You are here

Reichstag 2012

W nocy z 27 na 28 lutego 1933 roku został popalony Reichstag, co posłużyło za pretekst do odłożenia wyborów, które miały odbyć się 3 marca i mogły osłabić pozycję NSDAP oraz do wprowadzenia ustroju nazistowskiego. Jak zauważył Karol Marks, cytując Hegla, historia wprawdzie powtarza się, ale wydarza się „za pierwszym razem jako tragedia, za drugim jako farsa”. Jego uczniowie zapomnieli widocznie wyciągnąć wniosków z nauk swego klasyka.
 
Wprawdzie do dziś nie wiemy jak przebiegała prowokacja z 27 lutego 1933 roku, ale warto przypomnieć kilka faktów, by pokazać jak działała wówczas policja. Totalniackie bezpieki wprawdzie zmieniają się, ale metody pozostają.

Pożar Reichstagu miał przekonać opinię publiczną, iż znalezione przez nazistów trzy dni wcześniej u komunistów plany przewrotu są prawdziwe. Mamy więc prowokację, która wzmacnia poprzednią, gdyż ta nie została przyjęta jako wiarygodna. Schemat jest ten sam. Odkrycie „zbrodniczych” myśli i zamiarów Brunona K. ma przekonać, iż 11 Listopada to nie policja prowokowała zajścia tylko „faszyści”, a więc w sytuacji kryzysu ekonomicznego władza oligarchii znalazła się w niebezpieczeństwie i należy zlikwidować opozycję, która „jątrzy”; najlepiej wydając dekret „O ochronie pluralizmu i tolerancji”. Stan wyjątkowy w klasycznej formie nie wchodzi w grę, gdyż represje muszą być ubrane w szaty legalizmu, by Unia przełknęły je ze smakiem. Masowa inwigilacja opozycji i wyroki skazujące mogą zapadać tylko w obranie społeczeństwa przed potwornymi zagrożeniami.
 
Zapałki i nawozy
 
Marius van der Lubbe był komunistą holenderskim, który zerwał z partią, zarzucając jej zbytnią ustępliwość i w 1933 roku przeniósł się do Niemiec, gdzie komuniści byli radykalniejsi. Tu był pod obserwacją policji. Aresztowany pod płonącym Reichstagiem, dobrowolnie przyznał się do prób wzniecenia pożarów w innych budynkach zanim dostał się przez okno do biura klubu poselskiego NSDAP w Reichstagu i tam miał dokonywać wielu podpaleń przy pomocy zapałek. Próby te nie mogły mieć nic wspólnego z właściwym pożarem parlamentu, którego musiał dokonać ktoś inny. Zazwyczaj wskazywano na SA – jednostki paramilitarne partii nazistowskiej. Lubbe, złapany z zapałkami, został skazany na śmierć i wyrok wykonano w styczniu 1934 roku.

28 lutego 1933 roku Niemcy stały się państwem stanu wyjątkowego, władza hitlerowców stała się nieograniczona i niczym nie zagrożona.
Rudolf Diels, ówczesny kierownik wydziału politycznego policji pruskiej, w 1949 roku opisał aresztowanie i przesłuchania Lubbego. Diels, przeciwnik komunizmu, uważał że Holender było sobą niezrównoważoną psychicznie, a nawet szaleńcem i nie ponosił winy za pożar.
Czy owe zapałki Lubbego nie przypominają 4 ton nawozów sztucznych (saletry amonowej) albo starej tetetki Brunona K.?
 
„Grupa zbrojna” ABW
 
Sama propaganda jaką byliśmy karmieni wskazuje na koordynację działań między ABW a funkcjonariuszami mediów reżymowych. Najpierw dowiedzieliśmy się, że „odnaleziono … pentryt, trotyl, proch” , że groził wybuch 4 ton trotylu w samochodzie pod Sejmem, potem, że Bruno K. zamierzał ten trotyl, który u niego odkryto, dopiero zdobyć, by usłyszeć, że chodzi o nawozy sztuczne kupione przed laty i zobaczyliśmy kilka worków. Tylko że 4 tony to jest 80 worków po 50 kg. Ładunki miały być odpalone zdalnie, zapewne przy pomocy zabytkowej noki.

Brunon K. prowadził szkolenie pirotechniczne dla czerech osób, jak podała PAP, byli oni agentami ABW. Miał też próbować zorganizować "grupę zbrojną”. Jak się dowiedzieliśmy składała się ona właśnie z agentów ABW. Może właściwsze byłoby przyjęcie go do resortu. Funkcjonariusze byliby dobrze przeszkoleni, a Brunon K. pracowałby z zapałem realizując swoje dziwne hobby. Tym bardziej, że Brunon K. wykładał chemię na Uniwersytetu Rolniczego (dawna Akademia Rolnicza) w Krakowie i oficjalnie zajmował się pirotechniką.
Na dowód zbrodniczych planów Brunona przedstawiono filmy z jego eksperymentów pirotechnicznych, zapominając powiedzieć, iż pochodziły sprzed 11 lat.

Zatrzymano także dwu groźnych wspólników „terrorysty”, gdyż podobno posiadali nielegalnie broń. Na razie nie wiemy jaką. Po przesłuchaniu zostali zwolnieni. Nie wiemy tylko czy dlatego, że nie mieli pojęcia o planach ABW wobec Brunona K., czy dlatego, że byli kolejnymi współpracownikami służb.

Brunon K. pisał otwarcie o swoim hobby pirotechnicznym i walce przeciw tyranii, używając oficjalnego maila dostępnego na witrynie uczelni. Fora pełne są radykalnych komentarzy, frustratów i maniaków. Ich autorzy wyżywają się w słowach i siedzą cicho, a do otwierania kont używają fałszywych lub specjalnie w tym celu zakładanych adresów mailowych. Agenci ABW nawiązali więc kontakt z kandydatem na terrorystę przez Internet. Skoro jednak „zamachowcowi” droga od eksperymentów pirotechnicznych do pomysłu ataku zabrała 10 lat, to ciekawe ile jeszcze dekad zastanawiał się gdyby nie pomoc ABW.

Nasuwa się wniosek, że ABW pilnie ewidencjonuje autorów wpisów i w każdej chwili może podstawić im prowokatorów, a potem użyć do rozprawy z opozycją, udowadniając swoją przydatność.

Obserwujemy eskalację prowokacji. Raz uruchomionego procesu nie można już zatrzymać, gdyż to oznaczałoby przegraną, więc można się spodziewać, że następnym razem wyśmiani prowokatorzy użyją prawdziwych bomb, by uzyskać wiarygodność i przejść do aresztowań w majestacie prawa.

Komunistyczny politolog Radosław Markowski stwierdził, iż „nie jest wykluczone, że obecnie w kraju jest … stu Brunonów K., którzy robią podobne rzeczy”. Nie wykluczone zatem, że ABW przygotowuje 100 prowokacji w roli głównej z osobami niezrównoważonym, maniakami, naiwniakami i kolekcjonerami, by uderzyć w opozycję. „Nie wykluczone jest”, że niedługoNie jest wykluczone, że obecnie w kraju jest pięciu, dziesięciu, a może stu Brunonów K., którzy robią podobne rzeczy.

 ABW zabraknie funkcjonariuszy do tworzenia grup terrorystycznych, jeśli zachowają dotychczasowe proporcje – 4 agentów na 1 maniaka. Przypomnijmy, że ostatni zarząd WiNu tworzyli wyłącznie funkcjonariusze MBP i NKWD. Nie jest wykluczone, że obecnie w kraju jest pięciu, dziesięciu, a może stu Brunonów K., którzy robią podobne rzeczy.

W III RP ludzie, którzy mogą za dużo powiedzieć na ogół dostają z tej wiedzy depresji i popełniają samobójstwa. Wygodnym miejscem do targnięcia się na własne życie jest np. pilnie strzeżona cela aresztu. Brunon K. mógłby publicznie złożyć zeznania i opowiedzieć jak to było, kto go namawiał lub zachęcał do zamachu i kto miał go dokonać. Dlatego wątpliwe jest by do procesu w ogóle doszło lub by samooskarżający się Agrobomber, po skazaniu na 3 lata za przygotowania do „gwałtownego wyzwolenia energii", żywy opuścił więzienie.
 
Drugie dno
 
Całą farsę można jednak odczytać również jako ostrzeżenie dla Tuska. Trudno przecież przyjąć, że w ABW pracują idioci. Tym razem zamach był fikcyjny, ale może się zdarzyć prawdziwy. Skoro potrafiliśmy zmontować grupę terrorystyczną z Brunonem K., to możemy następnym razem bardziej przyłożyć się do roboty. W takim wypadku demonstracyjna nieudolność miałaby swój sens.
 
Farsa wpisuje się też w walkę między stronnictwem ruski i pruskim. Kilka miesięcy temu Tusk przestraszył się, że Bondaryk dołączy do sojuszu Komorowskiego-Schetyny-Palikota i rozpoczął cichą walkę podjazdową. Za każdym razem Bondaryk odpowiadał, pokazując, iż nie z nim te numery. Teraz przyszła kolej na większą operację.

Pamiętajmy, że na linii Moska – Berlin partnerzy zaczęli właśnie się dąsać na siebie, a to zawsze musi odbić się poważniejszą czkawką u wasali. Przecież z nimi nikt się nie musi liczyć.
 
Komu się wysługiwać
 
Stronnictwo pruskie słabnie, a obóz Komorowskiego uzasadnia jawne działania Polski na rzecz interesów Rosji w Unii. Z ekspertyzy przygotowanej dla BBN dotyczącej zintegrowanego systemu bezpieczeństwa Polski dowiadujemy się, że najlepsze perspektywy dla nas stworzy porozumienie się Unii i Rosji w sprawie wspólnego systemu bezpieczeństwa na warunkach Moskwy, przedstawionych przez Miedwiediewa i dotąd odrzucanych przez USA i członków NATO. Mamy popierać „porozumienie się NATO z Rosją i stworzenie nowego systemu bezpieczeństwa z pełnoprawnym udziałem Rosji, a w odniesieniu do Unii Europejskiej – stworzenie przez poszerzoną Unię (m.in. o Islandię, Norwegię, Bałkany Zachodnie, Turcję, Ukrainę) razem z Rosją pewnego związku integracyjnego (co proponował ostatnio doradca prezydenta Rosji – S. Karaganow)”. Polityką właściwą ma być otwarcie bram Europy przed Rosją. „W takim wypadku Polska powinna traktować Rosję jako gwaranta bezpieczeństwa europejskiego”, co oznacza po prostu poparcie rosyjskiego dyktatu w Europie w zamian za pozycję sługusa, jak ma nadzieję stronnictwo ruskie - uprzywilejowanego. Może dadzą nam potrzymać knut lub naoliwić nagan.
Polska powinna mieć szczególną motywację do działania na rzecz porozumienia z Rosją w różnych sprawach – twierdzą autorzy. Szkoda, że wprost nie odpowiedzieli na postawione przez siebie pytanie: „dokąd Polska ma zmierzać idąc z Rosją”, gdy bowiem szła z Niemcami, kierowała się do Unii. Możemy im podpowiedzieć: do Związku Euroazjatyckiego.

W tym kontekście ostatnie gry bezpieki można odczytywać jako znak dla Tuska, iż skończyła się jednoczesna podległość Niemcom i Rosji i należy wybrać właściwego pana. A skoro główną przeszkodą na drodze do pojednania z Rosją jest PiS, należy tę barierę usunąć. Stąd zapotrzebowanie na Brunonów K.

Autor publikacji: 
Ubekistan: