You are here

Czy zaprzaństwo da szczęście?

Dziś ukazuje się nowa książka prof. Andrzeja Nowaka, „Strachy i Lachy”. Autor stawia pytania kluczowe dla naszej tożsamości narodowej i wyrastającej z niej potrzeby wolności. Czy mamy pozostać sobą, zachować godność, czy przyjąć wybiórczą pamięć historyczną narzuconą przez władców kondominium i ich namiestnicze elity, by Europa była z nas zadowolona. Czy zapomnienie i wyrzeczenie się Polski da Polakom szczęście i uratuje przed polskim losem, zmuszającym nas do stałej walki o wolność?
 
Nowak stawia tezę, iż po Smoleńsku uległ wzmocnieniu strach przed zniewoleniem i zapomnieniem. Teza ta wydaje się słuszna jednak tylko wobec mniejszości, większość  głosowała przecież po raz kolejny po roku 1989 za poddaństwem, mającym zapewnić spokój i bezpieczeństwo oraz za zapomnieniem, które powinno zostać nagrodzone przez Europę. Autor przecież sam przyznaje, że w naszej historii wciąż przewijają się kolejne powstania i wcielenia Targowicy. Dlaczego jednak ma ona dziś tak wielkie zaplecze? Dlaczego polityka zagraniczna prowadzona pod hasłem „Moskwa jest najważniejsza” cieszy się poparciem większości?
 
Wyzwoleńcy 1989
 
Andrzej Nowak formułuje tezę, iż w 1989 roku zostaliśmy wyzwoleni z łaski dotychczasowych panów, którzy nam wolność poprzednio zabrali, jesteśmy więc wyzwoleńcami bez przeszłości i zakorzenienia w tradycji. Dlatego rzesze mieszkańców Polski nie mają żadnego dziedzictwa i wynikającego zeń poczucia ciągłości historycznej. Tu można by widzieć przyczynę podatności na hasła typu: „Wybierz Pepsi” zamiast Polski.

Dla wielu pamięć jest ciężarem, który odrzucają, by uniknąć wynikających stąd zobowiązań i dlatego „wybierają przyszłość”. Dla nich modernizacja ma polegać na rezygnacji z tożsamości i zapomnieniu, zwłaszcza o walce o wolność, czyli uzasadniać rezygnację z niej i podporządkowanie się silniejszym. Nowak widzi w tym racjonalizację poczucia własnej słabości. Dostrzegałbym raczej powszechne tchórzostwo i spodlenie oparte na przeświadczeniu, skądinąd słusznym, że bycie uczciwym jest niebezpieczne. A kto powiedział, że odwaga i uczciwość mają przynosić osobiste korzyści? Gdyby tak było, wszyscy by je wybierali.

Wyzwoleńców w ich postawie utwierdza przemysł pogardy i nienawiści do polskości, skoncentrowany w mediach i rozwinięty przez „wiadomą gazetę” i redaktora, specjalistę od pisania pozwów przeciwko wolności myśli do sądów pełniących rolę urzędów cenzorskich.

Historia Polski ma być dziejami nietolerancji i przygotowań do Holocaustu, tak by, jak pisze Nowak, jedyną reakcją na przeszłość był wstyd i chęć ucieczki. Polacy mają być postrzegani jako wspólnota oprawców. W tej sytuacji wyzwolenie się od ciężaru przeszłości byłoby zachowaniem naturalnym.

Nowak jednak nie odpowiada dlaczego namiestnicze elity utwierdzają wyzwoleńców w pogardzie do polskości i naszego dziedzictwa. Sądzę, iż powoduje nimi strach przed wolnością, gdyż wiedzą, że polskie tradycje wolnościowe stanowią dla nich śmiertelne zagrożenie. Z poczucia ciągłości wynika kontynuacja, muszą więc je przerwać. Muszą zabić w społeczeństwie polskim pragnienie wolności, by czuć się bezpiecznie i zachować pozycje uzyskane dzięki Sowietom i gwarantowane przez rosyjskiego suzerena.

Nieposłusznym grożą wojną domową. Dla jej uniknięcia mamy skapitulować i przyjąć wszystkie warunki partii rosyjskiej. Jak nie, to poszukają pomocy w Rosji przeciwko opozycji, jak Tusk i Sikorski na początku 2008 roku zabiegali o przyjęcie na Kremlu, by rozgrywać śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
 
Moskwa dała im wolność
 
11 kwietnia 2011 roku w „Komsomolskiej Prawdzie” Michnik upomniał swoich polskich adwersarzy, by nie zapominali „skąd do Polski przyszła ostatnim razem wolność? Nie z Waszyngtonu czy Paryża, ale z Rosji, po pieriestrojce”. Andrzej Nowak niesłusznie oburza się, przypominając Reagana, Jana Pawła i Solidarność. To naczelny czołowego instrumentu przemysłu pogardy wobec tradycyjnej Polski mówi prawdę: do niego i jego przyjaciół, Kiszczaka, Jaruzelskiego, Urbana i ich politycznego zaplecza wolność przyszła  właśnie z Moskwy. Zostali wyzwoleni przez Gorbaczowa jak bojarzy przez Katarzynę Anhalt Zerbst. Nie muszą się już bać, z Kremla nie wyślą im jedwabnego sznura jak czynił to sułtan wobec wasali, którzy go zawiedli. Teraz bojarzy są wolni, mają własność i cieszą się opieką imperium, które czuwa by zachowali nadanym im status właścicieli i ideologów byłej kolonii. Mogą nawet dostawać nagrody z Berlina za zasługi dla Putina.
 
Stalin wraca
 
w podręcznikach przekazujących putinowską wersję historii młodym kandydatom na apatrydów. Andrzej Nowak zwraca uwagę na konsekwentne fałszowanie naszej historii w podręcznikach zalecanych przez postkolonialne władze. Mamy więc  Solidarność bez Anny Solidarność, zdjęcie marszałka Piłsudskiego umieszcza się obok fotografii Hitlera, Mussoliniego i Franco, by zohydzić tradycję niepodległościową, zaniża się liczbę ofiar Katynia, by ułatwić Putinowi przeprowadzenie paraleli między zbrodniami na Polakach i przypisywanymi im przez kremlowską propagandę. Z pomocą biegnie Rosji „Wybiórcza”, która obarcza Polaków winą za śmierć na tyfus sowieckich jeńców, zapominając, iż w samej Rosji na choroby zakaźne w tym czasie zmarło 10 razy więcej żołnierzy.  Zabieg ten ma relatywizować zbrodnię katyńską.

Jak powiedział Putin w Katyniu: „zebrał nas tutaj wspólny wstyd”, tzn. polski za nasze zbrodnie wobec Rosji. Fakt za bardzo się broniliśmy, ale wyborcy PO błąd ten już z ulgą i radością naprawili. Nie przypadkowo 40 proc. młodych nie wie kto kogo mordował w Katyniu. Pewnie Polacy Rosjan?

Nade wszystko przemilcza się ludobójstwo na Polakach dokonane w okresie Wielkiej Czystki lat 1937-1938, która w postkolonialnym podręczniku okazuje się „terrorem wymierzony w kontrrewolucjonistów”. Nowak przypomina, że na podstawie rozkaz 00485 z 11 sierpnia 1937 roku, wydanego przez szefa NKWD Jeżowa, mordowano Polaków wedle kryterium etnicznego, czyli było to klasyczne ludobójstwo, porównywalne z Holocaustem. Likwidacja „podstawowych rezerw ludzkich” kosztowała życie ok. 200 tys. Polaków. W pierwszym rzucie skazano prawie 140 tys. aresztowanych, w tym 111 tys. od razu rozstrzelano, np. za odmowę wyrzeczenia się męża czy żony. Polak miał 40 razy mniej szans przeżycia Wielkiej Czystki niż przeciętny mieszkaniec Sowietów. Zamordowano co drugiego dorosłego Polaka. W rezultacie liczba naszych rodaków w Sowietach zmniejszyła się w ciągu 13 lat z 782 tys. (1926) do 626 tys. (1939).

Kto nie chce zapomnieć o ludobójstwie, natychmiast napiętnowany jest przez „polskich zwolenników zgody z Putinem”. Mamy uznać, w imię kompromisu, rosyjską politykę historyczną, energetyczną (Nordstream), wreszcie kłamstwo smoleńskie, czyli skapitulować na warunkach Kremla, ale za to pochwalą nas w Berlinie. W ten sposób postkolonialne elity starają się dobrze sprzedać swoją służalczość wobec Rosji i nas do niej zmusić.
 
Pamięć europejska
 
Nowak ukazuje jak zwolennicy rozrywanej sprzecznościami Unii starają się szukać podstaw dla jedności w jednolitej wizji przeszłości, oczywiście kosztem europejskich narodów postkolonialnych, które doświadczyły dobrodziejstw sowieckiego raju.
Okazuje się więc, że jest pamięć „lepsza”, ta zachodnia o Holocauście i „gorsza”, nasza, o walce o wolność. Trzeba więc nas „pieriewospitat”, byśmy przestali „źle pamiętać”. Pamięci narodowe, czyli „fałszywe”, mają zostać zlikwidowane. Owszem pozostanie wspomnienie Gułagu ale „transnarodowe”, a więc nic o naszych specyficznych doświadczeniach.

Wychowaniem nas mają zająć się Europejczcy z Czerskiej. To oni wskażą kogo pamiętać. Bohaterzy nie są potrzebni, no i trzeba wyzbyć się statusu ofiary. Teraz w cenie są Polacy-kaci. Wystarczy jeśli ich zapamiętamy.
 
Co z lemingami?
 
Nowak nie ucieka przed rzeczywistością w bogoojczyźniane frazesy, lecz  przyznaje, że w Polsce mieszkają obecnie setki tysięcy młodych ludzi, w tym potomkowie dawnych powstańców i konspiratorów, całkowicie obojętni na nasze dziedzictwo. Im Polska nie tylko jest niepotrzebna, ale wręcz przeszkadza, czyni „nieszczęśliwymi Polakami” i dlatego wolą być szczęśliwymi obywatelami innych krajów. U nas są, jak to określa, „tutejszymi” lub raczej „turystami”.

Autor proponuje „pracę nad przywracaniem polskości” ofiarom TVN, TVP, Onetu. Czytelników „Wybiórczej” nie wymienia zapewne jako nieodwracalnie zdegenerowanych. Owe „ofiary” stanowią większość i dlatego bez ich przyciągnięcia nie wygramy wyborów, lecz popadniemy w izolacją i zakończymy w rezerwacie. Skoro zaś kompromis z nimi oznaczałby zdradę, to pozostaje owo „przywracanie”.

Autor nie pisze jednak jak tego dokonać wobec osób, które nie chcą by im dziedzictwo polskości przywrócić, gdyż właśnie uciekają przed jego konsekwencjami, czyli ryzykiem związanym z walką o wolność. Wybierają niewolę z tchórzostwa i chęci przypodobania się władcom. Ich marzeniem jest być lokajem, klientem tu lub w państwach samodzielnych, byle nie narażać się, ponieważ uważają, że tak będzie im lepiej i wygodniej.

Niczego im nie przywrócimy, co najwyżej wywołamy drwiny. Polskość musi kojarzyć się z wyższym statusem społecznym, a wyrzeczenie się jej z pogardą społeczeństwa, szanującego przede wszystkim odwagę, a nie jak obecnie służalstwo wobec gangsterów, zdrajców i obcych dworów. Kto wyrzeka się wolności musi odczuć na sobie pogardę otoczenia.
 
 Andrzej Nowak, Strachy i Lachy. Przemiany polskiej pamięci 1982-2012, Biały Kruk, Kraków 2012, s. 344.

Autor publikacji: 
Recenzje i art. recenzyjne: