You are here

Wybory parlamentarne 2000 roku - Kolejna farsa na Białorusi

Na Białorusi wyznaczono na 15 października 2000 roku wybory parlamentarne do Izby Reprezentantów, stanowiącej izbę niższą składającą się ze 110 deputowanych wybieranych w okręgach jednomandatowych przez wszystkich obywateli i na okres od 18 sierpnia do 18 listopada wybory do Rady Republiki Zgromadzenia Narodowego, stanowiącej izbę wyższą, do której  deputowani rad lokalnych z każdego z sześciu obwodów wybierają po 8 posłów, a ponadto prezydent mianuje również 8 swoich przedstawicieli.
 
Wybory do izby wyższej na razie nie budzą wielkiego zainteresowania, natomiast w wypadku wyborów do Izby Reprezentantów już rozpoczęła się walka o wyeliminowanie opozycji. Jedynie Konserwatywno-Chrześcijańska Partia Zianona Paźniaka wezwała już na początku maja do bojkotu wyborów, natomiast pozostałe ugrupowania opozycji utworzyły trzy odrębne koalicje i postanowiły wziąć udział w kolejnej próbie sił z Łukaszenką. Według sondaży, o ile w ogóle można je uważać na Białorusi za wiarygodne, w czerwcu deklarowało udział w wyborach około 62 proc. obywateli, natomiast 22 proc. zapowiedziało, iż nie weźmie w nich udziału.
 
Najpoważniejszą z koalicji opozycyjnych jest sojusz 6 partii i około setki stowarzyszeń występujący pod nazwą 5 plus. W jej skład weszły Zjednoczona Partia Obywatelska Anatola Labiedki, Białoruski Front Ludowy Wincuka Wiaczorki, Białoruska Socjaldemokratyczna Hramada Stanisława Szuszkiewicza, Partia Pracy Aleksander Buchwostawa, Partia Zielonych i o dziwo Partia Komunistów Białorusi Siarhieja Kalakina, który niedawno przeszedł do opozycji oraz niezależne związki zawodowe, organizacja prywatnych przedsiębiorców, i inne. Z koalicją tą współpracuje też opozycyjny klub parlamentarny „Republika” Uładzimira Parafianowicza.
 
Trzonem koalicji „Wolna Białoruś” jest  Socjal-Demokratyczna Partia „Narodnaja Hamada” Statkiewicza i organizacja obywatelska Karta 97. Statkiewicz już wcześniej rozbił  Hamadę, ale wypada się zgodzić z jego zarzutem wobec 5 plus, iż gromadzi ona zarówno partie odwołujące się do elektoratu prozachodniego jak i prorosyjskiego (komuniści), ci czyni ją niewiarygodną.
 
I wreszcie trzecia koalicja - „Młoda Białoruś” została zbudowana wokół młodzieżówek Frontu i Hamady, jej przywódcą jest Pawał Siewariniec, przewodniczący Młodego Frontu.
 
Każda z koalicji zapowiedziała wystawienie po jednym kandydacie w okręgu, co oznacza, iż trzech opozycyjnych kandydatów będzie rywalizowało między sobą o głosy elektoratu antyłukaszenowskiego, a nie jest on wcale aż tak wielki.
 
Według jednego z sondaży czerwcowych kandydatów prołukaszenkowskich zamierza poprzeć 21 proc. głosujących, Koalicję Narodową 5 plus – 7 proc., natomiast tzw. kandydatów niezależnych 25 proc. Owi „niezależni” zapewne też w końcu okażą się w ludźmi Łukaszenki. Natomiast inny sondaż daje zwolennikom Łukaszenki  36,7 proc. głosów, tajnie proprezydenckiej Partii Liberalno-Demokratyczna Siarhiej Hajdukiewicz – 12,9 proc. głosów, natomiast wszystkie trzy koalicje opozycyjne razem mogłyby liczyć na 20 proc. głosujących. Widać, więc, iż Łukszenko nie będzie musiał się specjalnie wysilać by wygrać wybory.
 
Skład Izby Reprezentantów ma o tyle znaczenie dla Łukaszenki, iż planuje on zmiany w konstytucji i wprowadzenie wyboru prezydenta przez parlament. W takim wypadku jego kolejna kadencja nie liczyłaby się jako trzecia lecz pierwsza i ograniczenie sprawowania prezydentury nie miałoby żadnego znaczenia.
 
 
Kampania wyborcza ma zacząć się oficjalnie 16 września ale w praktyce walka już jest w toku. Pierwszą przeszkodą, jaką opozycja ma do pokonania jest dostanie się jej przedstawicieli do komisji wyborczych. Wprawdzie opozycyjne koalicje wyznaczyły swoich kandydatów ale to nic nie znaczy. W wypadku Centralnej Komisji Wyborczej władze już oświadczyły, iż przedstawiciele opozycji będą mieli „głos doradczy”. Jaki będzie to miało wpływ na wyniki, wszyscy wiedzą.
 
Koalicji Narodowa 5 plus odmówiła złożenia wniosku o rejestrację jako koalicja, ponieważ ministerstwo sprawiedliwości nie rejestruje organizacji społecznych, a te wchodzą w skład 5 plus. Z drugiej strony ministerstwo zagroziło, że jeśli koalicja 5 plus nie zarejestruje się do 15 sierpnia, otrzyma drugie ostrzeżenie, po który władze będą mogły skierować pozew do sądu o delegalizację. Jeśliby złożono wniosek o rejestrację i ministerstwo następnie odmówiło jej, to też by uniemożliwiło wzięci udziału w wyborach. Koło się więc zamyka. Znaczenie polityczne będzie miała zatem raczej walka o udział w wyborach a nie same wybory. Pozostaje tylko liczenie na Pupina, który może się wreszcie zdenerwować i z błogosławieństwem zachodu wyda polecenie usunięcia Lukaszenki.

Autor publikacji: 
Polityka zagraniczna: 
INTERMARIUM: