You are here

Grudzień 1970

[...] 17 grudnia o szóstej rano przed dworcem w Gdyni oddziały wojskowe strzelały do tłumu usiłującego wedrzeć się do gmachu prokuratury. O dziesiątej oddziały wojskowe strzelały do ludzi przed gmachem prezydium MRN. Trwała nadal strzelanina przed Stocznią Gdyńską, Pochody zdesperowanych robotników rozpraszała milicja, wyłapywano ludzi z ulicy, bito ich i torturowano, między innymi w gmachu prezydium gdyńskiej Miejskiej Rady Narodowej.
 
17 grudnia na ulice wyszli pracownicy stoczni szczecińskich, Również w Szczecinie oddziały wojskowe strzelały do stoczniowców. 17 grudnia o wpół do ósmej wieczorem, już po strzałach do robotników w Gdańsku (środa rano), w Gdyni (czwartek rano) i w Szczecinie (czwartek) ogłoszono uchwałę Rady Ministrów, która zobowiązała „organy Milicji Obywatelskiej, służby bezpieczeństwa i inne współpracujące z nimi organy do podjęcia wszelkich prawem dostępnych środków przymusu, włącznie do użycia broni, przeciwko osobom dopuszczającym się gwałtownych zamachów na życie i zdrowie obywateli, grabieży i niszczenia mienia oraz urządzeń publicznych".
 
Była to próba legalizacji stosowania przemocy i stanu bezprawia, jaki w Trójmieście panował od kilku dni. Uchwała Rady Ministrów, podpisana "Prezes Rady Ministrów", nie mówiła zresztą ani o użyciu wojska (chyba że to ono miało być organem współpracującym z MO i Służbą Bezpieczeństwa), ani o czyimkolwiek prawie do zabijania ludzi wychodzących z zakładu pracy (jak w środę w Gdańsku) lub idących do pracy (jak w czwartek w Gdyni). Odpowiedzialność za te zabójstwa, a także za stosowanie tortur, nie może być zdjęta przez żadne prawne lub quasi-prawne "zarządzenia" lub "uchwały". Odpowiedzialność osobista do dziś nie została wyjaśniona i zbiorowo należy ją przypisać instytucjom sprawującym władzę w Polsce.
 
17 grudnia o ósmej wieczorem nadano przez radio przemówienie premiera Józefa Cyrankiewicza. Premier, jak kiedyś w Poznaniu, groził i uspokajał. Piętnował elementy anarchistyczne, chuligańskie i kryminalne. Bronił podwyżek cen, choć zapewniał, że o wszystkim można dyskutować.
 
W piątek 18 grudnia zajścia w Elblągu trwały już trzeci dzień. Każdego z tych dni tłum zbierał się pod gmachem komitetu PZPR. Gmach usiłowano podpalić. Tak jak poprzednio w Gdańsku, w Gdyni i w Szczecinie, 18 grudnia wojsko strzelało do tłumu w Elblągu.
 
Pod koniec tygodnia w niektórych zakładach pracy strajki dopiero zaczynały się lub groziły wybuchem. Jeśli ktokolwiek sądził, że strzelanie do robotników uspokoi nastroje, był w błędzie. Ale jakie właściwie motywy kierowały ówczesną zajadłością milicji i strzelaniem do robotników? Kto wydawał wówczas rozkazy oddziałom wojskowym? Wiadomo, że na Wybrzeżu istotną rolę odgrywał Kliszko, działacz partyjny uważany wówczas za „numer 2" po Gomułce. Kliszko w Komitecie Centralnym mógł grywać z Gomułką w domino, ale z pewnością nie pełnił funkcji państwowych, które by go upoważniały do wydawania rozkazów oddziałom wojska. Częściowo ujawniona rola Kliszki w grudniu 1970 roku jest jednym z groźnych przykładów sposobu, w jaki sprawująca władzę partia komunistyczna (w Polsce - PZPR) traktuje instytucje państwowe - z wojskiem włącznie - jako podległe instancjom partyjnym lub nawet po prostu poszczególnym partyjnym prominentom. Niezależnie jednak od udziału partii komunistycznej w tych decyzjach, pozostaje do wyjaśnienia ich strona wojskowa i policyjna. Użycie wojska wymagało specjalnego przeszkolenia i szczególnego nastawienia żołnierzy (niektórych informowano, że mieli walczyć z desantem zachodnioniemieckim na Wybrzeżu).
 
Na VIII plenum KC PZPR (6 i 7 lutego 1971 roku) przedstawiono zebranym tekst zatytułowany "Ocena wydarzeń grudniowych i wynikające z niej wnioski". W tekście tym o błędną politykę oskarżano przede wszystkim Gomułkę, Jaszczuka i Kliszkę, których 20 grudnia 1970 roku usunięto z Biura Politycznego KC, a na wspomnianym plenum - również z Komitetu Centralnego. W tekście przedstawionym na VIII plenum nie krytykowano decyzji o podwyżce cen, uznawano natomiast, że błędna była polityka propagandowa po podwyżce, błędem miało być także postępowanie wobec robotników, gdy ich protest już się rozpoczął. Według autorów tekstu, nie było na przykład słuszne zbyt wczesne użycie oddziałów wojskowych. Na VIII plenum krytykowano także formę, w jakiej w partii podejmowano decyzje o reakcji na wystąpienia robotnicze, nie konsultowano bowiem w tej sprawie najwyższych gremiów partyjnych. Skądinąd jednak powołując się na ten brak wewnętrznych konsultacji, ograniczano odpowiedzialność władz.
 
Czytamy w "Nowych Drogach":

"Od samego początku I sekretarz KC, podejmując jednoosobowe decyzje, zajął wobec wydarzeń na Wybrzeżu błędne stanowisko. Nie zwołano posiedzenia Biura Politycznego w celu dokonania oceny tych wydarzeń, Linię działania propagandy aż do 19 grudnia określali I sekretarz KC oraz towarzysze Jaszczuk i Kliszko, Linia ta ignorowała rzeczywistość i odrzucała zdecydowanie wszelką myśl o tym, że podstawową przyczyną wydarzeń na Wybrzeżu jest sprzeczność pomiędzy decyzjami kierownictwa partii a stanowiskiem klasy robotniczej. (...) Nawet wówczas, gdy załoga Stoczni Gdańskiej wyszła na ulicę, gdy bieg wydarzeń wskazywał na możliwość konfliktu w formie najostrzejszej i brzemiennej w poważne niebezpieczeństwo dla kraju - I sekretarz KC nie uznał za stosowne poinformować o powstałej sytuacji obradującego w tym dniu Komitetu Centralnego".
 
Można jednak zapytać, czy poza Gomułką nikt z członków Komitetu Centralnego nie wiedział 14 grudnia o tym, co działo się na Wybrzeżu, Przecież Gomułka, jeśli o tym wiedział, to na podstawie informacji dostarczanych przez policję i instancje partyjne. Według niektórych relacji, o tym, co się działo na Wybrzeżu, mówiono w kuluarach podczas obrad plenum. Obradowały jakby "dwa plena". Jednak nie tylko Gomułka, ale i nikt z członków KC nie włączył poniedziałkowych wydarzeń do oficjalnego toku obrad. Gremium partyjne przyjęło postawę wyczekującą i można przypuszczać, że niektórzy jego członkowie porozumieli się co do tego, by taką postawę przyjąć. Dokument przedstawiony na lutowym, VIII plenum KC PZPR, rekonstruuje rozumowanie Władysława Gomułki z grudnia 1970 roku:

"Wszystkie oceny formułowane w krytycznych dniach przez tow. Wł. Gomułkę, niepoddane kolegialnej analizie i kontroli - ewoluowały: od upatrywania siły sprawczej wystąpień robotniczych wyłącznie w działaniu elementów aspołecznych i wrogich aż do przypisywania tym wystąpieniom - w miarę narastania rozmiarów strajków oraz zamieszek - kontrrewolucyjnego charakteru. (...) Bezpośrednim i głównym przejawem tego stanowiska był nacisk na użycie siły, łącznie z zastosowaniem broni palnej. Od pierwszego dnia wydarzeń do pomocy Milicji Obywatelskiej zostały użyte jednostki wojskowe. Fakt pospiesznego użycia wojska w szerokiej skali oraz wydania nakazu stosowania broni prawie od samego początku wydarzeń grudniowych jest następstwem tej oceny. Sytuację skomplikowało istnienie na Wybrzeżu różnych ośrodków dyspozycji, forsowanie przez tow. Kliszkę opinii o kontrrewolucyjnym charakterze wystąpień robotniczych i wywieranie nacisku w kierunku użycia najostrzejszych środków represyjno-porządkowych."
 
Pojawiają się tu liczne pytania. Na kogo wywierano nacisk "w kierunku użycia najostrzejszych środków represyjno-porządkowych" i jak to się stało, że ten nacisk udało się wywrzeć?
 
Dokument partyjny twierdzi, że według Gomułki i Kliszki klasa robotnicza w grudniu 1970 roku stała się kontrrewolucyjna. To określenie jest ważne, skoro twierdzi się, że wydanie nakazu stosowania broni było "następstwem tej oceny". Co jednak rozumiano przez "kontrrewolucyjność"? Jeśli kontrrewolucyjna miała być klasa robotnicza, to "kontrrewolucyjny" nie znaczyło "przeciwstawiający się klasie robotniczej". Jakie jeszcze są możliwości?
 
Przymiotnik "kontrrewolucyjny" trudno w tym kontekście rozumieć dosłownie, wiadomo bowiem, że partia komunistyczna nie doszła w Polsce do władzy na drodze rewolucji. "Kontrrewolucyjny" miało tu znaczyć: przeciwstawiający się istniejącemu porządkowi społecznemu. Wystąpienia kontrrewolucyjne to miały więc być te, o których kierownictwo partii komunistycznej sądziło, że przeciwstawiają się panowaniu politycznemu tej partii.
 
Od 20 grudnia (po zmianach w ekipie rządzącej) stwierdzono oficjalnie, że grudniowe wystąpienia robotnicze nie były kontrrewolucyjne, można więc je było potraktować jako skierowane jedynie przeciw polityce ekonomicznej władz. Tekst "Nowych Dróg" i inne ówczesne teksty, w których sprawa podejrzeń o kontrrewolucyjność była omawiana, zdają się stwierdzać, że gdyby wystąpienia robotnicze były rzeczywiście kontrrewolucyjne (w sensie partyjnym, czyli gdyby były skierowane przeciw władzy PZPR), to masakrowanie robotników przez wojsko byłoby uzasadnione. W takim wypadku obowiązkiem partyjnych działaczy byłoby skupić się wokół Gomułki i jeszcze raz zawołać: "Jesteśmy z Wami, towarzyszu Wiesławie". Ale część działaczy partyjnych zdecydowała inaczej. Myśleli: zaczekajmy, zobaczymy, czy te wystąpienia są kontrrewolucyjne. Gdy już polała się krew i gdy zamierzano przeprowadzić zmiany personalne wśród rządzących, można było powiedzieć, że demonstracje i protesty robotników były skierowane tylko przeciw polityce dotychczasowej, przeciw niektórym działaczom, przede wszystkim przeciw Władysławowi Gomułce i niektórym jego współpracownikom. Po strzelaniu do robotników Wybrzeża najwyższe gremium partyjne zdecydowało odsunąć od władzy kilku towarzyszy. Ci, którzy przy władzy pozostali, stwierdzili, że strajki i demonstracje robotnicze w zasadzie nie były skierowane przeciw władzy PZPR.
 
24 stycznia 1971 roku Edward Gierek mówił w Szczecinie stoczniowcom o Władysławie Gomułce:

,,(...) o tym ogromnym autorytecie, któremu, rozumiecie, hołdowali poniektórzy. Autorytecie, o którym mówiło się, że takich ludzi jak Gomułka, prawda, tacy ludzie rodzą się raz na sto lat. Albo mówiło się, wiecie, o tym że, no powiedzmy, Gomułka przerósł swoją epokę, że ludzie go nie rozumieją, ale koncepcje jego są słuszne, prawda, itd. No, wiecie, tego rodzaju bzdury, tego rodzaju historie, ale one na niektórych ludzi działały i niektórzy byli pod urokiem tego wszystkiego. Szczególnie, że Gomułka rzeczywiście - w okresie okupacji, w pierwszych latach, później no, coś dla kraju zrobił - niezależnie od tego, skąd były te środki chociażby po 56 roku. No, ale w odczuciu ludzi, którzy nie znają szczegółów, rozumiecie, to jednak on kimś był.”
 
Gierkowi nie podobały się "środki" zdobywane przez Gomułkę po roku 1956. Jeśli Gierkowi chodziło o kredyty z krajów zachodnich, to, jak okazało się wkrótce, sam miał po nie sięgnąć w rozmiarach niewyobrażalnych za sekretarzowania Gomułki.
 
15 marca 1968 roku Edward Gierek rozpoczął partyjną akcję głoszenia poparcia dla ówczesnego pierwszego sekretarza PZPR, Władysława Gomułki. Jeśli by wierzyć temu, co Gierek mówił w styczniu 1971 roku, to popieranie Gomułki w marcu roku 1968 sprawiało Gierkowi przykrość. W marcu jednak Gierek potrafił uczucie przykrości przezwyciężyć. Potrafił także opanować się, gdy przed 12 grudnia 1970 roku najwyższe władze PZPR podejmowały decyzje dotyczące podwyżek cen i gdy te decyzje aprobował Komitet Centralny:

"W tej sytuacji, towarzysze, ja miałem jeszcze jedną alternatywę: po prostu na Biurze Politycznym albo na plenum KC, rozumiecie, wystąpić publicznie, to znaczy wystąpić z Biura. Powiedzieć: „towarzysze, ja w tej sytuacji nie mogę być członkiem Biura Politycznego". Mogłem to zrobić, ja nawet się zastanawiałem, czy tego nie zrobić. Tylko towarzysze mi wytłumaczyli, moi przyjaciele mi wytłumaczyli: „nie rób tego, bo jak wyskoczy jakakolwiek awantura, to powiedzą, że ty ją sprowokowałeś. Powiedzą, że to ty byłeś motorem tej awantury!”. I w związku z tym, towarzysze, nasze przemówienie, przemówienie towarzysza Grudnia, było nijakie, nijakie. To znaczy mówił o trudnościach, prawda, i tak dalej, ale to było przemówienie nijakie tylko dlatego, żeby nie powiedziano, że myśmy sprowokowali..."

Gierek w tej wypowiedzi mówi o ostrzeżeniach ze strony towarzyszy, którzy byli jego przyjaciółmi. Pogląd, że "awantury" mogą być sprowokowane, nie był, jak wynika z wypowiedzi Gierka, obcy jego towarzyszom i przyjaciołom. Gierek twierdził, że nie chcąc, by go oskarżano o prowokację, powstrzymywał się od działania, czekał, co zrobi Gomułka. A jak już wiemy, zgodnie z partyjnymi przekonaniami mógł czekać, jeśli można było później powiedzieć, że "awantury" nie były kontrrewolucyjne. Zgodnie z tym rozumowaniem zarządcy partii byli w zasadzie w porządku, jedynie Gomułka i kilku najbliższych mu ludzi pomyliło się co do oceny "awantur" i zareagowali zbyt brutalnie. Trzeba przyznać, że wobec późniejszych strajków w styczniu i w lutym 1971 roku, a także w czerwcu 1976 roku, wybrano rozstrzygnięcia spokojniejsze. Wojsko nie zostało użyte. Władze nadal reagowały brutalnie, lecz w zasadzie ograniczały się do bicia robotników, zwalniania ich z pracy i masowych aresztowań. We wczesnych latach siedemdziesiątych niedostatecznie wyjaśnione przypadki śmierci zdarzały się indywidualnie wśród aktywistów robotniczych (między innymi wśród członków komitetu strajkowego w stoczni szczecińskiej). Tak wyglądał postęp osiągnięty przez Gierka jako sukcesora Gomułki.
 
Ogłoszona wieczorem 17 grudnia 1970 roku i podpisana przez Prezesa Rady Ministrów Józefa Cyrankiewicza uchwała "w sprawie bezpieczeństwa i porządku publicznego" była czymś w rodzaju zarządzenia stanu wyjątkowego. Ogłoszono ją, podając jako podstawę artykuł 32 pkt 7 konstytucji, stwierdzający, że Rada Ministrów "zapewnia ochronę porządku publicznego, interesów państwa i praw obywateli". Uchwała została opublikowana, gdy krwawa rozprawa z robotnikami była już w toku. Edward Gierek, przemawiając 24 stycznia do stoczniowców szczecińskich, kwestionował zarówno odpowiedzialność Józefa Cyrankiewicza jako premiera, jak i Wojciecha Jaruzelskiego jako ministra obrony narodowej:

"Co się tyczy, towarzysze, decyzji, to decyzje były wydawane osobiście przez tow. Gomułkę. A konkretnie w Gdańsku, prawda, i w Gdyni dodatkowo jeszcze przez towarzysza Kliszkę, zdaje się przez towarzysza Kliszkę. Towarzysz Jaruzelski, na ten okres, prawda, wyłączony był z decyzji - rozumiecie - dotyczących wojsk oddanych na Wybrzeże. Wyłączony był! Wojska były, towarzysze, pod bezpośrednim dowództwem z jednej strony towarzysza Gomułki, a z drugiej strony pod bezpośrednim dowództwem na Wybrzeżu Gdańskim - towarzysza Korczyńskiego, prawda, który rozkazy otrzymywał od towarzysza Gomułki. (...) Chcę także wyjaśnić, gwoli ścisłości, sytuację towarzysza Cyrankiewicza. Jest, towarzysze, nieprawdą, że towarzysz Cyrankiewicz dawał polecenia strzelania do ludzi, chcę powiedzieć więcej, wiele poleceń, rozumiecie, i z tego okresu i z wcześniejszych czasów wydawano, rozumiecie, poza plecami towarzysza Cyrankiewicza. W ogóle jak chodzi o ten okres, to było tak, że zbierał się sztab złożony z dwóch, trzech ludzi, prawda, i ten sztab pod kierownictwem towarzysza Gomułki podejmował decyzje. Na przykład jeśli chodzi o dokumenty o stanie wyjątkowym itd., to się towarzysze dowiadywali z prasy. Z prasy się dowiadywali! To nie jest do opublikowania, ale tak to jest".
 
Gierek stwierdza tu, że działania o podstawowym znaczeniu dla państwa były decydowane przez nieliczne gremia partyjne. Jest to zgodne z zasadą bocznych podporządkowań, w myśl których wojsko nie zależy od premiera i ministra obrony narodowej, ale jest zbrojnym ramieniem kierownictwa partii i może być użyte do obrony tegoż kierownictwa przed społeczeństwem. W kierownictwie PZPR decydują przy tym zespoły ścisłe, przeciw którym inni towarzysze nie oponują, nie chcąc, by posądzono ich o "prowokację". Warto pamiętać, że właśnie Edward Gierek wraz z towarzyszami będzie dążył do usankcjonowania szczególnej roli partii komunistycznej w państwie i w społeczeństwie. Użycie w grudniu 1970 roku oddziałów wojskowych przez kierownictwo PZPR było jednym z przejawów "kierowniczej roli partii" w państwie i wobec państwa.
 
Jest ciekawe, że mówiąc o grudniu 1970 roku, Gierek używał wyrażenia "stan wyjątkowy". "Stan wojenny" był późniejszym wynalazkiem. Gdy broniony przez Edwarda Gierka Wojciech Jaruzelski stanie się w dziesięć lat później premierem i w jedenaście lat później pierwszym sekretarzem KC PZPR (nie przestając być ministrem obrony narodowej), komplikacje partyjno-państwowe wyjaśnią się na zasadzie połączenia funkcji pełnionych przez jedną osobę. Nie została zdjęta z Wojciecha Jaruzelskiego odpowiedzialność ani za udział Wojska Polskiego w interwencji w Czechosłowacji w roku 1968, ani za udział wojska w tłumieniu demonstracji robotniczych w grudniu 1970 roku, ani tym bardziej za proklamowanie stanu wojennego i użycie wojska przeciw narodowi w grudniu 1981 roku.
 
ZMIANY W EKIPIE RZĄDZĄCEJ, STRAJKI TRWAJĄ, ODWOŁANIE
PODWYŻKI CEN

 
Środowe strzelanie do robotników w Gdańsku, czwartkowe w Gdyni i Szczecinie, piątkowe w Elblągu nie przyczyniły się do uspokojenia nastrojów. Na pewno po akcjach wojskowych, a być może i wcześniej, zaczęto w kierownictwie PZPR zastanawiać się nad zmianami personalnymi w najwyższych władzach. Pomysł zmiany nie był całkiem nowy. Można przypuszczać, że już w marcu 1968 roku Gomułce była do czegoś potrzebna akcja partyjnej solidarności z jego osobą. 19 marca 1968 roku w Sali Kongresowej w Warszawie niektórzy aktywiści partyjni krzyczeli: "Wiesław, Wiesław", a inni w tym samym czasie "Gierek, Gierek". Pomysł pozbycia się Gomułki krążył wśród przywódców i aktywistów PZPR, choć zapewne był nie tylko jeden kandydat na następcę.
 
W sobotę 19 grudnia 1970 roku zebrało się Biuro Polityczne KC PZPR. Zebranie to było z pewnością przygotowane przez rozmowy kuluarowe. Władysław Gomułka, pierwszy sekretarz KC PZPR, był nieobecny. Oficjalnego wyjaśnienia jego nieobecności dostarczał "Komunikat o stanie zdrowia tow. Władysława Gomułki", datowany 20 grudnia 1970 roku i następnego dnia ogłoszony w prasie. Komunikat podpisali dr R. Gosiewski, "dyrektor Lecznicy", oraz prof. dr J. Kostrzewski, minister zdrowia i opieki społecznej. Według komunikatu Gomułka był zmęczony i miał kłopoty ze wzrokiem:
 
"Od kilku tygodni wystąpiły u pacjenta zaburzenia w zakresie układu krążenia, powodujące przejściowe zakłócenia sprawności widzenia".
 
Komunikat stwierdzał, że 19 grudnia trzyosobowe konsylium lekarskie "zaleciło leczenie szpitalne, któremu pacjent się poddał. Rozpoznano podwyższenie ciśnienia tętniczego, zaburzenie krążenia, prowadzące do przejściowego upośledzenia widzenia oraz stan ogólnego przemęczenia".
 
Komunikat informował dalej, że 20 grudnia o 11 rano zebrało się kolejne, tym razem sześcioosobowe konsylium lekarskie, które "potwierdziło powyższe rozpoznanie i zaleciło kontynuowanie leczenia szpitalnego". Komunikat stwierdzał także, że "leczenie będzie wymagało dłuższego okresu czasu".
 
W niedzielę 20 grudnia, w niecały tydzień po aprobującym podwyżkę cen VI plenum KC PZPR, zebrało się w trybie nadzwyczajnym VII plenum. Można przypuszczać, że o zwołaniu plenum zadecydowali poprzedniego dnia członkowie Biura Politycznego (bez pierwszego sekretarza), którzy zapewne także przygotowali decyzje, podjęte następnie na plenum. O obradach VII plenum ogłoszono publicznie w niedzielę wieczorem i stwierdzono, że plenum dokonało „wyboru najwyższych władz partii". Oświadczono, że pierwszym sekretarzem KC PZPR został Edward Gierek, zaś nieobecny na plenum Władysław Gomułka ustąpił z tej funkcji. Zmienił się skład Biura Politycznego i sekretariatu KC PZPR.
 
Zmiany te, jak można przypuszczać, omawiano przedtem w kręgu najwyższych władz PZPR, między innymi podczas obrad Biura Politycznego 19 grudnia. Dyskusje w kierowniczym gremium PZPR mogły być burzliwe, jeśli wziąć pod uwagę, że spośród 11 członków Biura Politycznego pięciu 20 grudnia usunięto z tej instancji. Oprócz Władysława Gomułki byli to Bolesław Jaszczuk, Zenon Kliszko, Marian Spychalski i Ryszard Strzelecki. Pozostali w Biurze Politycznym KC PZPR Józef Cyrankiewicz, Edward Gierek (pierwszy sekretarz od 20 grudnia), Stefan Jędrychowski, Stanisław Kociołek, Ignacy Loga-Sowiński i Józef Tejchma. Mogłoby więc wydawać się, że tych sześciu działaczy partyjnych pozostających we władzach przygotowało usunięcie swoich pięciu kolegów. Jest jednak również prawdopodobne, że ośrodek, w którym podjęto decyzje o zmianach, miał charakter bardziej nieformalny. Za tym poglądem przemawiałoby stosunkowo szybkie wyeliminowanie z Biura Politycznego jeszcze czterech osób spośród tych, które przetrwały tam po grudniu 1970 roku. Stanisław Kociołek i Ignacy Loga-Sowiński odeszli po VIII plenum KC w lutym 1971 roku, zaś Józef Cyrankiewicz i Stefan Jędrychowski w grudniu 1971 roku po VI zjeździe PZPR.
 
20 grudnia 1970 roku nowymi członkami Biura Politycznego PZPR zostali Edward Babiuch, Stefan Olszowski i Jan Szydlak, zaś z zastępców awansowali na członków Piotr Jaroszewicz, Władysław Kruczek i Mieczysław Moczar. Nowymi zastępcami członków Biura Politycznego zostali Henryk Jabłoński, Wojciech Jaruzelski i Józef Kępa.
 
"Nowi" ludzie, rzecz prosta, nie byli zupełnie nowi, Babiuch był poprzednio kierownikiem Wydziału Organizacyjnego KC, Olszowski i Szydlak byli sekretarzami KC, zaś Olszowski kierował ponadto Biurem Prasy KC. Jabłoński i Jaruzelski byli członkami rządu (jako ministrowie - oświaty i szkolnictwa wyższego oraz obrony narodowej). Kępa był pierwszym sekretarzem Komitetu Warszawskiego PZPR. Spośród nowo przybyłych Olszowski i Kępa kierowali tymi instancjami PZPR, które były bardzo aktywne w marcu 1968 roku (prasą i Komitetem Warszawskim). Awansowany Mieczysław Moczar kierował trzecią ważną wówczas instytucją - Ministerstwem Spraw Wewnętrznych.
 
20 grudnia po komunikacie o zmianach w najwyższych władzach partyjnych radio i telewizja nadały przemówienie nowego pierwszego sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka. Gierek zaczął je od słów: "Towarzysze i obywatele! Rodacy!" Stwierdził, że mówi "w imieniu partii", ale zwracał się nie tylko do swoich partyjnych towarzyszy. Według Gierka:
 
"Miasta Wybrzeża - Gdańsk, Gdynia, Szczecin, Elbląg - stały się terenem robotniczych wystąpień, zaburzeń i starć ulicznych. Zginęli ludzie. Wszyscy przeżywamy tę tragedię".
 
Mówił, że "ostatnie wydarzenia przypomniały nam w sposób bolesny tę podstawową prawdę, że partia musi zawsze utrzymywać ścisłą więź z klasą robotniczą i całym narodem, że nie wolno jej utracić wspólnego języka z ludźmi pracy".

Mówił o sprawach, "które bolą ludzi pracy i wymagać będą rozstrzygnięcia. Wśród nich sytuacja kobiet pracujących, problem mieszkaniowy, sprawy młodzieży. [...] Sprawy, które podejmujemy, dotyczą całego naszego narodu, partyjnych i bezpartyjnych, wierzących i niewierzących i dla każdego obywatela jest miejsce w spraw tych rozstrzyganiu i realizacji".
 
W tym, co mówił nowy pierwszy sekretarz, można było odczytać ustępstwa. Gierek wspomniał o wystąpieniach robotniczych, a nawet dostrzegał istnienie w Polsce ludzi wierzących lub nie będących członkami PZPR.
 
Tuż przed świętami Bożego Narodzenia, 23 grudnia po południu odbyło się posiedzenie Sejmu. Według sprawozdań prasowych "Marszałek Sejmu poinformował Izbę, że otrzymał przekazaną przez Klub Poselski PZPR rezygnację posła Mariana Spychalskiego ze stanowiska przewodniczącego Rady Państwa (w trzy dni po wyeliminowaniu Spychalskiego z Biura Politycznego PZPR). Krótkie oświadczenie wygłosił w Sejmie Prezes Rady Ministrów Józef Cyrankiewicz. Cyrankiewicz powiedział:
 
"Zgłaszam rezygnację ze stanowiska Prezesa Rady Ministrów. Uważam - na gruncie wieloletniego doświadczenia, że nie powinienem pełnić w dalszym ciągu funkcji szefa władzy wykonawczej w świetle ostatnich wydarzeń w naszym kraju, którym zapobiec nie byłem w stanie..."
Edward Gierek zaproponował kandydatury następców na dwa stanowiska, które zgodnie z prawem należą w PRL do najważniejszych we władzach państwowych. Funkcję premiera objął Piotr Jaroszewicz (poprzednio wicepremier). Przewodniczącym Rady Państwa został poprzedni premier Józef Cyrankiewicz, zresztą na krótko.
 
W styczniu 1971 rozpoczął się drugi strajk stoczniowców szczecińskich. Początkiem wydarzeń była opublikowana 20 stycznia w "Głosie Szczecińskim" informacja o zobowiązaniach Wydziału Rurowni Stoczni Szczecińskiej imienia Adolfa Warskiego. Jak informował "Głos Szczeciński", zobowiązania podjęto 19 stycznia. Według "Głosu Szczecińskiego" napis na hali produkcyjnej wydziału W-4 głosił: "Czynem produkcyjnym popieramy nowe kierownictwo partii". Zgodnie z informacją prasową, pracownicy zobowiązali się między innymi do przepracowania niedzieli 24 stycznia.
 
W dziesięć dni później "Głos Szczeciński" wyjaśniał, że: ,,... zobowiązania zostały podjęte w grupach nadmistrzowskich przez poszczególnych pracowników wydziału z inicjatywy kierownika wydziału, nadmistrzów i mistrzów. (...) Podejmowane zobowiązania w odczuciu podejmujących je nie były przeznaczone do publikowania. (...) Załoga rurowni nie deklarowała podjęcia pracy w niedzielę 24 I 1971 w ramach zobowiązań. Zobowiązania te zostały podpisane przez mężów zaufania w poszczególnych grupach nadmistrzowskich" (Wyjaśnienie "Głosu Szczecińskiego" z 29 stycznia 1971).
 
Pojawienie się w prasie informacji o zobowiązaniach zostało przez robotników potraktowane jako próba złamania ich solidarności. W piątek 22 stycznia strajk objął stocznię i inne zakłady Szczecina, w sobotę prawie cały Szczecin strajkował. Stoczniowcy sformułowali w dwunastu punktach postulaty strajkowe:

"1. Żądamy obniżki cen na artykuły spożywcze do wysokości z dnia 12 grudnia 1970 roku.
2. Zgodnie z wolą załóg, wyrażoną na wszystkich wydziałowych zebraniach otwartych, żądamy niezwłocznego i legalnego dokonania wyborów władz związkowych, rad robotniczych oraz stosownie do woli większości członków partii - demokratycznych wyborów w organizacjach partyjnych i młodzieżowych na szczeblu wydziałów i zakładu. Żądamy gwarancji dla uznania tego punktu przez władze wojewódzkie wyżej wymienionych organizacji w ściśle określonym terminie.
3. Żądamy zapewnienia strajkującym wynagrodzenia za okres strajku.
4. Żądamy, aby kierownictwo zakładu i władze państwowe zagwarantowały uczestnikom strajku i członkom komitetów strajkowych niewyciąganie konsekwencji oraz pełne bezpieczeństwo osobiste na terenie zakładu i miasta.
5. Domagamy się przyjazdu pierwszego sekretarza PZPR towarzysza Edwarda Gierka wraz z premierem Piotrem Jaroszewiczem na teren Stoczni imienia Adolfa Warskiego celem nawiązania bezpośredniego dialogu z przedstawicielami robotników, to jest komitetów strajkowych.
6. Żądamy rzetelnych informacji o sytuacji politycznej i gospodarczej w stoczni i w kraju oraz sprostowania informacji o zobowiązaniach podjętych w rurowni w dniu 19 stycznia 1971 roku.
7. Sprostowanie powinno ukazać się w tych samych środkach masowego przekazu, które tę wiadomość podały. Powinno to nastąpić do dnia 25 bieżącego miesiąca.
8. Żądamy wyciągnięcia konsekwencji w stosunku do osób, które spowodowały podanie do środków masowego przekazu informacji o zobowiązaniach w rurowni z dnia 19 stycznia 1971 roku.
9. Żądamy opublikowania naszych postulatów w lokalnych środkach masowego przekazu do dnia 25 stycznia bieżącego roku.  
10. Żądamy aby wojewódzkie władze partyjne i związkowe oraz kierownictwo zakładu zagwarantowały Komisji Robotniczej wyłonionej z Komitetu Strajkowego możliwość działania przy Radzie Zakładowej i Radzie Robotniczej aż do czasu legalnego wyboru władz, o którym mowa w punkcie drugim.
11. Możliwość działania członków Komisji Robotniczej powinna obejmować przede wszystkim:
a) gwarancje bezpieczeństwa osobistego na terenie zakładu i miasta;
b) wyłączne dysponowanie radiowęzłem oraz ludźmi do jego obsługi technicznej i ochrony;
c) odkomenderowanie członków Komisji Robotniczej celem dopilnowania realizacji punktu drugiego niniejszych postulatów.
12. Żądamy, aby organa bezpieczeństwa natychmiast zaprzestały szykanowania, zastraszania i aresztowań pracowników, którzy biorą udział w strajku. Strajk nie jest przestępstwem, gdyż nigdzie nie jest zakazany.
Komitet Strajkowy"
Punkt piąty postulatów strajkowych został spełniony w niedzielę 24 stycznia. W stoczni zjawili się nie tylko Edward Gierek i Piotr Jaroszewicz, ale także minister obrony narodowej Wojciech Jaruzelski, nowy (od 24 stycznia) minister spraw wewnętrznych Franciszek Szlachcic, sekretarz KC PZPR Kazimierz Barcikowski, wicepremier Franciszek Kaim i nowy pierwszy sekretarz KW PZPR w Szczecinie Eugeniusz Ołubek. Odbyło się burzliwe spotkanie przybyszów z delegatami poszczególnych wydziałów stoczni, Przebieg spotkania transmitowano przez głośniki i strajkujący stoczniowcy mogli śledzić dyskusję, choć tylko nieliczni mogli w niej uczestniczyć.
 
Zebrani zdecydowali o zakończeniu strajku, choć nie uzyskali obietnic w podstawowej sprawie - obniżki cen artykułów spożywczych, Przewodniczący Komitetu Strajkowego Edmund Bałuka skomentował to następująco:

"(...) ten punkt zostawimy jako wotum zaufania dla nowego kierownictwa i ja myślę, że mówię w waszym imieniu: mam nadzieję, że nowe kierownictwo rządu i partii będzie starało się w jak najkrótszym czasie ten postulat nasz po prostu zrealizować".

6 i 7 lutego odbywało się VIII plenum KC PZPR. Na plenum przedstawiono dokument Biura Politycznego pt.: "Ocena wydarzeń grudniowych i wynikające z niej wnioski". Ocena ta stanowiła główny punkt porządku dziennego, drugim punktem były sprawy organizacyjne.

Na plenum zawieszono Władysława Gomułkę w prawach członka KC oraz usunięto ze składu KC Zenona Kliszkę i Bolesława Jaszczuka, którzy do 20 grudnia 1970 roku byli członkami Biura Politycznego.
 
O Gomułce stwierdzono, że popełnił "poważne błędy w kierowaniu partią w ostatnich latach, które doprowadziły do osłabienia jej więzi ze społeczeństwem, do narastania nieprawidłowości w rozwoju ekonomiki, a wreszcie do otwartego kryzysu politycznego i niewłaściwych metod zastosowanych w toku tego kryzysu".
 
O Kliszce, że "wyrządził partii poważne szkody wskutek błędów, jakie popełnił w polityce kadrowej, na froncie ideologicznym, a także w innych dziedzinach działalności; w czasie wydarzeń grudniowych na Wybrzeżu wykazał brak poczucia rzeczywistości, a działając w sposób nieodpowiedzialny, przyczynił się do zaostrzenia konfliktu z klasą robotniczą Trójmiasta".
 
O Jaszczuku, że w ,,(...) sposób niedopuszczalny i apodyktyczny ingerował bezpośrednio w działalność rządu i administracji gospodarczej; przyczynił się do przeforsowania szeregu błędnych decyzji gospodarczych, które legły u podłoża wydarzeń w grudniu 1970 roku".
 
Z funkcji członka KC zrezygnował Antoni Walaszak, poprzednio sekretarz KW PZPR w Szczecinie. Rezygnację z członkostwa w Biurze Politycznym złożyli: Stanisław Kociołek, poprzednio sekretarz KW PZPR w Gdańsku i Ignacy Loga-Sowiński, który do 15 stycznia był przewodniczącym Centralnej Rady Związków Zawodowych.
 
Powrotu do cen żywności sprzed trzynastego grudnia 1970 roku domagali się robotnicy podczas kolejnych strajków. W połowie lutego po strajkach w Łodzi władze zdecydowały się spełnić ten postulat. Informował o tym komunikat PAP opublikowany 15 lutego wieczorem, zgodnie z którym:
"Dnia 15 bm. odbyło się wspólne posiedzenie Biura Politycznego KC PZPR i Prezydium Rządu. (...) Postanowiono - korzystając z uzyskanej w ostatnich dniach pomocy kredytowej Związku Radzieckiego i uwzględniając perspektywy własnej produkcji mięsa w II półroczu br. i w przyszłym roku - w porozumieniu z prezydium CRZZ obniżyć z dniem l marca br. ceny artykułów żywnościowych - łącznie z mięsem i jego przetworami, do poziomu sprzed 13 grudnia ub. roku. Postanowiono jednocześnie utrzymać w mocy zmienione wówczas ceny artykułów przemysłowych".
 
Wydarzenia grudniowe zostały spowodowane podwyżką cen i w dwa miesiące po tej podwyżce powrócono do punktu wyjścia. Liczby zabitych nie udało się dotychczas ustalić. Władze "gomułkowskie" i "gierkowskie" (a także późniejsze) - zrobiły wiele, aby tę liczbę ukryć. Decyzja z połowy lutego podkreślała tylko absurdalność śmierci spowodowanych przez broniących swej władzy aparatczyków, wśród których byli i tacy, którzy woleli nie wtrącać się do działań "kierownictwa". Powiedzieli "czekam", bo to w grze politycznej mogło zapewnić większą wygraną.

Autor publikacji: 
Ubekistan: materiały i opracowania: 
Źródło: 
Jakub Karpiński, Wykres gorączki, Polska pod rządami komunistycznymi, Wydawnictwo UMCS, Lublin 2001, s. 542, rozdziały Grudzień 1970: podwyżki cen, strajki i demonstracje, wojsko strzela do robotników s.298-308, Zmiany w ekipie rządzącej, strajki trwają,