You are here

JAK REAGOWALI POLITYCY? (FOZZ)

Bardzo liczyłem na uczciwość i dynamikę Henryka Wujca i jemu też, jako jednemu z pierwszych, przekazałem memoriał prosząc o zapoznanie się z nim oraz znalezienie w Sejmie osób, które by były skłonne przestudiować większą ilość dokumentów. Rozmowy u Wujca czy też w prezydiach obu OKP (wtedy jeszcze ich nie rozróżniałem ani personalnie, ani ideologicznie) wykazały, że meritum sprawy nikogo nie interesuje. Znalazło to odbicie na końcu naszego memoriału, gdzie informowałem Prezydenta, że próby poprzednich alarmów spełzły na niczym. W czerwcu, przypadkowo spotkany na korytarzu w Sejmie, Wujec powiedział mi, że ponieważ ukazał się artykuł w „Spotkaniach”, to czuł się zwolniony z obowiązku interwencji, ale i tak sprawę przekazał Ryszardowi Bugajowi.
 
Wiedzieliśmy skądinąd, że pan Bugaj od dawna w tej sprawie był alarmowany przez wysokich urzędników NBP i Ministerstwa Finansów. Później sam przyznał w prasie, że miał sygnały z zagranicy, ale nie podjął żadnych zdecydowanych kroków. Sprawa wydawała mu się na tyle skomplikowana, że nie czuł się wystarczająco przygotowany profesjonalnie, by te dokumenty przeanalizować. Do kogo jeszcze można się było w Sejmie zwrócić, skoro szef Komisji Budżetu i Finansów uznał się za niekompetentnego, aby podjąć interwencję?
 
Interwencje w Sejmie nie przyniosły więc żadnego rezultatu. Wielokrotne próby bezpośredniego skontaktowania się ze Zbigniewem Romaszewskim również spełzły na niczym. Drogą służbową, poprzez mojego dyrektora w Centralnym Urzędzie Planowania, zwróciłem się do p. Ludwika Dorna z Kancelarii Prezydenta, przekazując - jako sygnał - kilka dokumentów i prosząc o wskazanie osób, z którymi mógłbym omówić całość. Jest znamienne, że p. Dorn, tak jak przedtem Wujec czy inni, zdawał się nie przyjmować do wiadomości faktu, że jest to tylko d r o b n a  c z ę ś ć posiadanych przeze mnie dokumentów. Nikt nie wykazał chęci zapoznania się z całością sprawy i dokumentacji.
 
To samo dotyczy również innych polityków, także z ROAD-u, Unii Demokratycznej czy PC. Jedyną osoba, u której spotkaliśmy się z rzetelnym zainteresowaniem był minister Jerzy Grohman w Kancelarii Prezydenta. Jego zainteresowanie było na tyle szczere, że pozwoliliśmy sobie wszystkie dokumenty przekazywać kolejno na jego ręce do Kancelarii Prezydenta, mając nadzieję, że wreszcie spowoduje to zainteresowanie władz i profesjonalistów.
 
Nie wiadomo jednak co z tego wszystkiego dotarło do Prezydenta i czy Prezydent nasz memoriał przeczytał. Sądząc po tym, że ani Michał ani ja nie byliśmy proszeni o przedstawienie dowodów, a największe oskarżenia oficjalne z kręgów prezydenckich to były oskarżenia o korupcję, a nie o planowy rabunek, wydaje się, że chyba nie przeczytał.
 
Niektóre dokumenty jeszcze w kwietniu przekazałem Zdzisławowi Najderowi z prośbą o zainteresowanie nimi m.in. mec. Jana Olszewskiego. Deklarowałem gotowość dyskusji i dostarczenie szerszej dokumentacji. Prośby moje pozostały bez echa.
 
Również w kwietniu interweniowałem we władzach NSZZ Solidarność. Przez kolegę, który bezpośrednio współpracuje z Maciejem Jankowskim, przekazałem mu mój memoriał dla Prezydenta. Charakterystyczna była reakcja tego działacza związkowego. Po miesiącu czy dwóch zaczepiłem go i zapytałem czy przekazał memoriał Jankowskiemu? Nie, ale przecież te sprawy były już omówione w „Spotkaniach”, to po co miałem przekazywać twój memoriał? Pomijam już upływ czasu pomiędzy przekazaniem mu mego memoriału, a pojawieniem się artykułu w „Spotkaniach”, ale jakby nie docierała do niego świadomość różnicy pomiędzy tekstem dziennikarskim, przeznaczonym dla szerokiego kręgu czytelników, a materiałami źródłowymi, wtedy poufnymi czy tajnymi, które winny stać się przedmiotem poważnego dochodzenia.
 
Po śmierci Michała odbyło się paromiesięczne polowanie nieznanych sprawców na jego notatki (tzw. "operacyjne"), a szczególnie na dwa notesy: tajny i bardzo tajny. Nikt po stronie władz RP nie okazał zainteresowania tymi materiałami. [...]

Gazeta Wyborcza

Próby zainteresowania sprawą „Gazety Wyborczej” przebiegały w dwóch fazach. Początkowo dziennikarz, z którym się skontaktowałem był zafascynowany sprawą. Potem temat napotkał na mur niechęci ze strony tych, którzy decydowali o "linii pisma". Dowiedzieliśmy się wówczas, że ujawnienie tego typu skandali "może być szkodliwe dla Polski". Po ukazaniu się artykułu w „Spotkaniach” również „Gazeta Wyborcza” czuła się w obowiązku jakoś o sprawie poinformować. Opublikowała więc tekst Piotra Pacewicza, którego ogólny wydźwięk był bagatelizujący, ale za to, dziwnym trafem, przepisane ze „Spotkań” sumy zawieruszonych pieniędzy FOZZ zostały t y s i ą c k r o t n i e   p o m n i e j s z o n e. Dla przykładu zamiast "setek milionów dolarów" pojawiły się "setki tysięcy dolarów". Interwencje w redakcji domagające się sprostowania tej dezinformacji nie skutkowały.
 
Wtedy jeszcze wydawało mi się, że jest to po prostu niechlujstwo dziennikarskie. Tymczasem na początku czerwca Stanisław Albinowski, który był stałym publicystą „Gazety Wyborczej”, napisał artykuł na temat skandalu w FOZZ-ie. Był to tekst bardzo zrównoważony, kulturalnie napisany, bez żadnej agresji i bez śladu pomówień. Artykuł ten został początkowo przyjęty do druku, ale po kilkakrotnych poślizgach z numeru do numeru nie został opublikowany. Natomiast „Gazeta Wyborcza” zawsze miała czas na cytowanie poglądów (wtedy jeszcze) ministra J. Sawickiego i tych dezinformacji, które on rozpowszechniał w obronie swojego stanowiska czy swojej kariery na temat FOZZ-u.
 
Dwa inne, podobne w wymowie artykuły również nie znalazły łaski u redaktorów GW . Stanowisko „Gazety Wyborczej” było bardzo konsekwentne. Afera, jeśli była, to była to afera „wokół FOZZ". Główny - jak dotąd - oskarżony, były dyrektor generalny FOZZ, Grzegorz Żemek, to zdaniem GW- "kozioł ofiarny" (zob.: GW z 19 września 1991), już następnego dnia pojawia się artykuł (GW z 20 września 1991) „Prokurator Kalwas prowadzi śledztwo”, z podtytułem „Anna Turska o przeszłości prokuratora prowadzącego sprawę FOZZ”. Z tekstu wynika, że prokurator Kalwas sam był przestępcą znęcającym się w śledztwie nad więźniami, a artykuł kończy się dramatycznym apelem: Niech więc Opatrzność ma w swojej opiece tych, którzy obecnie znaleźli się pod czułą opieką prokuratora Kalwasa. Jest to ta sama Anna Turska, która, jak ujawniono później, przyjęła w tym okresie od p. Przywieczerskiego 200 mln zł, na rzecz Unii Demokratycznej.
 
Szczytowym przykładem dezinformacji uprawianej przez „Gazetę Wyborczą” były relacje Jacka Kalabińskiego z Nowego Jorku, który "zupełnie przypadkiem" odnalazł w jednym z banków nowojorskich (DLF Finance) kwotę, jakiej podobno brakowało dyrektorowi FOZZ do rozliczenia. Okazało się, że pieniądze te leżą sobie najspokojniej w banku, a tylko nie ma ich jak odebrać, bo FOZZ został zlikwidowany, a Żemek siedzi w więzieniu! Przy czym, co najzabawniejsze, kwota okazała się śmiesznie mała: 1 236 tys. USD. Wyłaniał się więc klarowny obraz: tu jacyś frustraci i maniacy wysuwają absurdalne oskarżenie o rabunek wielu miliardów dolarów, gdy w rzeczywistości chodzi o niewiele więcej niż jeden milion! Na dodatek ten milion nie może się doczekać, żeby polska władza go podjęła. Tymczasem władze wcale się do tego nie kwapią, i to pomimo monitów nowojorskiego banku, natomiast w jakichś tajemniczych celach trzymają w więzieniu Bogu ducha winnego Grzegorza Żemka.
 
Rewelacje pana Kalabińskiego zajęły dwie strony „Gazety Wyborczej”. Protesty i sprostowanie Prokuratury zamieszczone były w kąciku, w dwuzdaniowej notce. W dniu 17 grudnia 1991 r. wydawca niniejszej książki, Marcin Dybowski, został zatrzymany razem z kolegą na 48 godzin i pobity przez policjantów, a z samochodu, którym jechali, "zginęły" materiały do niniejszej książki i 50 mln zł. Samo auto odjechało w niewiadomym kierunku spod budynku komisariatu policji. Sprawa stała się głośnym skandalem, a nawet przedmiotem interpelacji poselskiej w Sejmie. „Gazeta Wyborcza” zdecydowała się o tym poinformować dopiero po Nowym Roku, tylko w lokalnym wydaniu i oczywiście, bez żadnego związku z FOZZ! Wreszcie, kiedy się okazało, że rzecz jest ogromnie bulwersująca, a Dybowski i Dakowski oblegani przez dziennikarzy zagranicznych - wówczas (7 stycznia 1992 r.) GW opublikowała „Relację Dybowskiego” dystansując się od niej a la longue i zamieszczając obok artykuł Anny Bikont (osoby szczególnie zasłużonej w dezinformacji na temat FOZZ) pod tytułem „Wizja świata "Nowego Świata", w którym dezawuuje zarówno Marcina Dybowskiego i Mirosława Dakowskiego, jak i gazetę „Nowy Świat” Piotra Wierzbickiego. Wywody swoje kończy tak:
 
Ale nie o logikę tu przecież chodzi, a o stworzenie obrazu świata. Musi zostać dowiedzione, że żyjemy w świecie zadziwiającego bezprawia i korupcji władzy. Wizja może okazać się bardzo nośna w społeczeństwie biednym i sfrustrowanym. Tym bardziej jest niebezpieczna.
 
Poświęciliśmy tu tyle miejsca manipulacjom „Gazety Wyborczej”, gdyż jest to największy i najbardziej wpływowy dziennik w Polsce, który nadal jeszcze czerpie swoją wiarygodność z okresu "Solidarności". Jest rzeczą istotną żebyśmy wiedzieli kto, jakie ruchy polityczne, były za tuszowaniem sprawy oraz czy były również ugrupowania, które dążyły do jej ujawnienia.

Autor publikacji: 
Ubekistan: materiały i opracowania: 
Źródło: 
Mirosław Dakowski, Jerzy Przystawa, Via Bank i FOZZ. O rabunku finansów Polski, Wydawnictwo Antyk, Warszawa 1992, s. 53-55 i 65-67.