You are here

CZARNOGÓRA – DLACZEGO NIEPODLEGŁOŚĆ

Czarnogórcy głosowali za niepodległością, ponieważ uważają, iż zostaną dzięki temu przyjęci do Unii Europejskiej, która rozwiąże wszystkie tutejsze problemy. Faktycznie bez inwestycji zachodnich w turystykę Czarnogóra nie ma szans na szybki rozwój i uruchomienie swojego potencjału w tym sektorze. Czarnogóra z ludnością wynoszącą 630 tys. będzie mogła łatwo zostać zintegrowana, właśnie ze względu na swoją wielkość. Jak dotychczas Czarnogóra żyła z przemytu papierosów do Włoch, a na czele mafii papierosowej w latach 1996-2000 stał właśnie prezydent Milo Djukanović. Bez jego zezwolenia nic w Czarnogórze nie mogłoby się dziać.
 
Pierwsze partie o programie niepodległościowym zaczęły powstawać w Czarnogórze w 1989 roku, ale nigdy nie miały dużych wpływów politycznych. Dopiero rozłam w obozie postkomunistycznym i opowiedzenie się Milo Djukanovicia, ówczesnego prezydenta a obecnie premiera, przeciwko Miloszeviciowi i za Zachodem zmieniło sytuację. Sam Djukanović przez kilka lat wahał się czy wybrać opcję samodzielności państwowej aż wreszcie postkomuniści zdecydowali związać się bezpośrednio z Europą, gdyż pozostawanie razem z Serbią po prostu by to uniemożliwiło. Bezpieczniej jest też żyć z turystyki niż przemytu papierosów. Można więc powiedzieć, że wynik referendum Czarnogórze jest prostą konsekwencją polityki unijnej. Zmierzała ona do zróżnicowania Czarnogóry i Serbii od 1999 roku, by w ten sposób ułatwić obalenie Miloszevicia.
 
Olli Rehn, komisarz UE ds. rozszerzenia, stwierdził po referendum, iż „Czarnogóra ma europejską perspektywę.” Konkretnie chodzi o podpisanie w tej chwili traktatu stabilizacyjnego i stowarzyszeniowego, który otworzyłby drogę do późniejszej akcesji. Rehn już ogłosił podjęcie rozmów w tej sprawi, poprzednio wstrzymanych w ramach kary dla Serbii ta niewydajnie Ratko Mladicia. Jest to więc nagroda za wynik referendum.
 
Władze w Belgradzie zachowały milczenie w sprawie wyników referendum, ale bliski współpracownik Djukanovicia, Svetozar Marović, prezydent Serbii i Czarnogóry złożył od razu swój urząd i zapowiedział udostępnienie ustąpienie ze stanowiska przewodniczącego rady ministrów. 23 maja Djukanović oficjalnie ogłosił niepodległość kraju. W ten sposób federacja z elementami konfederacji między Serbią i Czarnogórą zawiązana w 2002 roku przestała istnieć. Oczywiście nie należy spodziewać się żadnych agresywnych kroków Belgradu wobec Podgoricy poza sferą propagandową. Serbia jest bowiem za słaba by mogła siłą powstrzymać Czarnogórę.
 
Milo Djukanović stając na czele obozu niepodległościowego jeszcze bardziej umocnił swoją pozycję i bezwzględną dominację postkomunistów.
 
Kolejną konsekwencją będzie dalsza izolacja Serbii niezdolnej do uporania się ze spadkiem po blisko 20 latach nacjonalistycznej propagandy Slobodana Miloszevicia. Problem Serbii nie polega na tym, że różne partie są skłócone, ale na tym, że nacjonaliści i epigoni Miloszevicia zajmują na tyle dużą przestrzeń polityczną, iż nie mogą powstać stabilne i silne rządy, które mogłyby przekreślić przeszłość i pokierować akcesją do Unii Europejskiej i NATO. Oznacza to, iż nadal Belgrad będzie krążył w orbicie wpływów rosyjskich. Poparcie społeczne, którym cieszy się wspomniany obóz powoduje, iż inne partie są gotowe w dalszym ciągu do gry z nacjonalistami.

Autor publikacji: 
Polityka zagraniczna: 
INTERMARIUM: