You are here

DRUGIE DNO ZAMACHU NA DJINDJICIA

Zamach na premiera Serbii Zorana Djindjicia mógł stanowić element rozgrywki między orientacją proamerykańską obozu zabitego i antyamerykańską oraz antynatowską ostatniego prezydenta Jugosławii Vojislava Kosztunicy popieranego również przez byłych zwolenników Miloszewicia.
 
Dotychczas rozpatrywano zamach na premiera Serbii Zorana Djindjicia jako element walki z mafią Miloszewicia skupioną w jego dawnych służbach specjalnych, tolerowanych przez byłą opozycję demokratyczną po przejęciu przez nią steru rządów w Serbii. Zabójstwo premiera może jednak mieć drugie, polityczne dno. Od walki Djindjicia z mafią ważniejsze są podziały polityczne i wybory strategiczne dokonywane przez Belgrad.

Zamordowany premier był zwolennikiem jak najszybszego przystąpienia do Unii Europejskiej i NATO. Takie posunięcie miało zostać umożliwione przez normalizację stosunków z innymi państwami bałkańskimi, a więc również porozumienie z Albańczykami z Kosowa i rezygnację z rozbicia Bośni i Hercegowiny i przyłączenia tamtejszej Republiki Serbskiej do Serbii. Przekształcenie Jugosławii w luźną federację Serbii i Czarnogóry otworzyło możliwość rozszerzenia jej w przyszłości o Kosowo. W ten sposób Kosowem rządziliby Albańczycy, choć formalnie wchodziłoby ono do związku Serbii i Czarnogóry. Ten wariant rozwiązania konfliktu od dawna lansują Amerykanie.

Obóz serbskich nacjonalistów, na czele którego stoi były prezydent Jugosławii z ramienia opozycji demokratycznej, Vojislav Kosztunica, reprezentuje przeciwstawną opcję i dlatego szukał sojuszników w kręgach byłych ludzi Miloszewicia. Nacjonaliści chcieliby zbliżenia Republiki Serbskiej do Serbii, a przede wszystkim odzyskania Kosowa, polegającego na powtórnym zepchnięciu tamtejszych Albańczyków do statusu obywateli drugiej kategorii. Głównego przeciwnika takich rozwiązań nacjonaliści widzą w USA i NATO. Dlatego zdecydowanie przeciwstawiają się przystąpieniu Serbii do Sojuszu Północnoatlantyckiego, głosząc, iż po upadku ZSRR stracił on rację bytu, modernizacja armii byłaby zbyt kosztowna, a nade wszystko Serbia utraciłaby suwerenność i wolną rękę w dążeniach do rozprawienia się z Albańczykami.

Obóz Kosztunicy również chciałby przystąpienia do Unii, ale postrzega właśnie NATO jako główną barierę na drodze do integracji europejskiej, ponieważ dla niego Unia to przede wszystkim „stara Europa” czyli antyamerykańska Francja i Niemcy. Nacjonaliści uważają, iż przystępując w Unii Europejskiej do obozu antyamerykańskiego będą mogli uzyskać przychylność funkcjonariuszy UE kontrolujących administrację w Bośni i Hercegowinie oraz w Kosowie dla swoich celów narodowych, tak jak oni je definiują. Jednocześnie zdecydowanie wrogo odnoszą się do państw postkomunistycznych, którym zarzucają, iż wybrały status satelitów Ameryki, której pomagają tworzyć przeciwwagę dla Francji i Niemiec. Chcą się związać ze „starą Europą” by w Paryżu i Berlinie nie oskarżono ich o „zaciągnięcie się na służbę USA”. Można więc powiedzieć, iż nacjonaliści serbscy starają się nawet przelicytować Francję i Niemcy antyamerykańska postawą, co zbliża ich propagandowo do rosyjskich komunistów.

