izraela może paradoksalnie ułatwić Bractwu walkę z wojskiem. Do pełnego obrazu chaosu dodać jeszcze należy, że przeciwnicy islamistów z Tamarrud, którzy żądają delegalizacji Bractwa i popierają armię, w odpowiedzi na prosalaficką politykę Obamy wezwali do anulowania porozumienia pokojowego z Izraelem z 1979 r. oraz rezygnacji z pomocy amerykańskiej. Obecnie zbierają podpisy w sprawie referendum w obu kwestiach. Nacisk na Izrael miałby zmusić USA do „zaprzestania popierania terrorystów”.
 
Chaos
 
Wydarzenia w Egipcie należy widzieć na szerszym tle. Wojna sunnicko-szyicka z Syrii przerzuciła się na Liban, gdzie doszło do zamachów sunnickich na Hezbollah, finansowany przez Iran. W Tunezji, gdzie islamiści zdobyli władzę w wyniku wolnych wyborów, zaczęli już mordować przywódców opozycji i albo dojdzie do powtórzenia scenariusza egipskiego, albo islamiści doprowadzą do chaosu i rzezi.
 
Ewentualne zwycięstwo islamistów będzie oznaczało nie tylko ludobójstwo Koptów, ale też spowoduje wzmożenie działalności terrorystycznej w Europie, zagrozi pokojowi na Bliskim Wschodzie. Wywoła także masową emigrację muzułmanów do Europy, co zdestabilizuje sytuację na Zachodzie. W konsekwencji Unia zwróci się jeszcze bardziej ku Rosji. Moskwa otrzyma ogromne możliwości działania, które skrzydło „prawosławnego KGB” z pewnością wykorzysta. Działając na dwa fronty, wspierać będzie islamistów i oferować pomoc chrześcijanom za pośrednictwem Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej. Konsekwencje takiego scenariusza byłyby dla Polski geopolityczną katastrofą.
 

Autor publikacji: 
Polityka zagraniczna: 
GEOPOLITYKA: 
Źródło: 
Gazeta Polska nr 36 z 4 września 2013