You are here

ROSJA - POWRÓT PAŃSTWA (GRUZJA, LITWA, MOŁDOWA)

Ostatnie wydarzenia w Rosji i niektórych byłych republikach sowieckich każą zastanowić się nad zmianami w strukturze władzy w Rosji, aktualną polityka rosyjską i jej konsekwencjami dla dawnych członków imperium.

Walka Putina z oligarchami, czyli komsomolcami lat 1980-tych wytypowanymi wówczas przez KGB i Wydział Gospodarki KC KPZS (w kompleksie wojskowo-przemysłowym - wpk przez GRU) do objęcia w posiadanie majątku partyjno-państwowego celem wprowadzenia kapitalizmu i podłączenia się do międzynarodowego podziału pracy (udział w globalizacji) by wyciągnąć Sowiety z technologicznego zacofania, zwłaszcza w przemyśle zbrojeniowym, nie jest jedynie zabiegiem socjotechnicznym podjętym z powodu zbliżających się wyborów, ale odzwierciedla rzeczywistą walkę o władzę. Klan nowopiterski czyli bezpieczniacy średniego szczebla ściągnięci przez Putina z Petersburga do Moskwy doszli do wniosku, iż eksperyment poszedł za daleko i czas przywrócić rosyjską normalność, tzn. władzę państwa czyli jego urzędników, a więc ich samych. Cóż się bowiem stało od czasu gdy młodzi funkcjonariusze otrzymali polecenie by bogacili się dla partii i w tym celu przydzielono im państwowe środki?

Komsomolcy mieli jedynie nimi zarządzać, posiadać dobra, które powinni zwrócić partii-państwu w odpowiednim momencie. Partii zabrakło a państwo się skurczyło, co wraz ze sprzyjającym okresem prezydentury Jelcyna, ułatwiło już oligarchom usamodzielnienie się, zagarnięcie jeszcze większego majątku, przede wszystkim w sektorze surowcowym jako że Rosja nic innego cennego nie potrafi wyprodukować i co najważniejsze - dyktować warunki administracji państwowej. Bezpieka nie może przecież dopuścić by Rosją rządzili biznesmeni, którzy coraz częściej zaczęli też sięgać po władzę polityczną w prowincjach i tym samym podporządkowywali sobie administrację państwową. Żaden koncern nie może być bogatszy od państwa Putina, gdyż to ono - rządzone przez bezpiekę - ma być głównym właścicielem i dawcą dóbr. Takie jest tło ostatniego kryzysu wywołanego aresztowaniem Chodorkowskiego i rozbijaniem Jukosu.

„Kto jeszcze nie siedzi powinien się zastanowić czym się zajmuje”

- oświadczył zastępca prokuratora generalnego Władimir Kolesnikow. Nakreślił on plany państwa czyli kierownictwa resortów siłowych - tzw. siłowików - odnośnie sektora prywatnego. Jego zdaniem „renta gruntowa powinna powrócić do państwa”, które „powinno nią dysponować”. Bank Centralny przekształcił się w prywatny sklepik, daje kredyty i nie odpowiada za długi kraju - twierdzi dalej Kolesnikow i zapowiada, iż „Bank Centralny powinien stać się strukturą krajową” i zapewniać gospodarce pieniądze.

Tę nową symbiozę między państwem i koncernami może symbolizować mianowanie nowym szefem administracji prezydenta, Dimitrija Miedwiediewa, byłego współprzewodniczącego rady dyrektorów Gazpromu i jednego z najbliższych współpracowników Putina.

Nie wydaje się, by siłowicy chcieli powtórnie znacjonalizować gospodarkę na wzór ekonomii planowej ale chodzi raczej o jej pełne podporządkowanie polityce imperialnej realizowanej przez struktury państwowe. Oligarchowie mają wykonywać polecenia, siedzieć cicho i utrzymywać oligarchię polityczną. Jeśli taki scenariusz im się nie podoba, mogą oddać większość nagrabionego mienia i przenieść się za granicę, jak Roman Abramowicz (Sibneft), który sprzedał swój majątek i przeprowadził się do Anglii. Drugi po Chodorkowskim najbogatszy człowiek w Rosji, był członkiem „rodziny” Jelcyna i jego kasjerem. Posiadał niecałe 6 mld dolarów. Mogą też uciec jak Bieriezowski lub wspólnicy Chodorkowskiego: Leonid Newzlin były przewodniczący Rosyjskiego Kongresu Żydowskiego (8 proc. akcji Jukosu), który otrzymał już obywatelstwo Izraela i Władimir Dubow.

Z dawnych potężnych klanów epoki jelcynowskiej najpierw wyeliminowano byłego premiera Wiktora Czernomyrdina z Gazpromu, a z odejściem szefa administracji prezydenta  Aleksandra Wołoszyna (dawna „rodzina”) nastąpił upadek klanu  starokremlowskiego. Pozostał jeszcze klan „staropiterski” liberałów Anatolija Czubajs i Wiktora Niemcowa, który właśnie nie dostał się nawet do Dumy.

Dodatkowym elementem jest żydowskie pochodzenie największych oligarchów biznesowych. Takim ludziom powierzano pieniądze i zadanie budowania prywatnych konsorcjów, ponieważ dzięki swemu pochodzeniu mieli ułatwione kontakty z Zachodem, mogli więc skuteczniej modernizować Rosję i wprowadzić ją do międzynarodowego podziału pracy. Teraz ten aspekt można będzie wykorzystać przeciwko nim, zyskując dodatkowe poparcie społeczne.

Podporządkowane powtórnie państwu koncerny oligarchiczne, obok mafii, staną się przedłużeniem służb specjalnych w ich polityce kontroli obszaru postsowieckiego i wiązania z Rosją tamtejszych elit politycznych.

Przykładowo, kierowane przez Czubajsa Zjednoczone Systemy Energetyczne - RAO JES założyły razem z Interpipe Wiktora Pinczuka i Energeticzeskim Standartem Konstantina Hryhoryszyna spółkę Energostandart, w której każdy z nich posiada 1/3 udziałów. Z kolei Energostandart wykupił od 16 do 100 proc. udziałów w 10 obwodowych zakładach energetycznych na Ukrainie. Operacja ma być zakończona do maja 2004 r., a więc przed wyborami prezydenckimi na Ukrainie. W ten sposób Rosja będzie kontrolowała 1/3 dostaw prądu dla tego kraju. Wystarczy już tylko usunąć Czubajsa, o czym w Dumie mówi się otwarcie po aresztowaniu Chodorkowskiego i przywrócić kontrolę siłowików nad RAO JES.

Energostandart przypieczętuje powiązania ukraińskiej elity władzy z Rosją za pomocą wspólnoty interesów. Wiktor Pinczuk jest bowiem zięciem prezydenta Kuczmy i jednym z szefów oligarchicznej partii „Trudowa Ukraina”, a Interpipe produkuje rury dla ropo- i gazo- ciągów. Pinczuk był zwolennikiem wykorzystania rurociągu Brody-Odessa do transportu ropy rosyjskiej do Odessy. Jego związki z rosyjska grupą finansową Alfa - udziałowcem Tiumeńskiej Naftowej Kompanii - potwierdza fakt mianowania prezesem Interpipu byłego wiceprezesa banku Alfa, Jewgenija Bernsteina. Hryhoryszyn natomiast, do 2001 roku związany z prorosyjskim klanem kijowskim Wiktora Medwedczuka, obecnie jest partnerem Rinata Achmetowa, stojącego za premierem Janukowyczem szefem klanu donieckiego. Hryhoryszyn, obywatel rosyjski, jeden z kierowników konsorcjum „Metalurhija” (zakłady metalurgiczne, „Połtawenerho” i bank „Zeus”) oraz razem z Lewonem i Ołeksandrem Wartanianami kierownik funduszu inwestycyjnego „Court Holding”, reprezentuje też na Ukrainie rosyjskie towarzystwo „Sozidanije”, które posiada kontrolne pakiety akcji największych zakładów ukraińskich.

Rosyjska mafia nie jest często wykorzystywana przez służby rosyjskie jak pisze Piotr Semka tylko stanowi ich przedłużenie i integralną część. Za granicą po prostu wygodniej jest działać za pośrednictwem mafii i koncernów surowcowo-energetycznych niż struktur państwowych.

Scenariusz Gruziński

„Razem z Rosją możemy postawić Gruzję na nogi” - stwierdził „prozachodni” Misza Saakaszwili

Naród gruziński zbuntował się i pod przywództwem prozachodnich leaderów bezkrawawo obalił dyktaturę Eduarda Szewardnadze, którego opuściła bezpieka, policja i wojsko, bo funkcjonariusze poczęstowani papierosami przez demonstrantów i po dyskusji z żonami przemyśleli swoje zachowanie i przeszli na stronę demokratycznych przeciwników prezydenta.

Taką wersję dla ludu rozpowszechniali eksperci Ośrodka Studiów Wschodnich, różnego typu specjaliści i dziennikarze. Trudno powiedzieć czy owi analitycy powodowani byli wrodzoną głupotą, lenistwem umysłowym czy raczej strachem przed kontruderzeniem rosyjskiej agentury wpływu, gdyby bowiem ich wytłumaczenia przekroczyły farsowy poziom infantylizmu, mogłoby to doprowadzić do zamknięcia przed nimi salonów, stacji telewizyjnych i łam gazet, a więc oznaczałoby katastrofę finansową.

Istnieją pewne stałe zasady przeprowadzani analizy wydarzeń politycznych. Zastosujemy tylko trzy najważniejsze do próby zdefiniowania co na prawdę stało się w Gruzji i o czym to świadczy.

Po pierwsze, należy zbadać przeszłość głównych osób dramatu, ich powiązania i zachowanie w kluczowych momentach kryzysowych. Wypowiedzi propagandowe dla prasy są interesujące dla analityka metod propagandy ale nie dla eksperta badającego prawdziwy układ władzy i rzeczywistą pozycję polityczną danego przywódcy czy ruchu a więc również czego można się po nich spodziewać w przyszłości. Przykładowo bowiem ważniejsze jest jak kto głosował 4 czerwca 1992 roku niż co powiedział na konferencji prasowej przed kamerami tv w okresie przedwyborczym lub o czym zapewniał „w tajemnicy” znajomego dziennikarza.

Po drugie, nie udawać, że wszystko jest przypadkiem i łańcuch przyczynowo-skutkowy nie istnieje. Jeśli jakiś polityk zmienia obóz lub orientację polityczną po wizycie w Moskwie, to zdaniem naszych specjalistów nic nie znaczy - przypadek jak wszystko. Niżej podpisany ma natomiast pogląd wręcz przeciwny.

Po trzecie, bardzo pouczające jest porównywanie dat rozmaitych wydarzeń. Nasi eksperci tak się zachowują jakby nic im się z niczym nie kojarzyło, nic z niczym się nie łączyło. Oczywiście takie podejście do analizy walki o władzę jest bezpieczne dla kasy wypowiadającego się ale ma zerową wartość poznawczą.

Prezydent Szewardnadze został oficjalnie obalony przez trzech polityków: Miszę Saakaszwilego, Zuraba Żwanię i Nino Burdżanadze, dzięki czemu w/w stali się symbolami orientacji proamerykańskiej, demokracji, społeczeństwa obywatelskiego i bojownikami przeciwko dyktaturze. Przyjrzyjmy się więc im bliżej.

Całą trójkę można nazwać umownie „pokoleniem komsomolców” (Żwania ur. w 1963 r., Burdżanadze w 1964 r. i Saakaszwili w 1967 r.), choć tylko Żwania zdążył po ukończeniu biologii w Tbilisi (1985) rozpocząć karierę w gruzińskim Komsomole w okresie „pieriestrojki”. Pod egidą tej organizacji tworzył wówczas ruch ekologiczny, a następnie powołał Partię Zielonych, która w 1992 r. zdobyła 11 mandatów. W 1993 roku Żwania wprowadził swoją Partię Zielonych do stronnictwa tworzonego dla Szewardnadzego - Związku Obywatelskim, którego został sekretarzem generalnym czyli w praktyce drugą osoba w państwie i prawą ręką prezydenta, który objął stanowisko przewodniczącego Związku. Ugrupowanie to składało się z nomenklatury lat 1960-tych, gdy Szwardnadze był szefem MSW (jak Niko Lekiszwili) i byłej komunistycznej inteligencji oraz pokolenia komsomolców lat pieriestrojki. Między pierwszą i trzecią grupa toczyła się walka o władzę i wpływ na prezydenta. Z woli Szewardnadzego Żwania został przewodniczącym parlamentu (1995), które to stanowisko zachował po kolejnych zwycięskich wyborach 1999 roku.

Saakaszwili ukończył Uniwersytet Kijowski (1992), następnie prawo na Uniwersytecie Columbia w USA i odbył krótką praktykę w firmie adwokackiej Patterson, Belknap, Webb & Tyle by w 1995 roku powrócić do Gruzji na zaproszenie Żwanii i rozpocząć z jego poręki karierę polityczną w Związku Obywatelskim. Kiedy Żwania i Saakaszwili zarzucają prezydentowi sfałszowanie obecnych wyborów parlamentarnych, to wiedzą co mówią, wszakże sami fałszowali dla Szewardnadze wybory parlamentarne w 1999 roku, kiedy Żwania był szefem sztabu wyborczego Związku Obywatelskiego i prezydenckie w 2000 r. gdy kierował sztabem wyborczym prezydenta. W 1998 r. Saakaszwili został przewodniczącym klubu poselskiego Związku Obywatelskiego ciesząc się nieograniczonym poparciem Szewardnadzego i Żwanii. Stanowisko to utrzymał po wyborach 1999 roku i w październiku 2000 r. został z nadania prezydenta ministrem sprawiedliwości. Saakaszwili ożenił się z Holenderką Sandrą Roelofs, co według ekspertów niewątpliwie dowodzi jego prozachodniej orientacji. Mógłby przecież wziąć za żonę Mongołkę i co wtedy? Gdyby zaś fakt studiowania w USA rozstrzygał o proamerykańskiej orientacji, to przypomnijmy, że większość obecnych postkomunistycznych leaderów zostało tam wysłanych. W USA studiował np. Longin Pastusiak.

Burdżanadze po ukończeniu prawa w Tbilisi (1986) uzyskała stopień doktora prawa międzynarodowego na Uniwersytecie Łomonosowa w Moskwie (1990), po czym podjęła pracę na Uniwersytecie w Tbilisi i została ekspertem ministerstwa ochrony środowiska (1991). Karierę polityczną rozpoczęła jako ekspert komisji spraw zagranicznych parlamentu (1992 -1995) i poseł wybrany czy raczej wyznaczony przez Szewardnadzego (1995 i 1999). W parlamencie została w końcu przewodniczącą komisji spraw zagranicznych (2000-2001) i przewodniczącą parlamentu na miejsce Żwanii (od 9.11.2001). Burdżanadze jest córką Anzoriego, w czasach sowieckich sekretarza rajkomu i szefa Komitetu Sportu, a więc instytucji związanej z bezpieką. Po 1991 roku Anzori przeszedł do biznesu, w którym uzyskał monopol na handel zbożem w Gruzji, od 1992 roku był doradcą Szewardnadzego, a jego przyjacielem od zawsze. Nino zawdzięczała więc swoją pozycję w niepodległej Gruzji układom ojca z Szewardnadze. Mąż Burdżanadze, Badri Bitsadze, został mianowany zastępcą prokuratora generalnego przez własna żonę. Do dymisja podał się dopiero na dwa dni przed obaleniem prezydenta.
Cała trójka zawdzięczała swe kariery polityczne Szewardnadzemu i wiernie mu służyła należąc, m.in. dzięki powiązaniom rodzinnym, do jego najbliższych współpracowników odpowiedzialnych za system władzy, który wprowadził w Gruzji, załamanie gospodarcze i była przygotowywana przez prezydenta do objęcia po nim schedy. Już w październiku 2000 r. widziano trzech kandydatów do sukcesji: Żwanię, Saakaszwilego i szef MSW Kachę Targamadze. Kiedy zatem i dlaczego nastąpiło zerwanie?

W sierpniu 2001 roku Saakaszwili jako minister sprawiedliwości rozpoczął walkę z innymi ministrami pod hasłem likwidacji korupcji, wtedy jeszcze należał do grupy Żwanii. Szewardnadze początkowo poparł projekt ustawy o zwrocie zagarniętego nielegalnie mienia państwowego ale następnie wycofał się, gdyż nie mógł wybrać między Żwanią i Saakaszwilim, a Kachą Targamadze i Wachtang Kutateładze, szefem MBP, podporami swojej władzy, które zaatakował Saakaszwili. Dotychczas młodzi opierali się na prezydencie, ale od momentu gdy nie poparł on planowanego przez nich wyeliminowania skrzydła starych pod pretekstem akcji antykorupcyjnej, zaczęli opuszczać Związek Obywatelski.

Walka z korupcją w postkomunizmie służy po prostu jednym złodziejom do eliminacji innych (wystarczy przypomnieć Łukaszenkę) i jest zabiegiem socjotechnicznym. Gdyby Saakaszwili chciał walczyć z korupcją musiałby zacząć od siebie. Jego głównym celem stał się minister spraw wewnętrznych Targamadze, jak widzieliśmy rywal do objęcia spadku po Szewardnadze. Oskarżony przez Saakaszwilego o śledzenie posłów został ostatecznie wyeliminowany.

17 wrześniu 2001 roku Szewardnadze ustąpił ze stanowiska przewodniczącego Związku Obywatelskiego, prawdopodobnie dążąc do stopniowego przekazania władzy młodym lub do manewrowania frakcjami jak w 1992 roku, ale wywołał tylko rozłam w partii na cztery zwalczające się grupy: Żwanii, już samodzielnego Saakaszwilego, Mameładze (nomenklatura Kwemo Kartli) i Lekiszwilego.

19 września 2001 Saakaszwili zrezygnował ze stanowiska ministra sprawiedliwości, wystąpił ze Związku Obywatelskiego i w listopadzie rozpoczął tworzenie własnej partii - Ruchu Narodowego. Jego głównym hasłem stała się wówczas dymisja Szewardnadzego. W marcu 2002 przyłączyli się do niego Zwiadyści i Republikanie z dawnej opozycji. Żwania natomiast zrezygnował ze stanowiska przewodniczącego parlamentu (1.11.2001) i wycofał swoich ministrów z rządu ale jeszcze nie przeszedł do opozycji wobec prezydenta, gdyż liczył, iż Szewardnadze powierzy mu obiecane stanowisko premiera. Dopiero gdy te rachuby zawiodły Żwania wystąpił ze Związku Obywatelskiego i założył (6.06.2002) własny klub parlamentarny Demokratów, który stał się podstawą jego partii - „Zjednoczonych Demokratów”. Odtąd Żwania i Saakaszwili stali się rywalami w walce o schedę po Szewardnadze.
Najdłużej wierna prezydentowi pozostawała Burdżanadze. Od stycznia 2003 roku zaczęła jednak dystansować się od prezydenta by 22 kwietnia przejść jawnie do opozycji i odkryć, iż jest dyktatorem. Po czerwcowej wizycie w USA zaczęła być postrzegana jako przywódczyni zjednoczonej opozycji, a w sierpniu powołała własną partię - „Burdżanadze - Demokraci”. Cos jakby Aleksandra Jakubowska utworzyła stronnictwo - „Jakubowska - Demokraci” i zaczęła zwalczać straszną dyktaturę Millera.

Wydarzenia wskazują więc że do miękkiego zerwania doszło począwszy od jesieni 2001 roku. Dlaczego jednak? Często już tak w historii bywało, że delfin (tu trójgłowy) mordował tatusia, bo nie chciało mu się dłużej czekać na tron. Bywało również, iż przyspieszano zmianę władzy by uniknąć pociągnięcia do grobu przez starego władcę całej elity, gdy ten doprowadzi już kraj do ruiny i rozruchów, zwłaszcza jeśli uzyskało się poparcie z zewnątrz „zaprzyjaźnionego” mocarstwa.

W wypadku Gruzji mieliśmy prawdopodobnie kombinację wszystkich trzech czynników. W żadnym wypadku nie możemy jednak mówić o obaleniu Szewardnadze przez jakąś opozycję. Ta znajdowała się poza parlamentem i nie mogła nic zdziałać poza przyłączeniem się do Saakaszwilego i służenia mu za listek figowy. W rzeczywistości mieliśmy do czynienia ze zmianami w ramach dotychczasowej elity władzy przeprowadzonymi w formie puczu, któremu demonstracje ludowe służyły za teatralną oprawę. Istotą tych zmian była walka o sukcesję po Szewardnadze między różnymi frakcjami jego obozu.

A teraz spójrzmy jak się w rzeczywistości przedstawia prozachodnia orientacja Trójki. Zdaniem Nodari Natadze, w 1990 roku szefa Frontu Ludowego, od 1994 r. leadera Zjednoczonej Partii Republikańskiej, w Gruzji działają cztery grupy prorosyjskie: zwolennicy Szewardnadzego, Żwanii-Saakaszwilego, Asłana Abaszydze (władca autonomicznej Adżarii) i Natełaszwilego (Partia Pracy), podczas gdy prawdziwa opozycja znajduje się poza parlamentem. O jej istnieniu niewiele kto wie, bo nie ma dostępu do mediów pracujących albo dla Szewardnadzego albo jego młodych rywali. Nie ma więc szans na zajęcie jakiegokolwiek samodzielnego miejsca na scenie politycznej.

W latach 1996-2000 Żwania krytykował politykę rosyjską wobec Kaukazu Południowego, a Saakaszwili podkreślał konieczność poprawy stosunków z Moskwą jako warunku polityki zagranicznej, miał ją umożliwić oczywiście wybór Putina na prezydenta Rosji. W lutym 2003 r. „prozachdni” Saakaszwili proponował sojusz Ertobie Patiaszwilego, najbardziej prorosyjskiemu ugrupowaniu skupiającemu były aparat KC KPG. 8 sierpnia Gaga Gugava, leader Partii Pracy, oskarżył Saakaszwiliego o spiskowanie celem wywołania wojny domowej. Saakaszwili miał się spotkać tajnie w Moskwie z Aleksandrem Wołoszynem, szefem administracji prezydenta Putina i Igorem Giorgadze, dawnym ministrem spraw wewnętrznych Gruzji, autorem zamachu na Szewardnadze i głównym agentem Moskwy.

8 października br. Irina Sariszwili-Czanturia, przywódczyni Partii Narodowo-Demokratycznej i sojuszniczka Szewardnadzego, oskarżyła Żwanię i Burdżanadze o współpracę ze służbami rosyjskimi. W styczniu br. Burdżanadze miała odwiedzić przewodniczącego Dumy Sielezniowa, a następnie spotkać się w Moskwie z Giorgadze. Miała też odbierać instrukcje od Sitnikowa z firmy public relation Image Contact związanej ze służbami rosyjskimi. Żwania miał mieć z nimi kontakt już podczas wyborów w 1999. Sitnikow miałby też finansować Żwanię. Burdżnadze trzykrotnie spotykała się też z prezydentem Litwy Rolandasem Paksasem, a w dniach 29-30 września 2003 r. znów była w Moskwie, zapewne by podziwiać Arbat.

Tedo Dzaparidze, sekretarz Narodowej Rady Bezpieczeństwa, zapewnił jednak, iż nie ma dowodów na współpracę Burdżanadze ze służbami rosyjskimi. Sama Burdżanadze przyznała, iż wyraziła wprawdzie gotowość do spotkania się z Władimirem Ruszajło, sekretarzem Rady Bezpieczeństwa Rosji i Aleksandrem Wołoszynem oraz Igorem Iwanowem i ministrem obrony, ale do spotkań nie doszło, ponieważ prezydent Putin był wówczas w USA. Po co w takim razie jeździła do Moskwy? Trudno w tej chwili stwierdzić na ile te wszystkie oskarżenia mają podstawy ale częste wizyty w Moskwie Nino Burdżanadze nie ulegają wątpliwości. Również po styczniowych odwiedzinach w Moskwie w 2003 roku Burdżanadze zaczęła ostatecznie dystansować się od Szewardnadzego.

Już po obaleniu Szewardnadzego Burdżanadze stwierdziła, iż orientacja na Zachód nie będzie odbywała się kosztem Rosji, która też przecież orientuje się na Zachód. Mielibysmy tu zatem do czynienia z gruzińska wersją ukraińskiej strategii Andrija Derkacza i Wiktora Pinczuka „razem z Rosja do UE i NATO”?

Dlaczego jednak Abaszydze, główny agent rosyjski, poparł Szewardnadzego i najbardziej zwalczał tandem Saakaszwiliego-Żwanii, jeśli młodzi mają też powiązania rosyjskie? Chodzi w tym wypadku o konkurencję. Abaszydze jest już za stary i w momencie kiedy zostanie zastąpiony jako główny interlokutor Moskwy, stanie się nikomu nie potrzebny.

A sam przebieg operacji?

Już latem 2003 r. James Baker przyjechał do Tbilisi by wymóc jedność opozycji. Na zebranie w ambasadzie USA przybyli nie tylko Żwania, Saakaszwili i Burdżanadze ale też szefowie mniejszych stronnictw: Lewon Gaczecziladze (Nowi Prawicowcy), Szałwa Natełaszwili (labourzyści), Dżemal Gogitidze (Abaszydze) i Akaki Asatiani (monarchiści). Kandydatką Amerykanów na szefa zjednoczonej opozycji i przyszłego prezydenta była Burdżanadze. Saakaszwili jednak się jej nie podporządkował, a Gogitidze i Abaszydze dogadali się z prezydentem. Akcja Bakera nic nie dała ale wskazuje, iż w sprawie sukcesji mogło istnieć porozumienie między Waszyngtonem i Moskwą, co nie oznacza braku zaciekłej rywalizacji po usunięciu Szewardnnadzego.

„Operacja przeszła normalnie” -  stwierdził szef Departamentu Wywiadu Gruzji Awtandil Joseliani, mając na myśli usunięcie Szewardnadzego.

Demonstracje po wyborach rozpoczęły się w Tbilisi 5 listopada. Już 9 listopada Putin zaproponował Szewardnadzemu rozstrzygnięcia odpowiadające obu stronom konfliktu. Jasne więc było, że Rosja od początku stawia się w roli mediatora.

Sama „Operacja” zaczęła się 18 listopada od ogłoszenia przez Saakaszwilego marszu na Tbilisi i parlament z żądaniem rezygnacji Szewardnadzego. 22 listopada o godzinie 17. Saakaszwili w towarzystwie uzbrojonych osób wtargnął się na sale obrad. Dodajmy, że po czerwcowych wyborach samorządowych, kiedy w listopadzie Saakaszwili został merem Tbilisi, zaczął tworzyć sobie zbrojną ochronę, co świadczy, że de facto Szewardnadze już wówczas nie kontrolował w pełni sytuacji nawet w stolicy.

Wprawdzie prezydent ogłosił stan wyjątkowy ale już nikt go nie słuchał. Teoretycznie władzę miał przejąć minister obrony Dawid Tewsadze. W praktyce jednak przedstawiciele struktur siłowych zapewniali, iż nie użyją podległych sobie oddziałów by nikt nie miał wątpliwości, iż do rozlewu krwi nie dojdzie i pucz można bezpiecznie kontynuować.

Burdżanadze stwierdziła, że jako przewodnicząca parlamentu poprzedniej kadencji bierze na siebie obowiązki prezydenta, zaś Saakaszwili doprowadził do zajęcia przez demonstrantów kancelarii państwa. Wieczorem przybył do Tbilisi Igor Iwanow i rozpoczął mediację, czyli w praktyce naciski na Szewardnadzego by ustąpił, gdyż już z nikąd nie uzyska pomocy.

23 listopada popołudniu Saakaszwili ogłaszał o przechodzeniu na jego stronę kolejnych oddziałów: policji, MSW, część armii, batalionu Zugdidi z Górnej Swanetii, specnazu, policji z Gori i Tbilisi. Ostatecznie Szewardnadze ustąpił po rozmowie z Iwanowem oraz ministrem spraw wewnętrznych Kobą Narczemaszwili i minister bezpieczeństwa państwa Walerijem Chaburdzaniją. Taki przebieg wydarzeń wskazuje po prostu, iż zanim rozpoczęto „operację” doszło do porozumienia między Saakaszwilim a reperezentantami struktur siłowych i od samego początku los prezydenta Szewardnadze był przypieczętowany. Jak stwierdził bowiem prezydent Putin: „wydarzenia w Gruzji nie były nie oczekiwane, polityka zagraniczna ... nie brała pod uwagę realiów geopolitycznych”, tzn. interesów Rosji i dlatego „Rosja miała dość pretensji do Gruzji”. Innymi słowy Szewardnadze poszedł za daleko dystansując się od Rosji i został ukarany.

Do władzy powrócił parlament z 1999 roku, Saakaszwili został kandydatem na prezydenta zjednoczonej opozycji i zaczął przejmować administrację państwową na prowincji, a Żwania objął faktycznie stanowisko premiera.

A jak wygląda korelacja zmiany władzy w Gruzji z innymi ważnymi wydarzeniami?

23 listopada obalono Szewardnadzego w drodze zamachu stanu. Działo się to na trzy dni przed podpisaniem pod egidą Unii Europejskiej umowy o transporcie ropy kaspijskiej przez Odessę i Brody do Polski, a stąd na Zachód. Oczywiście „przypadek”. Przypadkiem jest też zapewne, iż do zmiany ekipy w Gruzji doszło tuż przed śmiercią prezydenta Azerbejdżanu Alijewa, co otwiera kwestię sukcesji po nim i próby przywrócenia wpływów rosyjskich w tym kraju, a po podpisaniu w październiku ważnych umów w sprawie otwarcia korytarza energetycznego Wschód - Zachód.

Chodzi o budowę naftociągu Baku-Tbilisi Dżejchan i gazociągu z platform w Szah-Deniz do Baku-Tbilisi-Erzerumu. Prace nad gazociągiem maja zacząć się w II kwartale 2004 r. i zostać sfinalizowane do końca 2005 roku. Od 2006 r. Azerbejdżan ma dostarczać gaz do Turcji. Wydobycie wyniesie 9 mld m3, z tego 6,6 mld m3 zakupi Turcja, 1 mld sprzedany zostanie bezpośrednio w Azerbejdżanie, 0,8 mld m3 dostarczone Gruzji. Wartość projektu wynosi 3,2 mld dolarów, z tego 2,2 mld dolarów przeznaczonych jest na budowę platform morskich i terminali, 1 mld na gazociąg Baku-Tbilisi-Erzerum. Gruzja uzyska 5 proc. gazu jako zapłatę za tranzyt 0,5 mld m3 gazu i będzie mogła kupować gaz po 55 dolarów za 1m3.

Przypomnijmy, że kadencja Szewardnadzego miała trwać do 10 kwietnia 2005 roku czyli prawie do zakończenia planowanych inwestycji. Już w listopadzie 2002 roku Szewardnadze oficjalnie zapowiedział na szczycie NATO w Pradze o dążeniu Gruzji do wstąpieniu do Sojuszu. Dodajmy też, że 30 października 2003 r. Szewardnadze stwierdził, iż w czerwcu 2004 r. na szczycie Sojuszu w Stambule będzie omawiana współpraca regionu z NATO. Jej podstawą w Gruzji jest program rządowy przygotowania do wstąpienia do NATO.

Podstawę polityki rosyjskiej stanowi kontrola źródeł energii dostarczanych Europie. Gdy nie można zapobiec budowie alternatywnych rurociągów, pozostaje ich opanowanie. Cóż z tego, że UE będzie w przyszłości zaopatrywana nie tylko w ropę rosyjską ale też kaspijską, skoro trasy dostaw mogą dostać się pod kontrolę związanych z Rosja interesami lokalnych elit politycznych. I o to chodzi w całej operacji gruzińskiej.

Nie znaczy to, że partia została już rozegrana. Teraz będzie trwała rywalizacja rosyjsko-amerykańska, w której Kreml będzie liczył na swoich ludzi, a USA na siłę dolara. 26 listopada prezydent Bush zapewnił Burdżanadze, że w razie zagrożenia Gruzja może bezpośrednio zwrócić się do Białego Domu aby uzyskać natychmiastową pomoc. W grudniu przybyła do Tbilisi grupa konsultacyjna Departamentu stanu. Przewodniczący Komitetu NATO w Kongresie USA Bruce Jackson stwierdził nawet w Tbilisi, iż "Gruzja posiada wszystkie przesłanki by wstąpić do NATO" oraz że „wszystkie trzy państwa Kaukazu południowego zasługują na zbliżenie i w dalszej perspektywie na wstąpienie do NATO i Unii Europejskiej”.

Rosja nie będzie jednak interweniowała bezpośrednio jak w 1992 roku lecz starała się kontrolować Gruzję za pośrednictwem jej regionów i różnych frakcji. 28 listopada w Moskwie odbyło się spotkanie z przedstawicielami regionów autonomicznych: Eduardem Kokojty (Osetia Płd.), Asłanem Abaszydze i premier Abchazji Raulem Chadżinbą. Spodziewana wojna diadochów Szewardnadzego też dostarczy Kremlowi możliwości manewrowania między Saakaszwilim, Żwanią i Burdżanadze, gdyż ich sojusz może być jedynie krótkotrwały.

Scenariusz litewski

Gdy jesteśmy nagle zarzucani informacjami o wykryciu jakichś skandalicznych powiązań, afer politycznych itp. najpierw należy zadać pytanie co o tym wiedziano wcześniej i dlaczego przemilczane informacje są masowo rozpowszechniane od Londynu po Kamczatkę jakby nigdy nikt o nich nie wiedział i oto wszyscy doznali olśnienia. Tak się bowiem dzieje, że podstawowe pytania, które w takich wypadkach należy zadać nie dotyczą tyle treści sensacji, te są zawsze takie same, co daty ich pojawienia się. Dlaczego właśnie teraz. Jeśli odpowiemy na to pytanie będziemy wiedzieli o co na prawdę w całej operacji chodzi.

Przyjrzyjmy się więc Rolandasowi Paksasowi, co robił i jakie miał powiązania gdy analitycy udawali głuchych i ślepych, a pracownicy wywiadów jeździli z sekretarkami na długie weekandy zamiast choćby czytać ogólnodostępną prasę.

Rolandas Paksas studiował w Leningradzie (w Rosji studiowali również jego główni współpracownicy) i był członkiem sowieckiej reprezentacji lotnictwa akrobatycznego, a to oznacza co najmniej podejrzenie o powiązania ze służbami sowieckimi. W 1997 roku rozpoczął karierę polityczną w konserwatywnym Związku Ojczyźnianym Vytautasa Landsbergisa i z ramienia tej partii został merem Wilna, a następnie premierem Litwy. W 1999 roku doszło do ostrego konfliktu między Lansbergisem a grupą Paksasa na tle prywatyzacji rafinerii w Możejkach, terminalu w Butinge i łączącego ich rurociągu. Ze względów politycznych i strategicznych Landsbergis chciał sprzedać wspomniane obiekty, nawet na gorszych warunkach finansowych, amerykańskiemu koncernowi Williams int., natomiast Paksas i jego współpracownicy minister gospodarki Eugenijus Maldeikis i minister finansów Jonas Lionginas preferowali rosyjski Jukos. To wtedy po raz pierwszy ujawniły się ich powiązania z kapitałem rosyjskim i Rosją. Konflikt kosztował Paksasa utratę stanowiska premiera i wyjście ze Związku Ojczyźnianego. Warto przypomnieć, iż Maldeikis jako minister sabotował przyłączenie litewskiej sieci energetycznej poprzez Polskę do Zachodu (sprawa ta bodajże ciągnie się do dziś, mimo podpisania już wielu porozumień). Rafineria została więc sprzedana Amerykanom, ale dostawca ropy pozostał LUKoil, natomiast grupa Paksasa wstąpiła do Związku Liberałów. Czy wybór partii był przypadkowy?

Związek Liberałów został utworzony przez sowiecka agenturę popierająca Gorbaczowa w 1990 roku, gdy zaczęła się dezintegracja Sajudisu, jako przeciwwaga dla jej antysowieckiej i prawicowej większości. Jego bazą był klub parlamentarny zrzeszający 8 komunistów i 2 bezpartyjnych.
W 2000 roku Paksas stanąwszy na czele Związku Liberałów został powtórnie premierem w sojuszu z Arturasem Paulauskasem, szefem, lewicowego socjalliberalnego Nowego Związku, którego kandydaturę na prezydenta w 1997 roku popierał Brazauskas przeciwko Adamkusowi. W 2001 roku Paulauskas jednak zmienił sojusznika i premierem został Brazauskas, a Paksas powędrował do opozycji. Wkrótce grupa Paksasa dokonała rozłamu w Związku Liberałów i w marcu 2002 roku zarejestrowała Partię Liberalnych-Demokratów, których od początku oskarżano o obronę interesów kapitału rosyjskiego. Jednym z bliskich współpracowników Paksasa była Kazimiera Prunskiene, obecnie szefowa Nowej Demokracji, a w okresie pierestrojki TW Szatrija, powiązana najpierw z Andropowem, później z Gorbaczowem; jako premier i główna przeciwniczka Landsbergisa w styczniu 1991 roku wzięła udział w próbie zamachu stanu, który miał przywrócić kontrolę nad Litwą grupie Gorbaczowa (nie udało się bo Landsbergis zawarł sojusz z Jelcynem). Następnie z Brazauskasem i liberałami i innymi zwolennikami Moskwy TW Szatrija utworzyła Forum Przyszłości Litwy (LAF), które miało stać się przeciwwagą dla orientacji antysowieckiej i nawiązywało do tzw. I. Sajudisu z 1988 roku. kiedy główną rolę odgrywała w nim agentura sowiecka. Na szczęście działalność LAFu zakończyła się niepowodzeniem.

Powiązania Paksasa nie były więc dla nikogo tajemnicą, zwłaszcza dla Landsbergisa (co najmniej od 1999 roku). Dlaczego zatem zasłania się on informacjami rzekomo przekazanymi teraz przez służby zachodnie, skoro każde dziecko na Litwie wiedziało kim jest Paksas i jego przyjaciele? Dla większej wiarygodności?

30 października VSD (Valstybes Saugumo Departamentas - Departament Bezpieczeństwa Państwa) ujawnił powiązania Paksasa m.in. z wpływową rosyjską organizacją mafijną zwaną "Stowarzyszenie XXI Wiek", a 1 listopada fragmenty raportu VSD opublikowała “Respublika” - w okresie pieriestrojki głowny dziennik opcji prorosyjskiej. W raporcie zostały wymienione m.in. nazwiska Ačasa i A. Songaily, szefa ochrony granicy państwowej, którzy często odwiedzali obywatela Rosji Aksentijewa Kikaszwilego, kierującego Stowarzyszeniem XXI wiek.

Następnie VSD ujawnił treść taśm z rozmowami prezydenta z Jurijem Borisowem, który oświadczył  Paksasowi, iż jest już „martwym człowiekiem”, ponieważ nie dotrzymał słowa i nie mianował go swoim doradcą. Rozmowa musiała jednak zostać zarejestrowana przed kwietniem 2003 roku, skoro po niej Borisow otrzymał od Paksasa  w ciągu trzech tygodni obywatelstwo litewskie.

Dlaczego Meczys Laurinkus, szef VSD, ujawnił nagrania dopiero teraz? Odpowiedź jest pozornie prosta; chciał uniemożliwić Paksasowi zdjęcie go ze stanowiska i cel swój osiągnął, gdyż przewodniczący parlamentu Paulauskas wstrzymał dymisję. Ale może również Laurinkus nie miał dotąd polecenia ujawniania czegokolwiek i dlatego przez pół roku milczał?

Meczys Laurinkus w 1990 roku należął do najbliższych wspólpracowników Prunskiene i do wrogów Landsbergisa, kiedy jednak premier odeszła w polityczny niebyt po ujawnieniu jej powiązań z KGB prawdopodobnie przez ludzi jelcyna w słuzbach (według wersji przeznaczonej dla infantylnych ekspertów i dziennikarzy jej teczka TW została nabyta na bazarze od nieznanego sprzedawcy), Laurinkus dokonał nagłej wolty i stał sie jednym z głównych wspólpracowników Landsbergisa i dzialaczy Związku Ojczyźnianego.

1 grudnia sejmowa komisja śledcza oświadczyła, iż Rolandas Paksas stworzył sytuację zagrażającą bezpieczeństwu narodowemu Litwy i ujawniła jego znane wszystkim z prasy, co najmniej od roku, powiązania z Jurijem Borisowem, byłym majorem Armii Sowieckiej i ofiarodawcą na kampanię wyborczą prezydenta 1 mln dolarów (o tym że Borisow był sponsorem kampanii Paksasa wiedział każdy i nie trzeba było żadnego śledztwa).

Borisow jest właścicielem Avia Baltica - firmy utworzonej na bazie dawnych kowieńskich zakładów remontu śmigłowców Armii Sowieckiej. (Na marginesie przypomnijmy kto chciał w Polsce powołania joint ventures w dawnych wojskowych zakładach sowieckich, kto to uniemożliwił, a więc czego uniknęliśmy i kto opluwał za ten krok premiera Olszewskiego). Avia Baltica zajmuje się handlem częściami do śmigłowców wojskowymi z krajami objętymi embargiem, m.in. z Sudanem. Drugi zakład Borisow nabył w Petersburgu, co umożliwił mu Putin nadając obywatelstwo rosyjskie (czerwiec 2002). Odbierając je w marcu Borisow musiał zrzec się obywatelstwa litewskiego ale zaraz dostał je ponownie od Paksasa.

Borisowa i Paksasa łączy też firma public relation Almax, związana ze służbami rosyjskimi. Wpływała ona na decyzje polityczne Paksasa np. o kadrowej obsadzie urzędu prezydenta, mianowaniu doradcą ds. bezpieczeństwa narodowego Remigijusa Ačasam (jego powiązania z Borisowem też nie były tajemnicą). Dodajmy do tego przecieki z urzędu prezydenta o działaniach operacyjnych policji, podejrzane prywatyzacje itp.

A teraz przyjrzyjmy się głównemu przeciwnikowi Paksasa - Paulauskasowi, kreowanemu na obrońcę Litwy przed wpływami rosyjskimi. Ogłosił on nagle, że w toku rewizji u Borisowa znaleziono jakoby plan operacji „Pasikonik”, która przy pomocy sfałszowanych dokumentów miała skompromitować litewskie partie polityczne jako powiązane z Moskwą. Wiadomo, że na złodzieju czapka gore, byłoby to więc ze strony Paulauskasa uderzenie wyprzedzające. Taki plan gdyby nawet istniał na papierze nie byłby przechowywany u Borisowa, który stał się głównym celem zainteresowania VSD.
Już dawno partię Paulauskasa Landsbergis określił mianem „ust strategicznych interesów obcego państwa". Czy miał ku temu powody?
Paulauskas zrobił karierę dzięki powiązaniom rodzinnym w prokuraturze Litwy Sowieckiej; od prokuratury rejonowej do zastępcy prokuratora generalnego (1987-1990). W 1990 roku został prokuratorem generalnym, a w 1997 przeszedł do polityki jako kandydat na prezydenta a następnie twórca Nowego Związku i przewodniczący parlamentu (od 2000 r.). W 1990 roku nie należał do grupy Landsbergisa tylko raczej reprezentował opcję pieriestrojkową.

Głównym oparciem dla Nowego Związku jest Korporacja Przemysłowo-Finansowa Litwy Zachodniej, kierowana przez mera Kłajpedy Antanasa Posasa (przewodniczący) i Viktora Uspaskicha, szefa sejmowej komisji gospodarki. Korporacja łączy litewskich biznesmenów powiązanych z kapitałem rosyjskim. Razem z Gazpromem posiada spółkę Stella Vitae, pośrednika w interesach gazowych z Rosją.

Uspaskich pojawił się na Litwie w 1985 roku na budowie rurociągu i w 1987 roku został zatrudniony przez rząd do kierowania budową gazociągu do Kiejdan. W 1990 roku przeszedł do sektora prywatnego, a od 2000 r. jest posłem na Sejm. Uspaskich to po prostu Borisow Paulauskasa. Ostatnio Gazprom kupił 34 proc udziałów w Lietuvos Dujos dysponującym monopolem na zaopatrywanie odbiorców Litwy w gaz. Oczwywiście to czysty przypadek.

Za Paulauskasem stoi zatem Gazprom i LUKoil, a więc wpływy rosyjskie, a ponieważ te koncerny państwowe stanowią przedłużenie państwa rosyjskich służb specjalnych, w istocie czy Paksas czy Paulauskas rządzić będzie Litwą i tak decyzje będą podejmowane na Kremlu. Dlaczego zatem podjęto decyzje o poświęceniu Paksasa i wymianie go na Paulauskasa?

Wydaje się, że Paksas był związany nie z tym z kim trzeba (Jukosem), a ponadto zbyt dużo juz o nim wiedziano, był zbyt skompromitowany. Jednoczesnie w obliczu wejścia litwy do UE i NATO należało dokonać wymiany pokoleniowej i na miejsce starzejącego się Brazauskasa umieścić dobrze zapowiadającego się Paulauskasa, któremu w ten sposób dorobiono odpowiednia legendę.

Nie przewidziano tylko jednego, że Paksas będzie się bronił i starł odparować uderzenie Paulauskasa. Możliwe więc, że dojdzie do kompromitacji obu i wtedy Rosja będzie musiała uruchomić plan B, czyli nie skompromitowanego agenta, który zajmie miejsce wyżej wspomnianych jako obrońca litewskiej niepodległości i będzie w NATO i UE, nie mówiąc już o samej Litwie, spokojnie reprezentował interesy rosyjskie.

Scenariusz mołdawski

Prezydent Mołdowy Władimir Woronin, do 1994 r. generał rosyjskiej milicji w Moskwie, wprawdzie reprezentuje orientację prorosyjską ale nie spod znaku Putina tylko Ziuganowa. Dlatego jego poświęcenie przez Moskwę ma przywrócić porządek w Mołdawii rękami opozycji antykomunistycznej i stworzyć wolną przestrzeń dla właściwego człowieka Kremla, który dodatkowo będzie mógł szczycić się uratowaniem kraju przed rosyjskimi wpływami.
W Mołdowie już odbywały się wielotysięczne demonstracje przeciwko rusyfikacyjnej polityce Woronina organizowane przez prawicową Chrześcijańsko-Demokratyczna Partię Ludową wywodząca się z antykomunistycznej części dawnego Frontu Ludowego. Od końca listopada w Kiszyniowie znów trwają regularne protesty i demonstracje gromadzące do kilkudziesięciu tysięcy ludzi niosących flagi Mołdowy i Unii Europejskiej. Protestujący oskarżają, zresztą słusznie, prezydenta Woronina o politykę prorosyjską.

Powodem do niepokojów stał się tzw. „plan Kozaka”, w którym Putin zaproponował Woroninowi stworzenie federalizacji mołdawsko-naddniestrzańsko-gagauzkiej, demilitaryzację Mołdowy, rosyjskie gwarancje i uznanie rosyjskiego za język urzędowy na równi z rumuńskim. Pozornie więc Woronin uzyskałby od Rosji to czego chciał wcześniej. Gdyby propozycje rosyjskie zostały przyjęte, obecny prezydent zostałby jednak usunięty w wyniku „ludowego gniewu” i „bezkrwawej rewolucji”, a cały scenariusz zostałby zrealizowany bezproblemowo, zaś w prasie światowej przeczytalibyśmy o wyeliminowaniu wpływów rosyjskich z Kiszyniowa. Kto wie, może kolejny satelita Rosji zostałby przyjęty do Unii Europejskiej i/lub NATO.
Dlaczego Woronin nie przyjmuje propozycji tylko coś marudzi o „perspektywie europejskiej” Mołdowy? Woronin sprzeciwił się „planowi Kozaka”, ponieważ zna scenariusz i wie co go czeka. Ostateczny wynik rozgrywki jest więc na razie nie znany.

W Moskwie opisywane wydarzenia przedstawiane są jako atak Waszyngtonu mający na celu rugowanie Rosji z obszaru postsowieckiego według rzekomego „Planu Brzezińskiego”. Ma to dodatkowy cel dezinformacyjny, przedstawienie instalacji nowej agentury czy też zmiany pokoleniowej jako zmniejszania się wpływów rosyjskich, by tym bardziej uwiarygodnić elitę polityczną powiązaną z interesami rosyjskimi. Jeśli przedstawiona analiza jest słuszna, możemy spodziewać się również podobnych działań w Polsce.

Autor publikacji: 
Polityka zagraniczna: 
INTERMARIUM: 
ROSJA: 
Źródło: 
Arcana 2004