Tak więc konflikt między orientacją pro- i antyamerykańską w Serbii pokrywa się z rywalizacją między obozem Djindjicia i Kosztunicy. Premier serbski, jeśli chodzi o wybór sojuszy strategicznych, miał poparcie byłego prezydenta i aktualnego premiera Czarnogóry Djukanowicia, dawnego sojusznika Miloszewicia. Wybór 7 marca 2003 r. na prezydenta nowej federacji Serbii i Czarnogóry Svetozara Marovicia, wysokiego funkcjonariusza Demokratycznej Partii Socjalistów Djukanovicia, ostatecznie wyeliminował z rozgrywki Kosztunicę, który pozostał bezrobotny. Marović zapowiedział reformę wojska i jak najszybsze przystąpienie do Partnerstwa dla Pokoju, a więc w perspektywie również NATO. Oznaczało to kompletną przegraną antyamerykańskiego obozu nacjonalistów. Nie może być zatem zbiegiem okoliczności, iż w pięć dni później, 12 marca, dokonano zamachu na premiera Djindjicia.

Zabójstwo Djindjicia w rzeczywistości mogło więc być rozgrywką między orientacją pro- i antyamerykańską w Serbii i miało umożliwić przetasowanie władz. Grupa Djindjicia wykorzystała jednak zamach do umocnienia się, rozprawienia się z ludźmi Miloszewicia z zaplecza Kosztunicy i kontynuowania polityki proatlantyckiej. 7 maja minister obrony Tadić złożył wizytę w kwaterze głównej NATO w Brukseli by omówić sprawę przystąpienia Serbii do Partnerstwa dla Pokoju, co jest interpretowane jako wstęp do akcesji do NATO, która miałaby nastąpić w roku 2006. Można się spodziewać, iż Serbia i Chorwacja znajdą się również w kolejnej turze rozszerzania Unii Europejskiej.

Objęcie Unią wszystkich państw postkomunistycznych Europy Środkowej i Południowej wzmocni sojuszników USA w UE, gdyż kraje te opowiadają się za ścisłą współpracą z Waszyngtonem. Nawet tradycyjnie profrancuska Rumunia liczy się obecnie wyłącznie ze stanowiskiem USA, zaś niechętni jak zawsze Polsce Czesi zastanawiają się czy nie powinni być naszym najbliższym sojusznikiem właśnie ze względu na polska rolę regionalnego lidera wynikającą z sojuszu z USA.

Rosjanie już zaczynają sobie zdawać sprawę, iż poparcie Francji i Niemiec w kwestii wojny z Irakiem było z ich strony błędem, ponieważ doprowadziło do wzrostu znaczenia krajów Europy Środkowej w ramach przyszłej Unii i ich zbliżenia do Ameryki, podczas gdy zasada polityki rosyjskiej polegała na ignorowaniu byłych satelitów i bezpośrednim dogadywaniu się ponad ich głowami z Paryżem i Berlinem. Jeśli uwzględnimy proamerykańskie stanowisko Wielkiej Brytanii i Hiszpanii, to może okazać się, iż w przyszłej Unii Francja i Niemcy znajdą się w izolacji.

Być może właśnie obawa przed takim rozwojem sytuacji spowodowała, iż Francja i Niemcy chcą przeforsować zasadę głosowania jeden kraj - jeden głos i 60 proc. ludności przyszłej Unii. Kraje Europy Środkowej są bowiem w prawdzie liczne ale poza Polską ludnościowo niewielkie.

Tak więc zabójstwo Djindjicia miało nie tylko konsekwencje na rozwój sytuacji w samej Serbii i wybór sojuszników przez Belgrad ale także wpłynęło na umocnienie się proamerykańskiego układu sił na Bałkanach, a więc i w przyszłej Unii, nie mówiąc już o przyspieszeniu normalizacji w tym regionie. Dla Polski wnioski są pozytywne; zamiast rozdzierać szaty z powodu niechęci do nas Francji i Niemiec, powinniśmy kontynuować politykę sojuszu z Ameryką dającą nam rolę regionalnego lidera, a izolacji powinni obawiać się Francuzi i Niemcy.

Autor publikacji: 
Polityka zagraniczna: 
INTERMARIUM: